Mój czytelnik miał potrzebę zresetowania hasła do bankowości elektronicznej. Niestety, padł na jednym z pytań weryfikacyjnych. Nie pasowała żadna odpowiedź! Wygląda na to, że ludzie od tworzenia quizów w tym banku nie nadążają za zmianami w jego ofercie
Resetowanie hasła do bankowości internetowej na szczęście nie wymaga zwykle wizyty w oddziale banku. Przeważnie wystarczy połączyć się z infolinią, zweryfikować się jakimś telekodem, czy innym telePIN-em, odpowiedzieć na kilka pytań, na które tylko my możemy znać odpowiedź i już na e-mail wskazany w umowie rachunku leci jednorazowe hasło umożliwiające zdefiniowanie tego „docelowego”.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Proste, dopóki nie pojawia się dodatkowa luka w pamięci klienta resetującego hasła. U mnie problemem jest zwykle niepamięć dotycząca telekodu (tak rzadko kontaktuję się w bankami przez telefon, że zwykle muszę odkopywać umowy, by ten identyfikator odzyskać) lub nowy e-mail (zdefiniowałem do kontaktu z bankiem kilkanaście lat temu e-mail, który już dawno nie istnieje).
Ale te problemy – jak sądzę, dość typowe dla tego rodzaju sytuacji – nie wymagają poświęcania Waszej cennej uwagi. Mój czytelnik, pan Paweł, spotkał się z sytuacją znacznie ciekawszą. I jeszcze bardziej niefajną. Otóż w ramach serii pytań weryfikacyjnych zadano mu takie, na które… nie istnieje prawidłowa odpowiedź.
„Jestem klientem banku Santander. Mam uwagę dotyczącą jednego z pytań weryfikacyjnych. Możliwe odpowiedzi na podawane przez konsultantów są niepełne, tzn. nie zawierają wszystkich możliwych odpowiedzi”
– pisze do mnie czytelnik, który w weekend tuż przed północą musiał zresetować hasło do bankowości elektronicznej. Na infolinii otrzymywał oczywiście pytania weryfikacyjne. Np. o nazwisko paniańskie matki, o to czy posiada w banku kredyt hipoteczny – standardzik. Ale na jednym pytaniu padł:
„Zapytano mnie w jaki sposób potwierdzam przelewy zlecane przez internet: przez SMS czy token. Kłopot w tym, że ja potwierdzam je ani tak, ani tak, tylko w aplikacji mobilnej banku. Taka – zgodna z prawdą – odpowiedź została uznana jednak za błędną. I nie uzyskałem możliwości zresetowania hasła”
Pan Paweł nie odpuścił i postanowił wziąć udział w tym quizie jeszcze raz. Przed kolejnym telefonem do banku sprawdził w historii SMS-ów, że nie ma żadnych SMS-ów potwierdzających przelewy (czyli nie zachodzi sytuacja, w której korzystałby jednocześnie z autoryzacji mobilnej i SMS-owej).
Czytaj też: Gdy bank bawi się z klientami w głuchy telefon. „Nie jestem w stanie się dodzwonić”
Czytaj też: Szczyt lekceważenia klientów? Gdy przez dwie godziny nie możesz dodzwonić się na infolinię
Czytaj też: Klient chciał nagrywać rozmowę z infolinią. Ale w banku się obrazili
Czytaj też: Weryfikacja nieprawidłowa, czyli co zrobić jeśli nie chce wam się ze mną gadać?
Pan Paweł znalazł w historii smartfona SMS-a, w którym było napisane, że aktywował „mobilny podpis”. Przy kolejnej próbie weryfikacji tak właśnie odpiowiedział na pytanie w jaki sposób potwierdza przelewy zlecane przez internet. Choć znów były tylko dwa inne warianty odpowiedzi: SMS i token.
„Gdy odpowiedziałem „od czapy”, że autoryzuję przelewy przez mobilny podpis, stał się cud. Czary, mary, udało się. Zdziwiony takim obrotem sprawy zapytałem przemiłą konsultantkę panią Agnieszkę o co tu chodzi? Dlaczego ona podaje odpowiedź A oraz B, a gdy ja odpowiadam C – okazuje się, że ta odpowiedź jest prawidłowa. Pani Agnieszka odpowiedziała, że odpowiedź „mobilny podpis” jest zaliczana, ponieważ oznacza, że klient wcześniej miał ustawione do autoryzacji SMS-y. Takiej odpowiedzi ja z kolei się nie spodziewałem”
Pan Paweł wykazał się iście rewolucyjną czujnością i wybitną inteligencją. Kto by pomyślał, że po negatywnej weryfikacji odpowiedzi „przez aplikację mobilną” nastąpić może pozytywna, gdy klient użyje „mobilny podpis”? Ilu klientów Santandera w ogóle wie, że istnieje coś takiego, jak „mobilny podpis”? Ilu sprawdzi w umowie lub SMS-ach, że jest tam takie sformułowanie? Ilu wpadnie na to, by go użyć w rozmowie z konsultantem? Sherlock Holmes by się nie powstydził tej szarady.
Pan Paweł napisał w tej sprawie oficjalna prośbę do banku, by zmienił warianty odpowiedzi na to konkretne pytanie weryfikacyjne, bo nie każdy klient musi mieć w sobie tyle sprytu i inteligencji (to mój dopisek, tego pan Paweł bankowcom nie klarował), by nie dać się złapać w tę pułapkę. Pan Paweł postanowił przy okazji wymierzyć bankowi jeszcze karę dodatkową. Jaką?
„Jako, że dzięki kłopotom z resetem mojego hasła musiałem dzwonić wczoraj do banku Santander cztery razy, a połączenia z infolinią zarejestrowane przez mój telefon trwały łącznie 40 minut, pozwalam sobie dodać do wiadomości Pana Macieja Samcika, nieustraszonego redaktora piszącego na stronie „Subiektywnie o finansach” między innymi o bankowych absurdach. Kto wie, być może zechce on opisać tę historię?”
– jak widzicie, pan Paweł ma w sobie nie tylko żyłkę detektywa, ale i naprawiacza świata. Nie wiadomo czy cokolwiek by zmieniło, gdyby zachował tę historię dla siebie.
zdjęcie: Geralt/Pixabay

