Temat przelewów egzekucyjnych powraca w e-mailach od moich czytelników jak bumerang. Mniej więcej raz w tygodniu ktoś mi się skarży, że bank pobrał wysoką prowizję za przelew do komornika. Rzeczywiście, sprawa jest trudna, bo zajęcia komornicze czasem dotyczą na tyle niewielkich kwot, że koszt prowizji bankowej za przeprocedowanie blokady konta oraz przelanie pieniędzy do komornika staje się dotkliwą karą. Tak jest w przypadku przeterminowanych mandatów za parkowanie czy jazdę na gapę.

Owszem, można powiedzieć, że jak ktoś nie płaci w terminie tego, co powinien zapłacić, a następnie nie odpowiada na monity i wezwania, to widocznie stać go na poniesienie kosztów karnych odsetek, opłat komorniczych oraz prowizji bankowej. Ale pytanie czy te koszty nie zahaczają o lichwiarskie.

Nie mam już nadziei na to, że banki obniżą poniżej 30 zł prowizje za realizację przelewów do komorników z kont konsumentów (z tego, co wiem, prawnicy tak skonstruowali brzmienie stosownych pozycji w tabelach prowizji, by były „nie do ruszenia” w sądach, dajcie znać, jeśli macie jakieś doniesienia sprzeczne z tą tezą).

Czytaj też: Wygrywamy bitwę o przelewy egzekucyjne? Banki zaczynają je wycofywać!

Czytaj też: Bankowy kontratak w przelewach egzekucyjnych. Niestety, nadal będziemy za nie płacili jak za zboże

Ale to, co niektóre banki wyrabiają w stosunku do drobnych przedsiębiorców, właścicieli kont firmowych, niepodlegających ochronie prawa konsumenckiego, interwencjom Rzecznika Finansowego oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – woła o pomstę do nieba.

150 zł prowizji za przelew 136 zł. Czy tak zachowuje się bank przyjazny przedsiębiorcy?

Oto pan Leszek, który – co godne potępienia – nie zapłacił kary za nieprawidłowe parkowanie, został chwycony za gardło przez komornika przysłanego przez warszawski Ratusz. Niezapłacony mandat wyniósł 100 zł, ale pan Leszek pozbył się z konta kwoty niemal trzy razy większej! Ratusz naliczył odsetki, komornik opłaty komornicze, zaś Alior Bank, w którym pan Leszek ma konto firmowe… 150 zł tytułem „prowizji za realizację zajęcia egzekucyjnego z rachunku klienta”. Obczajacie? 150 zł!

Myślałem, że pan Leszek coś źle zrozumiał albo że chodzi o sumaryczne prowizje za kilka przelewów, ale na dowód otrzymałem screenshota z historii rachunku. A na nim niebudząca wątpliwości informacja, że mówimy o prowizji za jeden tylko przelew. Raczej nie była to pomyłka, bo opłatę, o którą tu chodzi, chyba udało mi się zlokalizować w tabeli prowizji Aliora dla przedsiębiorców:

To naprawdę jest lekka przesada. Rozumiem, że za drobnym przedsiębiorcą nie wstawi się żadna z licznych instytucji, które patrzą bankowi na ręce w przypadku konsumenta. Ale to nie zwalnia banku z elementarnej przyzwoitości. A przyzwoitość nakazuje pobieranie tylko takich opłat, które są powiązane z nakładem pracy potrzebnym do wykonania danej usługi bankowej. Jeśli polski bank traktuje swoich klientów-polskich przedsiębiorców jak dojne krowy tylko dlatego, że są przedsiębiorcami, to trzeba bić na alarm.

Nie chciałem czepiać się konkretnego banku, więc dla spokoju sumienia zerknąłem na tabele prowizji innych banków oferujących usługi dla drobnych przedsiębiorców. Nie mogę bowiem wykluczyć, że zbójeckie prawa dotyczące opłat za różne jednorazowe czynności – w tym realizację przelewów egzekucyjnych – są po prostu rynkowym standardem. Skoro nie można bez ograniczeń i równo z trawą kosić konsumentów, to może banki doją jednoosobowe i kilkuosobowe firmy?

Owszem, konta firmowe w wielu miejscach są droższe, niż rachunki dla osób fizycznych, ale tak wysokiej opłaty, jaka obowiązuje w Alior Banku, nie znalazłem ani w PKO BP…

…ani w BZ WBK…

…ani w mBanku…

…ani w Banku Millennium…

Niestety nie byłem w stanie odnaleźć się w bałaganie, którym jest tabela opłat i prowizji w Banku Pekao. Chciałbym, żeby aliorowcy wzięli sobie do serca moją pisaninę i obniżyli prowizję za realizację przelewów egzekucyjnych. Ona w dużym stopniu obrazuje podejście banku do klientów-przedsiębiorców. Nie założyłbym konta w banku, który zachowuje się tak niehonorowo. A pan Leszek?

„Konta w tym banku zlikwiduję. Z żoną mamy ich tam sześć: prywatne, firmowe i maklerskie. Nie wiem, czy na dłuższą metę taka polityka banku jest opłacalna”

Warto zadać kilka pytań. Po pierwsze: ile dochodu przynosi w skali roku aktywny klient? Ile kosztuje pozyskanie nowego aktywnego klienta w miejsce tego, który odszedł, bo został obrabowany ze 150 zł? I jaka część klientów, którzy są obciążani opłatą 150 zł za jeden przelew (a w zasadzie za zablokowanie pieniędzy pod przelew) zapłaci, ponarzeka i zostanie w banku, a jaka z niego odejdzie?

Komornik przez pomyłkę zajął konto. Bank przez pomyłkę wysłał… dwa przelewy. I co dalej?

No dobra. Czas na lepsze wieści. Co zrobić, gdy zajęcie komornicze okazuje się pomyłką? Opisywałem niedawno taki przypadek: urzędnik skarbowy ściągnął zaległość, która nie istniała i choć pieniądze zwrócił natychmiast po monicie klienta, to koszty przelewów egzekucyjnych klient musiał ponieść. Ani urzędnik nie chciał ich oddać, ani bank umorzyć.

Czytaj więcej o tym: Urzędnik się pomylił, bank przelał pieniądze, których nie powinien. Kto odda prowizję za przelew egzekucyjny? „Nie ma procedury”

Czasem taka sytuacja kończy się bardzo niespodziewanie. Kilka dni temu napisał do mnie pan Grzegorz, „podopieczny” urzędu skarbowego w warszawskiej dzielnicy Bielany. Urzędnicy przysłali mu informację, iż ma zaległości w opłacaniu podatku VAT. Nieduże, ale trwające przez kilka miesięcy. W sumie urzędnicy zażądali 1800 zł.

Pan Grzegorz zebrał wszystkie deklaracje VAT z kwestionowanego czasu, z systemu informatycznego banku wziął potwierdzenia przelewów i wszystko wysłał e-mailem urzędnikowi. Pani odpisała po kilku dniach, że chyba wszystko jest w porządku i że dziękuje. Pan Grzegorz myślał, że sprawa załatwiona i udał się do innych zajęć. To było w październiku, a tu na początku grudnia z konta znika mu… 1800 zł. Część z rachunku prywatnego, a część z firmowego. Do wszystkiego doliczono 60 zł opłaty bankowej za dwa przelewy egzekucyjne.

Tym razem pan Grzegorz nie wysyłał już e-maila, tylko udał się do urzędniczki osobiście, żeby zapytać: co jest, do ciężkiej cholery, grane. Urzędniczka podobno bardzo się przejęła, stokrotnie przepraszała i obiecała, że pieniądze wrócą na konta jak najszybciej. Rzeczywiście, wróciły „już” po tygodniu.

„Spytaliśmy z żoną urzędniczkę kto nam odda 60 zł opłaty egzekucyjnej, którą pobrał bank. A pani lamentuje, że to straszny kłopot i nie ma procedur. Machnęliśmy ręką, bo przecież nie będziemy do sądów chodzili. Nawet jak wygramy, to jak nic następnego dnia mielibyśmy kontrolę skarbową. Liczymy na przyjazne traktowanie podatnika w przyszłości”

Pan Grzegorz zwrócił swe oczy w kierunku mBanku, który prowadzi jego rachunki. Złożył reklamację z wnioskiem o zwrot choćby 30 zł, bo bank – realizując owo „lewe” zajęcie – mógłby pobrać całą kwotę z jednego rachunku, a nie po połowie z ROR-u i konta firmowego.

„Byłem naprawdę zaskoczony, gdy mBank oddał mi 30 zł i to dość szybko po złożonej reklamacji. Nie odpowiedzieli na pytanie, dlaczego ściągali pieniądze z dwóch kont naraz, ale połowę pieniędzy przelali bez żadnych fochów z powrotem na ROR”

To cenna lekcja dla wszystkich, którzy doczekali się egzekucji komorniczej. Można domagać się w takim przypadku od banku zachowania możliwie najbardziej ekonomicznego z punktu widzenia klienta. To bardzo miłe, że bank przyznał się do zachowania, które nie służyło interesowi klienta i zrekompensował bez szemrania jego skutki.

ilustracja tytułowa: Alexas_Fotos/Pixabay.com

 

Gratulacje! Jesteś zapisany

Share This