Do urzędników skarbówki zgłasza się coraz więcej osób, które chcą mieć napisane czarno na białym, że świadczone przez nich usługi – różne, nie wyłączając takich jak striptiz w czasie transmisji online – są zwolnione z podatku. Jeśli ktokolwiek z Was zastanawiał się, czy wydatki na fryzjera, usuwanie zmarszczek albo zabawki erotyczne można zakwalifikować do kosztów uzyskania przychodu – informuję, że i nad tym dylematem pochylił się dyrektor Krajowej Izby Skarbowej
Od czasu do czasu na facebookowych grupach dotyczących różnych aspektów finansów osobistych pojawia się pytanie, w jaki sposób można wyjaśnić urzędowi skarbowemu pochodzenie pieniędzy, które nijak nie znajdują pokrycia w dochodach ani transakcjach zgłoszonych skarbówce (np. pożyczka albo darowizna). I zawsze wcześniej czy później pojawia się „wujek dobra rada”, który podpowiada, że wystarczy powiedzieć, że pieniądze pochodzą z prostytucji.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Ta nie jest zabroniona – nielegalne jest tylko czerpanie korzyści majątkowych przez osoby trzecie (sutenerstwo). Jednocześnie nierząd nie może być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, a więc przychody z tego tytułu nie rodzą obowiązku podatkowego. Mówiąc wprost: osoby prostytuujące się to chyba jedyna grupa „zawodowa”, która nie płaci podatku.
Krótka historia nierządu w urzędach skarbowych
Latami osoby, które nie umiały wytłumaczyć źródła pochodzenia majątku (a zostały do tego zobowiązane na przykład po tym, jak kupiły mieszkanie, które w ocenie urzędników było zbyt drogie jak na ich dochody), z wyćwiczoną pewnością siebie deklarowały, że trudnią się nierządem. Kobiety i mężczyźni, bez różnicy. Wezwani na kontrolę, opowiadali o cenach, zasadach, obłożeniu kalendarza. Urzędnicy słuchali z niedowierzaniem, ale nic nie mogli zrobić, bo takie oświadczenie wystarczyło, by zakończyć sprawę. Tym sposobem przez urzędy skarbowe przetoczyły się dziesiątki rzekomych kobiecych i męskich prostytutek.
Urzędnicy do dziś musieliby słuchać tych wymyślonych historyjek i zamykać postępowania wyjaśniające, gdyby nie wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 12 lipca 2018 r. (sygn. Akt II FSK 2135/16). Orzekł on, że osoba, której wydatki przekraczają dochody, nie może tylko oświadczyć, że zarabia na nierządzie – musi przedstawić fakty i dowody, które uzasadniają takie twierdzenie. Koniec z opowieściami o spotkaniach z anonimowymi żonatymi mężczyznami w delegacji: urzędnicy zyskali prawo do zapytania o nazwisko delikwenta i wynagrodzenie, jakie z tego tytułu uzyskała rzekoma prostytutka. A także nazwę hotelu, opis okoliczności, koszt zakupu środków antykoncepcyjnych…
Koło ratunkowe rzucił też urzędnikom ustawodawca. 1 stycznia 2016 r. zaczęło obowiązywać nowe brzmienie art. 20 ust. 3 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Zgodnie z tym przepisem wysokość przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nieujawnionych ustala się na podstawie poniesionych przez podatnika w roku podatkowym wydatków i wartości zgromadzonego w tym roku mienia. Tu nie ma żartów: nieujawnione dochody mogą zostać obłożone 75% stawką „domiaru”.
Zaostrzenie przepisów nie spowodowało jednak, że Polacy przestali brnąć w historie o seksie za pieniądze. Internetowe bazy orzeczeń pełne są takich spraw – tyle że ich rezultat coraz częściej był loterią. Choćby sprawa kobiety, której skarbówka wymierzyła podatek w wysokości 100 000 zł od nieujawnionych dochodów. Nie zgodziła się z decyzją i przekonywała urząd, że środki uzyskała m.in. z prostytucji. Potwierdzili to świadkowie. Sprawa i tak trafiła do sądu, bo urzędnikom wyszła z obliczeń inna kwota zarobku, niż zadeklarowała kobieta.
Pani nie była w stanie wykazać, ile tak naprawdę zapłacili jej klienci. „Same zapewnienia podatniczki nie są wystarczające dla ustalenia tego typu zarobków” – podkreślił Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. WSA w Rzeszowie (sprawa I SA/Rz 640/15). Również Naczelny Sąd Administracyjny, do którego kobieta wniosła kasację, stanął po stronie urzędników podatkowych. Przypomniał, że podatnik musi uczestniczyć aktywnie w postępowaniu podatkowym.
Jeśli okazuje się, że jego wydatki przekraczają zgromadzony majątek, to musi uprawdopodobnić (właśnie tego słowa użył sąd), skąd pochodzi nadwyżka. Trzeba przedstawić fakty i dowody, które uwiarygodnią, że faktycznie takie dochody podatnik uzyskał. A na tę okoliczność dowodów już zabrakło.
Klienci wezwani na świadków i prostytucja jako działalność gospodarcza
Więcej szczęścia miała kobieta, która nierządem miała się parać od 2013 r. Po kilku latach zarobione w ten sposób pieniądze postanowiła przeznaczyć na mieszkanie, ale znajomość prawa powstrzymała ją przed gwałtownymi ruchami. Wystąpiła o interpretację podatkową i zapytała, czy dochody uzyskiwane z prostytucji podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Drugie pytanie dotyczyło tego, czy pieniądze na zakup mieszkania mogą podlegać opodatkowaniu jako nieujawnione źródła przychodu stawką 75%, jeżeli zostały uzyskane z uprawiania nierządu.
Przyznała, że nie zna nazwisk większości swoich klientów, ale posiada ich adresy e-mail oraz fotografie niektórych z nich. Na wypadek ewentualnego postępowania była gotowa podać dane osobowe dwóch mężczyzn, tak by mogli zostać przesłuchani.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 6 grudnia 2021 roku (0113-KDIPT2-1.4011.829.2021.3.AP) przyznał, że dochody z prostytucji są wyłączone spod ustawy o PIT i do tego mogą być traktowane jako „wolne od opodatkowania”, więc nie można zastosować 75% stawki podatku. Podatniczka mogła więc spokojnie kupić mieszkanie.
To może nie być jednak koniec sądowej batalii dla osób, które zapewniają, że trudnią się prostytucją. Trybunał Konstytucyjny uznał, że w przypadku prostytucji mamy do czynienia z działalnością gospodarczą podlegającą opodatkowaniu i gdy wartość sprzedaży przekracza kwotę podmiotowego zwolnienia (obecnie 200 000 zł), świadczone usługi muszą zostać opodatkowane VAT.
Muszą też uważać osoby, które deklarują, że do zarobku doszło przy okazji pobytu za granicą. Podatnik, który czerpie dochody z prostytucji w kraju, w którym nierząd może być przedmiotem umowy (np. w Holandii i Niemczech), musi się liczyć z tym, że będą one podlegały opodatkowaniu w Polsce.
Urzędnicy naprawdę wiedzą, jak rozmawiać z osobami, które z niezachwianą pewnością siebie zapewniają, że zarobkują ciałem. Po serii pytań i zapowiedzi przesłuchania rzekomych klientów niejednemu „nierządnikowi” odechciewa się brnąć w swoją opowieść i musi przyjąć do wiadomości, że bez karnego podatku się nie obędzie.
Camgirls rozliczają się na normalnych zasadach
Urzędnicy fiskusa nie tylko słuchają opowieści o górach złota z tytułu usług seksualnych, ale też służbowo muszą się zainteresować erotycznymi, niby amatorskimi, nagraniami z kamerek internetowych. Chodzi o różnej maści transmisje internetowe, w których osoby rozbierają się powoli, ale żeby dojść, nazwijmy to, do finału, trzeba się z taką camgirl (skrót od „camera” i „girl”) umówić na prywatną sesję. Ta jest już płatna, za to resztę pokazu internauta ma już na wyłączność.
Niewiele wiadomo o skali zjawiska, jakim są erotyczne transmisje. Popularne media donoszą w sensacyjnym tonie o blisko trzystu serwisach, w których można podłączyć się pod takie oglądanie, ale to raczej mało prawdopodobne. Inna sprawa, że część dziewczyn mogła stworzyć swoje własne kanały do prezentacji. Od czasu do czasu serwisy publikują wywiady z camgirls, które zarzekają się, że w miesiąc są w stanie zarobić na takich sesjach po 50 000 zł. Czy to prawda? W rozmowach nie padają nazwiska, więc trudno to zweryfikować.
Skarbówka robi jednak, co może, by ocenić skalę zjawiska i nałożyć podatek. A niekiedy zdarzają się w tym fachu prawowici obywatele, którzy sami przekazują konkrety. W 2022 r. z prośbą o interpretację podatkową do Dyrektora Krajowej Izby Skarbowej zwrócił się mężczyzna, który wraz ze swoim partnerem publikuje nagrania w serwisach erotycznych. Zarabiają na płatnym dostępie lub subskrypcji oraz reklamach wyświetlanych automatycznie w trakcie odtwarzania nagrań przez odbiorców filmów.
Podatnik chciał uzyskać od skarbówki potwierdzenie, że przychody te nie podlegają opodatkowaniu PIT, gdyż wynikają z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy (oparł swoje rozumowanie na art. 2 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT). Fiskus (nr interpretacji 0113-KDIPT2-1.4011.671.2022.4.ID) widzi to inaczej. Potwierdził, że prostytucja nie może być przedmiotem wiążącej umowy, a co za tym idzie, nie podlega opodatkowaniu, ale podatnik i jego partner nie parają się prostytucją, lecz… pornografią.
Ta może być przedmiotem umowy, pod warunkiem że nie narusza art. 202 Kodeksu karnego. Mówi on o występku, którym jest publiczne prezentowanie treści pornograficznych w ten sposób, że może spowodować ich niechciany odbiór przez inną osobę.
Czy camgirl to artystka? A jej zabawki erotyczne są jak pędzel dla malarza?
Z kolei kilka camgirls zapytało fiskusa, czy wykonywane przez nie pokazy, które zawierają autorską choreografię, kostiumy, scenariusz, mogą podlegać zwolnieniu z VAT jako usługi kulturalne świadczone przez indywidualnych twórców i artystów w rozumieniu przepisów o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Skąd w ogóle pomysł z VAT? Camgirl wykonuje działalność gospodarczą podlegającą pod VAT, jeżeli:
- jest usługodawcą, czyli dostarcza usługę (pokaz) w zamian za wynagrodzenie,
- wykonuje swoją działalność w sposób ciągły, systematyczny,
- wykonuje swoją działalność w celach zarobkowych.
Fiskus miał nie lada dylemat z powiązaniem prywatnego striptizu z kulturą. W interpretacjach przyznawał, że camgirls mogą być artystkami, które wykonują utwór w rozumieniu prawa autorskiego. Odrzucił jednak możliwość, by traktować to jako część kultury.
„Nie każda usługa twórcy musi być usługą kulturalną, zaś celem pokazu erotycznego jest zasadniczo wywołanie pobudzenia seksualnego, a nie dostęp do kultury i dziedzictwa narodowego. Trudno też uznać, że pokazy takie odbywają się w interesie publicznym, aby zasadne było obniżenie kosztów dostępu do takiej usługi poprzez jej zwolnienie od podatku VAT”
– napisał Dyrektora KAS w interpretacji z 22.09.2021 r., znak 0113-KDIPT1-3.4012.445.2021.5.ALN. Camgirls powinny więc odprowadzać podatek dochodowy i VAT, nie muszą natomiast instalować kasy fiskalnej. Z tego obowiązku zwalnia je rozporządzenia ministra finansów w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących.

Przewiduje ono, że nie trzeba ewidencjonować na kasie fiskalnej usług na rzecz osób fizycznych (a odbiorcami treści, czyli striptizu lub innych igraszek, są raczej indywidualne osoby, a nie spółki), jeżeli świadczący usługę otrzyma w całości zapłatę za wykonaną czynność za pośrednictwem banku.
Czy fryzjer to koszt uzyskania przychodu? A zabawki erotyczne?
Kilka miesięcy temu prośbę o rozstrzygnięcie wątpliwości przedłożyła podatniczka, która świadczy usługi związane z pokazami erotycznymi i występuje w płatnych transmisjach internetowych. Aby uatrakcyjnić swoje pokazy – i dobrze się prezentować – pani kupuje peruki, rekwizyty (zabawki erotyczne, lubrykanty), seksowną bieliznę, opłaca też usługi fotografa, noclegi w innych miastach, wyjścia do restauracji.
Regularnie chodzi do fryzjera, poddaje się zabiegom kosmetycznym (botoks, wygładzanie ciała, ujędrnianie), jest stałą klientką manikiurzystki. We wniosku o interpretację podatkową zapewniła, że wydatki te są niezbędne do wykonywanej działalności i zwiększania przychodów, więc w jej przekonaniu mogą zostać „wrzucone w koszty”. Dyrektor KIS uznał, że podatniczka ma do pewnego stopnia rację, ale nadto się jednak rozpędziła:
„Kosztami uzyskania przychodów są zatem wszelkie racjonalne i gospodarczo uzasadnione wydatki związane z prowadzoną działalnością gospodarczą, których celem jest osiągnięcie, zabezpieczenie i zachowanie źródła przychodów”. I zgoda też co do tego, że „o tym, co jest celowe i potrzebne w prowadzonej działalności, decyduje podmiot prowadzący działalność gospodarczą, a nie organ podatkowy.”
Tyle tylko, że z art. 23 ust. 1 pkt 23 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wynika, że nie uważa się za koszty uzyskania przychodów kosztów reprezentacji, w szczególności poniesionych na usługi gastronomiczne, zakup żywności oraz napojów, w tym alkoholowych. Takie wydatki nie są kosztem uzyskania przychodu. Czy zabawki erotyczne to koszty reprezentacji? Odpowiedź na to jątrzące pytanie poniżej.

Fiskus przypomniał, że… wszyscy musimy wyglądać w pracy schludnie
Zasadniczo kosztem nie jest też zakup odzieży i butów – skarbówka traktuje to jako zakup o charakterze osobistym. Tyle że skoro podatniczka zarzeka się, że to nie są buty i sukienki do noszenia na co dzień, ale służą zdobywaniu klientów, to w tym wypadku wyjątkowo można zaliczyć je do kosztów uzyskania przychodu. Podatniczka, która zadała pytanie, może też „wrzucić w koszty” farby do włosów, peruki, kosmetyki, zabawki erotyczne, koszty sesji fotograficznych, noclegi w hotelach…
„Nie stanowią one wydatków na reprezentację, bowiem ich poniesienie nie ma na celu wyłącznie budowania odpowiedniego, niepowtarzalnego wizerunku Pani firmy”
– wyjaśnił Dyrektor KIS. A co z zabiegami kosmetycznymi, wizytami u fryzjera, przedłużaniem rzęs i hybrydą na paznokciach? Tu pas. Zdaniem organu podatkowego to wydatki o charakterze osobistym. „Estetyczny wygląd świadczy o kulturze osobistej i nie jest zależny od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej” – czytamy w decyzji.
I na koniec nieco moralizatorsko: „obowiązujące zasady współżycia społecznego wymagają, aby osoby prowadzące działalność gospodarczą posiadały wygląd adekwatny do wykonywanego zawodu”. A zabawki erotyczne… lepiej schować do kieszeni.
——————————-
POSŁUCHAJ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”

>>> W nowym odcinku „Finansowych Sensacji Tygodnia” rozmawiamy o rynku pracy w IT. Ostatnio dużo się mówi o kryzysie w tej branży: programiści są mniej potrzebni, a do tego ich rolę przejmie w jakiejś części sztuczna inteligencja. W Polsce sytuacja jest jeszcze gorsza, bo stanęło wiele projektów #IT w firmach. Jak dziś wygląda rynek pracy dla informatyków i programistów? Jak zmieniły się zarobki? Jakie są perspektywy dla tego zawodu? Czy iść w tym kierunku, czy warto dziś planować pracę w IT? Gościem „Finansowych Sensacji Tygodnia” jest Michał Zabielski, który prowadzi niewielki software house i szczerze opowiada, co w tej branży piszczy. Zapraszamy do posłuchania!
>>> W 231. odcinku „Finansowych Sensacji Tygodnia” gościem Macieja Samcika był prof. Adam Mariański, szef i twórca Mariański Group. To kancelaria zajmująca się doradztwem podatkowym i strategicznym, pomocą w zarządzaniu majątkiem zamożnych Polaków oraz doradztwem w tworzeniu fundacji rodzinnych. I właśnie od fundacji rodzinnych zaczęliśmy naszą rozmowę. Ministerstwo Finansów uważa, że duża część z nich powstała tylko po to, żeby optymalizować podatki. I chce ograniczyć ich przywileje. Czy to dobry pomysł? Drugim tematem naszej rozmowy są podatki. Jak należałoby zmienić system podatkowy w Polsce, żeby było sprawiedliwie? I jak zreformować PIT – najbardziej „nierówny” podatek?
—————————————
zdjęcie tytułowe: Pixabay

