Pan Marcin chciał odzyskać część prowizji związaną z nadpłaconym kredytem. I – jak to często bywa – popadł w spór z bankiem, który uznał, że żaden zwrot się nie należy. Kontrowersje wzbudza nie tylko meritum sporu. Na łopatki położyło mnie uzasadnienie, które przygotował bank na potwierdzenie tezy, że prowizja przygotowawcza musiała zostać pobrana (i że jest bezzwrotna)
Jak wiadomo, od dobrych kilku lat obowiązuje w Polsce prawo, które zobowiązuje banki do zwracania proporcjonalnie części prowizji i składek ubezpieczeniowych pobranych w związku z kredytem, o ile klient zwrócił pieniądze przed terminem. Jeśli więc prowizja za udzielenie kredytu wyniosła 200 zł, a obliczony na dwa lata kredyt spłaciłem po roku – przysługuje mi 100 zł zwrotu. Regulacja dotyczy kredytów konsumenckich.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Pan Marcin ma kredyt hipoteczny w Santander Banku. Na początku tego roku dokonał znacznej nadpłaty tego kredytu (obejmowała prawie 30% pierwotnego zobowiązania), a jednocześnie skrócił okres kredytowania z 12 lat do 6 (co oznaczało, że ma już tylko 4 lata do „wolności”). Czytelnik postanowił odzyskać część kosztów poniesionych w związku z zaciągnięciem kredytu. Jakkolwiek kredyt hipoteczny nie jest kredytem konsumenckim, to pan Marcin uznał, że obejmuje go inna, lecz podobna regulacja, czyli art. 39 ust. Ustawy o kredycie konsumenckim. Czytelnik dokopał się do takiej oto interpretacji tego przepisu przedstawionej przez UOKiK:
„Art. 39 ust. 1 ustawy o kredycie hipotecznym należy rozumieć w ten sposób, że w przypadku spłaty kredytu hipotecznego przed terminem określonym w umowie o kredyt hipoteczny obniżeniu ulegają wszystkie możliwe koszty takiego kredytu mieszczące się w pojęciu całkowitego kosztu kredytu, niezależnie od ich charakteru i niezależnie od tego, kiedy koszty te zostały faktycznie poniesione przez kredytobiorcę, przy czym redukcja kosztów ma charakter proporcjonalny, tj. odnosi się do okresu od dnia faktycznej spłaty kredytu do dnia ostatecznej spłaty określonej w umowie”.
Pan Marcin, uzbrojony w przepis oraz jego interpretację sporządzoną przez poważny państwowy urząd, udał się do banku po pieniążki. Ale odbił się od ściany. A właściwie od wściekłego, hiszpańskiego byka (który nie lubi, gdy spada mu rentowność kredytu hipotecznego).
„W związku z ww. stanowiskiem prezesa UOKiK złożyłem do banku Santander wniosek o zwrot części prowizji związanej z uruchomieniem kredytu. Bank jednak wniosek odrzuca. W skrócie mówi, że nie uznaje stanowiska prezesa UOKiK jako reprezentującego prawo, które instytucja finansowa ma respektować”
– skarży się czytelnik. Bank uznał, że przedstawiona przez klienta interpretacja przepisu – podobnie jak ta, którą ma UOKiK – jest nieprawidłowa. I, najwyraźniej, jest skłonny bronić swojego stanowiska w sądzie. Jakie ma argumenty?
„Nie możemy uznać Pana reklamacji. Prowizja za udzielenie kredytu obejmuje nasze czynności, które podjęliśmy przed tym, zanim podpisał Pan umowę o kredyt. (…) Prowizja jest kosztem jednorazowym i nie jest związana z długością okresu kredytowania (…). W treści pisma powołuje się Pan na stanowisko Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (…). Informujemy, iż przedstawiona przez Prezesa UOKiK interpretacja nie ma mocy wiążącej dla uczestników rynku finansowego (…) Podkreślamy również, iż interpretacja przyjęta przez Prezesa UOKiK nie jest wiążącą dla sądu”.
W związku z tym bank – oczywiście szanując pogląd wyrażony przez UOKiK, nie zgadza się z jego interpretacją przepisu. A to oznacza, że nie ma też podstaw do zwrotu części prowizji przygotowawczej. Pismo zostało podpisane przez starszą specjalistkę ds. reklamacji w Centrum Obsługi Reklamacji i Zapytań Santander Bank Polska. Sprawa jest więc taka, że według banku prowizja przygotowawcza nie jest częścią kosztu kredytu, tylko jednorazową – niepowiązaną w żaden sposób z długością kredytowania – opłatą za przygotowanie umowy.
Na pierwszy rzut oka to wygląda logicznie. Przychodzę do banku, chciałbym wziąć kredyt, a bank mi przygotowuje umowę. Potem mi ją podsuwa do podpisu. Kosztem kredytu mogą być więc odsetki, jakieś ubezpieczenia powiązane z tym kredytem oraz opłaty związane z okresem kredytowania. Ale przygotowanie umowy nie jest kosztem kredytu, bo w momencie, gdy koszty jej przygotowania są ponoszone, nie wiadomo w ogóle, czy klient ją podpisze.
Są jednak i argumenty, które tę logikę łamią. Jeśli prowizja przygotowawcza nie jest powiązana z umową, to dlaczego nie płaci się jej na samym początku, w momencie gdy bank zaczyna procesować wniosek o kredyt? Jeśli nie podpiszę umowy kredytowej, to nie płacę prowizji przygotowawczej, a więc ona jednak jest powiązana z kredytem, a nie z przygotowaniem do niego.
Najciekawszy fragment odpowiedzi, którą przygotował bank na wniosek klienta, zostawiłem na koniec. Otóż bank tłumaczy klientowi, iż poniósł niezależne od długości kredytowania koszty. I że pracownicy banku wykonali następujące czynności:
„Przedstawiliśmy ofertę, dopasowaliśmy produkt kredytowy do Pana potrzeb, zweryfikowaliśmy wstępnie maksymalną dostępną kwotę kredytu, przedstawiliśmy Panu warunki kredytu, koszty i RRSO, zasady i terminy spłat, stopę oprocentowania i zasady jej zmiany, przygotowaliśmy formularz informacyjny, sprawdziliśmy informacje o Panu w bazach wewnętrznych i zewnętrznych, wyliczyliśmy Pana zdolność kredytową, sprawdziliśmy nieruchomość proponowaną jako zabezpieczenie kredytu, podjęliśmy decyzję kredytową, przygotowaliśmy dokumentację kredytową i dokumentację dotyczącą zabezpieczeń, wyjaśniliśmy zapisy zawarte w projekcie umowy kredytowej”.
Grubo, nieprawdaż? Bank życzy sobie opłaty – niezależnej od okresu kredytowania i pobranej przed podpisaniem umowy – za to, że m.in. przedstawił ofertę (wow, sprzedawca na straganie też powinien brać opłatę za to, że przygotował półki i wstawił na nie pomidorki). I za to, że dopasował produkt do potrzeb klienta (wow, można by pomyśleć, że to zwykła uczciwość kupiecka to nakazuje, a tu wychodzi na to, że w bankach za „przygotowanie towaru do potrzeb klienta” się płaci).
Bank Santander życzy też sobie opłaty przygotowawczej za to, że przedstawił klientowi koszty kredytu (wow, sprzedawca na straganie też powinien brać opłatę za to, że wystawił cenę na wywieszce, czyli że zastosował się do obowiązującego w Polsce prawa). I za to, że wyliczył zdolność kredytową oraz sprawdził klienta w bazach BIK i BIG (wow, sprzedawca na straganie powinien brać opłatę za to, że podłączył do prądu kasę fiskalną). Jak również za to – trzymajcie się poręczy – że podjął decyzję kredytową. To tak jakby sprzedawca na straganie żądał dodatkowej opłaty za to, że podjął decyzję o sprzedaniu klientowi pomidorów.
Wiem, że trochę przejaskrawiam. Ale w sklepie takie rzeczy jak przygotowanie półek, ułożenie towaru, wyrzucenie tego, który jest popsuty, włączenie do prądu kasy fiskalnej, jak również wystawienie ceny za dany towar oraz „podjęcie decyzji o obsłużeniu klienta” – one są wliczone w cenę. Ale gdyby Santander Bank był straganem na warzywniaku, to każdy klient musiałby wiedzieć, że za to jest „opłata przygotowawcza”. Ludzie, pogrzało Was? Prowizja przygotowawcza za to, że podjęliście decyzję, że chcecie zarobić pieniądze? I to nie byle jakie, patrząc na odsetki od kredytów?
—————
Posłuchaj nowego odcinka podcastu „Finansowe sensacje tygodnia”
W najnowszym, 118. odcinku „Finansowych sensacji tygodnia” Maciej Danielewicz (debiut w roli prowadzącego) rozmawia z Przemysławem Gerschmannem, doradcą zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, o kondycji i perspektywach rozwoju warszawskiej giełdy oraz o tym, jak powinien zachować się inwestor indywidualny w tak trudnych czasach, jakie dziś mamy. Przemysław Gerschmann od wielu lat jest też aktywnym inwestorem. W podcaście opowiada o swojej długoterminowej strategii inwestycyjnej i o ewolucji, jaką ona przeszła: od inwestowania na bazie analizy fundamentalnej po inwestowanie pasywne. Bo – jak mówi Gerschmann – w inwestowaniu kluczowy jest czas. Zapraszamy do odsłuchania pod tym linkiem!
—————
Zapisz się do „Niezbędnika Bezpieczeństwa Finansowego”
Witaj, tu Maciek Samcik, dziś mam dla Ciebie propozycję udziału w wyjątkowym przedsięwzięciu. Wspólnie z Tomkiem Piekielnikiem, doradcą podatkowym, inwestorem i ekonomistą, przygotowujemy „Niezbędnik Bezpieczeństwa Finansowego„. To zestaw mini-poradników, z których dowiesz się:
- jak ochronić oszczędności przed inflacją i kryzysem,
- jak poszczególne sposoby inwestowania poradzą sobie w kryzysie,
- co naprawdę dzieje się w finansach Polski i świata i czym to grozi dla Twojego portfela,
- czy dziś jest dobry moment do inwestowania i jak ograniczyć do minimum ryzyko.
Po dołączeniu do „Niezbędnika Bezpieczeństwa Finansowego” przygotujemy Cię na turbulencje w świecie finansów i odpowiemy na najważniejsze pytania, które Cię nurtują.
Jeśli zapiszesz się do udziału w naszej akcji edukacyjnej, otrzymasz bezpłatnie:
- pakiet mini-poradników, które będziemy wysyłać Ci codziennie – na zmianę z Tomkiem;
- zapisy wideodyskusji w inwestycyjnym ringu: Samcik vs. Piekielnik, dotyczących tematów, które nas dzielą jeśli chodzi o lokowanie oszczędności;
- bezpłatną wejściówkę na webinarium, w którym opowiemy o akcjach, obligacjach, nieruchomościach, złocie, kryptowalutach w czasie kryzysu oraz przedstawimy nasze pomysły na antykryzysowy portfel inwestora;
- COŚ specjalnego na koniec cyklu.
Dlaczego warto? To wyjątkowe przedsięwzięcie, ponieważ mamy z Tomkiem Piekielnikiem zupełnie inne style inwestowania. Już przygotowując program „Niezbędnika…” pokłóciliśmy się z pięć razy. Mamy różne poglądy na inwestowanie w akcje, obligacje, inaczej widzimy nieruchomości w naszych portfelach – dużo nas dzieli, ale i trochę łączy. Będziesz mógł wybrać z naszych sposobów na ochronę majątku i oszczędności przed kryzysem to, co najbardziej Ci pasuje.
Osobiście uważam, że zanosi się na porządną, ale inspirującą i bardzo ciekawą dla Ciebie awanturę o inwestowanie w kryzysie oraz o sposoby na ochronę majątku w trudnych czasach. Wiesz, że tam, gdzie jest Samcik, tam jest jakość, konkret i dobra robota, więc nie przegap okazji. Zapisz się do akcji teraz i nie przegap żadnego miniporadnika!
Do usłyszenia, zobaczenia i poczytania (mam nadzieję!)
————-
Boisz się inwestowania? Skorzystaj z bankowych promocji
Obawiasz się inflacji? Zastanawiasz się, co zrobić z pieniędzmi leżącymi w banku na 0,00001%? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – to aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać na bankach:
>>> Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów
>>> Ranking najlepszych kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?
>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek? I co trzeba zrobić w zamian?
—————
zdjęcie: Renata Vanaga/Unsplash

