25 sierpnia 2026

Spór o kwotę wolną od podatku. Ile powinna wynosić? I od jakich zarobków powinniśmy „na serio” zacząć składać się na państwo? Liczę!

Spór o kwotę wolną od podatku. Ile powinna wynosić? I od jakich zarobków powinniśmy „na serio” zacząć składać się na państwo? Liczę!

W tym tygodniu rząd pokaże projekt budżetu państwa na przyszły rok. Ale licytacja przedwyborcza polityków już się zaczęła. Ile powinna wynosić kwota naszych dochodów wolna od opodatkowania? I od jakiego poziomu dochodów powinniśmy zacząć składać się na funkcjonowanie państwa pokaźną częścią naszych zarobków? To dyskusja nie tylko na najbliższe tygodnie i miesiące, ale może i na lata. Od odpowiedzi na to pytanie zależy w dużej części to, jakie usługi powinno nam zapewniać państwo. Liczę „sprawiedliwą” kwotę wolną od podatku 

Jeśli mówimy o naszych składkach na funkcjonowanie państwa, to oczywiście chcielibyśmy płacić możliwie niskie podatki i dostawać od państwa możliwie dużo różnych świadczeń. Czyli bezpieczeństwo (policja, wojsko, wymiar sprawiedliwości), infrastrukturę (drogi, koleje), dostęp do wody i energii, a także – w możliwie dużym stopniu – bezpłatną ochronę zdrowia i edukację. No i żeby wszyscy podatnicy – albo tylko ci najzamożniejsi – w ramach ogólnych składek nam dopłacali do różnych rzeczy (800+, dodatkowe emerytury, babciowe…).

Zobacz również:

Pod względem rozrzutu między tym, co do budżetu wpłacamy, a tym co z niego wyjmujemy – powoli dochodzimy do ściany. W tym roku państwo zbierze z podatków jakieś 647 mld zł, a wyda prawie 920 mld zł. W zeszłym roku dziura między dochodami i wydatkami była podobna (ok. 300 mld zł). Dwa lata temu – też mieściła się w tych rejonach.

Zadłużenie Polski zwiększyło się w trzy lata o mniej więcej bilion złotych i może przekroczyć pod koniec tego roku 2,6 biliona złotych. Same odsetki od wyemitowanych obligacji to 80 mld zł rocznie (czyli co ósma złotówka z podatków).
Wydajemy 250 mld zł rocznie na ochronę zdrowia (przychodnie, szpitale, SOR-y, refundacje leków, pensje lekarzy i pielęgniarek), 200 mld zł na obronę (zakupy broni, sprzętu, pensje żołnierzy).

Poza tym 120-140 mld zł (różnie liczą) idzie na programy socjalne (800+, dodatkowe emerytury, babciowe…), 50 mld zł na utrzymanie dróg i kolei (większość pociągów lokalnych jest dotowana), 50 mld zł na finansowanie edukacji i nauki (w tym uczelni wyższych i różnych instytutów naukowych), 30 mld zł na dopłaty do emerytur, wspomniane wyżej 80 mld zł na odsetki od zadłużenia.

A poza tym 175 mld zł idzie na inwestycje (CPK, elektrownia atomowa, sieci energetyczne, porty) – z tego część pożyczamy lub bierzemy z Unii Europejskiej. Jak się to wszystko podliczy, to z wydatkami zbliżamy się do biliona złotych, a z dochodami państwa jesteśmy dopiero w dwóch trzecich drogi do biliona złotych rocznie.

Były premier: tylko 10% Polaków powinno płacić wysoki podatek od dochodów

I w tej niezbyt komfortowej sytuacji zaczyna się licytacja dotycząca kwoty wolnej od podatku dochodowego. Czyli kwoty rocznego zarobku, od której nie będzie pobierany żaden podatek. Donald Tusk obiecał w kampanii wyborczej jej podniesienie z 30 000 zł rocznie do 60 000 zł. Ostatnio przyznał, że to nie będzie możliwe. Na osłodę chce podwyższyć ze 120 000 zł do 150 000 zł kwotę rocznego zarobku, od której będziemy płacili wysokie podatki (nie ok. 20%, czyli ok. 40%, licząc z dodatkowymi składkami, m.in. na NFZ).

Dziś jest tak, że do 30 000 zł dochodu rocznego (czyli jakichś 2000 zł na rękę) nie płacimy podatku w ogóle. Potem do jakichś 7000 zł na rękę płacimy podatek dość niski (realnie „małe” kilkanaście procent dochodów, biorąc pod uwagę kwotę wolną od podatku), a jak ktoś zarabia powyżej 7000 zł to zaczyna się rzeź. O ile nie ucieknie w działalność gospodarczą, albo w opodatkowanie ryczałtem od przychodów, to zaczyna płacić 41% podatku od swoich dochodów.

Rząd chce złagodzić i nieco przesunąć ten przeskok, a więc do 9000 zł miesięcznych dochodów „na rękę” (orientacyjnie) płacilibyśmy jeszcze nieco mniejsze podatki (realnie jakieś 25%), a dopiero powyżej tej granicy „włączałaby się” rzeź. Opozycja mówi, że to mało i domaga się spełnienia przez rząd obietnicy wyborczej – czyli żeby nie płaciło się w ogóle podatku zarabiając do 4000 zł na rękę, czyli w okolicach płacy minimalnej – oraz żeby przesunąć dużo dalej granicę „rzezi”, czyli wysokich podatków.

ZOBACZ TEŻ NA GRAFICE:

Spór o kwotę wolną od podatku
Spór o kwotę wolną od podatku

Najwyżej licytuje były premier Mateusz Morawiecki, który uważa, że ok. 40% dochodów powinno się oddawać państwu dopiero po przekroczeniu 11 500 zł dochodu miesięcznego na rękę (czyli kwoty, którą zarabia dziś 10% najlepiej wynagradzanych). A wcześniej podateczek od dochodzików powinien być maluteńki.

Swoją propozycję chce też przedstawić prezydent Karol Nawrocki, który jeszcze jako kandydat do tego urzędu proponował, żeby rodziny z dwójką dzieci w ogóle nie płaciły podatku od dochodów. Są też propozycje, by wypłacać przez kilka pierwszych lat życia dziecka „pensję” jego matce oraz żeby część składek ZUS dziecka (gdy już pójdzie do pracy) liczyła się jego rodzicom do emerytury.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

prezydent karol nawrocki proponuje p

O ile podnieść kwotę wolną od podatku? I tę, od której płaci się malutki podatek?

Generalnie jednak osią sporu jest ustalenie dwóch rzeczy: od jakich zarobków nie powinno się płacić podatku w ogóle i do jakiego poziomu zarobków podatek powinien być „bezbolesny” (góra 20% dochodów). Dziś pierwsza granica wynosi 2000 zł miesięcznie na rękę, a druga – 7000 zł miesięcznie na rękę. Dużo? Mało? Niektórzy politycy mówią tak: od pieniędzy, z których ledwo można wyżyć, państwo nie powinno brać żadnego podatku. Składać się na funkcjonowanie państwa powinni ci, którzy są w stanie wiązać koniec z końcem.

I trudno odmówić im racji. Jeśli ktoś po zapłaceniu czynszu, wykupieniu leków i opłaceniu rachunków za prąd lub gaz ma na życie mniej niż 50 zł dziennie, to trudno pobierać od niego podatek. A dziś podatek (choć niewielki) płaci każdy, kto zarobi więcej, niż 2000 zł miesięcznie na rękę. Przesunięcie tej granicy do 4000 zł kosztowałoby 50 mld zł rocznie utraconych dochodów państwa, bo mówimy o sytuacji, w której podatku w ogóle nie płaciłoby ok. 20% najniżej zarabiających Polaków.

Pewnie dałoby się do tego dojść w ciągu 5-7 lat, stopniowo podwyższając kwotę wolną od podatku i finansując to zwiększeniem dochodu z podatków wynikającym ze wzrostu gospodarki o te 3-4% rocznie. Udział podatków w PKB to jakieś 18%, a więc każdy dodatkowy procent wzrostu wartości gospodarki przekłada się na 10-12 mld zł dodatkowych dochodów budżetu. Trzeba by pewnie ograniczyć wzrost różnych innych wydatków, ale coś za coś.

Pytanie brzmi: czy iść dalej w tej licytacji. Pomysły, by do poziomu zarobków równego średniej krajowej płaciło się bardzo niski podatek (efektywnie „małe” kilkanaście procent, albo tylko kilka procent) wydaje się być już kontrowersyjny. Wtedy ciężar utrzymania państwa byłby na 30% najlepiej zarabiających, a pozostali prawie w ogóle by się nie dokładali. Pomysł Mateusza Morawieckiego, żeby „rzeź” (czyli 40% podatków i składek) dotyczyła tylko 10% najlepiej zarabiających to już w ogóle pomysł z kosmosu.

CZYTAJ TEŻ:

tylko realny zysk opodatkowany

Czy moglibyśmy… w ogóle zlikwidować podatek od dochodów osobistych?

Chociaż gdybyśmy skasowali wszystkie świadczenia socjalne, to prawdopodobnie moglibyśmy w ogóle zrezygnować z podatku dochodowego dla osób, które zarabiają poniżej średniej krajowej (7000 zł miesięcznie na rękę), czyli dla co najmniej 70% podatników. Dochody z podatku od dochodów osobistych (czyli PIT) mają wynieść w tym roku 32 mld zł do budżetu centralnego plus 193 mld zł do samorządów. Łącznie państwo ma z podatków osobistych 225 mld zł (do lipca tego roku wpływy wyniosły 118 mld zł). I doszlibyśmy do idei, w której na państwo składają się tylko ci, którzy mają zaspokojone podstawowe potrzeby i którym już niczego nie brakuje.

Alternatywnie moglibyśmy w ogóle zrezygnować z podatku od dochodów osobistych, gdybyśmy podnieśli VAT – czyli podatek, który płacimy przy zakupach – z obecnego poziomu 23% do jakichś 30-32%. Pewnie konsekwencje dla gospodarki byłyby drastyczne, ale technicznie dałoby się to zrobić. W tym roku z VAT państwo ma mieć 340 mld zł (do lipca zebrało 192 mld zł). Populistyczni politycy będą wciskali kit o „luce VAT”, której zamknięcie zwiększyłoby dochody państwa, ale to ściema. Ta luka zmniejszyła się skokowo dzięki wprowadzeniu pliku kontrolnego JPK_VAT (zaczął rząd PO-PSL, wdrożył rząd PiS), a od tego czasu jest stabilna.

Poza niedużymi pieniędzmi z PIT (32 mld zł) i górą kasy z VAT (340 mld zł) do budżetu państwa płynie 90 mld zł z podatku od firm (30 mld zł dodatkowo do samorządów), 100 mld zł z akcyzy, 45 mld zł z mandatów, opłat urzędowych itp., 18 mld zł z podatków branżowych (bankowego, od galerii handlowych, od gier losowych), jakieś 15-20 mld zł rocznie dywidend od spółek z udziałem państwa oraz 10 mld zł z uprawnień do emisji CO2.

Z wyżej wymienionych w zasadzie jedynym źródłem, które pozwalałby zwiększyć dochód państwa w stopniu pozwalającym zrezygnować z pobierania podatku PIT przez 70-90% Polaków (albo i wszystkich) byłoby drastyczne – zwiększenie dochodów z akcyzy i podatku od firm. Gdyby oba te podatki podwoić, to moglibyśmy w ogóle zrezygnować z PIT. Wtedy paliwo (to główny składki podatku akcyzowego) kosztowałoby nie 7 zł za litr tylko 11 zł za litr, zaś firmy płaciłyby nie 19% podatku od zysków, tylko 40%. Pewnie część z nich by się wyniosła lub zbankrutowała, ale moglibyśmy spełnić nawet marzenia Mateusza Morawieckiego, nie mówiąc już o mniej ambitnych politykach.

Proszę Was o jedno – spór o kwotę wolną od podatku, a także o to od jakiego poziomu powinniśmy płacić podatki od naszych dochodów przepuszczajcie przez dwa filtry. Pierwszy to ten, że dziś państwo wydaje 920 mld zł i zbiera z podatków tylko 650 mld zł. Drugi to ten, że z podatku PIT państwo ma dziś 225 mld zł (z czego większość samorządy, jeśli więc widzicie, że w okolicy zrobiło się ładniej – prawdopodobnie to są te pieniądze, ewentualnie mogą być też unijne).

CZYTAJ TEŻ:

ile pieniędzy do oki?

zmiany podatkowe dla klasy średniej

wyższe podatki

wyższa klasa średnia

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.   Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

ZOBACZ NASZE WIDEOROZMOWY I PORADNIKI:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy z mądrymi ludźmi o pieniądzach, komentarze i wideofelietony poświęcone naszym portfelom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube.

zdjęcie tytułowe: FinanceVisual

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Ppp
43 minut temu

Dla mnie oczywistym miernikiem i jednostką jest PŁACA MINIMALNA, oczywiście roczna. Kto zarabia poniżej niej – podatku PIT nie płaci, kwota wolna równa pensji minimalnej. 1-4 płace minimalne – PIT podstawowy, efektywnie kilkanaście procent, faktycznie nieco ponad 20% od tego, co powyżej kwoty wolnej. Powyżej 4 płac minimalnych – PIT dla klasy średniej, ok. 30%. Dla „bogaczy”, np. powyżej 10 płac minimalnych – 45-50%. Należałoby rozważyć progresywny CIT z podobnymi progami, by nie opłacało się uciekanie w działalność gospodarczą. Podane przedziały traktuję jako przykładowe, jak ktoś napisze nieco więcej lub mniej, spierał się nie będę, chodzi mi o pokazanie zasady.… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu