Komisja Nadzoru Finansowego bije na alarm: PPK cieknie jak durszlak, a z oszczędzania na emeryturę ludzie robią sobie jaja. „Trzeba coś z tym zrobić!”

Komisja Nadzoru Finansowego bije na alarm: PPK cieknie jak durszlak, a z oszczędzania na emeryturę ludzie robią sobie jaja. „Trzeba coś z tym zrobić!”

Komisja Nadzoru Finansowego podsumowała stan naszych dobrowolnych oszczędności emerytalnych. I załamała ręce nad rosnącym w siłę zjawiskiem częstego wycofywania pieniędzy z Pracowniczych Programów Kapitałowych, czyli popularnych PPK. Nadzór sugeruje, że przydałyby się jakieś zmiany, bo PPK cieknie jak durszlak. Tylko co z tym można zrobić, żeby ludzi nie wystraszyć?

Z najnowszych danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na „dodatkową emeryturę” w ramach wszystkich preferencyjnych mechanizmów oferowanych przez państwo zebraliśmy ok. 132 mld zł. Najczęściej oszczędzamy w pracy, odciągając na oszczędności emerytalne część pensji, przy okazji korzystając z dopłat pracodawców. Na kontach PPK, otwieranych domyślnie każdemu pracownikowi, oszczędza 4,9 mln osób, zaś na podobnych do nich kontach w firmowych programach PPE – kolejne 720 000 ludzi.

Zobacz również:

Przez rok zaoszczędziliśmy 30 mld zł na dodatkową emeryturę

To oznacza, że mniej więcej co czwarty etatowiec w Polsce (bo to głównie ludzi na etatach dotyczą te benefity) oszczędza dodatkowo na emeryturę w pracy. Nieźle Do tego dochodzi prawie 1,2 mln osób oszczędzających na lepszą emeryturę na kontach IKE (w zamian za utrzymanie pieniędzy do okresu okołoemerytalnego nie płaci się podatku Belki) oraz prawie 800 000 na kontach IKZE (pieniądze wpłacone w danym roku można odpisać od podatku dochodowego). Zapewne część osób oszczędza zarówno w IKE, jak i w IKZE, więc sądzę, że mówimy o nie więcej, niż 1,3 mln osób. Tylko tyle, spośród 17 mln pracujących!

Lepsza wiadomość to ta, że w ciągu tylko jednego roku te oszczędności przyrosły o ponad 30 mld zł. Z tego wzrostu połowa przypada na puchnące salda posiadaczy kont w PPK (także dzięki dopłatom pracodawców), a druga połowa – na osoby wpłacające swoje oszczędności na IKE i IKZE. Pozornie duże pieniądze, ale jeśli podzielimy je na liczbę ludzi biorących udział w tej „zabawie”, to entuzjazm opada.

Przeciętny posiadacz IKE zebrał na swoim koncie na dodatkową emeryturę 25 800 zł. Przeciętny posiadacz konta IKZE – jakieś 23 600 zł. A przeciętny posiadacz PPK ma na rachunku jakieś 9 000 zł. To są pieniądze, które wystarczyłyby na kilka dodatkowych miesięcznych emerytur, a nie na wypłacanie sobie dodatkowych pieniędzy przez 15-20 lat.
KNF w swoim raporcie emerytalnym podaje, że szybko rośnie liczba tzw. dyspozycji zwrotu środków zgromadzonych w PPK.

W 2024 roku było ich 735 000, a w zeszłym roku już 921 000. Z danych ujawnionych przez KNF wynika, że łącznie Polacy wypłacili z PPK 2,7 mld zł, znacznie więcej, niż w poprzednim. Co prawda mimo tego aktywa PPK przyrosły o 15 mld zł, więc mówimy o tym, że z PPK „wyciekła” co siódma nowa złotówka, która się tam pojawiła, ale to sporo. I to świadczy o tym, iż część posiadaczy kont PPK nie traktuje poważnie tego wehikułu.

PPK cieknie jak durszlak. 2,7 mld zł w rok

Niektórzy nazywają te coraz wyższe wypłaty „luką w PPK”. W swojej analizie KNF uważa, że warto spróbować pomyśleć jak ją ograniczyć w ramach okresowego przeglądu przepisów emerytalnych w Polsce. Tylko czy to w ogóle jest „luka”? Czy tę możliwość trzeba skasować? I czy PPK powoli staje się „przepompownią” pieniędzy bynajmniej nie na emeryturę?

Przypomnę w dwóch słowach na czym rzecz polega. Pracodawca odciąga uczestnikowi programu 2% jego pensji brutto (albo więcej, jeśli pracownik ma jaką fantazję, maksymalnie 4%) oraz dokłada do tego 1,5% od siebie (również może więcej, jeśli ma taką fantazję). Pieniądze są inwestowane w specjalnych funduszach inwestycyjnych, których sposób działania zmienia się z wiekiem uczestnika (więcej inwestują w bezpieczniejsze obligacje).

A więc: chowamy przed sobą pieniądze (bo one lecą na konto PPK jeszcze zanim dostaniemy je „do ręki”) i pomnażamy je z myślą o dodatkowej emeryturze. Mechanizm związany z dopłatą pracodawcy sprawia, że bardzo trudno jest na tym stracić. I to powoduje, że choć na początku PPK nie miało dobrej reputacji („znów przyjdzie rząd i ukradnie”), to teraz tzw. współczynnik partycypacji przekracza 50% (inna sprawa, że tylko 70% kont jest aktywnych, więc realnie ta partycypacja jest mniejsza – pewnie realnie oszczędza 3,5 mln ludzi).

W przypadku PPK czynnikiem sukcesu jest obowiązkowy autozapis pracowników etatowych, który powoduje, że przynajmniej część Polaków wchodzi do programu dodatkowego zbierania pieniędzy na emeryturę bez wysiłku, a żeby z niego wyjść – musi się już wysilić (złożyć papiery, że nie chcą być w PPK). No i też swoje robi dostęp do pieniędzy. Kasę można w każdej chwili wypłacić, co jest drastyczną różnicą w porównaniu np. z pieniędzmi w OFE, które rząd przed laty częściowo „zajął” i zamienił na obietnicę wypłaty przez ZUS w przyszłości.

„Luka w PPK”, czy luka w głowach?

Raz po raz w mediach staje się sensacją właśnie ta funkcja PPK, czyli możliwość „odzysku” pieniędzy. Mówi się, że jest to „luka w PPK”. Zdaje się, że w ten sposób rzecz nazywa nawet Komisja Nadzoru Finansowego w swoich raportach na temat programu emerytalnego. A już obowiązkowo mówią o tym portale, gazety i dziennikarze mediów elektronicznych. „Polacy znaleźli lukę w PPK” – krzyczą mniej więcej raz na kwartał.

W tym sensie „znaleźli”, że z możliwości zwrotu pieniędzy korzysta coraz więcej z 5 mln aktywnych uczestników PPK. Jeśli dyspozycji zwrotu pieniędzy w zeszłym roku było 921 000 (rok wcześniej 735 000, dwa lata wcześniej tylko 568 000), to widać, że jest to proceder na skalę przemysłową. No i – jak napisałem wyżej – do posiadaczy PPK „wraca” w ten sposób już 15% pieniędzy, które wpłacają.

Nie wynika z tego wprost, że jedna siódma uczestników PPK to nie żadni oszczędzający na emeryturę, tylko „optymalizatorzy” finansowi. Liczba osób wypłacających pieniądze zbliża się do 240 000 kwartalnie. Zakładałbym, że mniej więcej 10-15% wszystkich uczestników PPK wcale nie oszczędza na emeryturę.

Dlaczego ludzie wypłacają z PPK? Żeby zainkasować część dopłaty pracodawcy. Wypłacając pieniądze z PPK „odzyskuję” wszystkie swoje wpłaty oraz 70% wpłaty pracodawcy (reszta dopłaty pracodawcy trafia na moje konto w ZUS, więc też podwyższa moją przyszłą emeryturę). Od wypłaconych pieniędzy trzeba odprowadzić podatek Belki, ale „arbitraż” mimo wszystko się opłaca.

„Luka w PPK”: ile można z niej wycisnąć?

Jeśli jestem „medianowym” pracownikiem i zarabiam jakieś 5500 zł na rękę, to do PPK odprowadzam pewnie ze 150 zł miesięcznie. Do tego pracodawca dokłada 120 zł miesięcznie. W skali roku wpłaty wyniosą jakieś 3000 zł. Ale nie wszystkie pieniądze mogę wyjąć bezkarnie z PPK. Z wpłaty pracodawcy mogę dostać do ręki to, co sam wpłaciłem i 70% (pewnie niecały tysiąc złotych w skali roku) i taki jest mój zysk z operacji.

Jeśli pieniądze zyskiwały na wartości, to otrzymuję również zyski z tego tytułu (minus podatek Belki). Generalnie przy własnej wpłacie 2000 zł wypłacając pieniądze z PPK mogę uzyskać równoważnik lokaty ze stopą zwrotu rzędu 40-50%. Jest to niezła lokata, przyznacie. I dlatego PPK cieknie jak durszlak.

Im więcej o tym piszą w internecie, tym więcej ludzi o tym się dowiaduje i część z nich też chce mieć taką „fajną lokatę”. Nikt im nie mówi, że robią sobie krzywdę, bo pozbawiają się dużo większych korzyści w przyszłości. Pytanie brzmi: czy trzeba coś z tym zrobić? I czy to rzeczywiście jest „luka w PPK”, czy po prostu manifestacja tej funkcji programu, która zakłada, że to są nasze prywatne pieniądze. A skoro są prywatne, to można je wyjąć.

Z IKE lub IKZE też można wyjąć pieniądze w każdej chwili. W przypadku IKE to nic sensownego nie daje, bo po prostu płaci się podatek Belki (jak od każdej innej inwestycji). W przypadku IKZE można pokusić się o podobny „arbitraż”. W sytuacji, gdy mam dobry dochodowo rok i wpadam w wyższą, 32-procentową stawkę PIT, mogę wpłacić do IKZE pieniędzy „pod korek” (do wysokości limitu wynoszącego ok. 10 000 zł) i „odzyskać” 32% wpłaty w ramach ulgi podatkowej. A gdy mam zły dochodowo rok, to te pieniądze mogę wypłacić, płacąc 12% podatku PIT. Do wzięcia jest 20%.

PPK cieknie jak durszlak. Czy można coś z tym zrobić?

A więc to nie jest żadna „luka”, tylko po prostu funkcja dobrowolnego programu emerytalnego. Skoro jest autozapis do PPK to musi pozostać też możliwość wypłaty pieniędzy w każdej chwili. Wydaje się, że niemal „gwarantowany” zysk z inwestycji, który powstaje dzięki dopłatom pracodawcy, powinien być dla ludzi argumentem, by w PPK pozostać. Ale skoro jest część ludzi, którzy do oszczędzania na emeryturę podchodzą w taki sposób, to trzeba nad nimi pracować i promować zalety PPK z większą werwą. Bo dziś PPK cieknie jak durszlak.

To, że doczekaliśmy się relatywnie dużej liczby „arbitrażystów” w programie PPK jest świadectwem kiepskiej promocji programu. Widać, że jego administratorzy osiedli na laurach i wydaje im się, że „autozapis” załatwi za nich sprawę. Nie załatwi. Trzeba ludziom tłumaczyć na czym polega procent składany, efekt kuli śniegowej i w ogóle sens posiadania akcji i obligacji. Bo inaczej PPK z programu emerytalnego przekształci się w przepompownię pieniędzy od pracodawcy do PPK i do pracownika. Sorry, ale do tego wystarczy zwykła podwyżka wynagrodzenia, nie jest potrzebny wielki program rządowy.

CZYTAJ TEŻ:

kanclerz merz ogłosił plan dla niemiec

mbank już nie zapłaci za oszczędzanie

zdjęcie tytułowe: Copilot AI

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu