Warsaw Enterprise Institute opublikował niedawno czwartą edycję rankingu Wskaźnik Bogactwa Narodów. To ciekawe zestawienie, bo analizuje jakość życia i efektywność wydatków publicznych w najbogatszych krajach świata (do których zalicza się też Polska). Kto bogaci się szybciej, a kto wolniej niż my? W których elementach składających się na zamożność i wysoką jakość życia jesteśmy najwyżej w rankingu?
Zamożny kraj to taki, w którym ludzie są na tyle zamożni, że nie muszą się martwić o podstawowe potrzeby, a usługi publiczne działają tak, że mucha nie siada. Gdzie tak jest? Nigdzie. A gdzie trochę tak jest? Wskaźnik Bogactwa Narodów (tutaj możecie się nim pobawić online) mierzy korzyści ekonomiczne przypadające na jednego obywatela w poszczególnych krajach – biorąc pod uwagę zarówno wydatki publiczne, jak i prywatne. Ale bierze też pod uwagę takie parametry jak swoboda wypowiadania poglądów, dostęp i jakość nauki oraz poczucie bezpieczeństwa.
- Milion złotych do ręki w przypadku jednej z ponad 60 chorób i miliony euro na leczenie za granicą. Ruszają w Polskę z nową ofertą. „Jest dla każdego” [POWERED BY PZU]
- Wysokie ceny akcji, złoto bije rekordy… Czy to dobry czas na rozpoczęcie przygody z inwestowaniem? Statystyki, które dają do myślenia [POWERED BY SAXOBANK]
- Ameryka czy Europa – na który rynek postawić w najbliższych kilku latach w akcyjnej części portfela? Oto kilka liczb, które pomagają rozstrzygnąć ten dylemat [POWERED BY UNIQA TFI]
Bogactwo bardzo często mierzy się, porównując wzrost PKB. Ale to bardzo niedoskonały wskaźnik – PKB najszybciej rośnie wtedy, gdy wszystko zrównamy z ziemią i odbudowujemy od zera. Nie o to chodzi. Ten raport patrzy szerzej, zbliżając pojęcie zamożności do jakości życia. Analizuje m.in. osiem głównych obszarów wydatków publicznych: obronę narodową, bezpieczeństwo wewnętrzne, infrastrukturę, transport publiczny, stan środowiska, ochronę zdrowia, szkolnictwo (podstawowe, średnie, wyższe) oraz wolność słowa.
Wydatki prywatne obywateli też są wliczane do wskaźnika – im większe są na głowę mieszkańca danego kraju, tym więcej punktów w rankingu. Ale nie do końca, bo ta wielkość jest korygowana o różnice w sile nabywczej między krajami. W krajach „drogich”, tj. o wysokich kosztach życia, za złotówkę wydatków prywatnych można nabyć mniej dóbr i usług niż w krajach „tanich”. Jak na tle innych krajów wypada Polska?
Norwegia wyprzedza Stany Zjednoczone?
Gdzie życie ma najwyższą jakość z punktu widzenia obywatela? Irlandia i Szwajcaria to dwaj liderzy, którzy utrzymali swoje wysokie (pierwsze i drugie) pozycje w zestawieniu. Nic dziwnego, bo w takiej Szwajcarii chyba nie mają już większych problemów, bo zastanawiają się teraz, czy bank centralny powinien inwestować rezerwy walutowe w bitcoina. Zanotowano jednak znaczącą zmianę na trzecim miejscu – Norwegia wyparła Stany Zjednoczone z podium, zajmując tym samym trzecie miejsce w rankingu.

Irlandia wygrywa głównie jakością szkolnictwa i ochrony zdrowia oraz tym, że jest demokracją dość tolerancyjną. Szwajcaria – jakością infrastruktury i ochrony zdrowia. A Norwegia wyróżnia się – jakżeby inaczej – jakością środowiska naturalnego (czyste powietrze, energetyka odnawialna).
Dlaczego Ameryka dopiero na czwartym miejscu? Autorzy raportu tłumaczą, że stało się tak za sprawą korekty oceny jakości wydatków publicznych w USA. Amerykę od innych krajów ocenianych w zestawieniu odróżnia to, że opieka zdrowotna jest niemal w całości prywatna. To oznacza, że jej dostępność dla obywatela jest zależna częściowo od zasobności jego portfela. W tegorocznym badaniu analitycy postanowili uwzględnić ten mankament w ocenie jakości ochrony zdrowia. I to spowodowało, że Norwegia wyprzedziła potężną i bogatą przecież Amerykę. Po Irlandii, Szwajcarii, Norwegii i USA kolejne miejsca zajmują Dania, Niderlandy oraz Austria.
Ciekawym zjawiskiem jest dość odległa (ósma) pozycja najbogatszego kraju w Europie – Niemiec. Jeśli chodzi o największe europejskie korporacje, które intensywnie napędzają eksport, to Niemcy są liderem w Europie. Ale jeśli chodzi o zamożność narodu, rozumianą jako poczucie bezpieczeństwa, jakość życia i dostęp do usług edukacyjnych – przegrywają w dziedzinie bezpieczeństwa, jakości edukacji i środowiska (czkawką odbija im się rezygnacja z elektrowni atomowych).
Jesteśmy biedniejsi niż przed pandemią
Jednym z kluczowych wniosków z opublikowanego dokumentu jest to, że świat nadal jest biedniejszy, niż był przed pandemią. Duży spadek zamożności zanotowała Francja (z pozycji 16. na 19.), a największego wzrostu doświadczył… Izrael (z 23 miejsca na 20). Wiadomo, że to już nieaktualne, bo państwo to dziś ma inne priorytety niż zapewnianie obywatelom jak najbardziej komfortowego życia.
W miejscu stoi również Polska. W zestawieniu zamożności narodów znajdujemy się na miejscu 27., tak samo jak rok temu. Pomimo stabilnej pozycji w rankingu, Polska odnotowała niewielki spadek w sferze jakości wydatków publicznych – głównie za sprawą erozji w sektorze szkolnictwa.
Szybki wzrost zamożności odnotowały Grecja i Chorwacja (ciekawe czy wynika to z wejścia tego kraju do klubu euro?), podczas gdy Słowenia, Litwa, Rumunia i Słowacja rosły wolniej. Z jednej strony zauważalny jest potencjał wzrostowy w Europie Wschodniej, podczas gdy dwa największe filary zachodnioeuropejskiej gospodarki słabną. Z drugiej jednak musimy mieć na uwadze, że kraje takie jak wspomniana przed chwilą Grecja czy Chorwacja mogą stanowić dla nas poważną konkurencję w najbliższych latach.

Wielkie inwestycje pozwolą nam wejść do dwudziestki?
Kraje, z którymi konkurujemy w tej chwili, to Słowacja, Łotwa, Estonia (z tych bliższych) oraz Chorwacja, a także Hiszpania i Portugalia. Dużo zależy od tego, jak wykorzystamy przesyłane z Unii Europejskiej pieniądze na inwestycje. Czy bez większych projektów, takich jak np. budowa komputera kwantowego, Centralny Port Komunikacyjny i elektrownia atomowa (której szacowany czas finalizacji po raz kolejny został przedłużony – tym razem do 2039 r.), mamy szanse prześcignąć tych rywali?
Autorzy raportu zauważają również, że Polska potrzebuje rozsądnego finansowania sektora edukacji. Problemów z aktualnym systemem szkolnictwa jest wiele – jednym z nich jest chociażby to, że nie posiadamy żadnej topowej, prestiżowej uczelni wyższej, która przyciągałaby najambitniejszych uczniów z całego świata. Bardziej wygląda to tak, że najambitniejsi młodzi Polacy wyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii, by kontynuować swój rozwój na uczelniach takich jak Cambridge, Harvard czy MIT.
Polska, choć stabilna na 27. pozycji, powinna skoncentrować się na poprawie jakości wydatków w kluczowych miejscach, które decydują o jakości życia ludzi (szkoły, zdrowie), by zwiększyć konkurencyjność na świecie i nie dać się „zjeść” konkurencji. Oczywiście to tylko ta część rankingu, która odpowiada za wydatki publiczne – w górę może nas podciągnąć też wzrost wydatków prywatnych na głowę.
Abyśmy mogli je zwiększać, albo podatki muszą być niższe, albo nasze zarobki wyższe. A wyższe zarobki mogą wynikać tylko z tego, że będziemy produkowali droższe, cenniejsze rzeczy – czyli rozwijali się technologicznie. Innej drogi nie ma.
W jednym aspekcie już jesteśmy liderem (a w każdym razie blisko czołówki) – jeśli chodzi o bezpieczeństwo i obronność. W tej dziedzinie mało który inny kraj może nam dorównać. Również nie jest źle, jeśli chodzi o jakość infrastruktury (w miarę nowa, wybudowana za unijne pieniądze).
Ale żeby wskoczyć do dwudziestki najzamożniejszych krajów świata musimy poprawić właściwie wszystkie parametry. A przecież to nie powinno być zadanie ponad siły, w tych okolicach plasują się np. Czechy. Poniżej porównanie parametrów bogactwa Polski i Francji (zajmującej 19. miejsce). Polska to niebieski obszar.

zdjęcie tytułowe: Jason Murphy/Unsplash

