25 czerwca 2021

Koniec szkoły! O ile więcej wydamy w tym roku na wakacje nad morzem? Czy można ograniczyć wzrost kosztów? Rady na urlop

Koniec szkoły! O ile więcej wydamy w tym roku na wakacje nad morzem? Czy można ograniczyć wzrost kosztów? Rady na urlop

Wraz z rozdaniem świadectw rozlegnie się chrzęst zamykanych walizek i pakowanych plecaków, a spragnieni wypoczynku Polacy ruszą na urlopy. Jedni wybiorą plaże południa Europy, inni – plaże północy nad Bałtykiem. Z danych wynika, że szczególnie ci drudzy za wakacje nad morzem zapłacą w tym roku rekordowo dużo. Dlaczego? O ile więcej? I jak efektywnie ściąć koszty? Sprawdzam!

Polacy na potęgę rezerwują i wykupują wakacje nad morzem, a za wypoczynek płacą jak za zboże – ryba, frytki i surówka z szemranej smażalni to minimum 50 zł. Do tego gofry (12 zł) albo lody (10 zł) i czteroosobowa rodzina po krótkim obiadowym wyjściu może być szczuplejsza o 200-300 zł (w zależności od poziomu asertywności na nadmorskie pokusy).

Zobacz również:

To już nie są paragony grozy, to są paragony normalności. Hasło „wszystko drożeje”, to już nie jest pusty frazes, to nowa doktryna. A miejscowościach turystycznych ceny rosną podwójnie – w końcu trzeba sobie odbić pandemiczne straty, a kto wie, czy wirus nie zmutuje i nie będzie kolejnego lockdownu, więc może lepiej teraz więcej zarobić na turystach, „na zapas”? O ile w tym roku więcej zapłacimy na wakacje nad morzem? W jakie finansowe tarcze uzbroić się przed sezonem? Sprawdzam!

Czytaj też: Wybierasz się na wakacje do Grecji, Włoch albo Hiszpanii? Najpóźniej 1 lipca będziesz mógł zdobyć „paszport covidowy” ułatwiający podróżowanie. Gdzie? Jak? Za ile?

Pandemiczne podwyżki. Ile wydawaliśmy na urlop przed zarazą?

Polacy chcą na urlop. Jak poinformował portal Travelplanet.pl, poziom rezerwacji od połowy maja do połowy czerwca jest porównywalny z tym, jaki był w analogicznym okresie rekordowego dla turystyki 2019 r. Przed pandemią na wakacje z biurem podróży wyjeżdżało 3-4 mln Polaków i kilka razy tyle wybierało wakacje w kraju. Mimo otwarcia granic i wprowadzenia certyfikatów szczepionkowych w tym roku – podobnie jak w poprzednim – raczej będziemy wybierać kierunki krajowe.

W tym roku miejscowości turystyczne zaleją co najmniej trzy fale turystów. Pierwsza to fala tych wcześniej planowych, którzy zrezygnowali z wakacji w ubiegłym roku. Mieli wykupione wakacje nad morzem, ale zmienili termin. Według danych GUS w lipcu i sierpniu 2020 r. w miejscowościach nadmorskich przebywało w sumie 1,5 mln turystów, którzy skorzystali z 7,3 mln noclegów. To liczby mniejsze o odpowiednio 14% i 19% niż przed pandemią. Te osoby pojawią się nad Bałtykiem w nadchodzące lato.

Druga fala turystów to ci umęczeni pandemią, którzy przed rokiem woleli zostać w domach. Trzecia fala to ci, którzy zwykle podróżowali po Europie, ale tym razem zrobią wyjątek od tej reguły.

Popyt na wakacje nad morze więc rośnie, a wraz z nim ceny. O ile? Dzięki danym GUS znamy dokładnie nasze wydatki z 2019 r. Rok 2020 był niemiarodajny, ale wiemy, że statystycznie ceny usług turystycznych i w restauracjach wzrosły o 6%. Według GUS w 2019 r. na podróże wydaliśmy 79,5 mld zł, czyli o 10% więcej niż w 2018 r.

Z tej kwoty na podróże tylko po Polsce wydaliśmy 31 mld zł, ale w tym przypadku wzrost wydatków wyniósł 11,5% (wzrost wydatków zagranicznych był jednocyfrowy). Przeciętne wydatki jednej osoby na podróż po Polsce od 2 do 4 dni wyniosły 352 zł, czyli wzrosły o 7,6%. Dłuższe urlopy to już średni wydatek 1012 zł na osobę (powyżej 15. roku życia). W przypadku wyjazdów dłuższych niż 4-dniowe najwięcej, co zrozumiałe, wydawaliśmy na noclegi (37% wakacyjnego budżetu), a niewiele mniej na jedzenie (34% budżetu).

Czytaj też: COVID-19 na Fuerteventurze. Czytelnik zrobił sobie test i został „uziemiony”. Miał polisę turystyczną, ale za wszystko musi płacić sam. Jak się badać, by nie zostać na lodzie?

A ile wydamy na wakacje nad morzem w tym roku?

W maju ubiegłego roku, gdy rząd otworzył hotele po pierwszym lockdownie, ceny krajowych, zorganizowanych wycieczek wzrosły o 8%. A ceny noclegów w hotelach i usług restauracyjnych o 6%. Ten 6-procentowy wzrost utrzymał się też w lipcu i sierpniu. To jedne z największych wzrostów, które podaje GUS w swoich tabelach. W maju tego roku zanotowaliśmy kolejny 6-procentowy wzrost usług hotelarskich i żywieniowych.

Potwierdzają to dane portalu rezerwacyjnego Nocowanie.pl. Ceny w porównaniu do tych sprzed pandemii wzrosły nawet o kilkanaście procent. Choć średnia cena za nocleg od osoby jest niska i wynosi mniej więcej 50 zł za osobę, to jest to efekt uwzględniania w statystyce dużej liczby pensjonatów i pokoi do wynajęcia. W najlepszych ośrodkach jest drożej, a i tak już dawno nie ma miejsc.

Zakładając, że w 2019 r. na wakacje w Polsce wdaliśmy 1012 zł na osobę, a w 2020 r. ceny wzrosły od tego czasu średnio o 12%, oznacza to, że w tym roku jedna osoba wyda na wakacje w Polsce ok. 1205 zł. Czyli o 193 zł więcej niż przed pandemią. W przypadku 3-osobowej rodziny, to wydatek już o 580 zł większy. Kwota nieco ponad 1200 zł od osoby oznacza, że dwuosobowy pokój jest w tym roku wyceniany nad Bałtykiem na 345 zł za dobę. 

To boli, ale średnie pensje też rosły, rósł dochód rozporządzalny, a nade wszystko – w tym roku ciągle do wydania jest 3,2 mld zł z bonu turystycznego. Ta kasa to 500 zł na dziecko, a można ją wydać na noclegi albo atrakcje turystyczne. Rząd wprowadził ten dodatek rok temu, ale z powodu pandemii i późnego startu programu – dopiero w sierpniu – wykorzystanie bonu było na śladowym poziomie. Być może dopiero w te wakacje coś się odblokuje, tym bardziej że już w marcu bony tracą ważność, a rząd zapowiedział, że nie będzie przedłużał ich terminu ważności.

Czytaj też: Inflacja jak kwas solny trawi nasze oszczędności. Ile pieniędzy zostało nam w portfelach po pandemii? Ile zostanie w tym roku? I jak to liczyć?

Taniej nad Bałtyk czy do Bułgarii?

Średnia kwota rezerwacji wycieczki zagranicznej (czyli z uwzględnieniem wszystkich osób, które jadą na wycieczkę) to 6000 zł. Dużo? Mało? Co mówią na ten temat uśrednione liczby? Jeśli spojrzeć na suche dane statystyczne, to wspomniany portal rezerwacyjny podaje, że jest taniej ok. 15% niż w 2019 r. (pandemiczny 2020 r. należałoby wykreślić z turystycznych kronik). Ale – zdaniem ekspertów – sytuacja przypomina promocję „do wyczerpania zapasów”, więc ceny w każdej chwili mogą wzrosnąć.

Jak podaje Travelplanet, wakacje nad Bałtykiem z dojazdem własnym kosztują mniej więcej tyle, co wypoczynek w porównywalnym standardzie z dolotem w Bułgarii. Tyle że w Bułgarii jest stabilniejsza pogoda i ciepłe morze. W najpopularniejszej wśród polskich turystów konfiguracji – a więc samolotem i co najmniej 4-gwiazdkowym hotelem z wyżywieniem all inclusivemożna spędzić w bułgarskich kurortach 8 dni za 1300 zł od osoby.

A inne kraje? Średnia cena za Egipt – 1500 zł, Turcja – 1600 zł, a Grecja lub Hiszpania – od 1750 zł (ale to już ceny tylko ze śniadaniem i obiadokolacją). Oczywiście mówimy o cenie za cały pobyt dla jednej osoby dorosłej. Na oko widać, że wakacje za granicą w porównaniu do polskich – z wyższym, hotelowym (a nie pensjonatowym) standardem i z gwarancją dobrej pogody – nie są dużo droższe niż wakacje w kraju.

Wydaje mi się, że jednak stawki urlopu nad polskim morzem są zaniżone – 8 dni we Władysławowie lub Międzyzdrojach w szczycie sezonu za 1200 zł od osoby? To mission (prawie) impossible. Obstawiam, że bardziej realna jest cena za wakacje nad morzem (polskim, zimnym) to 1500 zł od osoby. I wtedy mówimy de facto o cenie 3000 zł za pokój dwuosobowy i za 7 noclegów, czyli 430 zł za dobę. Być może w tej cenie są jeszcze miejsca nad Bałtykiem, ale nie wiem czy w tzw. wysokim sezonie. No i warto pamiętać, że w tej cenie przeważnie nie mieści się pełne wyżywienie i dojazd, a w przypadku wakacji zagranicznych dostajemy tzw. „komplet”.

Mimo to Bałtyk i Tatry też mają swój urok i wiernych wielbicieli – ci nie zamieniliby polskiej plaży na turecką za żadne skarby świata. Ani polskich sinic w zimnej wodzie na „parzydełka” z ciepłego Morza Śródziemnego. Ani polskich kolejek do obskurnego baru z rybą z Oceanu Atlantyckiego na knajpkę w Barcelonie. Chociaż w tym ostatnim przypadku można się wahać.

Czytaj też: Jak nie zbankrutować od leżenia na plaży, czyli finansowy niezbędnik na wakacje

Czytaj też: Majówka otwiera sezon turystyczny. O ile droższe będą w tym roku wakacyjne noclegi? Sprawdzamy ceny

Wakacje nad morzem: jak oszczędzać?

Kilka porad jak nie zbankrutować od leżenia na plaży udzielił już Maciej Samcik. Ale powiedzmy sobie szczerze – jeśli ktoś chce oszczędzać, to powinien zostać w domu – kluczem do efektywnie finansowego wypoczynku jest znalezienie złotego środka, czyli urlopu skrojonego na miarę naszych możliwości. Czyli: wypocząć, ale nie przepłacić. Jak ściąć koszty?

Po pierwsze: nie płać za „markę” – tańszy nocleg nie musi być gorszy. Skoro ponad jedna trzecia wydatków turysty, związana jest z zapewnieniem zakwaterowania, trzeba spróbować ściąć koszty tegoż. Środków w arsenale jest bez liku: możemy wybrać miejsce równie eleganckie, ale nieco bardziej oddalone od linii brzegowej lub głównych atrakcji turystycznych. W Polsce jest 2500 hoteli i jeszcze więcej pensjonatów – każdy znajdzie coś dla siebie i na własną kieszeń. Taniej jest w kurortach spoza listy kilku najpopularniejszych. Wiadomo, że Sopot jest (generalnie) droższy niż Mrzeżyno czy Pobierowo. W sensie: za ten sam standard możemy zapłacić o te 5-10% mniej.

Dobrą opcją są też wakacyjne domki na wynajem, których cena jest ryczałtowa, niezależna od liczby gości. Jeśli mamy znajomych albo rodzinę, z którą możemy bezkonfliktowo spędzić kilka dni, warto pomyśleć nad takim kolektywnym wynajmem, który zredukuje koszt doby na osobę.

Po drugie: zaplanuj jedzenie z wyprzedzeniem. Druga najwyższa pozycja w wyjazdowym budżecie, to wydatki na wyżywienie. One zaczynają się już w trasie – mam wrażenie, że inflację najwyraźniej widać na stacjach paliw, gdzie kanapka kosztuje 10 zł, a woda 5 zł. Na urlopie obowiązują te same uniwersalne zasady, co w domu, czyli największym łupieżcą naszych pieniędzy jest wysokomarżowe jedzenie na mieście. Najtaniej jest przygotowywać posiłki samodzielnie – coraz więcej osób wybiera nie hotele, a apartamenty z aneksem kuchennym.

Oczywiście, sporo racji będą miały osoby, które podniosą argument, że nie po to jedziemy na urlop, żeby siedzieć przy garach. I ja się z tym zgadzam – pytanie tylko, jak rozdysponować nasz budżet, żeby korzystać z wakacji i nie wydać za dużo pieniędzy (a przynajmniej się nie zadłużać) – trzeba znaleźć punkt równowagi. A jeśli nie możecie sobie odmówić jedzenia w knajpach, oto kilka konkretnych porad, jak zmniejszyć kwotę na paragonie.

Po trzecie: bądź elastyczny. Nie każdy może sobie na to pozwolić, bo zakładam, że dzieci nie przerywają edukacji szkolnej, ale jeśli sytuacja życiowa nam na to pozwala, na pewno zaoszczędzimy, gdy wybierzemy termin poza szczytem sezonu. Kiedy? Okres lipiec-sierpień jest tradycyjnie najdroższy, ale i ramach wakacyjnych tygodni zdarzają się rozbieżności.

Cenowe apogeum w nadmorskich ośrodkach jest zwykle na samym początku wakacji (kiedy „w teren” wyruszają najbardziej wygłodniali wypoczynku konsumenci, gotowi zapłacić każdą cenę za prawo pierwszeństwa) oraz przełomie lipca i sierpnia – wtedy woda w morzu powinna być już ciepła (jak na Bałtyk), a noce są jeszcze ciepłe. Druga połowa sierpnia jest już nieco tańsza. Taniej, i to nieraz o kilkanaście procent, jest we wrześniu. Problemem pozostaje jednak pogoda.

W tym roku już za późno na porady dotyczące myślenia długoterminowego o wakacjach, ale warto pamiętać, że rezerwując z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem miejsca w pensjonacie lub hotelu, otrzymujemy cenę, która prawdopodobnie będzie niższa niż przy rezerwacji po majówce. To taka gra: wpłacasz zadatek (i ryzykujesz jego stratę w przypadku zmiany placów urlopowych), a w zamian dostajesz trochę niższą cenę, bo hotelarz ma gwarancję obłożenia pokoi – czyli pewność, że goście przyjadą do niego, a nie do konkurenta, który w ostatniej chwili ogłosi jakąś promocję.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Marcin
5 miesięcy temu

Z rodzina bylem nad morzem juz 2 tygodnie temu na urlopie. Ceny jak 2 lata temu zarowno w knajpach jak i za hotel (zawsze zakladamy 250 pln za osobe z pelnym wyzywieniem). Takze to chyba w duzej mierze zalezy od miejsca. Za granice jeden z moich pracownikow wlasnie dzis leci do Grecji na tzw. last minute- 1200 pln za all inclusive 8 dni.

Pan Krzysztof
5 miesięcy temu

Ciągle tylko o tym morzu i górach. Zbrzydło mi to i na urlop jeżdżę na spływy kajakowe. Biorę namiot, jedzenie na 2 dni i trochę hajsu. Mimo wysiłku nigdy nie wracałem tak wypoczęty i zawsze spotykam życzliwych ludzi. Cisza, spokój, natura i przygoda. Za te same pieniądze za weekend nad morzem mam cały tydzień przygód. Kiedyś wypozyczałem jacht, ale to już droższa zabawa i przy dobrej pogodzie problem z terminami.

Radek
5 miesięcy temu

Ani polskich kolejek do obskurnego baru z rybą z Oceanu Atlantyckiego na knajpkę w Barcelonie”

Polecam wybrać się na wakacje w kraju. Zobaczy pan autor, że w Polsce jest dużo przyjemnych knajpek A że w Barcelonie też znajdziemy obskurne bary możemy cieszyć się tym co mamy tu na miejscu.
Nie wiem skąd przekonanie, że za granicą to knajpka, a u nas obskurnie. Brak zorientowania? Kompleksy? A może dlatego, że pasuje pod artykuł?

Ppp
5 miesięcy temu

Przyjemny i tani jest Beskid Niski.
Jedną wadą jest to, że trzeba jechać samochodem, bo komunikacja zbiorowa kursuje bardzo słabo i nie wszędzie jest.
A nad morze – w Czerwcu i Wrześniu, no i nie do „kurortów”, lecz do Trójmiasta, Kołobrzegu czy Świnoujścia. Poza „dzielnicami uzdrowiskowymi” są to normalne miasta z tańszymi restauracjami i marketami.
Pozdrawiam.

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Święte słowa 😉

stef
5 miesięcy temu

Można – wystarczy polecieć na Majorkę, Minorkę, ew. Teneryfę.
Polecam też Albanię.

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  stef

Majorka zawsze była dość droga 😉

Irina Jurczew
4 miesięcy temu

Bardzo polecam Odessę. Tanio (bilet tramwajowy 5 UAH, piwo na plaży 40 UAH, szezlong na cały dzień 100 UAH), pogoda gwarantowana, wygodny dojazd (bezpośredni pociąg z Przemyśla).

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Irina Jurczew

Genialne! Dzięki za podrzucenie pomysłu 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!