12 marca 2021

Daliście się wprowadzić w błąd sprzedawcy, podpisaliście umowę z haczykami, nabieracie się na ściemę w reklamach? Zawiedliście. Ten korporacyjny prawnik tłumaczy dlaczego

Daliście się wprowadzić w błąd sprzedawcy, podpisaliście umowę z haczykami, nabieracie się na ściemę w reklamach? Zawiedliście. Ten korporacyjny prawnik tłumaczy dlaczego

Zastanawialiście się kiedyś jak to się stało, że daliście się wprowadzić w błąd sprzedawcy, podpisaliście umowę z haczykami, nabraliście się na reklamową ściemę? Czy coś jest z Wami nie tak? Czy zawodzicie jako tzw. przeciętny konsument? Mam złą wiadomość – korporacyjni prawnicy niestety uważają, że tak. Oto kolejny przykład

Najbliższe tygodnie – a może i miesiące – będą przebiegały pod znakiem frankowiczów. Sąd Najwyższy będzie odpowiadał na pytania sądów powszechnych w sprawie ujednolicenia orzecznictwa, zaś banki będą zastanawiały się nad projektem ewentualnej ugody z frankowiczami. Sami zaś frankowicze będą się zastanawiali – iść ze swoim kredytem do sądu czy nie?

Zobacz również:

Nad tym wszystkim wisi zagadnienie najważniejsze: kto ponosi winę za to, że klientom zaoferowano kredyt zbyt ryzykowny i zbyt nieprecyzyjnie skonstruowany, by dziś mógł być uznany za zgodny z prawem?

Nie ulega wątpliwości, że to bankowi prawnicy pisali umowy, które potem były podsuwane klientom do podpisu (klienci nie mieli możliwości ich negocjowania). I że to najlepsze kancelarie prawnicze audytowały za ciężkie pieniądze te umowy pod kątem zgodności z prawem, także tym europejskim.

Prawnicy korporacyjni: przeciętny konsument to jest gość!

Czy klient, który niekoniecznie jest prawnikiem, miał prawo przypuszczać, że w umowie coś jest nie tak? Być może i miał, ale czy to zwalnia bankowców z odpowiedzialności za urzeźbienie umowy co najmniej nieprecyzyjnej? I ewentualnie w jakiej części mogłoby ich zwalniać?

To zagadnienie bywa rozważane na salach sądowych. Jakiś czas temu jeden z sędziów w sądzie rejonowym zapytał europejski trybunał TSUE czy ochrona wynikająca z europejskiej Dyrektywy 93/13 (tej, która mówi o warunkach uczciwej umowy i skutkach abuzywności) przysługuje każdemu konsumentowi, czy też tylko konsumentowi właściwie poinformowanemu, dostatecznie uważnemu i rozsądnemu?

Prawnicy korporacyjni mają dość głęboko wbite w głowie przekonanie, że to nie oni są winni wciskania kitu klientowi, lecz to klient jest winien temu, że dał się nabrać. Ot, po prostu nie był wystarczająco bystry, uważny, nie starczyło mu kompetencji. A skoro tak, to niech cierpi.

Niedawno w moje ręce wpadło orzeczenie Komisji Etyki Reklamy, która rozważała problem czy klient mógł się poczuć wprowadzony w błąd reklamą samochodu. Reklama – wiadomo – ma przedstawiać wyłącznie dobre strony reklamowanego produktu (a rozsądny konsument powinien wiedzieć, że produkt ma też słabsze punkty). Ale źle się dzieje, jeśli w reklamie mówi się tak, żeby odbiorca niekoniecznie zrozumiał o co chodzi.

Nie chciałbym w tym miejscu wchodzić w szczegóły sporu o reklamę. Ogólnie powiem tylko, że chodzi o samochody hybrydowe i o przekaz, że niektóre z nich umieją się ładować w czasie jazdy lepiej, niż inne. Więcej szczegółów znajdziecie tutaj.

Zwróciłem w tej sprawie uwagę na pewien drobiazg: argumentację prawników koncernu motoryzacyjnego Toyota, którzy przedstawili definicję konsumenta. Trzymajcie się fotela, bo po lekturze tego kawałka może się okazać, że jesteście konsumentami niedorobionymi.

„Analizując zaskarżoną reklamę należy mieć także na uwadze, że – zgodnie z obowiązującymi zasadami – jako jej odbiorca powinien być przyjmowany tzw. przeciętny konsument. Przeciętnym konsumentem jest konsument, który jest dobrze poinformowany, uważny i ostrożny, konsument zorientowany w zasadach prowadzenia reklamy i konstruowania przekazów reklamowych. Jest to osoba nie-naiwna, krytyczna. Bez wątpienia przeciętny konsument — w tym odbiorca reklamy Toyota — nie ma problemu z odróżnieniem zwykłego napędu hybrydowego od napędu hybrydowego typu plug-in”

No i co powiecie? Ażeby nazwać kogokolwiek z Was typowym, przeciętnym konsumentem, musicie spiąć pośladki nie lada i się ostro postarać. Musicie się dobrze poinformować o wszystkim, co odbieracie, zasysacie, podpisujecie, o czym decydujecie. Musicie być uważni i ostrożni. Oczywiście również zorientowani w tym, jak wygląda konstruowanie przekazu reklamowego (czyli najpewniej powinniście być po studiach z marketingu).

Oczywiście: prawnik sam tego nie wymyślił. W prawie polskim istnieje definicja przeciętnego konsumenta, a nawet chyba jest takowa w ustawodawstwie europejskim. Ale czasem aż głupio się na nią powoływać, żeby uzasadniać, że to wina konsumenta, że dał się wprowadzić w błąd.

Oni mogą wszystko, a Wy musicie być krytyczni, uważni, dobrze poinformowani…?

Nie macie prawa być naiwni. Musicie być krytyczni. Czyli w sumie wychodzi na to, że nie ma znaczenia co korporacje Wam podsuną do podpisu, co Wam naopowiadają w reklamie, jakie dyrdymały zawrą w dokumentach objaśniających produkt. To klient-konsument ma być krytyczny i nie wierzyć w to, co Wy tam napisaliście. Ma być uważny i ostrożny i dobrze poinformowany. Na tyle dobrze, żeby sam się zorientował, iż próbujecie go wprowadzić w błąd.

Tak się zastanawiam: czy taki uważny, ostrożny, dobrze poinformowany, nie-naiwny i krytyczny konsument istnieje naprawdę czy tylko w wyobraźni korporacyjnych prawników? Nawet nie o to chodzi: nie przeszkadzałyby mi wysokie wymagania wobec tzw. typowego konsumenta, o ile nie byłyby wykorzystywane jako wytłumaczenie do oferowania skomplikowanych, nieczytelnych umów z haczykami i emitowania reklam wprowadzających w błąd.

źródło zdjęcia tytułowego: Siora Photography/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tomasz
3 miesięcy temu

Gdyby autor artykułu zdobył się na pewien wysiłek i przed napisaniem tekstu sprawdził źródła, przekonałby się, że w prawie polskim istnieje definicja przeciętnego konsumenta (w ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym). Powiela ona definicję zamieszczoną w dyrektywie Unii Europejskiej (2005/29/WE). Czy można traktować jako wymysł prawników stosowanie pojęć określonych w obowiązujących przepisach? Czy autor wie, że w sprawach dotyczących reklam definicję przeciętnego konsumenta stosuje się w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości EU oraz polskich sądow?

Tekst ten traktuję jako smutny przyczynek do warsztatu dziennikarskiego na tym portalu. Dużo emocjonalnych wypowiedzi, pośpieszny opis tematu, mało merytorycznego podłoża.

Jacek
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Co istotne ta definicja może być wykorzystywana w kontekście zarzutów wynikających z ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Nie ma uzasadnienia powoływanie się na nią w kontekście postanowień niedozwolonych ( a to główna podstawa roszczeń frankowiczów) bo tu właściwa jest definicja konsumenta z kodeksu cywilnego, nie wprowadzająca innych kryteriów oceny statusu niż brak związku z działalnością zawodową lub gospodarczą.

Marek
3 miesięcy temu

Ale najśmieszniejsze jest to, że gdy taki „przeciętny konsument” próbuje dyskutować z instytucją np. bankiem czy firmą ubezpieczeniową to ze strony instytucji od razu pojawia się argumentacja, że na dany produkt lub usługę nie narzeka 90% osób więc problem jest nie z instytucją tylko z kłótliwym klientem.

Tomek
3 miesięcy temu

„Nad tym wszystkim wisi zagadnienie najważniejsze: kto ponosi winę za to, że klientom zaoferowano kredyt zbyt ryzykowny i zbyt nieprecyzyjnie skonstruowany, by dziś mógł być uznany za zgodny z prawem?”

Już widzę te tłumy frankowiczów „walące” do sądu po unieważnienie umowy kredytowej gdyby kurs franka wynosił 1 zł. Tylko najwięksi szmaciarze i cwaniacy tłumaczą się niewiedzą. Jakim idiotą trzeba być żeby przed wzięciem kredytu w obcej walucie nie zerknąć na historyczne kursy innych walut? Przykład dolara jest właśnie z tamtych czasów.

Hieronm
3 miesięcy temu
Reply to  Tomek

> Już widzę te tłumy frankowiczów „walące” do sądu po unieważnienie umowy kredytowej
> gdyby kurs franka wynosił 1 zł. 

Nie, nie, wtedy akurat zobaczyłbyś tłumy bankowych prawników wnioskujących o unieważnienie umów.

Frankus Helveticus
3 miesięcy temu
Reply to  Hieronm

Ale po co? Wystarczyłoby – zgodnie z 'umową', żeby kurs CHF w tabeli banku wynosił 2,5071. Bo jest to zapisane w większości umów, że może tak być.

krzyszp
3 miesięcy temu
Reply to  Tomek

„Już widzę te tłumy frankowiczów „walące” do sądu po unieważnienie umowy kredytowej gdyby kurs franka wynosił 1 zł”
Jak zdarta płyta te same teksty tłumaczące PRZESTĘPSTWO banków… Serio, nadal tak trollujecie???

Tomek
3 miesięcy temu
Reply to  krzyszp

Na ile masz oprocentowany kredyt „biedny” frankowiczu? Na 0% czy na 0,01%? Pracodawca oczywiście wypłacał ci wynagrodzenie we frankach, prawda? 😀

Jacek
3 miesięcy temu

To ja opowiem ze swoich doświadczeń, jako że niedawno założyłem firmę więc moje dane kontaktowe stały się sprawą publiczną. Otóż telefonuje do mnie konsultantka pewnej sieci telefonicznej: Panie Jacku, świetna oferta itd.. Dobrze przyjrzyjmy się Pani obiecuje umowę na 24 miesiące (w tym 6 miesięcy po złotówce),tylko dzięki tym 6 miesiącom „gratis” telefon w dobrej cenie czyli podobnej jak na rynku – ale u operatora powiedzmy, że jest „rozłożony na raty”, abonament też dość ok. I teraz zaczynają się schody które utwierdziły mnie w przekonaniu, że Pani kłamie w żywą słuchawkę (bo nie oczy).. Proszę Panią o podsumowanie oferty (ja… Czytaj więcej »

krzyszp
3 miesięcy temu
Reply to  Jacek

U mnie standardowa odpowiedź – zgłaszam że ja też nagrywam, od roku nie mam takich telefonów…

Jacek
3 miesięcy temu

Wnioski: lepiej być mądrym niż głupim, bardziej poinformowanym niż niekompetentnym, bardziej ostrożnym niż brawurowym, bardziej oszczędnym niż rozrzutnym i po prostu nie dawać się „robić w konia”. Nie współczuję frankowiczom!!! Na pewno 90% z nich wiedziało na co się pisze (i podśmiewało się w duchu z kredytobiorców złotówkowych-wiem to z opowiadań). Nie mogę po prostu wyobrazić sobie jak można być tak naiwnym (i chciwym ?) i brać na siebie dziesiątki lat zobowiązania spłaty kredytu bez rozpatrzenia wszelkich scenariuszy rozwoju sytuacji !!! (t.j kursy CHF/PLN w tym przypadku). Czy teraz wszyscy klienci banków maja za to zapłacić w przypadku pozytywnej dla… Czytaj więcej »

Hieronm
3 miesięcy temu
Reply to  Jacek

> Czy teraz wszyscy klienci banków maja za to zapłacić w przypadku pozytywnej dla
> frankowiczów decyzji SN?

Ależ nie, zapłacić powinni ci, którzy w imieniu banków podejmowali decyzje. Proste.

Hieronm
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jak to się mówi: widziały gały, co dawały 😉

Nottenick
3 miesięcy temu
Reply to  Hieronm

Kto w imieniu banku podejmował za klientów decyzje żeby wziąć kredyt w tańszych ale ryzykownych CHF zamiast droższych ale bezpieczniejszych PLN? Jeżeli ktoś faktycznie imieniu banku podjął za frankowiczów taką decyzję to absolutnie sie z tym zgadzam, oni powinni za to zapłacić.

Jancio
2 miesięcy temu
Reply to  Nottenick

Problem w tym, że po kilku latach spłacania kredyty powiązane z kursami CHF okazały się znacznie droższe niż te niby wcześniej droższe kredyty złotowe. Ale o tym wiedzą tylko kredytobiorcy „frankowi” (cudzysłów, bo nie było żadnej wymiany walut między bankami a kredytobiorcami) którzy zauważyli, że do tradycyjnego oprocentowania swojego kredytu (w 2006 r. 1,5 do 2,5% marży banku + LIBOR3M) bank dokłada spread w dowolnie przez siebie ustalanej wysokości (nielegalny zresztą, skoro między bankiem a kredytobiorcą nie było wymiany walut). W znanym mi przypadku (kredyt 200 kzł. na 14 lat, raty stałe) spread przy uruchomieniu kredytu wynosił ok.6 kzł. (co… Czytaj więcej »

Last edited 2 miesięcy temu by Jancio
Ppp
3 miesięcy temu

Jeśli strony są sobie równe (biznes-biznes, prywatny-prywatny), to zawodzi ten, kto nie czyta umowy lub jej nie rozumie. Jeśli jednak mamy profesjonalistę i prywatnego klienta, to STRONY NIE SĄ RÓWNE. W takim przypadku obowiązkiem profesjonalisty jest zadbać o interesy obu stron, a nie zwalać winę na klienta. Oczywiście jest pewien podstawowy poziom, który klient musi ogarniać – np. fakt konieczności spłacania kredytu przez określoną ilość lat. Jeśli jednak wysokość raty wynika z indeksacji czegoś zależnego od współczynnika, który jest zależny od kolejnego czynnika w stopniu zmiennym, zależnym od kolejnego czynnika… W takim przypadku całość winy spada na profesjonalistę, który nie… Czytaj więcej »

Nottenick
3 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Zauważ jednak, że nawet gdyby w owym czasie banki musiałyby przeprowadzać obowiązkowe ankiety i testy dla klientów typu „czy masz wystarczająco eksperdzką wiedzę ekonomiczną by skorzystać z tego skomplikowanego produktu kredytowego” to zaraz w sieci pojawiłyby się ściągi i tutoriale jak te testy przejść i obejść. Potem byłoby chwalenie na fejbuczkach „uff… udało sie oszukać bank, testy wiedzy ekonomicznej rozwiązane na 98%, dostałem kredyt w CHF, hurra!”. A i tak taki frankowicz nie zrozumiał co podpisał, ważne że dostał taniej to co inni mają drożej.

krzyszp
3 miesięcy temu

Mnie rozbraja zdanie „Prezentowane wyliczenie nie jest ofertą” czyli czym jest? Jawnym oszustwem?
IMHO takie praktyki powinny być zabronione…

Adam S.
3 miesięcy temu

To jakaś „pro-klienckość” level max. Po co kupować w taki firmach?

To jakby korzystać z fiat money gdy mamy bitcoina. Bez sensu.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!