Tak technologie zmienią nasze życie. „Cyfrowe” zdrowie, edukacja, urzędy, praca… Nie gonimy Niemców, tylko… Estonię

Jak nowoczesne technologie zmienią świat, w którym żyjemy? Już wiadomo, że bardzo mocno. Część zawodów, w których dziś pracujemy, zniknie. Część usług, z których na co dzień korzystamy, zmieni naturę. Będziemy „cyfrowo” dbać o zdrowie, uczyć się i rozrywać. A o tym, czy dogonimy Niemców pod względem zarobków, zdecyduje to, czy będziemy umieli stać się Społeczeństwem 5.0. Ale co to, co jasnej cholery, jest?

Niedawno w Krynicy mówiłem – wspólnie z wybitnymi ekspertami z wielu dziedzin – o Konsumencie 4,0, ale to już chyba nieaktualne, bo właśnie wracam z prezentacji raportu o… Społeczeństwie 5.0. Czyli o takiej wersji naszej wspólnoty, którą musimy zbudować, byśmy byli w stanie się bogacić indywidualnie oraz jako naród w najbliższych kilku, kilkunastu lat.

To ma być czas gwałtownej rewolucji technologicznej, jeszcze szybszej, niż to, co widzieliśmy do tej pory. Ostatnio nauczyliśmy się korzystać ze smartfonów (pamiętacie jeszcze papierowe mapy?), płatności mobilnych i zakupów internetowych. Ale to pikuś, bo nadchodzi coś znacznie „mocniejszego”: sztuczna inteligencja, autonomiczny transport, biometria, miasta i domy w wersji smart.

Państwa i narody podzielą się na te, które dzięki tej rewolucji skorzystają – bo szybko nauczą się wykorzystywać technologię do wypracowywania bogactwa i efektywnego zarządzania własnym życiem – oraz na te, które przegrają i nie „odlecą”, mówiąc językiem Adama Małysza.

Polacy mają w sobie technologiczny potencjał

Po której stronie ma szansę znaleźć się Polska i my wszyscy, jako konsumenci? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć ogłoszony właśnie raport „Technologia w służbie społeczeństwu: czy Polacy zostaną społeczeństwem 5.0”, przygotowany przez fundację Digital Poland, PwC i IQS. Jego autorzy sprawdzili jaki jest nasz poziom przygotowania do cyfrowej rewolucji. I czego nam jeszcze brakuje, by być „5.0” pełną gębą.

Dobra wiadomość jest taka, że – jak wynika z badań przeprowadzonych na użytek raportu – jakieś 40% Polaków to entuzjaści technologii. Tacy, którzy lubią testować nowinki i łatwo się przyzwyczajają. Kolejne 12% to konsumenci „technologicznie wybredni”, czyli tacy, którzy z technologii korzystają tylko wtedy, gdy im się to opłaca (oszczędzają czas lub pieniądze). Nigdy dla rozrywki, albo dla fanu.

Po drugiej stronie jest 38% Polaków-sceptyków, którzy technologie dopuściliby tylko tam, gdzie jest to konieczne – w medycynie, motoryzacji, czy energetyce. Ale generalnie uważają, że w życiu „konsumenckim” technologie są szkodliwe, bo zabijają kontakt międzyludzki. Jest też 10% całkiem odrzucających technologie.

Podobno ten podział plasuje nas powyżej średniej europejskiej, a więc generalnie jest szansa, że gdyby dać nam do ręki nowe „zabawki” technologiczne, to w większości będziemy w stanie zrobić z nich użytek, a w każdym razie niewielki będzie odsetek tych, którzy sobie nie poradzą. Widać to zresztą po tym jak świetnie rozpowszechnia się w Polsce np. bankowość mobilna. 5 mln Polaków bankuje przez smartfona, a większość płatności to te zbliżeniowe.

Prof. Jerzy Czapiński, który jest jednym z współautorów raportu mówił, że firmy technologiczne robią tylko jeden błąd – za słabo nagradzają nas za korzystanie z nowych technologii. Z badań wynika, że tylko co trzeci Polak wsiadłby do autobusu autonomicznego (bez kierowcy). Według Czapińskiego wystarczyłoby, żeby w takim autobusie były o połowę niższe ceny, a odsetek testujących by się podwoił.

Ale nasz „wewnętrzny potencjał” to niestety tylko podstawa. Społeczeństwo 5.0 to nie tylko takie, które ma dobre chęci, ale takie, które ma odpowiednie „narzędzia”, żeby z XXI wieku zrobić dobry użytek. I tu zaczynają się schody.

Polak uczy się tylko raz

Zmiany, które nas czekają, spowodują, że będziemy musieli się uczyć nowych rzeczy (przeciętny pracownik do 40-tki będzie dziesięć razy zmieniał pracę), a i sama nauka będzie wyglądała inaczej, niż dziś. Większą rolę będzie odgrywał internet: e-szkolenia i zdalna edukacja będzie na równi z tradycyjną. Edukacja wideo, edukacja poprzez rozrywkę – tak będziemy się uczyli.

Ale do tego potrzebne są tzw. podstawowe kompetencje cyfrowe, czyli umiejętność obsługi komputera, przeglądarek internetowych, portali społecznościowych itp. Tymczasem tylko 45% Polaków posiada podstawowe kompetencje cyfrowe (brakuje zajęć budujących takie kompetencje u osób „wyłączonych cyfrowo”), a polskie szkoły zdecydowanie za często są offline (tylko 10% ma dostęp do internetu).

Kłopot jest też w tym, że Polacy nie mają ciągu do nauki po zakończeniu obowiązkowej edukacji. Żyjemy w przekonaniu, że czego się raz nauczyliśmy, to już ma nam się przydawać do końca życia (tylko 14% Polaków kontynuuje naukę po szkole ponadpodstawowej). A w XXI wieku to już tak nie będzie działało.

Szybki internet? To u nas wciąż luksus

Żeby w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje technologiczna rewolucja, potrzebujemy szybkiego internetu na terenie całego kraju. A w Polsce „dziur” jest sporo (wystarczy wsiąść do pociągu). Pod względem pokrycia terytorium infrastrukturą 4G jesteśmy na siódmym miejscu od końca w Europie. Ze światłowodu korzysta w Polsce 4% ludzi (średnia unijna to 14%).

A jak to powinno wyglądać? W Danii lub Holandii zasięg 4G ma 99% populacji. W tym pierwszym kraju wszystkie partie polityczne uzgodniły, że narodowym celem na 2020 r. jest podłączenie wszystkich domów i firm do szerokopasmowego internetu.

Co prawda 35% Polaków w zeszłym roku korzystało z usług urzędowych przez internet (jakieś wnioski o 500+, zakładanie firmy albo wypełnianie PIT-u przez internet, podglądanie tego wypełnionego wstępnie przez urzędnika, dowód osobisty w smartfonie…). Ale w porównaniu z prawdziwie cyfrowymi krajami szału nie ma.

Raport podaje, że w Estonii „nie da się załatwić drogą elektroniczną tylko trzech rzeczy: małżeństwa, rozwodu oraz spraw notarialnych”. W ostatnich wyborach parlamentarnych drogą elektroniczną zagłosowało prawie 50% wyborców.

E-zdrowie: jeszcze nie u nas

Kluczowym obszarem życia w społeczeństwie 5.0 jest zdrowie. Jeśli nie będziemy zdrowi, to nie będziemy też bogaci w erze cyfrowej. A tymczasem lekarzy mamy najmniej w Europie w przeliczeniu na mieszkańców, są przeciążeni biurokracją (52 minuty dziennie pracownicy medyczni spędzają na samym tylko poszukiwaniu informacji w dokumentacji pacjentów!), 30% wizyt w gabinetach lekarskich służy jedynie odnowieniu posiadanej już przez pacjentów recepty, a tylko 7% lekarzy wystawia e-recepty.

Zaledwie 14% Polaków skorzystało w 2018 r. z usług służby zdrowia przez internet. W Estonii było to 49%, zaś 96% lekarzy wystawia tam e-recepty, a 99% danych medycznych jest w formie cyfrowej. Zaś w Finlandii mają „wirtualny szpital” oraz samoobsługowe terapie dostępne via aplikacje mobilne.

W Polsce między 55% (wśród sceptyków technologicznych) a 89% Polaków (wśród entuzjastów technologii) zgłasza gotowość noszenia specjalnej opaski informującej o stanie zdrowia, a 68% skorzystałoby z konsultacji lekarskiej wideo. Tyle, że nie bardzo mamy taką możliwość, bo system na to nie pozwala. Tracimy więc czas i pieniądze.

Polska może będzie cyfrowa, ale demograficzną z kulą u nogi

Wszystko to powoduje, że w Polsce połowę PKB wytwarza wąska grupa tylko 5,6 mln pracujących, a więc co trzeci (wszystkich pracujących jest 15,8 mln, a wszystkich obywateli – 38 mln). Aż 16% ludzi wieku 20-34 lata nie uczy się ani nie pracuje. Zaledwie 8,5% polskiego eksportu ma charakter innowacyjny.

Polska produktywność co prawda rośnie – jesteśmy 16. krajem na świecie pod względem tempa wzrostu w ostatnich 30 latach, wzrosła w tym czasie dwuipółkrotnie, ale… zbyt rzadko się uczymy po szkole i budujemy nowe umiejętności, zbyt wielu z nas nie ma kompetencji cyfrowych, które pozwalają swobodnie funkcjonować i rozwijać się w erze technologii, zaś infrastruktura internetowa w Polsce nie hula wystarczająco dobrze, nie mówiąc już o e-administracji i e-zdrowiu.

No i jest nas coraz mniej. Demografowie spodziewają się o 2,8 mln mniejszej ludności Polski w ciągu 25 lat, a połowa polskich emigrantów nie wybiera się z powrotem. To oznacza, że w 2060 r. jeden pracujący będzie utrzymywał jednego emeryta.

Trzeba mieć nadzieję, że mimo tych wszystkich przeszkód uda nam się dogonić… nie Niemców, lecz Estończyków, którzy mają już Społeczeństwo 5.0 i rozsiewają swoją potęgę na całą Europę za pomocą setek start-upów technologicznych, które tam pączkują.

 

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Maciejmiron Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
miron
Gość
miron

Z tą demografia. bym nie przesadzał. Jest nas przecież więcej niż Belgów, Holendrów, Szwedów, Norwegów, nie mówiąc już o Estończykach, a jednak to oni przodują w rozwoju, innowacyjności czy bogactwie. Kwestia dobrej organizacji i wytrwałości.

Maciej
Gość
Maciej

„To oznacza, że w 2060 r. jeden pracujący będzie utrzymywał jednego emeryta”

Za 40 lat to emerytury będą głodowe i będą stanowiły jedną piątą minimalnej pensji etatowej.
Nie jest też prawdą że ktoś kogoś tutaj utrzymuje – to ZUS przejada wszystkie pieniądze, chciałbym nie płacić społecznego ubezpieczenia – albo chociaż otrzymać na emeryturze to co wpłaciłem wraz z pracodawcą w całości… Pomarzyć sobie można…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss