Unia Europejska uzgodniła ze Stanami Zjednoczonymi umowę celną, która być może kończy erę niepewności w handlu między tymi dwoma ogromnymi obszarami gospodarczymi. Zamiast ceł na poziomie 30%, którymi groził Donald Trump, będzie 15% obciążeń dla samochodów, alkoholi, dóbr luksusowych i innych towarów wjeżdżających do USA z Europy. Ceny akcji największych spółek w Europie idą w górę, ale czy jest się z czego cieszyć? Jak umowa celna wpłynie na nas? Europa dostała właśnie podwójny „strzał” finansowy, którego skutki zobaczymy w naszych portfelach w najbliższych miesiącach
Od 2 kwietnia tego roku, kiedy prezydent Donald Trump ogłosił bardzo wysokie cła na import towarów do USA z całego świata, ekonomiści zastanawiają się, jak to wpłynie na sytuację gospodarczą Ameryki i innych krajów, jakie będzie oddziaływanie na handel międzynarodowy, a także na wartość poszczególnych firm. Czy da się to policzyć? Do tej pory było to bardzo trudne, bo nie znaliśmy „docelowego” poziomu ceł. Trwały negocjacje, a Trump szantażował inne państwa, grożąc zaporowymi cłami.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Umowa celna Unii Europejskiej z USA. Czy jest się z czego cieszyć?
W niedzielę została ogłoszona umowa celna Unii Europejskiej i USA ustalająca cła na poziomie 15% (to połowa wartości, którą zapowiadał Donald Trump od 1 sierpnia w przypadku braku porozumienia). Nie znamy całej umowy, więc analitycy nie są pewni, czy w umowie nie ma kruczków i szczegółów zmieniających jej wydźwięk. Już wiadomo, że cła na stal i aluminium zostaną na poziomie 50% i że nie wiadomo, co z cłami na europejskie wino i innego rodzaju artykuły alkoholowe.
Według Barclays cła „wylądowały” na poziomie, który duże firmy uważają za „niezaporowy”, co jest pozytywne dla rynku. Kończy się niepewność i ryzyko recesji w Unii Europejskiej. Aż 20% całego importu trafiającego do USA pochodzi z Unii Europejskiej. Największe znaczenie umowa handlowa może mieć dla producentów samochodów (Stellantis, Volkswagen, BMW, Mercedes-Benz i Renault) oraz dóbr luksusowych (LVMH, Kering, Prada, Hermes, czy Gucci) czy innych dóbr konsumpcyjnych (Heineken, Nestle czy L’Oreal).
Czy jest się z czego cieszyć? Cła na pewno będą znaczącym uderzeniem dla europejskich producentów. Europa stoi w obliczu podwójnego ciosu. Z jednej strony mówimy o wzroście ceł z poziomu bliskiego zeru do 15%, a z drugiej o osłabieniu dolara amerykańskiego i wzmocnieniu euro o kilkanaście procent. Połączenie tych dwóch mechanizmów sprawia, że konkurencyjność Europy na amerykańskim rynku drastycznie spadnie. Europa nie uzyskała nic w zamian. Musi kupować w USA broń, importować z Ameryki energię za setki miliardów dolarów, a po Unii Europejskiej panoszą się amerykańskie Big-Techy, których „nie wolno” nam opodatkować.
O ile producenci dóbr luksusowych mogą próbować podwyższać ceny lub obniżać marże (Ferrari już to robi i na brak chętnych za Oceanem nie narzeka), o tyle spółki konsumpcyjne i producenci samochodów już nie bardzo. Analitycy liczą, że amerykańskie cła ograniczą PKB strefy euro o ok. 0,4%, ale Bloomberg Economics przypomina, że niektórzy analitycy mówią o 0,7% PKB. A to byłoby już bardzo dużo. Efektywna stawka celna przy eksporcie do USA wyniesie teraz 16% (średnia ze wszystkich umów handlowych). I to będzie naprawdę duże uderzenie w rentowność firm. A więc w nasze wynagrodzenia. Jak duże?

Cła istnieją niemal od zawsze, podobnie jak podmioty gospodarcze. Oczywiście inna jest ich rola w gospodarkach funkcjonujących w warunkach bardzo dużej liberalizacji handlu międzynarodowego, a inna w bardziej zamkniętym systemie, który chroni lokalny rynek. Ostatnie dekady XX w. to był okres coraz większej liberalizacji handlu w skali globalnej. Nie wszystkie kraje całkowicie zliberalizowały swoje rynki, ale widoczny był trend zmierzający do wolnego przepływu kapitału, usług i pieniędzy.
Sprzyjało to integracji wielu krajów ze światową gospodarką, a integracja wspierała wzrost gospodarczy. To spojrzenie makro. A spojrzenie mikro? Czy pojedyncza firma może korzystać na cłach czy raczej musi na nich ucierpieć? Od czego to zależy i jak firma może się przygotować do ewentualnych kłopotów, jeśli nagle zmieniają jej się warunki, w których funkcjonuje?
Lepiej liberalizować niż blokować?
Z powszechną obniżką ceł świat miał do czynienia po II wojnie światowej w gospodarkach najbardziej rozwiniętych, które chciały mieć nowy silny impuls do rozwoju. Ułatwienia w handlu międzynarodowym miały przede wszystkim zapewnić większą konkurencję między krajami i sektorami gospodarek. Celem było zakończenie ery przedwojennego protekcjonizmu i wejście w świat bez barier, z tanimi surowcami z krajów mniej rozwiniętych, ale też z większą konkurencją.
Postawienie na konkurencję miało ułatwić pozyskanie zasobów niezbędnych do produkcji i pozwolić na obniżenie cen dla firm i konsumentów. Jednym z efektów tego mechanizmu było powstawanie wielkich ponadnarodowych i ponadpaństwowych korporacji działających bez przeszkód na wielu rynkach. To zbudowało powojenny kapitalizm i umocniło pozycję Stanów Zjednoczonych jako globalnego imperium przemysłowego i handlowego. Pomagało oparcie systemu finansowego na dolarze.
W tym czasie mniej rozwinięte kraje świata wciąż utrzymywały stosunkowo wysokie cła i hołdowały zupełnie innym zasadom. Polska była akurat w bloku komunistycznym, który rządził się własnymi prawami wyznaczanymi przez polityków. Gospodarka w naszym kraju funkcjonowała w ramach bloku gospodarczego z ułatwieniami w obrębie grupy, ale barierami na zewnątrz. To powodowało zamknięcie gospodarek i firm na szerszą konkurencję ze światem.
Po kilku dekadach okazało się, że firmy pozbawione konkurencji i zamknięte w ramach lokalnego rynku czy rynku złożonego z kilku krajów, z których każdy specjalizował się w innym sektorze produkcji, tak dalece ucierpiały w rozwoju, że trzeba było dopiero (to przypadek Polski lat 70. XX w.) sięgnąć po licencje zachodnie, żeby mieć jakikolwiek dostęp do nowszych, bardziej innowacyjnych rozwiązań. Polityczna bariera rozwoju okazała się pułapką dla firm, z których większość była przedsiębiorstwami państwowymi zarządzanymi przez funkcjonariuszy partyjnych.
Czy cła mające chronić lokalny rynek również odgrywają taką negatywną rolę w rozwoju firm? I czy liberalizacja handlu ma z kolei pozytywny wpływ na funkcjonowanie, wyniki i wartość firmy? Otwarcie bloku wschodniego, w tym Polski, na światową gospodarkę w latach 90. XX w. nie oznaczało, że cały świat w takim stopniu raz na zawsze zliberalizował zasady handlu międzynarodowego. To wciąż była domena krajów rozwiniętych i aspirujących do tych najbogatszych, w tej grupie znalazła się Polska.
Tradycyjnie najbardziej otwarte były kraje najbardziej rozwinięte, w tym większość krajów europejskich, a najwyższe cła utrzymywały kraje należące do kategorii rozwijających się i biedniejszych, głównie z Afryki czy Ameryki Południowej. Mapa przez wiele dekad pokrywała się z podziałem świata na kraje bogatsze i biedniejsze.
Poniższa mapka z Investopedii pokazuje regiony występowania najniższych i najwyższych ceł w 2024 r., jeszcze przed wprowadzeniem nowych ceł przez administrację Donalda Trumpa. Im ciemniejszy fioletowy kolor, tym niższe cła, im bardziej zielony, tym cła wyższe. Po 2 kwietnia 2025 r. ta mapa wygląda inaczej. Ale nie wiemy dokładnie, jak będzie wyglądać docelowo. Rozmowy, negocjacje i zawieszenia trwają.

A jaki jest wpływ wyższych ceł na rozwój firm?
Na pytanie o wpływ ceł na rozwój firm próbowali odpowiedzieć ekonomiści z Uniwersytetu w Sydney. Ich praca zatytułowana: „Trade Reforms and Firm Value: Worldwide Evidence” (Reformy handlowe i wartość firmy w świetle danych ze świata), pokazała, jakie są konsekwencje liberalizacji handlu na poziomie firm w szerokim kontekście globalnym z ujednoliconymi parametrami pozwalającymi na jednolite wnioski dla wszystkich firm.
To nowość, bo dotychczasowe badania dotyczyły co prawda wpływu liberalizacji w handlu na wyniki firm, ale były ograniczone do określonych krajów lub wybranych sektorów gospodarki, z tego powodu odpowiedzi były bardzo różne i trudne do porównania w skali świata. W swoim artykule autorzy starali się wypełnić lukę i odpowiedzieć na pytanie o skutki liberalizacji handlu na wartość firmy w ogóle, czyli uśredniając wynik badań.
Badacze wykorzystali 24 główne reformy handlowe wdrożone w 17 krajach na całym świecie w XX w., zbadali też wiele czynników oddziaływania reform handlowych na różne aspekty funkcjonowania firm. Jak wpływały te reformy na wzrost wartości firm? Były to bardziej zagrożenia czy głównie szanse dla biznesu? Wnioski z badania idą w dwóch kierunkach.
Z jednej strony reformy handlowe mogą prowadzić do niższych kosztów produkcji, a tym samym wyższych marż zysku dla krajowych firm, które wykorzystują importowane materiały. Pozwala to krajowym firmom na zakup wielu zaawansowanych technologii i sprzętu w celu poprawy efektywności produkcji. Dodatkowo zwiększona konkurencja zagraniczna może skłonić krajowe firmy do poprawy zarządzania, co prowadzi do lepszych wyników firmy.
Z drugiej strony zwiększona konkurencja zagraniczna może również prowadzić do niższych zysków i udziałów w rynku dla firm krajowych, jeśli nie są one w stanie konkurować z bardziej zaawansowanymi lub tańszymi produktami wytwarzanymi przez firmy zagraniczne. Dotyczy to w szczególności małych firm krajowych, którym brakuje ekonomii skali, jaką cieszą się duże firmy zagraniczne. Większa może być też nieprzewidywalność koniunktury na świecie, co prowadzi do ponoszenia większych kosztów, a to z kolei szkodzi rentowności.
Niższe cła, wyższe marże, wzrost wartości firmy
Autorzy badania uważają, że reformy handlowe obniżające cła mają wpływ na niższe koszty produkcji, ponieważ firmy mają dostęp do tańszych nakładów, czyli wszelkich kosztów produkcji i kapitału. Mogą osiągać tym samym wyższe marże zysku i wzrost sprzedaży, co prowadzi do wzrostu wartości firmy. Reformy handlowe umożliwiają krajowym firmom współpracę z liczbą dostawców ze świata większą o 54% – tak wynika z badania. Firmy korzystają z wielu pozytywnych efektów składających się na wzrost ich wartości średnio w ciągu trzech lat po reformach handlowych.
Naukowcy odkryli, że w wyniku reform polegających na obniżkach ceł następuje wzrost poziomu wydatków kapitałowych, wydatków na badania i rozwój oraz innowacji produktowych. Firmy prawie podwajają liczbę nowych produktów wprowadzanych na rynek, a także ulepszeń produktów przy znacznie zmniejszonych kosztach pośrednich, ponieważ liberalizacja handlu pozwala firmom kupować technologie i sprzęt w celu poprawy wydajności produkcji.
Zwiększona konkurencja powoduje wzrost dynamiki wynagrodzeń, jest też większa możliwość wymuszonej rotacji dyrektorów generalnych, co prowadzi do wzrostu wydajności firmy. Ciekawe, że wpływ reform handlowych na wyniki firmy różni się w zależności od cech instytucjonalnych. Ten wpływ jest np. silniejszy w firmach o wyższym poziomie własności instytucjonalnej i w firmach z większą liczbą udziałowców. Inwestorzy instytucjonalni są bowiem lepiej przygotowani do rozpoznawania i wykorzystywania możliwości stwarzanych przez liberalizację handlu.
Czy skutki reform handlowych różnią się między rynkami rozwiniętymi a wschodzącymi? Pozytywny efekt reform handlowych koncentruje się w firmach działających na rynkach wschodzących. Jest to zgodne z ideą, że liberalizacja handlu ułatwia napływ technologii i wiedzy specjalistycznej w celu zniwelowania luki technologicznej. To jest wniosek zgodny z obserwacją, że wydatki kapitałowe wzrastają po reformie.
Pozytywny wpływ liberalizacji handlu na wyniki rynkowe firmy koncentruje się w krajach o bardziej rygorystycznych przepisach dotyczących konkurencji. Solidne środowisko instytucjonalne jest niezbędne, aby zapewnić, że presja konkurencyjna wywołana handlem przełoży się na wzrost wydajności na poziomie firmy.
A czy taki wpływ jest widoczny również w wynikach firmy? Na pewno nasilona konkurencja rynkowa może prowadzić do niższych zysków i udziałów rynkowych dla istniejących firm, jeśli nie są w stanie konkurować z bardziej zaawansowanymi lub tańszymi produktami wytwarzanymi przez konkurentów. Z drugiej strony wzmożona konkurencja rynkowa zachęca firmy do poprawy dostępu do lepszych metod zarządzania, co poprawia wyniki firmy.
Zasadniczo efekty liberalizacji ceł najbardziej widoczne są w firmach z kompetentnymi właścicielami instytucjonalnymi, którzy zarówno dostrzegają korzyści z reform, jak i wywierają wpływ na zarządzanie. Wpływ jest najbardziej widoczny na rynkach wschodzących, które wciąż integrują się z globalnymi łańcuchami dostaw, czyli tam, gdzie jest jeszcze spory potencjał wzrostu. Warunkiem jest jednak mocna pozycja prawa i regulacji dotyczących konkurencji. Liberalizacja handlu pobudza też mocniej sektor prywatny.
Umowa celna lepsza niż brak umowy? To zależy
Czy niskie cła i wystawienie firmy na konkurencję ze świata dobrze wpływa na biznes? Sporo osób w naszym kraju do tej pory uważa, że taka silna liberalizacja handlu, jaka miała miejsce na początku lat 90. XX w., kiedy polskie duże i średnie firmy zostały niemal z dnia na dzień postawione w sytuacji, w której musiały konkurować z lepszymi i niekoniecznie dużo droższymi produktami, a na pewno z lepiej zarządzanymi firmami, zabiła polski przemysł.
Do tej pory funkcjonuje czarna legenda refom Leszka Balcerowicza, a jednym ze składników zmian było wtedy otwarcie polskiego rynku dla zagranicznych firm. Wiele polskich przedsiębiorstw państwowych nie wytrzymało tej presji i albo upadły, albo zostały sprzedane zagranicznym firmom. Inna sprawa, że zachodni inwestorzy szukali u nas przede wszystkim rynku dla swoich towarów i usług, więc bez sentymentu likwidowali też kupione za bezcen firmy, zwalniali bez pardonu pracowników, żeby tylko promować swoje własne biznesy.
Nie byłoby jednak tej trudnej dla wielu polskich firm i pracowników sytuacji, gdyby wcześniej gospodarka PRL była gospodarką otwartą, do której nieograniczony dostęp mają zagraniczne firmy i towary. Niestety każda próba ochrony lokalnego rynku powoduje osłabienie lokalnych biznesów, które nie muszą konkurować. Brak tego przymusu usypia menedżerów, firmy i pracowników. Nasza obecna sytuacja gospodarcza, po 35 latach gospodarki rynkowej, jest bez porównania lepsza głównie z tego powodu, że obowiązuje wolny przepływ towarów, usług i pieniędzy.
Wyjątkiem jest chroniony w krajach unijnych normami jakościowymi, kwotami produkcyjnymi i cłami rynek rolny. Jak bardzo jesteśmy do kształtu tego rynku przyzwyczajeni, również z powodu dbałości o zdrowie nas konsumentów, pokazuje reakcja rolników i wielu polityków na umowę UE z południowoamerykańskimi krajami grupy Mercosur. Umowa zakłada m.in. liberalizację handlu żywnością.
Jednak rynek rolny to trochę inny temat i inne formy działania producentów. Zasadniczo w zakresie funkcjonowania firm produkcyjnych Unia Europejska jest wielkim orędownikiem liberalnej wymiany handlowej i źle reaguje na wszelkie próby ograniczenia tego systemu. Na straży pozbawionej barier wymiany handlowej stoją zazwyczaj Niemcy, które są największym eksporterem unijnym i najwięcej zyskują na nieograniczonych możliwościach sprzedaży towarów np. do Chin czy USA.
O ile dotąd niskie cła funkcjonujące przez większość okresu powojennego prowadziły do rozwoju handlu i zwiększania potencjału firm europejskich, o tyle trwale wysokie cła – gdyby się ostatecznie utrwaliły w skali świata – mogłyby wywierać skutek odwrotny. Wartość firm mogłaby przestać rosnąć albo zacząć zdecydowanie spadać.

Już dziś w statystykach i badaniach bilansów największych globalnych firm widać chęć do zmniejszania inwestycji. A to zapowiada wolniejszy wzrost lub wręcz delewarowanie, czyli ograniczanie skali działalności. To pierwsze efekty amerykańskiej polityki ceł. Nawet prognozy rozwoju dla amerykańskiej gospodarki, która na cłach może zarabiać 150-200 mld dolarów rocznie, są niższe niż przed erą wprowadzania ceł przez Donalda Trumpa.
Zatem przygotujmy się – zwłaszcza w Europie – na trudniejsze czasy, wolniejszy rozwój, mniejszy wzrost naszych wynagrodzeń i gromadźmy poduszkę finansową na wypadek, gdyby cła spowodowały zbiednienie Europy wskutek spadku jej konkurencyjności, droższej energii i wysokiego kursu euro.
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
PRZECZYTAJ INNE TEKSTY O WOJNIE CELNEJ:
—————————–
ZOBACZ NASZE ROZMOWY Z EKSPERTAMI O CŁACH:
————————————
ZOBACZ WEBINARY: JAK INWESTOWAĆ W DEGLOBALIZACJĘ?
Źródło zdjęcia: Jeffrey Blum/Unsplash




