9 lutego 2026

Co nam mówi załamanie wyników finansowych drugiego największego producenta aut w Europie? Czy Stellantis zapowiada katastrofę całej branży?

Co nam mówi załamanie wyników finansowych drugiego największego producenta aut w Europie? Czy Stellantis zapowiada katastrofę całej branży?

Stellantis – drugi co do wielkości w Europie producent samochodów i właściciel takich marek jak Jeep, Fiat, Peugeot, Citroën, Opel, Dodge, czy Alfy Romeo i Maserati – ogłosił potężne straty związane przede wszystkim z wycofywaniem się z produkcji samochodów elektrycznych, ale też z zakończeniem produkcji baterii i ze zwolnieniami pracowników. Zaraportowane 22,5 mld euro straty w 2025 r. i zapowiedź kiepskiego 2026 r. przeraziły inwestorów. Czy to kłopot wyjątkowo źle zarządzanego koncernu samochodowego czy zapowiedź katastrofy całej europejskiej branży automotive?

Efektem ogłoszenia fatalnych wyników finansowych, choć obciążają one sumienie poprzedniego zarządu koncernu, była panika inwestorów. Gdy drugi co do wielkości w Europie producent samochodów ogłosił, że w końcówce 2025 r. musiał utworzyć 22,5 mld euro rezerw, zaledwie w ciągu kilku godzin cena jego akcji spadła o 25%. Warto zauważyć, że mówimy o tylko jednym dniu, w skali 2–3 ostatnich lat spadek ceny akcji koncernu Stellantis wyniósł około 80%. W poniedziałek nastąpiło nieznaczne odbicie, ale kupujących akcje wciąż było niewielu.

Zobacz również:

Czy Stellantis jest pierwszą wielką ofiarą ceł Trumpa i spowolnienia elektrycznej rewolucji w branży samochodowej (i utraty konkurencyjności koncernu w stosunku do chińskich producentów aut), czy raczej przykładem konglomeratu zarządzanego tak, że musiał w końcu wpaść w poślizg? A może to sygnał ostrzegawczy dla całej europejskiej branży motoryzacyjnej? Nadchodzi wielki reset? Co dalej z cenami samochodów?

Kurs akcji Stellantis
Kurs akcji Stellantis

Stellantis ogłasza ponad 20 mld euro straty. Jak doszło do tej katastrofy?

Stellantis to koncern powstały z połączenia Fiata, Chryslera i francuskiego PSA (producent Peugeota i Citroena). Pod jego rządami są zarówno masowe marki europejskie, jak i amerykańskie legendy (Jeep czy Ram). W europejskiej hierarchii producentów samochodów to ścisła czołówka, zwykle wymieniana tuż za Volkswagenem. Skala działalności miała być jego największym atutem. Ale nie jest.

Przez kilka lat Stellantis uchodził za przykład skutecznego zarządzania marżą. Pod rządami Carlosa Tavaresa (portugalski menedżer, który zarządzał Stellantisem w latach 2021-2024, a wcześniej przeprowadzał fuzję Fiat-Chrysler i PSA, z której powstał koncern) rosły ceny samochodów, firma pokazywała wysokie zyski, a inwestorzy patrzyli na koncern z sympatią. Tavares był postrzegany jako menedżer, który potrafi wycisnąć z koncernu każdy cent zysku.

Ta strategia miała swoją cenę. Podwyżki cen i cięcia kosztów w końcu zaczęły odbijać się na jakości, relacjach z dealerami i atrakcyjności oferty. W latach 2021-2023, dzięki efektom synergii po wielkiej fuzji, Stellantis był kurą znoszącą złote jaja. Roczne zyski wynosiły od 16 mld euro do 20 mld euro rocznie. Koncernowi sprzyjała świetna koniunktura – odbudowa popytu po pandemii Covid-19 i ograniczona podaż samochodów wskutek nadwerężenia łańcuchów dostaw z powodu najazdu Rosji na Ukrainę.

Ale gdy rynek stał się trudniejszy, a konkurencja wzrosła, pojawiły się luki w ofercie, a ceny niektórych modeli przestały być konkurencyjne. Najbardziej spektakularnym przykładem jest Jeep, czyli najcenniejsza marka w portfelu koncernu. Zamiast inwestować w nowe modele i utrzymywać równowagę między ceną a atrakcyjnością oferty, firma podnosiła ceny i skupiała się na tworzeniu i sprzedaży droższych wersji samochodów tej marki.

Gdy w połowie 2024 r. okazało się, że zyski Stellantisa drastycznie spadły, a jego sytuacja w USA (tam produkowana jest część samochodów) jest znacznie gorsza, niż raportowano – Tavares odszedł, a koncern stanął przed koniecznością głębokiego resetu. Zyski firmy w 2024 r. spadły do zaledwie 5 mld euro. Ale to był dopiero początek utraty rentowności przez Stellantisa. Potem przyszedł rok 2025 i cła Trumpa. Sytuację finansową koncernu na połowę 2025 r. macie poniżej:

Stellantis - wyniki finansowe
Stellantis – wyniki finansowe

Nowy szef, Antonio Filosa, nie próbuje nawet udawać, że Stellantis jest na dobrej drodze. W komunikatach do inwestorów mówi wprost, że poprzednie kierownictwo „przeszacowało tempo transformacji energetycznej”. Innymi słowy: firma założyła, że elektryki będą sprzedawać się szybciej, niż sprzedają się w rzeczywistości. A skoro strategia była ustawiona pod szybki wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych, to gdy popyt okazał się słabszy, trzeba było przestawić zwrotnicę. A zmiana planów w motoryzacji oznacza ogromne koszty.

Te 22,5 mld euro odpisów wynikających z zakończenia ekspansji w dziedzinie samochodów elektrycznych to nie jest kwestia jednego błędu. To suma wielu decyzji: anulowanych projektów, w które zainwestowano miliardy euro (próba zbyt szybkiego przestawienia działalności koncernu na produkcję drogich aut elektrycznych kosztowała 14,7 mld euro strat), rekompensat dla dostawców, zakończonych inwestycji w produkcję baterii do samochodów elektrycznych (zamknięta została spółka z koreańskim LG) i zwolnień pracowników.

To typowy korporacyjny „big bath” – moment, w którym nowy zarząd wrzuca do jednego worka jak najwięcej złych wiadomości, żeby potem móc powiedzieć: „od teraz będzie już tylko lepiej”. Prawdopodobnie utworzone w ciężar zeszłego roku rezerwy spowodują w rachunku wyników spółki 19-20 mld euro straty rocznej.

Stellantis to pierwsza (i być może nie ostatnia) ofiara ceł Trumpa?

Porażka elektrycznej rewolucji to jedno. Ale mamy drugi, równie ważny czynnik: politykę handlową i cła wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa. Z punktu widzenia europejskich producentów samochodów to fundamentalny problem. Jeszcze niedawno eksport samochodów z Europy do USA był obłożony cłem na poziomie około 3,5%. Dziś mówimy o stawkach rzędu 15%. Dla branży, która pracuje na kilku procentach marży operacyjnej, to różnica między zyskiem a stratą.

Wystarczy spojrzeć na liczby. Volkswagen w pierwszym półroczu 2025 r. miał marżę operacyjną 4,2%, gdy rok wcześniej było to 6,3%. Stellantis zjechał z 12,8% w 2023 r. do około 5,5% w 2024 r., a w Ameryce Północnej marża spadła z 15,4% do 4,2%. I to jeszcze zanim wojna celna rozkręciła się na dobre.

Jeśli firma zarabia 4 euro na każdych 100 euro sprzedaży, a nagle pojawia się dodatkowy koszt rzędu kilkunastu euro, to nie trzeba być finansistą, żeby zrozumieć, że ten model przestaje działać. Albo podnosisz ceny i tracisz klientów, albo bierzesz koszt na siebie i tracisz zysk. Ewentualnie masz tak silny produkt, że klienci są gotowi płacić więcej i akceptują podwyżki cen (taką pozycję ma obecnie np. włoskie Ferrari, które przerzuciło cła Trumpa niemal w całości na klientów, a ci nadal kupują).

Dlatego określenie, że Stellantis jest jedną z największych ofiar ceł Trumpa, chyba nie jest przesadzone. Koncern ma dużą ekspozycję na rynek amerykański i jednocześnie wszedł w okres napięć handlowych z osłabioną rentownością i problemami operacyjnymi. Oczywiście cła nie są jedyną przyczyną problemów, ale działają jak katalizator. Przyspieszają moment, w którym błędy strategiczne zaczynają być widoczne i odbijać się na finansach spółki.

To pojedyncza historia czy zwiastun kłopotów w całej branży?

Z punktu widzenia inwestorów ważna jest odpowiedź na pytanie: czy to historia jednej firmy, która po prostu popełniła za dużo błędów naraz, czy wczesny sygnał katastrofy innych firm z tej samej branży? Stellantis niewątpliwie przeszacował tempo elektrycznej rewolucji, zbytnio podniósł ceny samochodów, zrobił błędy, jeśli chodzi o portfolio oferowanych klientom modeli i wszedł w okres ceł oraz napięć handlowych z dużo niższą rentownością niż kilka lat wcześniej. Przykład tego, co się dzieje z firmą, która przez kilka lat jechała na krótkoterminowej poprawie marż, a zaniedbała jakość produktu i relacje z klientami.

Gdyby problem dotyczył tylko Stellantisa, można by powiedzieć: pech, zły zarząd, kilka nietrafionych decyzji i tyle. Ale liczby z całej branży pokazują, że to nie jest odosobniony przypadek. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy najwięksi producenci samochodów na świecie ogłosili łącznie około 55 mld dolarów odpisów związanych z projektami elektrycznymi.

To są pieniądze, które zniknęły z bilansów, bo okazało się, że plany elektryfikacji były zbyt ambitne wobec realnego popytu. Sam Stellantis odpowiada za ponad 22 mld dolarów tej kwoty, ale towarzystwo ma bardzo poważne: Ford zapowiedział około 19,5 mld dolarów odpisów, General Motors około 6 mld, a Volkswagen – wraz z problemami w Porsche – również miliardowe korekty. To zbiorowa korekta strategii całej branży, która uwierzyła, że elektryczna rewolucja przyjdzie szybciej, niż w rzeczywistości przyszła.

Ford, GM, Volkswagen czy Stellantis opóźniają premiery nowych modeli, ograniczają inwestycje w baterie albo wracają do hybryd i silników spalinowych. Stellantis na 2026 rok zapowiada pracę u podstaw, czyli przesunięcie strategiczne z samochodów elektrycznych na hybrydy i zaawansowane silniki spalinowe oraz próbę odbudowy wolumenów sprzedaży i marż w 2026 r. (czyli prawdopodobnie postawienie na tańsze modele i korekty w ofercie samochodów). Łatwo nie będzie, bo obecnie przeprowadzone zmiany będzie widać dopiero za kilka kwartałów.

Reszta europejskich producentów ponosi podobne koszty, tylko w mniejszych porcjach i bardziej rozłożonych w czasie. To, co wydarzyło się w Stellantisie, wygląda jak zapowiedź trudniejszego okresu dla większości koncernów motoryzacyjnych. Nadchodzi czas płacenia za błędy strategiczne.

W europejskiej motoryzacji średnia marża operacyjna spadła z około 7,8% do 5,5%, czyli o niemal jedną trzecią. To może nie brzmi dramatycznie, dopóki nie przypomnimy sobie, że to branża o gigantycznych nakładach inwestycyjnych i bardzo długich cyklach produktowych. W takich warunkach każdy dodatkowy koszt – czy to cła, czy podwyżki energii, czy nieudany projekt technologiczny – działa jak podatek od zysku. Według branżowych szacunków ok. jedna trzecia firm z sektora automotive balansuje dziś na granicy rentowności albo notuje straty.

Na tym tle szczególnie wyraźnie widać kontrast między producentami masowymi a luksusowymi. Ferrari, które sprzedaje relatywnie niewiele samochodów, ale z ogromną marżą, praktycznie nie odczuwa ceł. Podnosi ceny, klienci płacą i czekają kilka kwartałów na dostawę, bo popyt jest większy niż podaż samochodów. Rentowność operacyjna na poziomie 30% daje komfort, o którym producenci aut masowych mogą tylko marzyć. Stellantis, Volkswagen czy Mercedes pracują na marżach kilka razy niższych.

Ważne pytanie, na które muszą odpowiedzieć inwestorzy

Stellantis jest jednocześnie ofiarą trudnych czasów dla motoryzacji i własnych błędów. Gdyby firma  miała dziś dopasowaną do potrzeb rynku ofertę modeli, stabilne relacje z dealerami i wyższą rentowność, cła byłyby problemem, ale najpewniej nie katastrofą. Takim koncernem, który świetnie przystosowuje się do zmian rynkowych, jest japońska Toyota, której rentowność w zeszłym roku wzrosła.

Nowy zarząd próbuje przekonać inwestorów, że to jest moment oczyszczenia. Że gigantyczne odpisy to jednorazowy rachunek za przeszłość, a od teraz firma będzie bardziej realistyczna w swoich planach i bliższa temu, czego naprawdę chcą klienci. Jeśli to prawda, to za rok czy dwa inwestorzy nie będą już pamiętać o odpisach, tylko o tym, że wróciła wyższa sprzedaż, a wraz z nią rentowność. Ale równie dobrze może się okazać, że te 22,5 mld euro odpisów to dopiero początek większego problemu.

Tak czy inaczej: mamy do czynienia z sygnałem ostrzegawczym dla całej europejskiej motoryzacji. Dlaczego? Bo przykład Stellantisa pokazuje jak niewielki margines błędu ma branża pracująca na kilkuprocentowych marżach. A z tym zmaga się dziś nie tylko główny bohater ostatnich wydarzeń, to dotyczy niemal całej branży.

Patrząc na zachowanie funduszy ETF, które odzwierciedlają koniunkturę w całej europejskiej branży motoryzacyjnej, mam nieodparte wrażenie, że jesteśmy blisko punktu zwrotnego. Spójrzcie na wykres ETF-u od iShares, który pokazuje to bardzo dokładnie.

ETF, w którym 23% udziału mają akcje Mercedes-Benz, po 12-14% papiery BMW, Ferrari i Michelin, a po 10% Volkswagena i Stellantisa, jest już bardzo blisko miejsca, w którym rozpoczął wzrost po pandemii Covid-19. Albo to będzie miejsce odbicia od dna, albo to dno zostanie przebite. Europejska branża motoryzacyjna z jednej strony walczy z efektami podwyższonych ceł obowiązujących na rynku amerykańskim, a z drugiej – z autami chińskimi, których udział w sprzedaży samochodów europejskim klientom przekroczył 6% (rok temu było niecałe 3%).

Europejskie koncerny motoryzacyjne nie mogą sobie pozwolić na dalsze osłabianie swojej pozycji konkurencyjnej, bo to będzie powodować spadek sprzedaży i zwijanie się kolejnych koncernów z rynku. Za europejskimi producentami stoją silne, wiarygodne marki, jakość serwisu, lepsze utrzymywanie cen przez samochody używane. Pytanie, czy europejscy konsumenci będą gotowi płacić za nie więcej, niż za chińskie auta. I czy europejskie władze będą gotowe wprowadzić takie same cła na samochody hybrydowe z Chin, jakie wprowadziły na auta elektryczne.

——————————

CZYTAJ TEŻ: 

kogo dojedzie 15% cła

chińskie samochody

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

ZOBACZ NASZE ROZMOWY:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube

 

———————————

zdjęcie tytułowe: Stallantis/Canva

Subscribe
Powiadom o
41 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Jakub
2 miesięcy temu

Stellantis robił słabe samochody elektryczne w wysokich cenach w Europie, a w Stanach pompował ceny jeepów zamiast dać Amerykanom prostsze auta z V8 jakich oczekują. Obstawiam, że to nie ogólnie „elektryfikacja” ich położyła, tylko słaba elektryfikacja i kierowanie się krótkim zyskiem.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Tak, chyba celne spostrzeżenie

Roman
2 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Typowe dla dużych koncernów zarządzanych przez menedżerów z ustawionym targetem krótkoterminowym. Tavares zrobił to czego od niego oczekiwano – połączył 2 koncerny i zwiększył przychody – wszyscy się cieszyli, premię zapewne przytulił. A to, że przy okazji położył biznes długoterminowy na lata, to już będzie problem kolejnego prezesa. Filosa będzie miał więc za zadanie posprzątać i ustawić wszystko na właściwe tory, czyli wrócić do stanu sprzed kilku lat. Swoje zapewne zrobi, premię przytuli, po czym przyjdzie kolejny prezes mający na celu zwiększyć marżę i zyski. I tak ten rollercoaster będzie trwał :).

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Roman

Bardzo celne spostrzeżenie!

Adam
2 miesięcy temu
Reply to  Roman

Rollercoaster będzie trwał o ile wcześniej nie zbankrutują czego wykluczyć nie można.

Michał
2 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Stelantis stworzył uniwersalną platformę, na której buduje wszystkie samochody. Spalinowe, hybrydowe i elektryczne. Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. To musiało sie tak skończyć.

RafałX
2 miesięcy temu

Nie mieli w Europie konkurencji.Żyli jak paczki w maśle, a ceny auto dawno odkeiły się od realiów.

W samochodach europejskich musisz dopłacać za każde udogodnienie.
Tym czasem Chińczycy nie bawią się w indywidualizację każdego zamówienia tylko od raz we wszystkich dają wysoki standard.

Michał
2 miesięcy temu

Jak się robi auta z wysilonymi do granic możliwości silnikami, które wytrzymują niecałe 100 000 km przebiegu („legendarny” 1.2 puretech), to się potem sprzedaż nie spina.

Marcin
2 miesięcy temu
Reply to  Michał

Ano własnie, słaby wybór albo za w miarę znośną cene 3 cylindry „poor tech” albo dużo droższe hybrydy. O ile np w 208 to 1.2 ujdzie to już w czymś większym np 4008 to słabo..nawet w DS za nie małą kasę takie cuda…

Baksiu
2 miesięcy temu

Pracowałem w tym pożal się Boże „koncernie”. W połowie 2024 roku kiedy akcje oscylowały koło 21EUR za akcję już wtedy wiedzieli że będzie krucho jeśli chodzi o akcjonariuszy. Mądre głowy wpadły na pomysł żeby ubrać w akcje swoich pracowników oferując im „atrakcyjne” warunki (kupując akcję Stellantis dorzucał od siebie w gratisie dodatkowe akcje), I tutaj mały haczyk bo te akcje można było sprzedać dopiero po trzech latach.

Aleks
2 miesięcy temu

Jeżeli chodzi o auta z koncernu Stellantis to Peugeot czy Jeep (nowe modele) sa calkiem fajne – design,wyposażenie bez zastrzeżeń,ale silnik… Sam chciałem kupic nowego Jeep Compass, ale zniechęca jedno: silnik 1.2…pakowany do każdej marki tego koncernu oprócz Alfy (tu trwały silnik 1.3)

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Aleks

Nie wiem czy przeciętni klienci aż tak patrzą na silnik.

Sylwester
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Kliencie patrzą na osiągi, wygląd, komfort oraz cenę. Jeśli taki Jeep Compass 1.2 ma przyspieszenie gorsze niż 25-letnie auto ze średniej półki, spalanie podobne, wygląd taki sobie, a komfort gorszy od konkurencji – wszystko przy wyższej cenie, to o czym tu w ogóle mówić?

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Sylwester

Nie będę się kłócił, ja się słabo znam na samochodach, zmieniam je co 15 lat, więc nie jestem dobrym benchmarkiem 😉

Aleks
2 miesięcy temu
Reply to  Sylwester

i byl produkowany jakies 9 lat … o min. 2 lata za dlugo … w cenie auta troche nizej pozycjonowanego niz premium

Aleks
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Akurat na silnik patrzą – bo to głowny element auta…Szczegolnie jak potrafi być mocno problematyczny, nawet jezeli najnowsza wersja miala byc bez wad…a jak wyszlo? Generacja 3 – to modele z silnikiem 1.2 PureTech z łańcuchem rozrządu objęte akcją serwisową: Citroen – Citroen C3, Citroen C3 Aircross, Citroen C4, Citroen C4X, Citroen C5 Aircross, Citroen C5X, Citroen Basalt. Opel – Opel Corsa, Opel Mokka, Opel Frontera, Opel Astra, Opel Grandland. Peugeot – Peugeot 208 II, Peugeot 308 III, Peugeot 408, Peugeot 2008 II, Peugeot 3008 II Peugeot 3008 III, Peugeot 5008 II, Peugeot 5008 III. DS Automobiles – DS3 II,… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Aleks

No może. Ja wiem, że jak kupuję Toyotę albo Volvo to silnik będzie dobry i to mi wystarczy 😉

Slawo
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Te czasy już dawno za nami, obecnie 2.0 Toyoty też generuje problemy, Volvo to samo. Ciężko dziś o niezawodną konstrukcję, poziom trzyma jeszcze Renault.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Slawo

O, a to trochę wbrew stereotypom

Jurek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Stereotyp o Renault to była elektronika, a nie silniki.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Jurek

Całkiem możliwe

Misiek
2 miesięcy temu
Reply to  Slawo

jeżdżę hybrydą z motorem 1.8, ponad 200 tys. nakręcone, chodzi jak złoto. możesz rozwinąć co jest nie tak z 2.0? bo ostatnio dzwonili do mnie z Toyoty z ofertą wyprzedażową i przyznaję, że zacząłem ją rozważać. chociaż nie wiem czy chodziło o auto z tym silnikiem, bo rozmowa była bardzo ogólna.

maurize
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Zapewne większość klientów nie patrzy za bardzo na silnik, ale dla tych najbardziej świadomych i obeznanych z motoryzacją to silnik jest najważniejszy. Nie chodzi tu głównie o osiągi, ale o trwałość i koszty serwisu.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  maurize

Jestem w stanie w to uwierzyć

Jurek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To zależy czy to jest klient leasingowy, który wie, że po 3 latach pozbędzie się problemu , czy kupuje na więcej lat i wtedy silnik i jego problemy ma większe znaczenie. Dla mnie 1,2 pure tech było powodem dla którego nie kupiłem Citroena C3 – a był bardzo ładny.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Jurek

A ja kupiłem kiedyś Nissana skręcanego przez jakichś gringos w Meksyku i to nie był dobry deal 😉

Niko
2 miesięcy temu

Chyba się skusze na parę akcji ferrari brzmi to mocno 🤔

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Niko

Tanio nie jest 😉

Niko
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

A to dorzuce coś taniego do towarzystwa 😉trochę się rozejrze chyba niemieckiego😉

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Niko

O, ja, jawohl!

Ewa
2 miesięcy temu

Jeśli obecnie wchodzący na polski rynek Fiat 500 hybrydowy ( tzw. mild hybrid) kosztuje 80 tys. PLN, to myślę że Stellantis odnotuje kolejne straty.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Ewa

No, jeśli trzeba walczyć o klienta i wyprzedaje się „magazyn”, to często robi się to ze stratami. Nie wykluczałbym, że to akurat już mają wliczone w rezerwy, które tworzą.

Ppp
2 miesięcy temu

Są trzy czynniki: cła Trumpa, konkurencja Chin oraz ekologiczne wymysły UE, które powodowały wzrost kosztów energii oraz konieczność cudowania przy silnikach, które były „poprawiane” w kierunku zmniejszania emisji kosztem jakości, trwałości i innych parametrów.
Wyczyny Trumpa były nieprzewidywalne, ale przed pozostałymi wymienionymi czynnikami świadomi ludzie ostrzegali już kilkanaście lat temu.
Pozdrawiam.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Niewątpliwie coś w tym jest 😉

Radek
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Cła były spodziewane od dawna, skoro sprowadzenie auta z USA do Polski to 10% cła, 18% akcyzy i 23% VAT liczone od powyższych podatków.
Nie było powodu do tego, by transfer w drugą stronę był tańszy.

Patryk
2 miesięcy temu

Niestety krótkowzroczna polityka Tavaresa musiała się odbić na koncernie. Podwyższanie cen, zwalnianie pracowników i zamykanie fabryk może w krótkim okresie dać dobry efekt finansowy ale wierni klienci takich marek jak Jeep w końcu przestaną kupować z sentymentu i zorientują się w tej samej cenie mają już luksusowe auta innych marek. Z tymi cłami Trumpa bym nie przesadzał, bo przecież Stellantis ma mnóstwo fabryk w USA, więc co chcieliby sprzedać w USA mogą tam produkować. Fiat i inne podobne marki już dawno były wycofane z amerykańskiego rynku, bo tamtejsi konsumenci nie kupowali tych aut. A w ramach ciekawostki można też wspomnieć,… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Patryk

Tak, to prawda, Stellantis może wyprodukować auta na rynek amerykański na miejscu, więc to nie jest główny problem.
Ciekawe wieści o Tavaresie Pan przynosi, dzięki 😉

Rafal
2 miesięcy temu

Chyba wszyscy zapominacie, że tempo elektryfikacji w europie narzuciła Ursula von der Leyen i jej ziomkowie z KE.
Szkoda że artykuł pomija zupełnie tę kluczową kwestię.
Jej jednak nikt nie zwolni.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Rafal

To prawda, błędy w polityce nie kończą się tak często dymisją, jak błędy w biznesie.

Tomasz
2 miesięcy temu

Jakoś Tesla nie ma takich problemów. Ale z punktu widzenia inżynierii to jest kosmos w porównaniu do produktów Stellantis, które są zacofane, siermiężne, awaryjne, oparte na filozofii funkcjonowania samochodów spalinowych. Znana marka i wodotryski w postaci ładnego i w miarę funkcjonalnego wnętrza nie są w stanie nadrobić zacofania technologicznego. Nie zainwestowali w rozwój i to się mści. Błędy w zarządzaniu są oczywiste. I wcale się nie skończyły. Pudrowanie trupa samochodu spalinowego tylko pogłębi zapaść. Ta firma nie potrafi zadbać o prawidłowe funkcjonowanie salonów czy serwisów. Więc na pewno nie zadba o rozwiązania nowoczesne techniczne. Chińczycy już zjedli tego mastodonta.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Tomasz

Jeśli tak jest, jak Pan pisze, to pogrzeb blisko

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu