Pan Krzysztof przez ostatni rok korzystał z taryfy C11, którą wykorzystuje się do celów budowlanych. I jest to taryfa zdecydowanie droższa od tradycyjnej taryfy G, jakiej używamy na co dzień. Nasz czytelnik domyślał się, że za prąd budowlany zapłaci całkiem sporo, ale w najgorszych koszmarach nie spodziewał się, że faktura wyniesie 72 000 zł! Czy to w ogóle możliwe?
C11 to nazwa taryfy, jakiej używają inwestorzy w celach budowlanych. Skrzynkę z takim tymczasowym prądem możemy dość szybko postawić na działce, zanim zaczniemy budowę domu, ale niestety taki prąd jest sporo droższy. Niestety nie ma innego wyjścia. Z taryfy G można zacząć formalnie korzystać dopiero po oddaniu domu do użytkowania, a „pożyczanie” prądu od sąsiada jest niezgodne z prawem.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Nasz czytelnik, świadomy regulacji, zamontował więc na swojej działce skrzynkę z tzw. prądem budowlanym. I przez rok otrzymywał od PGE regularnie faktury zaliczkowe na kwoty 150 zł. Podczas budowy domu nie mamy zużycia wynikającego ze standardowego zużycia energii, czyli gotowania, prania czy oglądania telewizji. Dochodzą za to różnego rodzaju maszyny budowlane, tynki maszynowe czy osuszanie ścian, które może pochłonąć sporo energii.
26 000 kWh w rok. Czy to w ogóle możliwe?
Nasz czytelnik przeżył niezły szok, gdy po roku otrzymał fakturę wyrównawczą. 72 000 zł! Taka była kwota do zapłaty. Pan Krzysztof od razu pomyślał, że to pomyłka i dlatego od razu złożył reklamację.
Faktura na kilkadziesiąt tysięcy przy budowie domu to nie pierwsza taka historia, jaką opisuję. Kilka miesięcy temu zgłosił się do nas pan Jarema, który otrzymał fakturę na kwotę 50 000 zł od Tauronu, również chodziło o zużycie prądu budowlanego. Faktura korygująca pokazywała, że w ciągu zaledwie jednego miesiąca zużył 11 000 kWh.
Pan Jarema niezwłocznie złożył reklamację i napisał do nas. Na szczęście sprawa się wyjaśniła, a szczegóły znajdziecie tutaj. Pamiętam, że wśród komentarzy do tamtego artykułu pojawił się zarzut, że nie powinniśmy zajmować się takimi błahymi sprawami, a czytelnik powinien najpierw poczekać na rozpatrzenie reklamacji i pewnie Tauron sam zauważyłby ten błąd.
Analizując tę nową sprawę, dotyczącą pana Krzysztofa, mam jednak wątpliwości, czy spokojne czekanie, aż ktoś zauważy błąd, to dobra strategia. On spokojnie poczekał, potem złożył reklamację, a dopiero potem napisał do nas. W swojej odpowiedzi firma energetyczna stwierdziła, że nie ma tu żadnego błędu, a odczyt jest miarodajny.
Firma energetyczna zachowała się o tyle dobrze, że od razu zproponowała klientowi przeprowadzenia laboratoryjnego badania licznika za 150 zł i rozłożenie płatności na raty, z czego pierwsza miała wynosić 25 000 zł. Marne pocieszenie. Niestety pomimo badania i tak klient musiałby zapłacić, więc początkowo zrezygnował z tej procedury i od razu skontaktował się z nami.
Popełnił błąd, bo po pierwsze w tej sytuacji 150 zł to niewielki wydatek w porównaniu z tym, co jest do ugrania, a po drugie – sprowadził na siebie ryzyko posądzenia o to, że jednak ma coś na sumieniu. „Coś”, czyli podpięcie bardzo energochłonnych urządzeń i pozostawienie ich włączonych non-stop (na całą zimę) na terenie posesji. Takie zaniedbania są bardzo kosztowne, biorąc pod uwagę to, ile prądu zżerają niektóre urządzenia.
Jeszcze zanim zobaczyłam fakturę pana Krzysztofa, pomyślałam, że może wysoka opłata wynika częściowo z rynkowych stawek taryfy C11. Wiele razy pisaliśmy o tym, że w tym roku w ramach taryfy G, czyli stawki dla konsumentów zostały zamrożone na poziomie z roku 2022, nie byłam jednak pewna, czy prąd budowlany został zamrożony. Okazuje się jednak, że tak. Jeśli budynek powstaje w celu zaspokojenia potrzeb mieszkalnych, a inwestor nie jest deweloperem, to może liczyć na zamrożone stawki, Szczegóły tutaj.
Skontaktowałam się więc z PGE. Sama budowałam dom kilka lat temu i, szczerze mówiąc, nie pamiętam, ile dodatkowo wyniósł mnie prąd, ale z pewnością dobrze bym pamiętała, gdyby było to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przejrzałam również fora budowlane w poszukiwaniu wątku o kosztach prądu budowlanego.
Znalazłam kilka wpisów, w których użytkownicy narzekali na koszmarnie wysokie faktury przy taryfie C11, ale chodziło o kwoty rzędu kilkuset złotych za miesiąc, a nie kilkadziesiąt tysięcy za rok. Zapytałam też na grupie na Facebooku poświęconej budowie, ile pochłania budowa domu. Jeden z użytkowników odpisał, że przez rok łącznie zapłacił 2200 zł przy taryfie C11 i to z PGE. Średnio faktury wynosiły go po 140 zł, ale po tynkach faktura znacząco wzrosła, bo wyniosła już 300 zł. To ponad 2 razy więcej, ale nadal śmieszne pieniądze w porównaniu do 72 000 zł.
Firma zapewnia, że wszystko w porządku. Trzeba płacić?
Firma energetyczna potwierdziła mi, że faktura jest zgodna z licznikiem, a klient faktycznie zużył 26 053 kWh w okresie od września 2022 r. do sierpnia 2023 r. Oczywiście nie jestem w stanie sprawdzić, jak dokładnie przebiegała budowa domu naszego czytelnika, wiem jedynie, że chodzi o dom jednorodzinny, a nie o wielką halę. Wiem również, że po nałożeniu tynków przez czytelnika były używane osuszacze, ale szybko poszukałam informacji w internecie i doszłam do wniosku, że też nie mogły spowodować takiego zużycia.
Nie wiem, co musiałby robić pan Krzysztof, żeby pobrać tyle energii. Zakładam jednak, że skoro do nas napisał z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu sprawy, to używał standardowych sprzętów budowlanych. Nawet jeśli korzystał z bardzo energochłonnych maszyn i zużył kilka razy więcej prądu niż wspomniany czytelnik forum, to kwota nie powinna przekraczać kilku tysięcy złotych za cały rok.
Poradziłam panu Krzysztofowi, żeby jednak skorzystał z badania laboratoryjnego, koszt to 150 zł, a może badanie – rekomendowane przez firmę energetyczną – coś wykaże. W jego imieniu poprosiłam również firmę PGE o dokładne przyjrzenie się sprawie i wstrzymanie opłat do czasu wyjaśnienia tej dziwnej sytuacji. Przedstawiciel PGE zapewnił mnie, że firma jest otwarta na ewentualne rozłożenie kwoty na mniejsze raty oraz oczywiście na wszelkie procedury, które mogą pomóc rozwiązać zagadkę.
Badanie laboratoryjne ma na celu sprawdzenie poprawności działania licznika. Jeśli faktycznie zużycie nie było aż tak wysokie, jak pokazał licznik, to badanie powinno pokazać jakieś nieprawidłowości w jego pracy. Czytelnik dał się namówić na badanie. Czekamy na dalszy rozwój wydarzeń.
Cała ta historia pokazuje, jak bardzo ryzykowne jest rozliczanie się na podstawie prognoz i zaliczek. Nie jestem w stanie w 100% potwierdzić, że przedstawione przez PGE zużycie energii nie jest możliwe, nie mam też wiedzy, jakie dokładnie sprzęty były podłączane do prądu podczas budowy i… czy zostały wyłączone na zimę. Gdyby jednak nasz czytelnik otrzymał już kilka miesięcy temu realną i wysoką fakturę, to postarałby się od razu wyjaśnić całą sytuację, zanim rachunek dobiłby do 72 000 zł. Sposób rozliczeń jest przeważnie ustalany przy podpisywaniu umowy.
Jakiś czas temu opisywałam sytuację klientów Tauronu, którzy przez pół roku otrzymywali standardowe faktury, a potem przyszło rozliczenie z wezwaniem do zapłaty na 1000 zł. Wtedy całe zamieszanie powstało przez podwyżkę opłat handlowych, szczegóły znajdziecie tutaj. Jeśli więc macie możliwość wyboru otrzymywania faktur na podstawie realnego odczytu licznika, to warto skorzystać z tej opcji.
Być może są wśród Was osoby, które niedawno budowały dom i mogą podzielić się swoim doświadczeniem i poradami z panem Krzysztofem? Mieliście podczas budowy podejrzanie wysokie zużycie prądu? Czy udało się ustalić, co było przyczyną? Czy w ogóle zużycie na poziomie 26 000 kWh w rok jest możliwe? Będę też monitorowała tę sprawę i dam znać, gdy będziemy znali już wyniki ekspertyzy prawidłowości działania licznika.
Zdjęcie tytułowe: pvproductions/Freepic

