Dziwne słowa premiera. Czy szpitale tymczasowe uratują nas przed załamaniem służby zdrowia? Oto cztery dowody na to, że ona już się (znów) załamała

Dziwne słowa premiera. Czy szpitale tymczasowe uratują nas przed załamaniem służby zdrowia? Oto cztery dowody na to, że ona już się (znów) załamała

„Zbliżamy się do granic wydolności służby zdrowia”. „Jesteśmy o krok od przekroczenia granicy, poza którą nie będziemy mogli we właściwy sposób leczyć obywateli” – tak mówił na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki. Mylił się. Służba zdrowia jest poza granicami wydolności już od co najmniej kilku tygodni. Liczba tzw. nadmiarowych zgonów w Polsce jest już największa w Europie. Szpitale tymczasowe pracują na pół gwizdka, bo… nie mają kim leczyć. Oto cztery dowody na to, że służba zdrowia po raz drugi w tej pandemii nie jest już w stanie wypełniać swojego zadania

Bolesna prawda o pandemii jest taka, że dopóki zaszczepionych osób jest wciąż bardzo mało na tle całej populacji (ponad 5 mln po pierwszej dawce), jedynym sposobem walki z pandemią jest przerwanie łańcucha kontaktów społecznych. Okazuje się, że maseczki, mycie rąk i trzymanie dystans nie wystarczą. Nie wystarczą też apele o zachowanie zdrowego rozsądku, nie gromadzenie się, unikanie kontaktów społecznych. Gdyby tak było, to nie trzeba by było wprowadzać restrykcji. Każdy potrafiłby zadbać o siebie i innych.

Zobacz również:

Rząd, w obawie o spadek popularności w sondażach i widząc wyczerpywanie się puli pieniędzy z tarcz antykryzysowych, próbował otworzyć gospodarkę na tyle, na ile się da. I okazało się, że przeszarżował. Efekt: 50.000 zgonów spowodowanych Covid-19 (i może nawet kilka razy tyle z powodu niewydolności służby zdrowia) oraz rozpędzona jak pociąg intercity trzecia fala. Dlatego nie można przejść obojętnie obok kolejnych zapewnień rządzących, że jesteśmy już blisko końca pandemii i że damy radę. My już nie dajemy. Oto cztery dowody.

Czytaj też: Czy trzecia fala epidemii Covid-19 przyniesie w Polsce drugi hard-lockdown? Jakie byłyby straty? Cztery sposoby na inteligentną walkę z wirusem

1. Szpitale tymczasowe działają na pół gwizdka. Zabrakło lekarzy

Premier mówi, że chce uniknąć w Polsce scen takich, jak w Lombardii, kiedy lekarze musieli decydować kogo leczyć, a kogo nie. Ale Lombardia najcięższe chwile przeżywała w trakcie pierwszej fali zakażeń, gdy nikt nie był przygotowany do nagłego wzrostu liczby zachorowań i zawału służby zdrowia. My mieliśmy dokładnie rok na przygotowanie się na taki napór chorych. Co zrobiono? Zbudowano szpitale tymczasowe, ale one rozwiązały tylko niewielką część problemów.

W Polsce mamy nawet za dużo szpitali (w sensie: łóżek szpitalnych), a za mało lekarzy w przeliczeniu na 1.000 mieszkańców. Pisaliśmy o tym w tym artykule. W Polsce wskaźnik liczby lekarzy na tysiąc obywateli wynosi 2,4. Dla porównania, w Grecji to 6,1, w Austrii 5,2, a na Litwie – 4,5. Jeśli chodzi o Europę, niższy od Polski wskaźnik ma tylko Turcja i Albania. Pielęgniarek mamy jeszcze mniej.

„Nie można w ciągu roku wykształcić lekarza” – odpowiada Ministerstwo Zdrowia. To prawda, ale można ułatwić zatrudnianie lekarzy zza granicy. Do tej pory okoniem w tej sprawie stawali rodzimi medycy, którzy obawiali się, że nowi odbiorą im chleb. Dopiero pod koniec 2020 r. wprowadzono przepisy pozwalające medykom z państw trzecich rozpocząć pracę w Polsce bez nostryfikacji dyplomu i zdania egzaminu ze znajomości języka polskiego. Na wojnie z Covid-19 nawet taki lekarz się przyda. Lekarze między sobą porozumiewają się po angielsku, a pacjent podłączony do respiratora i tak nie może mówić.

Pod względem liczby zgonów zajęliśmy w 2020 r. pierwszej miejsce w Europie. Pokazują to dane Eurostatu, na grafice przygotowanej przez portal Konkret24. To może być wynik braku lekarzy, ale też opieszałości rządu w walce z pandemią. Szpitale tymczasowe nie zatrzymały fatalnego trendu.

Gdyby porównać dane na temat liczby lekarzy na 1000 mieszkańców, to trudno doszukać się jakiejś zależności (choć ciekawie wygląda sytuacja w Szwecji, która nie wprowadziła lockdownu, ma sporo lekarzy i mało nadmiarowych zgonów). Ale generalnie najwięcej nadmiarowych zgonów jest po prostu tam, gdzie było dużo przypadków koronawirusa.

 

Poza tym nie przeprowadzono na czas reorganizacji zawodów medycznych. Pielęgniarki mogą zajmować się podłączonymi do respiratorów, ale muszą przejść odpowiednie szkolenia. Zostało to zupełnie zaniedbane – pierwszy program szkoleń został ogłoszony dopiero w październiku, gdy już mieliśmy szczyt drugiej fali – rząd przespał względnie dobrą sytuację pandemiczną latem.

A tam gdzie szkolenia były, zamieniały się w karykaturę. Krystyna Ptok, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, opowiadała, jak dyrektor jednego ze szpitali przeprowadził jednodniowe szkolenie z obsługi respiratora. Pielęgniarki musiały podpisać dokument poświadczający, że szkolenie – które powinno trwać przynajmniej trzy tygodnie – przeszły. To kolejny przyczynek do zbyt małej skali eksperymentu jakim są szpitale tymczasowe.

Czytaj też: „Nowy Ład” przyniesie podwyżkę „podatku” na zdrowie. O ile trzeba podwyższyć składkę na NFZ, żeby kolejki do lekarzy się zmniejszyły? A może to i tak nic nie da?

2. Szpitale przestały leczyć inne choroby

Koronnym dowodem na to, że służba zdrowia straciła już zdolność opieki nad polskimi pacjentami jest wydane przez Ministerstwo Zdrowia „zalecenie” w sprawie odwołania zabiegów planowych. To nie są zabiegi ratujące życie, ale często życie przedłużające. Obciążone walką z pandemią szpitale nie mają zajmować respiratorów, sal szpitalnych i personelu obsługą pacjentów na planowanych zabiegach, mają się skupić na pacjentach Covid-owych. A tych nie byłoby aż tyle, gdyby rząd prowadził rozsądną politykę lockdownów.

Rząd odpowiada, że odwołania nie dotyczą pacjentów onkologicznych. W praktyce w ostatnim roku Polska przeszła na nowatorską metodę leczenia raka przez telefon. Wie o tym każdy, kto ma w rodzinie pacjenta onkologicznego.

„Mamy blisko 3.000 łóżek w szpitalach tymczasowych. Mamy również ok. 350 miejsc respiratorowych. W sumie mamy uruchomione i aktywne 27 szpitali tymczasowych, w tym tygodniu uruchamialiśmy pięć lokalizacji” – chwali się minister zdrowia.

Chwała rządowi, że otworzył szpitale tymczasowe, ale problemy są dwa: po pierwsze brakuje personelu do ich obsługi, a po drugie nawet jak jakiś lekarz przejdzie do szpitala tymczasowego (gdzie może zarobić dwa razy tyle, co w zwykłym), to kto go zastąpi, w poprzednim miejscu pracy?

Czytaj też: W składce na NFZ płacimy po kilka stówek miesięcznie na to, by szpital i lekarz w razie potrzeby nas ratował. A jeśli nie chcą lub nie mogą? Czy należy się odszkodowanie?

Czytaj też:Testy na koronawirusa: czy ich liczba jeszcze cokolwiek nam mówi o rozwoju epidemii w Polsce? A może Polacy już nie chcą sprawdzać, czy są chorzy?

3. Karetki stoją godzinami pod szpitalami albo nie przyjmują chorych

Widok kolejki karetek, które czekają na wjazd do szpitala, jest czymś tak surrealistycznym, że gdybym nie widział tego na własne oczy, to pewnie bym nie uwierzył. Rząd może mówić, że służba zdrowia „jeszcze jest wydolna”, ale ratownicy mówią co innego – szpitale odsyłają chorych – zarówno z Covidem, jak z i innymi przypadłościami, do innych placówek, nieraz odległych o 100-150 km. Karetki krążą po Polsce, zamiast ratować kolejnych chorych, bo w szpitalach nie ma miejsc, choć w oficjalnych tabelkach Ministerstwa Zdrowia miejsca są – teoretycznie jeszcze ponad 9.000 łóżek i prawie 900 respiratorów (co z tego, skoro brakuje personelu do ich obsługi).

Z drugiej strony, jeśli kogoś odbierze z domu pogotowie, to i tak ma duże szczęście. Wiele wskazuje na to, że pierwszą linią oporu przed pacjentami covidowymi są zespoły ratownictwa medycznego, które w obawie przed brakiem możliwości „dostarczenia” chorego do szpitala nie chcą zabierać pacjentów. Taki przypadek opisała dziennikarka Interii, której pogotowie kilkukrotnie odmówiło (formalnie tylko zniechęcało) zabrania chorego męża do szpitala. „Możemy sobie zrobić wycieczkę po kraju. W Warszawie są już zajęte wszystkie sale, korytarze, a nawet podłogi. Proszę wezwać pogotowie, gdy chory będzie się już dusił” – powiedział kierownik zespołu ratunkowego.

To być może jest wytłumaczenie „tajemniczego” zjawiska, dlaczego akurat teraz do szpitali trafiają pacjenci z poważniejszym stadium choroby – bo wcześniej nikt ich nie chciał zabrać.

4. Do lekarzy przestali się zgłaszać chorzy na inne choroby. Przyjdą, gdy już będzie za późno, by im pomóc

23,5% – tyle wyniósł w Polsce odsetek nadmiarowych zgonów w czasie pandemii w porównaniu z latami 2016-2019 – wynika z danych Eurostatu. To najwięcej w krajach Unii Europejskiej. Niewiele lepiej było w Czechach (23,1%), czy w Hiszpanii (23%). W sumie w 2020 r. zmarło w Polsce 478.658 osób. To o 67.677 osób więcej niż w roku 2019.

Zabija nas nie tylko Covid, ale też nieleczone z powodu pandemii inne choroby (czasami sami pacjenci nie chcą się zgłaszać do lekarza, bo choć mają zawał, boją się zakazić koronawirusem w szpitalu – spadki zgłoszeń wynoszą nawet kilkanaście procent). Taki „przechodzony” zawał odezwie się za jakiś czas.

Onkolodzy płucni, notują niebywałe 70-procentowe spadki zachorowań. Nie świadczy to, że przestaliśmy chorować na raka płuc. Choroba jest ukryta i wkrótce się odezwie, gdy pacjent będą już w stanie terminalnym. Pandemia będzie zbierać śmiertelne żniwo jeszcze długo po zakończeniu, bo wyjdą na wierzch skutki nieleczonych chorób. Rząd wie co się święci, dlatego chce przygotować specjalne badania diagnostyczne dla osób 50+.

Czytaj też: Nowa strategia walki z pandemią, czyli lekarz prywatny bezradny. 6 mln osób więcej w kolejce do lekarzy rodzinnych? Czy pędzimy na spotkanie ze ścianą?

To tylko kilka przykładów, ale można je mnożyć: np. porodówki z Zakopanem zostały wyłączone, a ciężarne muszą jeździć do Nowego Targu, szpital w Grudziądzu odsyła pacjentów, codziennie słychać o jakiś nowym, mrożącym krew w żyłach przypadku.  Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby doszło do jakiejś katastrofy drogowej (wykoleił się pociąg),  albo wybuchł gaz w bloku. Czy dla dziesiątek, może setek poszkodowanych znalazłby się miejsca w szpitalach? Czy lekarze musieliby wybierać kogo leczyć, a kogo nie?

To są dylematy, przed którymi wielu medyków staje tu i teraz, gdy liczba oficjalnie wykrywanych przypadków koronawirusa wynosi 20.000-30.000 dziennie. A przecież trzecia fala dopiero w najbliższym tygodniu-dwóch pokaże na co ją stać. Wina za ten stan rzeczy spada w największej mierze na rządzących. Co prawda to my sami decydujemy o naszym ryzyku zakażenia, ale to rząd ustala reguły gry i zasady ich egzekwowania. I to rząd będzie rozliczany z tego, ilu Polakom nie udało się uratować życia, choć w sąsiednich krajach to się udawało.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
BdB
24 dni temu

Tak naprawdę nikt nie wie jak sobie z tym radzić. U Niemców też sytuacja poza kontrolą i impas decyzyjny. Nasi za to mają to co chcieli na własne życzenie, bo nikt inny nie ściągał nosicieli specjalnymi samolotami.

Przemek
24 dni temu
Reply to  BdB

Kilku krajom jednak się udało (Tajwan, Chiny, Nowa Zelandia), niektórym się długo udawało i z jakiegoś powodu przestało (Polska i Czechy do września, Islandia). Fajnie by było jednak się skupić na różnicach i dojść do tego co działa a co nie.
Lockdown miał być tylko tępym narzędziem na kupienie sobie trochę czasu.

BdB
23 dni temu
Reply to  Przemek

Tajwan i Nowa Zelandia to wyspy bez swobodnego przepływu ludzi. Chinom wierzyć nie można. Izrael sobie poradził masowymi szczepieniami, UK też choć ona swój moment krytyczny musiała przeżyć.

Adam S.
22 dni temu
Reply to  BdB

Bullshit. Radzić sobie jak Szwecja – nie panikować i robić business as usual.

krzysztof
24 dni temu

no jakos w krajach o podobnej do nas zamoznosic i poziomie zycia jakos sie nei udaje, vide tak chwalone na tym blogu Czechy: nadmiarowych zgonow tyle co w Polasce, spadek PKB wiekszy, bezrobocie wieksze a pan Samcik kilka tygodni temu sie zachwycal nad czeska droga…
wiadomo,ze porownywac sie mozna do takich krajow a nie do Niemeic, gdzie tez szalu nie ma a kraj kilka razy bogatszy…

Nazarek
24 dni temu
Reply to  krzysztof

Kolega, rodowity Czech który mieszka w stolicy mówi że ich całkiem zamknęli i z domu nie wolno wychodzić (jakoś dwa miesiące temu).

krzysztof
23 dni temu
Reply to  Nazarek

no wlasnie a u nas jak zamkna silownei to placz,e branza fitnes pada…teraz ludzie umieraja setkami a dalej marudzenie,ze mozeby gastro otworzyc…

mko
24 dni temu

bardzo chętnie przeczytałbym u Was artykuł o przewidywanej sytuacji za 2-3 lata, kiedy pandemii już nie będzie (oby jak najszybciej). Czy dla ekonomii będzie to taki sam okres jak po wojnach w niektórych krajach (gwałtowne odbicie i dynamiczny rozwój)? czy też stagnacja i powolny upadek najbardziej rozwiniętych cywilizacji?

Nazarek
24 dni temu

Człowieku, od kilku miesięcy ludzie nie umierają na raka tylko na COVID-19. Tak wpisują lekarze, bo tu chodzi o pieniądze. Mam w rodzinie lekarza covidowego, który właśnie tak robi. Generalnie żadna różnica dla rodziny, bo osoba zmarła i tyle a szpital i lekarz mają z tego ekstra pieniądze. Jaka wydolność? To jest kreowanie nastrojów społecznych, żeby opinia publiczna aprobowała bohaterstwo służby zdrowia – nic im nie umniejszam – i żeby pieniążek się zgadzał. Zarobki przed pandemią lekarza z rodziny 7k netto, teraz mówi że zależy od miesiąca i składników premii oraz godzin które przepracuje, ale za ok. 200h/miesiąc ma między… Czytaj więcej »

Radosław
23 dni temu
Reply to  Nazarek

W Polsce pacjenci bez zdiagnozowanego Covid-19 nie umierają na koronawirusa. Kto zejdzie bez testowania, ten może mieć co najwyżej wskazane niewydolność płuc jako przyczynę śmierci. Aby w karcie zgonu lekarz wpisał Covid-19, to pacjent wcześniej musi mieć pozytywny wynik testu. W niektórych krajach na Zachodzie jest nieco inaczej, lekarze mają wskazówki aby podać drugą, przypuszczalną przyczynę – covid-19 nawet u nietestowanych pacjentów. Tak więc w Polsce zawężając okno testowania praktycznie do pacjentów pełnoobjawowych i chcących być poddanym testom, uzyskujemy zaniżoną statystykę zgonów na Covid-19 i nadmiarowe zejścia których przyczyn możemy się jedynie domyślać.

Nazarek
24 dni temu

„Możemy sobie zrobić wycieczkę po kraju. W Warszawie są już zajęte wszystkie sale, korytarze, a nawet podłogi. Proszę wezwać pogotowie, gdy chory będzie się już dusił” – powiedział kierownik zespołu ratunkowego”

Kłamstwo. Stadion narodowy – 25 osób zakażonych i 53 osoby personelu jedzące catering dietetyczny i pijące piwo bezalkoholowe w „entertainment room” oglądając netflixa.

Marek
24 dni temu
Reply to  Nazarek

Narodowy to nie jest normalny szpital. To taka wersja szpitala z telewizji, ma ładnie wyglądać i tyle. Dobre tło do konferencji, jak to sobie super radzimy, lekarze zadowoleni, wolne miejsca, ogólnie najlepiej w Europie.

BdB
23 dni temu
Reply to  Nazarek

W Leśnej Górze też nie widać przeładowania.

adre
24 dni temu

Trzeba było jeszcze bardziej promować model „weź kredyt, zmień pracę”
W przypadku medyków oznaczało to „jedź do UK”.
Dziekujemy, Rudy.

BdB
23 dni temu
Reply to  adre

To jakaś fobia (lub zwykły ordynarny płatny trolling) przywoływać kogoś kto nie rządzi od 7 lat. Za to od 2005 rządzi PiS i miał czas i pieniądze by służbę zdrowia uzdrowić.

krzysztof
23 dni temu
Reply to  BdB

PO rzadzilo 8 lat, rzekomo to byl czas nalepszego rozwoju i nic sie nie udawalo zrobic,bezrobocie bylo w najlepszym czasie 2 razy wieksze niz dzis po roku pandemii, wszystko sie zamykalo bo sie nei oplaca( np labolatoria do badania testow na koronowirusa zamykano za PO) a teraz Pis w 4 lata( do pandemii) ma wszystko zrobic: sluzbe zdrowia uzdrowic, nauczycielom podwyzki, niepelnosprawnym podwyzki, 500 plus i cala reszta…a co PO zrobilo przez 8 lat?

Admin
22 dni temu
Reply to  krzysztof

Ja tylko łaskawie zwrócę uwagę, że PiS nie zrobił nic z tych rzeczy, o których Pan pisze. Potrafił tylko wypłacić 500+. Więc są tacy, jak PO. Albo gorsi, bo z Obajtkiem

Grzegorz
23 dni temu

>To prawda, ale można ułatwić zatrudnianie lekarzy zza granicy. Do tej pory okoniem w tej sprawie stawali rodzimi medycy, którzy obawiali się, że nowi odbiorą im chleb.<
Rozumiem, że wierszówkę trzeba wyrobić, ale nie życzę redaktorowi żeby trafił na niedouczonego lekarza któremu nostryfikowano dyplom „bo co może pójść nie tak”. To są trochę poważne sprawy.

Marek
23 dni temu

Dezynfekcja, dystans i maseczki nie pomagają? Przejdzie się do pierwszego lepszego sklepu spożywczego i zobaczcie jak to wyglada. Armia nosaczy, którzy na kulturalne zwrócenie uwagi odnośnie maski śmieje się albo chce się bić. Ten kraj nie zasłużył na nic lepszego.

Adam S.
22 dni temu

Panikujecie jakby był koniec świata.

Oto parę faktów:
1. Zgony covid (w tym fałszywe) to 2,7 mln.
2. Sto lat temu hiszpanka (znaczy próby jej leczenia) zabiły 50 – 100 mln osób.
Potem jeszcze były 2 wojny światowe.

Czy coś się stało? Świat dalej istniał.

Przestańcie panikować.

Kazik
22 dni temu

W tekście jest błąd. Po pierwszej dawce nie jest ponad 5 mln Polaków. Tyle jest ŁĄCZNIE wykonanych szczepień pierwszą i drugą dawką. Drugą dawka nie można się zaszczepić bez pierwszej. Niestety tek są podawane te komunikaty, że wprowadzają w błąd.

art
22 dni temu

Kierowanie akurat do tego rządu pretensji o małą liczbę lekarzy, pielęgniarek jest mówią bardzo delikatnie co najmniej nieuczciwe. A to dlatego, że, jakieś 2-3 lata temu opublikowane dane, już mówiły, żę od początku transformacji, od roku 1989, z Polski wyjechało ponad 30 TYSIĘCY LEKARZY ! Jako społeczeństwo ogromnie się zadłużamy na ich wykształcenie, ponosimy niemałe koszty i nagle bez pełnych zwrotów tychże kosztów, także zdobywania wiedzy praktycznej na pacjentach, wypuszczamy ich z kraju ot tak sobie. Zamiast podejmować próby ratowania sytuacji „importem” np zza wschodniej granicy należy powrócić do pomysłu KREDYTOWANIA STUDIÓW. Czyli chcesz wyjechać i podjąć pracę gdzie indziej,… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!