„Do kredytu dołożyli mi obowiązkowe badania medyczne, o których zapomnieli mi powiedzieć” – denerwuje się pan Michał, który skorzystał z promocyjnego kredytu z jeszcze bardziej promocyjnym ubezpieczeniem. Czy klient został złapany w pułapkę i teraz będzie musiał łapać mocz do pojemnika, żeby bank nie wypowiedział mu umowy kredytowej?
Kredyt hipoteczny zwykle wiąże się z obowiązkiem wykupienia ubezpieczeń. Wariant minimum to ubezpieczenie zastawianej w banku nieruchomości na wypadek, gdyby uległa zniszczeniu, nim kredyt zostanie spłacony. Ale banki często żądają także wykupienia ubezpieczenia na życie przez samego kredytobiorcę. Chodzi o to, żeby zabezpieczyć się na sytuację, w której zabraknie dochodu pozwalającego na spłatę kredytu.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Kiedyś takie ubezpieczenia były dla banków dodatkową „prowizją” – klienci byli zmuszani do ich kupowania w zaprzyjaźnionej z bankiem firmie ubezpieczeniowej, a stawka była skalkulowana na tyle wysoko, żeby ubezpieczyciel mógł „odpalić działkę” bankowi.
Biznes był na tym złoty, dopóki prawo nie zabroniło wymuszania na klientach kupowania ubezpieczeń w konkretnej firmie. Teraz jest tak, że bank-kredytodawca może co najwyżej określić wymogi minimalne, które ma spełniać polisa, zaś klient ma prawo przynieść własną, kupioną „na mieście”.
Często ta opcja jest czysto teoretyczna, bo wykupienie w banku wskazanego ubezpieczenia jest warunkiem promocyjnej marży kredytu. Promocyjne marże są dużo niższe od niepromocyjnych (albo inaczej – te niepromocyjne bywają zaporowe), więc duża część klientów w ogóle nie bierze możliwości wzięcia kredytu bez promocji.
Inna sprawa, że dość często się zdarza, iż kredyt bez promocji, czyli z wyższą marżą (ale i bez kosztownych obowiązków dotyczących wykupienia wskazanego ubezpieczenia, utrzymywania w danym banku konta z obrotami i wpływami, karty debetowej lub kredytowej czy depozytu) jest po prostu tańszy.
Czytaj więcej o tym: Ile kosztuje kredyt hipoteczny solo, a ile w pakiecie z kontem i kartą? (subiektywnieofinansach.pl)
Czytaj też: Zwrot składki ubezpieczeniowej po spłacie kredytu? Klient w pułapce (subiektywnieofinansach.pl)
Badania medyczne obowiązkowe, czyli żeby mieć kredyt trzeba zrobić siusiu
Napisał do mnie czytelnik, który wziął kredyt hipoteczny w mBanku z promocyjną marżą i pakietem obowiązków. I – już na starcie – z pakietem pretensji do banku. Czy uzasadnionych? Oceńcie sami.
„Zwracam się do Pana z prośbą o wsparcie klientów mBanku, który zaciągają tam kredyt hipoteczny z obowiązkowym ubezpieczeniem na życie wymaganym przez okres 60 miesięcy kredytowania. Jego koszt to 0,045% od salda zadłużenia miesięcznie, co jest horrendalnie wysokie i nierynkowe, ale nie o to chodzi”
– pisze do mnie pan Michał, który wspólnie z żoną kupił dom w Warszawie. Ot, taka klitka za niecałe 2 mln zł. W domu trwa jeszcze remont, dwie raty kredytowe i dwie składki ubezpieczeniowe zapłacone, aż tu nagle odzywają się do pana Michała przedstawiciele firmy ICR z Poznania, którzy na zlecenie TU UNIQA (ubezpieczyciel współpracujący w mBankiem), zapraszają na… obowiązkowe badania medyczne.
Badania są naprawdę kompleksowe: internistyczne, próby wysiłkowe, badania laboratoryjne – krew na czczo, próbka moczu porannego… Niektórzy by się ucieszyli, że nie na swój koszt zostaną kompleksowo przebadani. Kiedyś, biorąc duży kredyt hipoteczny, zostałem skierowany na takie badania i – powiem szczerze – nikt ani później, ani wcześniej mnie aż tak kompleksowo nie prześwietlił. A przy okazji wyszło kilka drobnych problemów, które – dzięki tym badaniom – nie rozwinęły się do większych rozmiarów. Pan Michał jednak nie docenił „dobroci” firmy ubezpieczeniowej UNIQA i potraktował skierowanie na badania bez życzliwości.
„Wraz z żoną zdębieliśmy, że musimy komuś obcemu (nie na własne życzenie) pozwalać na analizę naszego zdrowia i ciała – w tym pobranie krwi i moczu! Zaczęło się wertowanie dokumentów dotyczących kredytu, a tam nie było ani śladu o informacji, żeby bank lub ubezpieczyciel wymagali tego typu badań. Do polisy była również dołączona ankieta medyczna, w której musieliśmy potwierdzać nasz stan zdrowia. Ale i tu ani śladu o niezwykle emocjonującej dla nas informacji o obowiązkowych badaniach”.
Panu Michałowi chodzi chyba nie tyle o sam fakt skierowania na badania, lecz o to, że informacja o takiej możliwości nie znalazła się w żadnych dokumentach, które podpisywał. I bank nie raczył go poinformować, że coś takiego może się zdarzyć. Klient rzeczywiście powinien wiedzieć o wszystkich rzeczach, których bank mógłby od niego zażądać w związku z umową.
„Po kontakcie z bankiem okazało się, że w OWU polisy (która standardowo nie jest dokumentem, który klient musi podpisać, a jedynie takim, to którego ma wgląd) na 11 stronie jest §4 pkt. 6., który mówi, że dla kredytów powyżej 1,2 mln zł musimy złożyć ankietę medyczną (co zrobiliśmy i zostało nam przez bank zakomunikowane wprost) oraz poddać się badaniom wskazanym przez TU UNIQA z wyłączeniem badań genetycznych (o czym ani bank ani ubezpieczyciel nie mówili)”.
Jak to się stało, że klient nie wiedział o dodatkowym wymogu?
Sprawdziłem to, co pan Michał pisze, i rzeczywiście – warunki zobowiązują klienta, jeśli kredyt jest wysoki, do przeprowadzenia badań medycznych na koszt firmy ubezpieczeniowej.
„Tak wrażliwe kwestie powinny być, naszym zdaniem, jasno komunikowane przez bank i ubezpieczyciela. Powinni nas poinformować, że aby otrzymać kredyt musimy dosłownie oddać krew i nasikać do pojemnika. Ponadto, zapis z tego paragrafu jest na tyle otwarty, iż teoretycznie towarzystwo ubezpieczeń mogłoby skierować nas na badanie prostaty, kolonoskopię albo badanie szyjki dna macicy żony”
– ma pretensje pan Michał. Chyba słusznie, bo – nie kwestionując potrzeby przeprowadzenia badań – ten obowiązek dotyczy spraw wrażliwych, dotyczących zdrowia i badań, których kredytobiorcy mogliby nie chcieć wykonywać. Można sobie wyobrazić sytuację, w której z tego powodu próbują znaleźć inny bank.
Dziś nawet głupi telefon marketingowy z banku zawiera na samym początku zastrzeżenie, że rozmowa jest nagrywana i jeśli się nie zgadzam, to powinienem odłożyć słuchawkę. Dlaczego mBank nie poinformował klienta, że czekają go obowiązkowe badania medyczne i sikanie do pojemnika i że jeżeli klient nie życzy sobie robienia siusiu w pakiecie z kredytem, to może iść do innego banku?
„Ciekaw jestem, czy spotkał się Pan z tego typu zdarzeniami i czy próba rozmowy z bankiem i ubezpieczycielem ma jakiś sens – mogę zrezygnować z polisy na rzecz marży wyższej 2,5 razy, czego oczywiście nie chcę. Będę wdzięczny, gdyby uznał Pan ten temat na tyle ciekawy, by zgłębić go dokładniej”
– pisze pan Michał. Wydaje się, że sprawa należy do tych „nieostrych”. Z jednej strony jest dokumentacja, której zgłębienie pan Michał potwierdził, godząc się na podsuwane przez bank ubezpieczenie. Z drugiej strony mamy „drobny druczek”, czyli dość istotny – a przynajmniej wrażliwy – warunek, który nie został klientom właściwie uświadomiony.
Wydaje mi się, że bankowcy powinni zrobić teraz dwie rzeczy. Po pierwsze uczynić dla pana Michała wyjątek i zwolnić jego (oraz jego żonę) z konieczności przeprowadzenia badań lub też wynagrodzić mu dodatkowo ten trud (może finansowo?). Po drugie zmienić procedury, by klienci byli wyraźnie informowali o tym, że „grożą” im obowiązkowe badania medyczne (i jakie). Niewykluczone, że takie procedury w banku są, ale pracownik obsługujący pana Michała ich nie zastosował. I sytuacja zrobiła się niezręczna.
Czytaj też: Boom na kredyty. Jak banki opisują klientom ryzyko stopy procentowej? (subiektywnieofinansach.pl)
—————————-
Podcast „Finansowe sensacje tygodnia” w najpopularniejszej „10” na Spotify!
„Finansowe sensacje tygodnia”, czyli cotygodniowy podcast nagrywany przez ekipę „Subiektywnie o Finansach”, znalazł się właśnie w dziesiątce najpopularniejszych podcastów newsowych na platformie Spotify. Dziękujemy bardzo wszystkim, którzy słuchają, subskrybują i polecają nasz podcast. Kolejnych odcinków „Finansowych sensacji tygodnia” słuchajcie w każdą środę. Podcast jest dostępny na www.subiektywnieofinansach.pl, na platformie Anchor, oczywiście na Spotify, Google Podcast oraz Apple Podcast oraz na kilku innych platformach podcastowych. Poszczególne odcinki można znaleźć i odsłuchać pod tym linkiem.

zdjęcie tytułowe: Voltamax/Pixabay

