Będzie podatek od mięsa? W Europie zaczynają o nim dyskutować! Czy mięsożerność ludzi rzeczywiście pogłębia katastrofę klimatyczną?

W Parlamencie Europejskim pojawiła się propozycja wprowadzenia dodatkowego podatku. Miałby objąć… sprzedawane nam mięso. Wszystko przez to, że mięsożerność szkodzi klimatowi. Czy zrezygnowanie z jedzenia mięsa jest bardziej skutecznym sposobem walki z globalnym ociepleniem, niż elektromobilność, ograniczenie podróży i oszczędzanie energii razem wzięte? Ile powinien wynosić podatek od mięsa, żeby można było jeść kotleta z czystym sumieniem?

Przyznaję się bez bicia – jestem mięsożrecą. Ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie wychował się na schabowych, mielonych i bitkach. Jednak czasy się zmieniają, a wraz z nimi nasza wrażliwość i świadomość. Dziś mięso stoi po ciemnej stronie mocy. Jak obliczył brytyjski instytutu Chatham House produkcja mięsa generuje więcej CO2 niż transport samochodowy, lotniczy i wodny razem wzięte.

Dlatego wieprzowinę odstawiłem na boczny tor, a kurczaki kojarzą mi się tylko z fermami. Ale popełniam grzech ciężki – mam słabość do policzków wołowych i kotelecików jagnięcych, a to przecież najbardziej CO2-twórcze gatunki mięs. Czy aby pomóc klimatowi mam się i tego wyrzec? A może wcale nie muszę? Ile wynosi Polski mięsny ślad CO2 i jak go zmniejszyć? 

Będzie podatek od mięsa? Na razie jest w Europie debata na ten temat

W Parlamencie Europejskim na 5 lutego 2020 r. zaplanowano debatę nad propozycją „sprawiedliwego ustalania cen mięsa”. Tak naprawdę chodzi o nowy podatek, zwany dla niepoznaki „opłatą środowiskową” (z ang. sustainability charge). Pomysłodawcą jest koalicja TAPP – w jej skład wchodzą organizacje rolnicze, zdrowotne i ekologiczne. Pomysł jest następujący: od 2022 r. we wszystkich krajach unijnych powinno się doliczać specjalną opłatę do sprzedawanego mięsa.

Dochody z nowego podatku miałyby wynieść 32,2 mld euro rocznie. Zdaniem koalicji TAPP te pieniądze możba by było wykorzystać m.in. na pomoc rolnikom w inwestowaniu w bardziej ekologiczne uprawy i hodowle oraz na dotowanie sprzedaży warzyw i owoców, których wytwarzanie nie szkodzi tak klimatowi.

Inne cele finansowe nowego podatku to „zapewnienie wsparcia finansowego gospodarstwom domowym o niskich dochodach” oraz – to wężykiem – „wspieranie krajów rozwijających się w dostosowywaniu się do zmian klimatu”. Kasa miałaby też pójść na „ochronę lasów i różnorodności biologicznej”. Od debaty w Parlamencie Europejskim do wprowadzenia nowej opłaty jeszcze daleka droga, ale warto się zastanowić ile jest sensu w takich pomysłach.

Czytaj też: A może przesiąść się do samochodu elektrycznego? Czy opłaca się dojazd autem na minuty do pracy?

Czarna krowa, w kropki bordo… Wołowina ma najwięcej za uszami

Stan gry jest taki, że mięso to jeden z największych „trucicieli” ziemi. Dziś produkcja i spożycie mięsa odpowiada za 14% wszystkich gazów cieplarnianych (dane FAO), które związane są z aktywnościami człowieka. Czyli będzie to 7,1 mld ton (Polska emituje 300 mln ton).

Mięso samo w sobie nie jest szkodliwe dla klimatu – szkodliwy jest przemysł hodowlano-przetwórczy i to z kilku powodów, zaś sama odpowiedzialność rozkłada się nierówno między różnymi jego rodzajami. Największymi „zbrodniarkami” są krowy, które dają nie tylko wołowinę, ale też jogurty, mleko, serki, śmietanki, sery – jednym słowem nabiał. Ślad węglowy związany jest z tym, że krowa żyje długo (na tle innych zwierząt hodowlanych), jest duża (pół tony żywej wagi) i dużo je.

W między czasie zużywa zasoby: trawę, paszę, wodę, wydala to, czego nie przetrawiła, a w dodatku wydziela metan, którego efekt cieplarniany jest wielokrotnie większy niż CO2.  Żeby wyprodukować 1 kg wołowiny potrzeba aż 6-10 kg paszy (wg niektórych źródeł 30 kg, ale nie jestem „cowboyem” więc trudno powiedzieć, które dane są bliższe prawdzie), a do tego kilkanaście tysięcy litrów wody. W sytuacji, gdy grozi nam susza, to liczby nie bez znaczenia.

Problemem jest nie sama hodowla i zwierzę jako takie, ale narosły wokół mięsa przemysł, czyli produkcja wspomnianych kilogramów paszy, produkcja nawozów, którymi obsypuje się uprawy, karczowanie lasów pod uprawy zbóż na paszę, platikowe tacki i folie na kotlety, a na końcu transport do klienta (oczywiście dieslowską furgonetką).

To nie te czasy, gdy krowa żywicielka utrzymywała małe gospodarstwa. Dziś hodowla zwierząt przypomina  bardziej produkcję na wzór tej w fabrykach. Z tą różnicą, że zakłady mają specyficzny produkt, czyli proteiny – białka po prostu.

Czytaj też: 100 amerykańskich miast do 2035 r. ma zasilać się wyłącznie zieloną energią. A polskie miasta? Czy stać nas na udział w takich „zawodach”?

Czytaj też: Spadek zysków firm, wzrost cen kredytów, ubezpieczeń i podatków, krach nieruchomości. To Nostradamus? Nie, prognozy bankowców

Ile schabowych rocznie jemy i dlaczego tak dużo?

Samo spożycie mięsnych rarytasów jest związane z zasobnością portfela – im grubszy tym dieta jest bardziej bogata w mięso. Coś powoduje, że gdy już nas stać, to  trudno sobie odmówić, pieczeni, gulaszów, kebabów, golnek, udzików itd. Oczywiście, to działa do pewnego poziomu zamożności, powyżej którego dieta staje się bardzie wysublimowana.

W związku z ogromnym skokiem cywilizacyjnym  jakie przeżyła ludzkość w ostatnich 50 latach aż pięciokrotnie zwiększyło się spożycie mięsa na świecie. Na początku lat 60. XX w. produkcja mięsa na naszym globie nie przekraczała 70 mln ton, ale z czasem wzrosła do ponad 330 mln ton rocznir. W tym samym czasie liczba ludności wzrosła ponad dwukrotnie – z 3 mld do 7,6 mld.

To jest główny problem związany z emisją CO2 z branży mięsnej, czyli brak umiaru i nadmierne spożycie, przez które rykoszetem dostaje nasze zdrowie. Kiedyś mięso było na stole raz w tygodniu, albo i rzadziej i zapewne ludzie byli wtedy zdrowsi, choć dokuczały im np. choroby zakaźne.

Ale jest coś w tym, co powiedział Albert Einstein. Okazuje się, że ten wybitny umysł w dziedzinie fizyki, również jeśli chodzi o dietę miał coś do przekazania ludzkości. Znane jest jego przesłanie, które mówi, że Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu, jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej”. W kontekście dzisiejszych dyskusji o konsekwencji spożycia mięsa, ta fraza brzmi jak złowrogie proroctwo.

Polak lubi się najeść. Ilu z nas jest „wegeskrętnych”?

Nawyki żywieniowe, jak każde inne nawyki, mają to do siebie, że do nich przywykamy, więc trudno je zmienić. Z rezygnacją z jedzenie mięsa jest podobnie – wiele osób deklaruje, że ogranicza jedzenie mięsa (głównie ciężkostrawnego, czerwonego), a tymczasem dane GUS tego nie pokazują. Może to wynikać z faktu, że ktoś odpuści mięso, ale inny zaczyna jeść za dwóch.

Ostatnio media cytowały raport portalu Pyszne.pl o tym, jakoby, że Polacy coraz częściej zamawiali potrawy wege. Być może faktycznie użytkownicy aplikacji są tacy „wegeskrętni”, ale w skali kraju tego nie widać.  Według znanych z dokładności badań wyników „Diagnozy Społecznej” prof. Janusza Czapińskiego niecałe 3% badanych wybiera dietę wegetariańską bądź wegańską (ale to i tak prawie milion ludzi), a gotowość zastępowania mięsa przez zbliżone smakiem produkty roślinne wyraża 18%.

W Polsce w 2017 r. spożycie mięsa na głowę wyniosło 70,1 kg, z tego: wieprzowe – 38,2 kg, drobiowe – 27,6 kg, wołowe – 3,2 kg,, pozostałe – 1,1 kg. Wołowiny jemy najmniej, bo jest najdroższa, trudna w przyrządzaniu. Ale – dla porównania – pięć lat temu wołowiny jedliśmy o 1,6 kg mniej. W skali świata w przeliczeniu na głowę mieszkańca planety najwięcej zjadamy wieprzowiny (15 kg), drobiu (14 kg), a wołowina jest na trzecim miejscu (10 kg).

Czytaj też: FlixBus wprowadził dodatkowe opłaty. Kto chce pomóc Matce Ziemi, dopłaca za przejazd. Na co idą „zielone” pieniądze?

Polski mięsny ślad węglowy jest długi jak droga z Warszawy do Lizbony

W materiałach źródłowych można znaleźć różne dane dotyczące tego jaki ślad węglowy powstaje przy produkcji różnego rodzaju mięs. Żeby nie poruszać się po omacku za punkt wyjścia i na potrzeby wyliczeń skorzystałem z danych Environmental Working.

Uwzględniając cztery mięsne kategorie, które spożywamy w Polsce, uzyskujemy informację, że produkcja 1 kg:

  • wołowiny to ok. 27 kg  emisji CO2
  • wieprzowiny: 12 kg emisji CO2
  • drobiu: 7 kg emisji CO2
  • jemy też trochę innych gatunków mięs, które mogą być tak szkodliwe jak wołowina (czyli jagnięcina) albo w miarę neutralne jak drób (czyli dziczyzna) więc przyjąłem dla całej reszty uśredniony ślad węglowy na poziomie 10 kg CO2 na 1 kg produkcji

Oznacza, to, że statystycznie polski konsument zostawia mięsny ślad węglowy wielkości w wyniku spożycia:

  • wieprzowiny –  458,4 kg CO2
  • drobiu – 193,2 kg CO2
  • wołowiny –  86,4 kg CO2
  • pozostałych rodzajów mięs 11 kg  CO2

Razem to prawie 748 kg CO2! W przeliczeniu na 38 mln mieszkańców oznacza, że nasz narodowy mięsny ślad węglowy to 28,4 mln ton CO2. To prawie trzy czwarte tego, co rocznie emituje elektrownia Bełchatów, którą chcą pozwać ekolodzy. W świetle tych wyliczeń można zadać sobie pół żartem, pół serio pytanie –  kogo więc należy pozwać? Elektrownie? A może ubojnie? W końcu to przemysł mięsny i konsumenci odpowiadają za tak dużą emisję.

Prawie 800 kg to tyle, ile emituje przeciętny samochód (115 g emisji na 1 km) po przejechaniu z Warszawy do Lizbony. I to w dwie strony z naddatkiem. Albo tyle, ile przejeżdża typowy mieszczuch przez cztery miesiące, odwożąc dzieci do szkoły i dojeżdżając własnym samochodem do pracy.

Z przedstawionych powyżej obliczeń jednoznacznie wynika, że w Polsce to nie wołowina jest główną winowajczynią klimatycznego występku, ale wieprzowina i drób. Co z tego, że w przeliczeniu na kilogram, produkcja „wołowego” zostawia 3-4 razy większy ślad węglowy, skoro w Polsce spożycie tego mięsa jest 20-krotnie mniejsza niż innych gatunków?

Wniosek? Żeby walka z globalnym ociepleniem, ale też poszanowaniem wody i dobrostanu zwierząt była skuteczna, trzeba nie tyle, ograniczyć spożycie wołowiny i nabiału, co mięsa w ogóle. Kłania się zatem dieta już nie wegetariańska, ale wegańska.

Czytaj też: Grecja czy Bałtyk? Wakacje mogą być ekologiczną zbrodnią. Liczę klimatyczny koszt twojego urlopu. I wymierzam pokutę!

Czytaj też: Bycie eko to już nie kosztowne hobby dla „zielonych dziwaków”, lecz realny sposób na oszczędzanie pieniędzy. Jak dużych? Liczymy!

Recepta dla smakoszy? Burrito wege i wpłata na fundację

Mięso to nie jest też najzdrowszy element naszej diety. Czy warto szukać alternatyw w potrawach warzywnych? Cóż, niewykluczone, że kiedyś to się po prostu będzie opłacało. Niemieccy i duńscy zieloni co jakiś czas rzucają w przestrzeń publiczną pomysł, żeby dodatkowo opodatkować mięso. Z nałożeniem parapodatków na transport lotniczy i samochodowy już się udało, więc być może podatki na jedzenie ze śladem węglowym to tylko kwestia czasu?

Jeśli jednak nie możemy się powstrzymać przed schabowym czy burgerem, mam dwie propozycje: wybierajmy produkty produkowane przez lokalnych dostawców, takie, które zostawiają mniejszy ślad węglowy z transportu. Być może z czasem popularność zyska tzw. sztuczne mięso, którego w produkcja nie jest tak energochłonna i nie emituje tyle CO2, co tradycyjna.

Ja na przykład skusiłem się na wegańskie burrito, które w smaku prawie niczym nie różniło się od wołowego! Od tamtej pory staram się zastępować ten meksykański przysmak wersją „vege”. Doraźnie można posiłkować się tą tabelką przygotowaną przez BBC na podstawie badań J. Poore’a i T. Nemecka z Oxfordu.

Można wybierać produkty, których producenci stosują technologię produkcji ograniczającą CO2. Takie firmy są już w Polsce. Kupujmy z zakładów, które nie tylko kompensują, czy ograniczają emisję CO2, ale też ograniczają zużycie wody i energii. Takie firmy działają już w Polsce (należą do zachodnich koncernów).

Po trzecie – nie rezygnując z jedzenia mięsa możemy w wybrany sposób skompensować ślad węglowy, który się za nami ciągnie. Opcji jest kilka: możemy ograniczyć podróż samochodem – ale to radykalna terapia, w końcu 748 kg to odpowiednik 6,5 tys. km więc musielibyśmy odstawić auto na kilka miesięcy. Możemy zacząć od dojazdów do pracy autem elektrycznym, a w dalsze podróże wybrać się pociągiem.

Można też sadzić drzewa. Nie trzeba do tego zakładać szkółki leśnej – wystarczy wpłata na organizację lub fundację, która zajmuje się taką działalnością. Koszty są różne, w zależności od tego gdzie, jakie drzewa i przez jaką organizację będą sadzone. Żeby skompensować ok. 750 kg CO2 wystarczy wpłata 10-17 euro. To wydaje się być akceptowalna stawka „podatku kotletowego”, z którego środki zostaną przeznaczone np. na zalesianie.

źródło zdjęcia: PixaBay

33
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
18 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
TomekMonikaParadoksAdamSamozl0 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomasz
Gość
Tomasz

Najpierw niech Amerykanie ograniczą spożycie wołowiny, bo to oni są głównym konsumentem wołowiny. Ponadto zacznijmy od produkcji cukru i opodatkujmy dodawanie cukru do wszystkich rodzajów żywności, w tym do wędlin, bo to przede wszystkim szkodzi zdrowiu konsumentów. Poza tym, gdy żyły dinozaury, i później stada bizonów na preriach, to nie zostawiały śladu węglowego? Zadziwiające jest to, że jak coś ma być bardziej ekologiczne to musi być jednocześnie bardziej drogie. Trzeba popatrzeć kto na tym zyskuje.

Adam
Gość
Adam

Przyłączę się do dyskusji w sklepach już od dłuższego czasu można nabyć min. pulpety, kotlety (bez mięsne) tzn. warzywne – nawet udają odpowiedniki mięsa całkiem przyzwoicie. Tylko ich cena jest tak absurdalna – iż ręce opadają!!! Czy białko, błonnik roślinny może kosztować więcej niż prawdziwe mięso nie sądzę!!! To jest zwykły biznes! Jeden producent z Częstochowy jest tak bezczelny, iż na opakowaniu pisze, iż zakup jego produktu to tyle i tyle mniej CO2 ( w kg) w atmosferze!!! Najlepsze na koniec swój produkt jako ekologiczny pakuje w plastik! I tak mamy utopię – produkt udający „mięso” jest droższy od mięsa,… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

A o tym że Chiny odpowiadają za 25 procent emisji CO2 to jakoś cicho.

obatel
Gość
obatel

jak się ma to w przeliczeniu na głowę?

Mariusz
Gość
Mariusz

Liczy się emisja na mieszkańca, najlepiej skumulowana, od rozpoczęcia epoki przemysłowej.

Cyryl
Gość
Cyryl

Ciężko Chiny oskarżać jak cały świat u nich kupuje. To tak jakby na pracownika krzyczeć, ze długopisy za szybko zużywa jak mu każemy raporty pisać ręcznie

Paradoks
Gość
Paradoks

Słuszna uwaga, ale przecież to jest standard – najbardziej „czyste i ekologiczne” są kraje, które swój przemysł po prostu przeniosły za granicę, za to garściami czerpią z dobrodziejstw produkcji. Sa to jednocześnie „czempioni humanitaryzmu” i „szczytowe osiągnięcia robotniczego socjalu” a przy tym „mistrzowie wydajności”, bo jedyne miejsca pracy, które utrzymują w zasięgu własnej percepcji to te, które polegają na liczeniu pieniedzy, które zarabiają na obrocie towarami produkowanymi przez jakieś anonimowe dzieci w Kambodży czy innym Bangladeszu.

Im szczytniejsze hasła, tym więcej za nimi fałszu i hipokryzji.

obatel
Gość
obatel

Edukacją, nie podatkami, należy wprowadzać zmiany. Może wtedy wprowadzający zmiany również przy okazji by się doedukowali, bo im tego często ewidentnie brakuje.

Polecam obejrzeć ostatnie filmy na kanale Warsaw Enterprise Institute na YouTube, gdzie Tomasz Wróblewski bardzo racjonalnie opowiada o psychozie, jaka ma miejsce w temacie klimatu („Dlaczego kryzys klimatyczny to kryzys rozsądku” oraz pewnie także „Leczenie budżetu, nie zdrowia”) z serii „Wolność w remoncie”.

Paradoks
Gość
Paradoks

Przyłączam się do polecenia, audycje „Wolność w remoncie” są świetnie przygotowane i com więcej podają dużo ciekawych źródeł. Redaktor Wróblewski z zespołem robią dobrą robotę.

Adam
Gość
Adam

A tu piszą co innego, tzn. że trzeba liczyć emisję nie w przeliczeniu na kilogram tylko na kalorie.

Cytat:

Jeśli jednak wziąć pod uwagę kalorie, to – według danych przedstawionych przez „The Washington Post” – o wiele więcej gazów cieplarnianych emitują… brokuły. Z tej perspektywy niektóre rodzaje mięsa rzeczywiście nie wydają się największymi złoczyńcami w piramidzie żywności. Przy uwzględnieniu emisji kalorii produkowanej żywności, a nie jej wagi, emisja przy produkcji jaj, serów i łososia hodowlanego spada w porównaniu z innym pokarmem. Tymczasem emisja tofu, brokułów, pomidorów wzrasta w stosunku do ich wagi.

https://forsal.pl/artykuly/1447508,brokuly-emituja-wiecej-co2-niz-mieso.html

Nobody
Gość
Nobody

Nawet w przeliczeniu na kalorie _niemal_ każde mięso jest bardziej szkodliwe od _niemal_ każdego roślinnego produktu. Poza tym sam autor przyznaje że to też zły sposób liczenia. Nie je się mięsa czy tofu dla witamin, a pomidorów dla białka.
Jak się chce stwierdzać ogólne wnioski, to nie można patrzeć na wyjątki, trzeba patrzeć na najczęstsze wartości.

Ppp
Gość
Ppp

Prawdą jest jednak, że porcją mięsa najesz się bardziej i na 2-3 razy dłużej, niż przy jedzeniu roślin liściastych w tej samej ilości. Mimo pozorów, nawet „ciężkie” fasole grochy są szybciej trawione – zatem Adam ma rację, że nie można liczyć tej samej masy różnych produktów.
A w temacie – podatek od głupoty polityków przyniósłby takie dochody, że można by zlikwidować wszystkie inne podatki!
Pozdrawiam.

Radek
Gość
Radek

Dzięki za ten komentarz!
Ekofanatyzm polegający na nakładaniu podatków na wszystko bez patrzenia na przyczyny i skutki działań rozlewa się jak socjalizm w połowie 20. wieku. Mam wrażenie ze zyskuje coraz więcej entuzjastów co jest przerażajace

Bartek
Gość
Bartek

Ale przecież identycza sytuacja ma miejsce w przypadku elektryfikacji motoryzacji które nie ma nic wspólnego z ekologią. A mimo wszystko jest dziś symbolem pro eko.
Po prostu kolejny patent na sięgnięcie do kieszeni podatnika.

Aleksander
Gość
Aleksander

Alesmy czasów dożyli… rewolucja komunistyczna w pełnym natarciu!!! Tyle, że prowadzona niemal wyłącznie narzędziami propagandy, terroru już nie trzeba stosować!

Paradoks
Gość
Paradoks

Na razie nie trzeba. Spróbuj przestać płacić te haracze, to terror i siła się znajdą.

Jakto
Gość
Jakto

Jeśli autor chciałby przedstawić obiektywny obraz rzeczywistości, to powinien zaprezentować również statystyki emisji CO2 i zużycia wody w przeliczeniu na kilogram spożywanych wege-produktów. A następnie porównać ich kaloryczność względem mięsnych odpowiedników – żywność w końcu służy do zaspokojenia potrzeb kalorycznych organizmu. Np. dorosły mężczyzna potrzebuje ok. 2500 kcal dziennie, czyli 1 kg wołowiny lub 18 kg ogórków (a właściwie, to pewnie ok. 25-50 kg, bo trzeba doliczyć wagę obierek oraz towaru zepsutego na polu, w magazynie, transporcie i na ekspozycji sklepowej). Uprzedzając – nie wiem, co jest bardziej ekologiczne. Jednak mam wątpliwości, czy produkowanie kilkudziesięciu kg owoców i warzyw w… Czytaj więcej »

Anon
Gość
Anon

Żaden weganin nie zaspokaja zapotrzebowania kalorycznego ogórkami, które w 90% składają się z wody. Produkty roślinne to również olej rzepakowy, awokado czy orzechy, które mają znacznie większą wartość energetyczną, a wiążą się ze znacznie mniejszą emisją gazów cieplarnianych 🙂

Paradoks
Gość
Paradoks

Oraz nie ma szans pokryć tymi produktami potrzeb żywieniowych obecnych populacji. Może zamiast modnych, miejskich wegeproduktów porównywać coś, co rzeczywiście może jeść ktoś więcej niż garstka ludzi w hipsterkich kawiarniach, którzy nie shańbili się w życiu pracą fizyczną – zboża, kasze, rośliny strączkowe, coś jeszcze na dużą skalę? I koniecznie należy doliczyć wtedy ile dodatkowych nawozów, wody oraz środków ochrony rośliny pochłaniać będzie ich uprawa zamiast hodowli zwierząt na mięso.

Barbara
Gość
Barbara

Dziękuję za ten artykuł, jest bardzo rzetelny i służy słusznej sprawie. Ja jednak nadal słyszę to echo „ja, ja, ja”, albo raczej „my, my, my”. Coś w rodzaju „ograniczmy spożycie mięsa bo ludzkość ponosi tego negatywne konsekwencje”. W artykule wybrzmiewa dla mnie troska o dobro ludzkości, ale niekoniecznie zwierząt, (choć oczywiście skorzystają na tym i one jeśli w istocie mieszkańcy tej planety ograniczą spożywanie mięsa). Zwierzęta to nie produkt, ani ludzka własność. Zwierzęta to istoty czujące ból fizyczny i psychiczny. Zwierzęta nie należą do ludzi.

Regnard
Gość
Regnard

Generalnie każdą akcję władz wszelakich mającą na celu ograniczenie czegoś, zabranie czegoś, czy w końcu zabranie i „wywianowanie”, jak w omawianym przypadku, obiecującej grupy wyborców oraz podobne działania da się usprawiedliwić kombinacją dwóch lub trzech naraz następujących czynników. a) Koniecznością walki z terrrrrrrroryzmem, b) dobrem dzieci oraz c) walką z ociepleniem klimatu. Na takie dictum nikt będący przeciw za bardzo buzi nie otworzy bo wszyscy na niego patrzą jak na zbrodniarza wojennego klasy A.

Paradoks
Gość
Paradoks

Etam. 🙂
Każde działanie władzy ma dokładnie jeden ważny powód i motyw – chęć utrzymania się u władzy i konsumowania owoców cudzej pracy. Cała reszta to propaganda i socjotechnika.

Pedro
Gość
Pedro

z cyklu wstaw „wybierz gdzie postawić przecinek: krowa żyje, długo jest duża
Rozumiem, że ludzie piszący artykuły to umysły ścisłe, ale może ktoś do czytania tekstów przed publikacją by się przydał.

Maciej Samcik
Admin

Oj, redagowałem, najwyraźniej musiało mi się coś ommsknąć :-(. Poprawiam

Chorobnik
Gość
Chorobnik

Czyli w zamian obniżą podatek na zdrową żywność, bo przecież nie chodzi o wpływy do budżetu, tylko o klimat?

PrawieSprawiedliwy
Gość
PrawieSprawiedliwy

W zamian obniżą progi podatkowe, bo obrzydliwe bogactwo krwiopijców zarabiających więcej niż 3000 zł brutto nie idzie w parze z ekologią, jest bezbożne, liberalne, lewackie i stymuluje popyt na mięso.

obatel
Gość
obatel

Doceniam poczucie humoru

damian
Gość
damian

wychodzi na to, ze jedynym ratunkiem planety jest zjedzenie obywateli spozywajacych najwiecej miesa, czyli USA, Brazyli, Kanady i UK. Wtedy zmniejszy sie ogrom zbednego CO2!

Daniel
Gość
Daniel

Doprowadziłoby to do zmniejszenia spożycia kurcząt, wieprzowiny i wołowiny odpowiednio o 30 %, 57 % i 67 % do 2030 roku. -To z innej publikacji. To co ci ludzie będą jeść? Mięso podrożałoby średniu o 20 zł za kg. To jest chore. Najbardziej odczują to najbiedniejsi.

Samozl0
Gość
Samozl0

Jeżeli coś jest naprawdę złe, to trzeba zlikwidować a nie opodatkować.
W przeciwnym razie zamiast karać powinno się np. opodatkować kierowców którzy za szybko jeżdżą i niech robią to dalej.
Opodatkować mężów bijących swoje żony, opodatkować urzędników biorących łapówki, itd, itd.
Takie podatki to przyzwolenie na robienie tego co się robi tak jak do tej pory, tyle, że państwo czerpie z tego korzyści.
To takie fotoradary, które pod pretekstem kontroli prędkości, są maszynkami do zarabiania pieniędzy.

Monika
Gość
Monika

Czyli jak to jest? Jedną ręką UE będzie dotowała produkcję mięsa (poprzez dopłaty dla rolników) a drugą ją opodatkowywała? Nie mówię, że to niemożliwe, tylko że dziwne.

Tomek
Gość
Tomek

Ok, wszystko fajnie, ale czy ktoś obliczył bilans zużywanego dwutlenku węgla przez rośliny, które potem są zjadane przez zwierzęta? Może się okazać, że bilans się wyrównuje albo jest nadprodukcja tlenu.. Czy ktoś popatrzył na to z tej strony?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij