Przyzwyczajenie, jak wiadomo, to druga natura człowieka. Jak coś ci się wdrukuje do szarych komórek to kaplica: nie zresetujesz. Najtrudniejszym przypadkiem jest przyzwyczajenie instytucjonalne. Takie właśnie objawiło się w państwowym banku BOŚ, znanym głównie z finansowanie inwestycji proekologicznych, lecz obsługującym również klientów detalicznych. Ofiarą przyzwyczajenia padła żona mojego czytelnika, pana Zbyszka.

Kilka lat temu – nota bene przy okazji stawania się żoną pana Zbyszka – owa klientka banku BOŚ zmieniła nazwisko. Zawiadomiła o tym osobiście bank, pojawiając się w oddziale i okazując dowód osobisty z nowymi danymi personalnymi. Od pracownika otrzymała zapewnienie, że bank przyjmuje zmianę do wiadomości i odtąd będzie się posługiwał nowym nazwiskiem klientki.

Dość długo wyglądało, że wszystko jest w porządku. Żona pana Zbyszka od czasu do czasu bywała w banku: podpisywała jakieś dokumenty posługując się nowymi danymi osobowymi, przedstawiała też polisy ubezpieczenia mieszkania w związku z kredytem hipotecznym, który posiada w tym banku – też na nowe nazwisko.

Aż tu nagle… zonk. Bank, przy okazji wznowienia karty debetowej, której ważność wygasała, przysłał żonie pana Zbyszka plastik z wydrukowanym starym nazwiskiem. Czy to sprawa wagi państwowej? Zapewne nie, karty dałoby się używać nawet ze starym nazwiskiem. Przynajmniej do czasu, gdy ktoś zażąda weryfikacji tożsamości jej posiadacza. Teoretycznie ma do tego prawo sprzedawca w każdym sklepie, gdy tylko poweźmie podejrzenie, że posługujemy się nie swoją kartą.

W Polsce taka weryfikacja – konieczność pokazania dowodu osobistego i potwierdzenia, że nazwisko na karcie zgadza się z nazwiskiem z dowodu – jest sytuacją niezwykle rzadką. Ale za granicą nieraz zdarzyło mi się, że sprzedawca w sklepie prosił mnie o pokazanie paszportu. A poza tym nie po zmienia się nazwisko, żeby bank drukował na karcie stare.

Żona pana Zbyszka poszła więc do banku. A tam… kazano jej zwrócić kartę i obiecano, że bank wystawi nową, już na dobre dane. Ale nie od ręki. Nie będzie też można odebrać nowego plastiku w oddziale, zostanie wysłany pocztą. Takie procedury. Klientka nie była wystarczająco zdeterminowana, by zmusić bank do ekspresowego działania (wszak to bank popełnił błąd i powinien go naprawić…). To było zaniedbanie brzemienne w skutki. To co się stało później pan Zbigniew określił jako czeski film.

„Rozumiem, że w bankach miewają bałagan. Ale żeby czekać na nową kartę przez miesiąc? Moja żona była osobiście w placówce zapytać co się dzieje, potem dzwoniła na infolinię. Słyszała zwyczajowe bla, bla, bla… I że karta idzie pocztą. Chyba z Sudanu Południowego…”

Po miesiącu odcięcia od możliwości płacenia bezgotówkowego (to być może była jakaś szkoła przetrwania tradycyjnej bankowości, takiej z XIX wieku, w której nie ma żadnych bezgotówkowych form używania pieniądza) przyszły… dwie karty.

Kłopot? Pozornie żaden, po prostu czytelniczka, która miała zero kart wydanych na swoje nowe nazwisko teraz ma karty dwie. I może ich używać na zmianę. Dostała też przeprosiny od banku wysłane e-mailem (tradycyjna bankowość w nowoczesnym wydaniu). Dobrze kombinujecie, że nie było też żadnych kwiatów, ani rekompensaty za stracony czas, nerwy i niedogodności.

„Po otrzymaniu dwóch debetówek do tego samego konta żona zadzwoniła do banku z pytanie co ma z tym zrobić. Pan po drugiej stronie drutu, czy też raczej satelity telekomunikacyjnego uprzejmie odesłał ją do oddziału. Ale Mira miała już dość i odparła, że nie ma zamiaru znowu się do nich wybierać”

– opowiada pan Zbigniew. Jego żona aktywowała jedną z kart – losowo wybraną – a drugą schowała głęboko do szuflady. Czy dobrze postąpiła? To się dopiero okaże. Nie ma bowiem pewności, że bank np. nie zacznie obciążać pani Miry prowizją za jedną z kart (a właściwie za to, że jej niewystarczająco często używa). Albo że karty na dnie szuflady ktoś kiedyś nie odnajdzie i nie zacznie nią płacić za plecami prawowitej posiadaczki. Teoretycznie karty pani Mira nie aktywowała, ale kto zagwarantuje, że plastik mimo wszystko nie zadziała np. w transakcjach zbliżeniowych?

Czytaj też: Co będzie gdy ktoś pozna dane na mojej karcie? Czy transakcje zbliżeniowe są bezpieczne? Jak używać karty, żeby nie dać się okraść?

Czytaj też: Od trzech lat walczy o pieniądze, które ktoś wyłudził na jej dane. Jest wyrok sądu, ale…

Czytaj też: Chcesz żeby Cyfrowy Polsat inaczej się do ciebie zwracał? Musisz złamać ważną zasadę, albo…

To, że bank wydał karty na złe dane nie jest jeszcze katastrofą. To się zdarza. W wielu bankach jest kilka systemów zajmujących się różnymi fragmentami biznesu i być może system z danymi kart nie „dogadał się” z pozostałymi i nie zaktualizował nazwiska klientki. Bank powinien w takiej sytuacji wydać nową kartę ekspresowo i w ciągu kilkudziesięciu godzin dostarczyć klientce. Ale chciał zaoszczędzić, więc wysłał kartę najtańszą przesyłką pocztową. Ponieważ klientka nie otrzymała karty – wyprodukował i wysłał drugą.

Bank nie tylko zdublował koszty, ale i spowodował kolejny kłopot klientce, która dziś szuka już banku, do którego mogłaby przenieść kredyt hipoteczny, a potem i konto z kartą. Tak się kończy oszczędzanie na naprawianiu własnych błędów.

źródło zdjęcia tytułowego: Pixabay.com

 

Gratulacje! Jesteś zapisany

Share This