29 listopada 2017

Od trzech lat walczy o pieniądze, które ktoś wyłudził na jej dane. Jest wyrok sądu, a kasy… wciąż brak

Pani Ewa w styczniu 2015 r. dowiedziała się, że ma na koncie komornika. I 50.000 zł kredytu do zwrotu. Wskazała winnego oszustwa. Zajął się nim prokurator. Jest wyrok. Ale… pieniędzy brak. Jak to możliwe?

 

Jedną z najgorszych sytuacji, jakie mogą się zdarzyć każdemu z nas, jest zajęcie kont przez komornika na poczet długów, których nigdy nie zaciągaliśmy. Bądź też na poczet takich, które na nasze nazwisko wyłudzili złodzieje (bo np. pozyskali nasze dane bądź sfałszowali naszą tożsamość). Opisywałem już tego typu sytuacje: odkręcanie ich nie jest proste i to niestety nie „winowajcy” tracą czas i zdrowie, lecz Bogu ducha winni pechowcy.

Pani Ewa w styczniu 2015 r. dowiedziała się, że ma zaciągnięty kredyt w Alior Banku o wartości ponad 50.000 zł. Kredyt nie był spłacany, na jej konto „wszedł” więc komornik. Zajął jakieś oszczędności oraz większość pensji wpływającej na konto pani Ewy. Pechowa konsumentka natychmiast wszczęła alarm, dzięki któremu bank wstrzymał windykację i pomógł zdjąć z konta zajęcie komornicze. Pieniądze wcześniej pobrane z konta jednak nie wróciły.

„Zawiadomiłam prokuraturę o popełnieniu przestępstwa i wskazałam winowajcę, który przyznał się do działań na moją szkodę. Postępowanie prokuratorskie trwało prawie dwa lata. Prokurator przedstawił zarzuty, sprawa trafiła do sądu. 6 lutego 2017 r. odbyła się rozprawa, na której został wydany wyrok”

– relacjonuje pani Ewa, która była przekonana, że w tej sytuacji nie ma już najmniejszych przeszkód, by odzyskała część wyłudzonych na jej „twarz” pieniędzy. Chodzi – przypomnijmy – o tę część pobraną przez komornika i przekazaną bankowi zanim jeszcze umorzył postępowanie windykacyjne. W sumie chodzi o kwotę ponad 7000 zł.

W banku pani Ewa dowiedziała się, że orzeczenie musi się uprawomocnić, by bank mógł podjąć jakiekolwiek działania. Pani Ewa próbowała negocjować z bankowcami, ale niestety dostała oficjalne pismo, że aby zamknąć sprawę musi dostarczyć kwit z sądu o uprawomocnieniu się wyroku.

„Nie mam wyroku sądu, bo nie jestem stroną. Wiem, że orzeczenie zostało przesłane do banku już w lutym bieżącego roku. Gdzie i do kogo mam napisać by bank oddał mi moje pieniądze? Czy należy mi się zadośćuczynienie za niesłusznie zajęcie mojego wynagrodzenia i konta bankowego, za cały ten  proceder wykorzystania moich danych do popełnienia przestępstwa? Ktoś wziął kredyt bez mojej wiedzy, zgody, nie przedstawiając oryginałów dokumentów, być może przy współudziale lub zaniedbaniu pracowników banku”

Sprawa jeszcze w lutym wydawała mi się prosta. Jest przestępstwo, jest oskarżony, jest wyrok sądu. Dalej rzecz powinna wyglądać tak, że bank zwraca niesłusznie pobrane pieniądze i przeprasza – koniec sprawy. Okazuje się, że jest jakiś problem. Prawnicy powiedzieli pani Ewie, że jest ryzyko, iż bank zwróci tylko tyle, ile komornik przesłał do banku w ramach egzekucji, czyli ok. 3.000 zł.

Prawdopodobnie nie uda się odzyskać – a w każdym razie nie po dobroci – kosztów naliczonych przez komornika. On ich nie odda, bo tylko wykonywał swoją pracę. Bank czuje się w tej sprawie pokrzywdzonym, więc też nie będzie chciał nic zwracać. Choć niedługo miną już trzy lata od początku całej sprawy, pani Ewa jest wciąż 7000 zł na minusie.

„W marcu 2017 r. zadzwoniłam do Departamentu Bezpieczeństwa Banku i tam potwierdzono (niestety, tylko telefonicznie) fakt odbioru orzeczenia sądu, które wskazuje winnego. To jakaś paranoja. Tracę poczucie bezpieczeństwa i zaufania do instytucji bankowych. Proszę o pomoc”

– pisze do mnie pani Ewa. Wiem, że Alior Bank to duża firma i że jego pracownicy mają wiele spraw na głowie, ale bardzo proszę o zakończenie jest trzyletniej sagi. To, że wymiar sprawiedliwości potrzebował ponad dwa lata, by rozkminić tę prostą sprawę, jest już samo w sobie skandalem. Jeśli jednak bank przez prawie rok nie reaguje na prośby i groźby klientki, której bezprawnie zakoszono 7000 zł, to też robi mi się słabo. Z korespondencji między klientką i bankiem wynika, że wyrok – wbrew temu, co ustnie potwierdził klientce bankowiec – nie dotarł do celu.

Uważam przeto, że bank powinien w tej sprawie poczynić bardziej dynamiczne działania, niż tylko poinformować klientkę, że ma dostarczyć orzeczenie sądu, którego ta klientka nie otrzymała (bo nie jest stroną) i które niekoniecznie było publikowane. Ja próbowałem uzyskać elektroniczną wersję orzeczenia w Portalu Orzeczeń Sądów Powszechnych, ale na podstawie sygnatury akt nic nie wyskoczyło. Wydaje mi się, że pani Ewa mogłaby powołać się na taki przepis (art. 157 Kpk):

„§ 1. Stronom oraz osobom, których orzeczenie bezpośrednio dotyczy, należy na ich żądanie nieodpłatnie wydać jeden uwierzytelniony odpis każdego orzeczenia. Odpis wydaje się z uzasadnieniem, jeżeli je sporządzono”

Z korespondencji, którą otrzymałem od pani Ewy wynika jednak, że jej prośba o udostępnienie orzeczenia została odrzucona. No i jest problem.

Sąd uważa, że wysłał orzeczenie komu trzeba, a bank twierdzi, że nic nie dostał. I że „podjął stosowne działania”. Tylko że minęło pół roku i nie przyniosły one ani sukcesu, ani żadnej informacji dla klientki. Czy ktoś mi wytłumaczy o co tu chodzi? Że państwo działa tylko teoretycznie to już wiemy, ale z doświadczeń pani Ewy wynika, że praktycznie to nic już nie działa.

Epilog, kilka dni po publikacji tekstu: „Dziś ok. godz. 10.00 dostałam z Aliora zwrot kwoty zabranej mi przez komornika”

Ilustracja: Alexas_Fotos/Pixabay.com

 

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
tomtomMarcinLuke Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Luke
Gość
Luke

Bank czuję się pokrzywdzony? A chociaż sprawdzili dokumenty? Sprawdzili gościa, który podpisał umowę ze strony banku?

Marcin
Gość
Marcin

Sprawa banalnie prosta. Wezwanie skierowane do Banku o zwrot kwot pobranych przez Komornika oraz kosztów postępowania egzekucyjnego – następnie pozew o zapłatę i po nieuchronne wygranej egzekucja skierowana przeciwko Bankowi.

tomtom
Gość
tomtom

pracownikowi banKu pewnie zaświeciły się oczy z radości gdy klient przyszedł po 50tyś kredytu w końcu to pewnie bardzo dużo punktów do planu i do premii doradcy.
A ze do dokumenty, zdjęcie i cala reszta się średnio zgadzała to kto by się tym przejmował? Bank zarobił, doradca dostał premię, a klient? klient jest tylko anonimową cyfrą w excelu i systemie banku

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany