11 marca 2026

Czy pomysł na „Polski SAFE 0%” to rewaluacja rezerw złota? Jeśli tak, to po prostu „dodrukujmy” pusty pieniądz. Prościej, szybciej, a efekt ten sam

Czy pomysł na „Polski SAFE 0%” to rewaluacja rezerw złota? Jeśli tak, to po prostu „dodrukujmy” pusty pieniądz. Prościej, szybciej, a efekt ten sam

Pomysł na „Polski SAFE 0%” niestety coraz bardziej wygląda na zawoalowaną koncepcję „dodrukowania” pustych pieniędzy. Nie ma znaczenia to, czy „podkładem” pod taki dodruk są rządowe obligacje, przeszacowanie rezerw złota, czy wzrost rynkowego kursu orzeszków ziemnych. Wielu fanów propozycji na finansowanie zbrojeń rezerwami NBP nie dostrzega – być może są zaślepieni blaskiem złota – istoty całej operacji. To już lepiej po prostu „dodrukujmy” pieniądze na zbrojenia. Będzie szybciej, prościej, a efekt ten sam – inflacja

Czekamy aż prezes Narodowego Banku Polskiego obwieści szczegóły planowanego wykorzystania zasobów banku centralnego – prawdopodobnie zgromadzonych rezerw złota – do finansowania zbrojeń. Już tylko czytając poprzednie zdanie niniejszego felietonu można się złapać za głowę, bo bank centralny nie jest od pomagania rządowi w czymkolwiek. Rola banku centralnego to dbanie o wartość pieniądza, a planowane operacje księgowe dotyczące rezerw NBP raczej temu celowi nie sprzyjają.

Zobacz również:

Program „Polski SAFE 0% a może 5%”

Z projektu ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych, która wczoraj trafiła do Sejmu, a została napisana (chyba) przez doradców prezydenta wynika, że do tego nowego funduszu – który ma działać w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego – mają zacząć trafiać przyszłe zyski Narodowego Banku Polskiego. W ciągu ostatnich pięciu lat prawdopodobnie NBP wygenerował ok. 100 mld zł strat, ale nic to. Przyjmijmy za dobrą monetę, że w przyszłości zamiast strat będą zyski.

Funduszem ma zarządzać Minister Obrony Narodowej pod kuratelą premiera i prezydenta. Żeby fundusz mógł działać, musi mieć plan wydawania pieniędzy (zwłaszcza, że wydatki na obronność to duże, wieloletnie projekty). Ponieważ podstawowe źródło finansowania funduszu (zyski NBP) nie jest pewne, autorzy ustawy dopisali kuriozalny zapis, że ewentualny deficyt w stosunku do planu finansowego pokryje… Bank Gospodarstwa Krajowego, udzielając funduszowi pożyczki. Ta pożyczka pewnie będzie pochodziła z emisji obligacji na 5-6% rocznie. Mamy więc projekt „Polski SAFE 0%, ale może 5%”.

Dziś prawdopodobnie dowiemy się jaki jest sposób NBP na generowanie zysków, które mogłyby ewentualnie trafiać do funduszu. Z bardzo dużym prawdopodobieństwem chodzi o rewaluację rezerw złota, które jest w skarbcu NBP. Średni koszt zakupu 550 ton złota, wartych ponad 300 mld zł, to jakieś 1500-2000 dolarów za uncję. Dziś każda taka uncja jest warta 5000 dolarów, więc można by podwyższyć wartość tych rezerw, dzięki czemu NBP wygenerowałby zysk i przekazał do funduszu.

Problem w tym, że zasady rachunkowości zabraniają takich operacji. A już na pewno zabraniają wpisywania „papierowych” korekt z rewaluacji aktywów jako zysków i ich wypłacania. Można sprzedać aktywa, zanotować „prawdziwy” zysk i wtedy go wypłacić, ale takiego „papierowego” – nie. A więc mamy już dwa problemy: po pierwsze NBP nie ma prawa zajmować się finansowaniem zbrojeń, a po drugie nie ma prawa wypłacić zysków z rewaluacji rezerw.

Ominięcie tych ograniczeń wydaje się być jeszcze bardziej karkołomne. NBP mógłby sprzedać na chwilę złoto i potem je od kogoś odkupić. Saldo się nie zmieni, ale można zaksięgować zyski. Tylko czym to się różni od operacji, które były częścią np. słynnej afery Getback? Przypomnę, że częścią mechanizmu, który miał „przykryć” straty Getbacku było sprzedawanie innym firmom portfeli wierzytelności po wysokich cenach i ich odkupywanie po niskich.

W ten sposób powstawał fikcyjny zysk i wszystkim się wydawało, że firma jest w lepszej kondycji, niż jest. Czy NBP chce robić podobną operację jak Getback (tyle, że sprzedając i kupując po tej samej cenie, by zaksięgować „sztuczny” zysk)? Oczywiście: w tym przypadku cel będzie inny (w tym sensie porównanie z aferą Getback jest krzywdzące), ale finał podobny: zafałszowanie faktycznej sytuacji.

Mamy więc działalność niezgodną z mandatem banku centralnego i próbę rewaluacji aktywów jedną z dwóch metod, z których jedna jest nieskuteczna, a druga ryzykowna prawnie. Ale prawdziwy kłopot to pogodzenie misji NBP, polegającej na obronie wartości pieniądza, z istotą tej operacji, którą jest po prostu stworzenie drugi raz tego samego pieniądza. Czyli działanie na szkodę wartości złotego.

Może dodrukujmy tyle pieniędzy, ile trzeba? Prościej, a efekt ten sam

Żeby zrozumieć o co chodzi trzeba zrozumieć z jakich pieniędzy zostało kupione polskie złoto. Prawdopodobnie NBP sprzedał część obligacji emitowanych przez rząd USA. A skąd je miał? Rezerwy NBP powstają – jak pisał dwa dni temu Maciek Danielewicz – w pewnej części z operacji banku centralnego z rządem. Jeśli Unia Europejska przesyła nam jakieś pieniądze, to zwykle polski rząd dostaje je w walucie euro. Gdyby chciał je wymienić na rynku, trząsłby nim bardzo, więc zwykle wymienia je w banku centralnym. Rząd wpłaca euro, NBP przekazuje „stworzone” w tym celu złote.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

skąd bierze się zysk nbp

Otrzymane euro NBP przez lata wymieniał częściowo na dolary i kupował za nie obligacje amerykańskiego rządu. A potem doszedł do wniosku, że pewniejszą rezerwą będzie złoto, więc częściowo sprzedał dolarowe obligacje, kupując kruszec. Teraz ten kruszec chce na nowo wycenić, bo podrożał. Czyli jeszcze raz chce „stworzyć” nowe złote. Poprzednio „tworzył” je „pod” euro otrzymane z Unii Europejskiej, a teraz „pod” złoto. Tworzenie dwa razy tego samego pieniądza raczej nie służy utrzymywaniu jego wartości.

De facto cała ta koncepcja to po prostu dodruk pieniądza, wokół którego tworzona jest „złota legenda”. Nic nowego pod słońcem. W czasie pandemii Covid-19 rząd „drukował” obligacje, banki komercyjne je kupowały, zanosiły do banku centralnego, a ten je kupował i „drukował” pieniądze, którymi płacił. Banki komercyjne szły z tymi pieniędzmi do rządu i kupowały kolejne „drukowane” przez rząd obligacje. Było tego za ponad 200 mld zł i miało to pewne znaczenie dla wybuchu 20-procentowej inflacji (aczkolwiek nie decydujące, ważniejszy był kryzys energetyczny).

Można „drukować” pieniądze „pod” obce waluty wpływające do kraju, można „pod” obligacje (co już na pewno jest inflacyjne) i można „pod” inną wycenę złota (co jest megainflacyjne). Przekształcając złoto warte 1500 dolarów w takie warte 5000 dolarów za uncję dostajemy 180 mld zł. Ale dlaczego nie wycenić tego złota na 6000 dolarów za uncję i nie „wydrukować” jeszcze 50 mld zł więcej? Albo od razu na 10 000 dolarów za uncję? Przecież to złoto pewnie kiedyś będzie tyle warte.

Szczerze pisząc, to w ogóle nie potrzebujemy tej całej legendy o złocie, żeby w ten sposób tworzyć pieniądze i ryzykować niszczenie wartości złotego. Po prostu niech NBP „wydrukuje” 180 mld zł, przekaże je rządowi i nie będzie trzeba pożyczać tych pieniędzy z Unii Europejskiej na 3% rocznie. Tylko to nie będzie „Polski SAFE 0%”. To będzie „Polski SAFE co najmniej 10%”, za który zapłacą spadkiem wartości swoich oszczędności Polacy.

Nie wszyscy by się tym przejęli. Szef banku centralnego prawdopodobnie przejąłby się umiarkowanie. Prezes NBP już kiedyś się wygadał, że bardziej interesuje go los tych, których miejsce pracy jest zagrożone, niż tych, którzy mają oszczędności. „Złoty” plan rewaluacji rezerw złota tego dowodzi.

CZYTAJ O TAJEMNICY PONTYFIKATU PREZESA NBP:

prezes NBP Adam Glapiński

W sensie konsekwencji ten „złoty” plan – o ile rzeczywiście o to chodzi – jest jeszcze gorszy od tego „dodruku” z czasów pandemii, bo pieniądz „wydrukowany pod obligacje” wraz z dochodzeniem tych obligacji do końca życia jest ściągany z rynku. A pieniądz „wydrukowany pod złoto” nie będzie ściągany, bo nie będzie jak go ściągnąć. No, chyba, że NBP, w przypadku spadku ceny złota, będzie żądał zwrotu pieniędzy od tego funduszu, do którego zamierza teraz wpłacić pieniądze.

Nie twierdzę, że zbrojenia nie mogą być finansowane pieniędzmi, które ktoś gdzieś „wydrukuje”. Szczerze pisząc: pieniądze na odsetki na unijny SAFE też może trzeba będzie wydrukować (ale jednak przez kilkadziesiąt lat, a nie na raz).  Nie twierdzę, że pożyczka z Unii Europejskiej to najlepsze możliwe rozwiązanie (bo w euro i na 3-3,5% rocznie). W ogóle się do tego nie odnoszę. Twierdzę tylko, że NBP nie jest od tego, żeby pomagać rządowi w czymkolwiek oraz że nie jest od tego, żeby działać na rzecz zmniejszania wartości polskiej waluty.

Pytanie brzmi: czy wolimy zapłacić 3% rocznie w euro wierzycielom Unii Europejskiej czy też wolimy, żeby za zbrojenia zapłacili inflacją Polacy. Być może prezes NBP wymyślił jakiś bardziej sprytny i mniej ryzykowny plan, ale jeśli to ma wyglądać, to chyba wolę płacić odsetki, niż cierpieć z powodu inflacji. Może ktoś ma inne zdanie, ale warto żebyśmy przynajmniej wiedzieli jaki jest wybór: albo płacimy 3% rocznie jakimś BlackRockom i JPMorganom albo godzimy się ze „zniszczenie” 10-20% (nie wiem ile, trzeba by to jakoś kompetentnie oszacować) wartości naszych oszczędności w bankach. Nie odpowiadam na pytanie co jest mniej złe, po prostu zdecydujmy świadomie, a nie dajmy sobie wciskać kitu o „SAFE 0%” 

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.   Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

CZYTAJ JAK OCHRONIĆ PIENIĄDZE:

jak świat wyjdzie z długów

zdjęcie tytułowe: Przemysław Keler, KPRP

Subscribe
Powiadom o
39 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Hieronim
1 miesiąc temu

Panie Redaktorze, kolejny raz okazało się, że manna jednak nie spada z nieba…

Sylwester
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Raczej odzierać. Obedrzeć można ze skóry, no chyba, że złudzenia są tylko powierzchowne.

Kakofon
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Pytanie kontrolne. Jak był bezpieczny kredyt 2% to bylem karmiony propagandą, że sprzedający mieszkania są doskonale w stanie przewidzieć jak będą rozwijać się stopy procentowe przez kolejne 10 lat i uwzględnić to w cenie mieszkania zamieniając różnice stóp na swój zysk.
Jak było 500+ to byłem karmiony propagandą że artykułu dla dzieci zdrożeją już za chwilę o tyle żeby zamienic 500+ na ekstra marzę.
Skąd wiemy że jak producenci uzbrojenia czyli ludzie pozbawieni absolutnie jakiejkolwiek moralności, się dowiedzą, że Polskę zasypał deszcz pieniędzy to nagle uzbrojenie nie zacznie kosztować drożej (o ile już nie mają tego uwzględnionego w cenach?)?

Adam
1 miesiąc temu
Reply to  Hieronim

Czasem jednak spada, zwłaszcza gdy wieją wiatry zachodnie. Mam na myśli bezzwrotne fundusze UE na inwestycje w Polsce w ostatnich 20 latach.

Wojciech
1 miesiąc temu

Polityce potrafią zniszczyć wszystko. A najbardziej bolą ich tzw drobni ciułacze. Zresztą ten gatunek jest zdecydowanie mało lubiany i łatwy to łupienia. Tak było, jest i będzie. A powód jest prosty. Ci ludzie nie będą strajkować, nie będą protestować na ulicach i nikt się za nimi nie wstawi. No bo w Polsce jak ktoś ma coś więcej niż sąsiad to na pewno ukradł. Złupienie wywoła więc raczej powszechną radość. A czas ucieka. Do wyborów już tylko dwa lata. A potem ………….. .

RafałX
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Hmm … zapisuje 🙂

Oskar
1 miesiąc temu

To, co Pan Redaktor napisał, potwierdza, że cała propozycja SAFE 0% ma przede wszystkim charakter polityczny, a nie realnie finansowy. Jej celem nie jest uczciwe wygenerowanie środków na zbrojenia, lecz stworzenie wrażenia, że takie pieniądze można „wyczarować” – przy jednoczesnym sugerowaniu, że Tusk nie chce, aby wyborcy się o tym dowiedzieli, że jest taki sprytny pomysł – tylko chce nas zadłużyć w Unii. Większość ludzi i tak nie do końca rozumie mechanizmy stojące za tym projektem (sam również mam z tym trudność), więc chodzi głównie o zamieszanie i zatarcie prawdziwego obrazu sytuacji. Podobny mechanizm obserwowaliśmy przy wdrażaniu 500+, kiedy Rafał… Czytaj więcej »

Jacek
1 miesiąc temu

Stan rezerw walutowych to blisko 260 mld euro, NBP kupuję głównie bezpieczne obligacje państw UE. One korzystają z naszych rezerw. Jeśli te pieniądze są tak potrzebne to nie można wypracować zgody na jednorazowe użycie tych pieniędzy na zakupy zbrojeniowe? Pieniądze przekazane mogą być w formie pożyczki, nie wiem może w jakiejś innej formie. Czterdzieści kilka miliardów nie osłabi szczególnie NBP.

Ewelina
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Brakiem ryzyka walutowego.

RafałX
1 miesiąc temu

Pytanie czy my nie przesadzajmy z SAFE ? Mamy najwieksze wydatki na zbrojenie według PKB z krajów NATO. Do tego najwìększe wydatki z SAFE? Gdyby te inwestycje były game changer: program atomowy, może program rakiet balistycznych dalekiego zasiegu, a może budowa lotniskowców, a może zakup bombowców dalekiego zasięgu, a może system wczesnego rozpoznania, a może wywiad satelitarny? To mogłoby odstraszac, a my nakupimy sprzętu, który nikogo nie przestraszył, a zestarzeje się za 10-15lat.

SirAdi
1 miesiąc temu

Przecież unijny SAFE to tak samo nowy pieniądz. Bo skąd NBP weźmie złotówki, na konieczne do wydatkowania w polskiej gospodarce przewalutowanie euro, jak nie z emisji?

SirAdi
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Zadałem proste pytanie – skąd NBP weźmie złotówki na przewalutowanie?

SirAdi
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie wykreuje, tylko wyemituje (kreują banki komercyjne, bank centralny emituje). Różnica będzie taka, że w jednym przypadku pokryciem będzie pożyczona waluta obca, a w drugim zasoby własne złota. Jednak tu i tu dojdzie do emisji złotówek, bo 80-90% środków ma zostać wpompowane w polską gospodarkę. Dlatego z całym szacunkiem, ale Pański tekst nie ma sensu, bo obnaża brak zrozumienia jak działa współczesny system monetarny.

SirAdi
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Oczywiście, że co do zasady, bank centralny nie jest od finansowania jakichkolwiek potrzeb rządu. Próbuję Panu uświadomić, że w obu przypadkach dojdzie do emisji miliardów złotych, które mają zostać wpompowane w lokalną gospodarkę. Dlatego Pańska opinia, że „drukowanie pod walutę obcą” nie jest inflacyjne, brzmi niepoważnie. A jeśli zajdzie potrzeba ruszenia tych euro, to z czego spłacić pożyczony kapitał i odsetki – z kolejnej emisji? O ryzyku kursowym nie wspominając.

Last edited 1 miesiąc temu by SirAdi
Paweł
1 miesiąc temu
Reply to  SirAdi

Pożyczona waluta obca wcale nie musi wylądować w NBP bo może zostać przynajmniej w części wymieniona na rynku, umacniając kurs PLN. Reszta jeśli trafi do NBP to zwiększy realne rezerwy.
Tymczasem zasoby własne złota wydaje mi się że zostały kupione za walutę obcą pod którą NBP już raz wyemitował pieniądz. Więc moim zdaniem to trochę wyższy level kreacji – bo mając fizycznie tyle samo rezerw zwiększamy ilość PLN w obiegu.

SirAdi
1 miesiąc temu
Reply to  Paweł

Kolejny As 🙂 NBP nie wyemituje euro. Jeśli więc wymienisz je na rynku, to z czego spłacisz pożyczkę? Po prostu powiesz KE, że teraz to są Twoje pieniądze? W ogóle, jaki sens miałoby wtedy pożyczanie waluty obcej, skoro można pożyczyć złotówki na rynku, wypuszczając obligacje?

Last edited 1 miesiąc temu by SirAdi
Sławomir
1 miesiąc temu

Czyli obydwa scenariusze wywołają inflację w Polsce większą lub mniejszą. Czyli co robić z oszczędnościami w gotówce która czeka na okazje inwestycyjne? Trzymać w euro,dolarze a może w obligacjach krótkoterminowych w tych dwóch walutach ? A jak tak to jakich ?

Grzegorz
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Scenariusz „wydawania kredytu u Niemca” przerabiała na dużą skalę Grecja, więc chyba już wiadomo jak to się kończy 😉. Moim skromnym zdaniem największym ryzykiem jest stosunkowo krótki horyzont wydania tych pieniędzy. Biorąc pod uwagę, że będziemy wydawać jeszcze inne pieniądze na ten cel, polski przemysł nie jest w stanie sensownie ich wchłonąć, więc grozi nam KPOv2 tylko na większą skalę (zakładając te deklaratywne 80% wydatków w Polsce). Natomiast kwestia dodruku pieniądza uderzająca w oszczędzających to taka zakamuflowana forma podatku obronnego, wolałbym żeby to było otwarcie powiedziane, ale pewnie wtedy nikt by za tym nie zagłosował żeby nie narazić się „publiczności”.… Czytaj więcej »

Hipolit
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Wydawanie u Niemca zrobi inflację w całej strefie euro, a to z kolei przyniesie szansy na zarażenie nią też Polski…

Marek
1 miesiąc temu

Proste, rzeczowe wyjaśnienie, trafiające w sedno! Warto jeszcze dodać, że cała ta operacja ma na celu ułatwienie tego, żeby po 2027 PiS mógł bezkarnie kraść. Główną obiekcją PiS do unijnego programu SAFE jest mechanizm warunkowości, czyli mechanizm wymuszający ochronę kasy z tego programu przed robieniem na niej przekrętów. Pisowcom to bardzo nie w smak. Dokładnie z tych samych powodów nie przystępowali do Prokuratury Europejskiej, której zadaniem jest ściganie nadużyć finansowych dotyczących funduszy UE. Przystąpienie do niej było jedną z pierwszych decyzji Adama Bodnara po objęciu MS w 2023. Do tej pory do Prokuratury Europejskiej nie przystąpiły … surprise surprise… Węgry… Czytaj więcej »

maks
1 miesiąc temu
Reply to  Marek

[CENZURA-red]

Paweł
1 miesiąc temu

Mam wrażenie, że zamiast prostego rozwiązania (nie przesadzam czy dobrego) kombinują jak łysy koń pod górę. O ile czegoś nie dostrzegam, prościej by było zrealizować zysk na zlocie i część, tą rzekomą nadwyżkę rezerw, sprzedać. Za pozyskane środki kupić świeżo wyemitowane polskie pięćdziesięciolatki denominowane w eur i oprocentowantowane gdzieś w okolicach 0. Rownie dobrze na ten cel można by sprzedać czes zagranicznych obligacji.

Marek
1 miesiąc temu
Reply to  Paweł

No i bank centralny nie może bezpośrednio kupować świeżo wyemitowanych polskich obligacji – jest coś takiego jak zakaz finansowania monetarnego.
Kupowanie na rynku wtórnym też nie może być automatyczne, z założeniem, że w momencie wyemitowania obligacji istnieje pewność, że bank centralny za chwilę ją odkupi od pierwszego nabywcy.

Editor
1 miesiąc temu
Reply to  Marek

Zgadza się, tego nie wolno robić, bo byłoby to finansowanie potrzeb budżetowych ze środków NBP. A na tym polega funkcjonowanie nowoczesnych gospodarkę, że banki centralne są poza polityką fiskalną. To kupowanie na rynku wtórnym to było tylko w czasie pandemii jako rozwiązanie awaryjne, jako QE. Ale w tzw. „normalnych” czasach tego się nie robi. Jedyne pieniądze, jakie mogą popłynąć z banku centralnego do kasy państwa, to te z zysku.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu