Pomysł na „Polski SAFE 0%” niestety coraz bardziej wygląda na zawoalowaną koncepcję „dodrukowania” pustych pieniędzy. Nie ma znaczenia to, czy „podkładem” pod taki dodruk są rządowe obligacje, przeszacowanie rezerw złota, czy wzrost rynkowego kursu orzeszków ziemnych. Wielu fanów propozycji na finansowanie zbrojeń rezerwami NBP nie dostrzega – być może są zaślepieni blaskiem złota – istoty całej operacji. To już lepiej po prostu „dodrukujmy” pieniądze na zbrojenia. Będzie szybciej, prościej, a efekt ten sam – inflacja
Czekamy aż prezes Narodowego Banku Polskiego obwieści szczegóły planowanego wykorzystania zasobów banku centralnego – prawdopodobnie zgromadzonych rezerw złota – do finansowania zbrojeń. Już tylko czytając poprzednie zdanie niniejszego felietonu można się złapać za głowę, bo bank centralny nie jest od pomagania rządowi w czymkolwiek. Rola banku centralnego to dbanie o wartość pieniądza, a planowane operacje księgowe dotyczące rezerw NBP raczej temu celowi nie sprzyjają.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Program „Polski SAFE 0% a może 5%”
Z projektu ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych, która wczoraj trafiła do Sejmu, a została napisana (chyba) przez doradców prezydenta wynika, że do tego nowego funduszu – który ma działać w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego – mają zacząć trafiać przyszłe zyski Narodowego Banku Polskiego. W ciągu ostatnich pięciu lat prawdopodobnie NBP wygenerował ok. 100 mld zł strat, ale nic to. Przyjmijmy za dobrą monetę, że w przyszłości zamiast strat będą zyski.
Funduszem ma zarządzać Minister Obrony Narodowej pod kuratelą premiera i prezydenta. Żeby fundusz mógł działać, musi mieć plan wydawania pieniędzy (zwłaszcza, że wydatki na obronność to duże, wieloletnie projekty). Ponieważ podstawowe źródło finansowania funduszu (zyski NBP) nie jest pewne, autorzy ustawy dopisali kuriozalny zapis, że ewentualny deficyt w stosunku do planu finansowego pokryje… Bank Gospodarstwa Krajowego, udzielając funduszowi pożyczki. Ta pożyczka pewnie będzie pochodziła z emisji obligacji na 5-6% rocznie. Mamy więc projekt „Polski SAFE 0%, ale może 5%”.
Dziś prawdopodobnie dowiemy się jaki jest sposób NBP na generowanie zysków, które mogłyby ewentualnie trafiać do funduszu. Z bardzo dużym prawdopodobieństwem chodzi o rewaluację rezerw złota, które jest w skarbcu NBP. Średni koszt zakupu 550 ton złota, wartych ponad 300 mld zł, to jakieś 1500-2000 dolarów za uncję. Dziś każda taka uncja jest warta 5000 dolarów, więc można by podwyższyć wartość tych rezerw, dzięki czemu NBP wygenerowałby zysk i przekazał do funduszu.
Problem w tym, że zasady rachunkowości zabraniają takich operacji. A już na pewno zabraniają wpisywania „papierowych” korekt z rewaluacji aktywów jako zysków i ich wypłacania. Można sprzedać aktywa, zanotować „prawdziwy” zysk i wtedy go wypłacić, ale takiego „papierowego” – nie. A więc mamy już dwa problemy: po pierwsze NBP nie ma prawa zajmować się finansowaniem zbrojeń, a po drugie nie ma prawa wypłacić zysków z rewaluacji rezerw.
Ominięcie tych ograniczeń wydaje się być jeszcze bardziej karkołomne. NBP mógłby sprzedać na chwilę złoto i potem je od kogoś odkupić. Saldo się nie zmieni, ale można zaksięgować zyski. Tylko czym to się różni od operacji, które były częścią np. słynnej afery Getback? Przypomnę, że częścią mechanizmu, który miał „przykryć” straty Getbacku było sprzedawanie innym firmom portfeli wierzytelności po wysokich cenach i ich odkupywanie po niskich.
W ten sposób powstawał fikcyjny zysk i wszystkim się wydawało, że firma jest w lepszej kondycji, niż jest. Czy NBP chce robić podobną operację jak Getback (tyle, że sprzedając i kupując po tej samej cenie, by zaksięgować „sztuczny” zysk)? Oczywiście: w tym przypadku cel będzie inny (w tym sensie porównanie z aferą Getback jest krzywdzące), ale finał podobny: zafałszowanie faktycznej sytuacji.
Mamy więc działalność niezgodną z mandatem banku centralnego i próbę rewaluacji aktywów jedną z dwóch metod, z których jedna jest nieskuteczna, a druga ryzykowna prawnie. Ale prawdziwy kłopot to pogodzenie misji NBP, polegającej na obronie wartości pieniądza, z istotą tej operacji, którą jest po prostu stworzenie drugi raz tego samego pieniądza. Czyli działanie na szkodę wartości złotego.
Może dodrukujmy tyle pieniędzy, ile trzeba? Prościej, a efekt ten sam
Żeby zrozumieć o co chodzi trzeba zrozumieć z jakich pieniędzy zostało kupione polskie złoto. Prawdopodobnie NBP sprzedał część obligacji emitowanych przez rząd USA. A skąd je miał? Rezerwy NBP powstają – jak pisał dwa dni temu Maciek Danielewicz – w pewnej części z operacji banku centralnego z rządem. Jeśli Unia Europejska przesyła nam jakieś pieniądze, to zwykle polski rząd dostaje je w walucie euro. Gdyby chciał je wymienić na rynku, trząsłby nim bardzo, więc zwykle wymienia je w banku centralnym. Rząd wpłaca euro, NBP przekazuje „stworzone” w tym celu złote.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Otrzymane euro NBP przez lata wymieniał częściowo na dolary i kupował za nie obligacje amerykańskiego rządu. A potem doszedł do wniosku, że pewniejszą rezerwą będzie złoto, więc częściowo sprzedał dolarowe obligacje, kupując kruszec. Teraz ten kruszec chce na nowo wycenić, bo podrożał. Czyli jeszcze raz chce „stworzyć” nowe złote. Poprzednio „tworzył” je „pod” euro otrzymane z Unii Europejskiej, a teraz „pod” złoto. Tworzenie dwa razy tego samego pieniądza raczej nie służy utrzymywaniu jego wartości.
De facto cała ta koncepcja to po prostu dodruk pieniądza, wokół którego tworzona jest „złota legenda”. Nic nowego pod słońcem. W czasie pandemii Covid-19 rząd „drukował” obligacje, banki komercyjne je kupowały, zanosiły do banku centralnego, a ten je kupował i „drukował” pieniądze, którymi płacił. Banki komercyjne szły z tymi pieniędzmi do rządu i kupowały kolejne „drukowane” przez rząd obligacje. Było tego za ponad 200 mld zł i miało to pewne znaczenie dla wybuchu 20-procentowej inflacji (aczkolwiek nie decydujące, ważniejszy był kryzys energetyczny).
Można „drukować” pieniądze „pod” obce waluty wpływające do kraju, można „pod” obligacje (co już na pewno jest inflacyjne) i można „pod” inną wycenę złota (co jest megainflacyjne). Przekształcając złoto warte 1500 dolarów w takie warte 5000 dolarów za uncję dostajemy 180 mld zł. Ale dlaczego nie wycenić tego złota na 6000 dolarów za uncję i nie „wydrukować” jeszcze 50 mld zł więcej? Albo od razu na 10 000 dolarów za uncję? Przecież to złoto pewnie kiedyś będzie tyle warte.
Szczerze pisząc, to w ogóle nie potrzebujemy tej całej legendy o złocie, żeby w ten sposób tworzyć pieniądze i ryzykować niszczenie wartości złotego. Po prostu niech NBP „wydrukuje” 180 mld zł, przekaże je rządowi i nie będzie trzeba pożyczać tych pieniędzy z Unii Europejskiej na 3% rocznie. Tylko to nie będzie „Polski SAFE 0%”. To będzie „Polski SAFE co najmniej 10%”, za który zapłacą spadkiem wartości swoich oszczędności Polacy.
Nie wszyscy by się tym przejęli. Szef banku centralnego prawdopodobnie przejąłby się umiarkowanie. Prezes NBP już kiedyś się wygadał, że bardziej interesuje go los tych, których miejsce pracy jest zagrożone, niż tych, którzy mają oszczędności. „Złoty” plan rewaluacji rezerw złota tego dowodzi.
CZYTAJ O TAJEMNICY PONTYFIKATU PREZESA NBP:
W sensie konsekwencji ten „złoty” plan – o ile rzeczywiście o to chodzi – jest jeszcze gorszy od tego „dodruku” z czasów pandemii, bo pieniądz „wydrukowany pod obligacje” wraz z dochodzeniem tych obligacji do końca życia jest ściągany z rynku. A pieniądz „wydrukowany pod złoto” nie będzie ściągany, bo nie będzie jak go ściągnąć. No, chyba, że NBP, w przypadku spadku ceny złota, będzie żądał zwrotu pieniędzy od tego funduszu, do którego zamierza teraz wpłacić pieniądze.
Nie twierdzę, że zbrojenia nie mogą być finansowane pieniędzmi, które ktoś gdzieś „wydrukuje”. Szczerze pisząc: pieniądze na odsetki na unijny SAFE też może trzeba będzie wydrukować (ale jednak przez kilkadziesiąt lat, a nie na raz). Nie twierdzę, że pożyczka z Unii Europejskiej to najlepsze możliwe rozwiązanie (bo w euro i na 3-3,5% rocznie). W ogóle się do tego nie odnoszę. Twierdzę tylko, że NBP nie jest od tego, żeby pomagać rządowi w czymkolwiek oraz że nie jest od tego, żeby działać na rzecz zmniejszania wartości polskiej waluty.
Pytanie brzmi: czy wolimy zapłacić 3% rocznie w euro wierzycielom Unii Europejskiej czy też wolimy, żeby za zbrojenia zapłacili inflacją Polacy. Być może prezes NBP wymyślił jakiś bardziej sprytny i mniej ryzykowny plan, ale jeśli to ma wyglądać, to chyba wolę płacić odsetki, niż cierpieć z powodu inflacji. Może ktoś ma inne zdanie, ale warto żebyśmy przynajmniej wiedzieli jaki jest wybór: albo płacimy 3% rocznie jakimś BlackRockom i JPMorganom albo godzimy się ze „zniszczenie” 10-20% (nie wiem ile, trzeba by to jakoś kompetentnie oszacować) wartości naszych oszczędności w bankach. Nie odpowiadam na pytanie co jest mniej złe, po prostu zdecydujmy świadomie, a nie dajmy sobie wciskać kitu o „SAFE 0%”
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
CZYTAJ JAK OCHRONIĆ PIENIĄDZE:
zdjęcie tytułowe: Przemysław Keler, KPRP








