9 lipca 2019

Ta prowizja jest niczym bomba z opóźnionym zapłonem. Dzięki niej bank może zarobić krocie, nawet jeśli nie płacisz za konto i kartę

To jedna z najbardziej zdradliwych usług dołączanych do konta osobistego. Nawet jeśli nie płacisz za konto i kartę oraz nie bierzesz kredytów, dzięki niej bank może zarobić na tobie godziwe pieniądze. Prowizja nadchodzi rzadko, ale za to uderza niczym tajfun. Ostatnio uderzyła we mnie

Kilka dni temu zobaczyłem na swoim smartfonie powiadomienie o tej prowizji. Niemałej. 240 zł zniknęło z mojego konta w jednej sekundzie jak kamfora. Bolało, zwłaszcza że korzystam z konta, które w zasadzie nic nie kosztuje. Prowadzenie rachunku bieżącego i oszczędnościowego jest za darmo, karta bankomatowa – w gratisie, wypłaty z bankomatów w kraju – za free, karta kredytowa spłacana w terminie – bez opłat.

Mógłbym żyć w przekonaniu, że mój bank do mnie dopłaca, bo korzystam z wielu jego usług, a on za nic nie bierze ode mnie pieniędzy. Oczywiście: to nie do końca tak. Jeśli wydaję kartą np. 4000 zł miesięcznie, to bank zarabia 20 zł na prowizjach, które pobiera od sklepów za akceptowanie kart. A jeśli założę lokatę na 1%, to bank dzięki niej kreuje kredyt innemu klientowi i na nim zarabia.

Ale to już inżynieria finansowa, która nie musi mnie wcale obchodzić. Z mojego punktu widzenia bank jest całkiem za darmo. Do czasu, aż nie pobierze tych 240 zł. Za co?

Otóż za debet, limit odnawialny, pozwalający mi zejść pod kreskę z codziennymi wydatkami. Instrument o tyle użyteczny, że daje spokój wydawania pieniędzy niezależnie od terminów wpływu na konto wynagrodzenia. W większości banków taka linia kredytowa jest tańsza od kredytu gotówkowego oraz innych popularnych sposobów na łatanie chwilowych dziur w domowym budżecie.

W moim przypadku ów limit odnawialny się przydaje. Mam wysokie, acz nieregularne dochody i raz moje konto ugina się pod ciężarem gotówki, a raz świeci pustkami. Dlatego o prowizję za debet w wysokości ponad 2% od przyznanego limitu pretensji nie mam.

Ale kilka dni wcześniej w podobnej sprawie pisał do mnie czytelnik, który też został „ubrany” przez bank w limit odnawialny, tyle że znacznie większy od mojego. W banku powiedzieli mu, że warto mieć taki pieniądz „awaryjny” na wszelki wypadek. I że za przyznanie limitu nie biorą żadnych pieniędzy. I że jeśli limit będzie nie wykorzystany – to też nie będą pobierali od niego odsetek.

Nie powiedzieli tylko jednego: że trzeba będzie zapłacić prowizję za przedłużenie finansowania. Czyli po upływie pierwszego roku. I że limit będzie się automatycznie rolował na kolejny rok, czyli nikt mojego czytelnika nie będzie pytał czy nadal go chce. Po prostu raz w roku bank będzie naliczał mu prowizję od kontynuacji. W jego przypadku: 400 zł.

Czytaj też: Bank się na niego uwziął. Bezumowne debety, ale jak to możliwe?

Czytaj też: Szybcy i wściekli. I nierentowni. Dlatego bank wprowadza ograniczenie prędkości. I stawia tam znak

Czytelnik – z tego, co opowiada – nie jest żadnym finansowym krezusem. Owszem, dochody ma większe, niż średnia krajowa, ale nie aż tak znowu duże, żeby nie zauważyć, że z konta znika mu 400 zł. Zauważył więc i go zabolało. Tym bardziej, że z debetu albo nie korzysta, albo czyni to tylko okazjonalnie, na niewielką skalę. A procentowa prowizja dotyczy całego przyznanego finansowania, a nie jego wykorzystanej części (od niej osobno płaci się odsetki).

Mechanizm bomby zegarowej polega na tym, że jeszcze do niedawna banki same wciskały klientom takie linie kredytowe. Za darmo. Klienci brali, bo jak bank daje to czemu sobie nie zapewnić dodatkowego cash-flow na czarną godzinę? A od jakiegoś czasu bankowcy, przeglądając możliwości zwiększenia dochodów z prowizji, przychodzą do klientów i każą sobie za to dobrodziejstwo płacić.

Jeśli ktoś nie zauważy dodatkowej prowizji za kredyt odnawialny, to może mieć spory ból głowy. Wszystkie standardowe opłaty za konta, karty, bankomaty to pikuś w porównaniu z idącymi w setki złotych rocznie prowizjami za kredyt podpięty do konta. Zwłaszcza jak ktoś, w odruchu entuzjazmu, że bank tak bardzo mu ufa, wziął swego czasu limit znacznie przekraczający faktyczne potrzeby.

Proponuję, by każdy z Was zainteresował się tym czy w rachunku macie przyznany debet i w jakiej wysokości. Jeśli faktycznie tej usługi potrzebujecie i z niej korzystacie – tak jak ja – to w porządku. Ale jeśli macie limit odnawialnie nienaturalnie wysoki i nie zdarza się, byście go wykorzystywali w większym stopniu, niż 10%, to pamiętajcie, że prawdopodobnie w drodze jest prowizja.

Dzięki niej banki zarabiają znacznie więcej, niż na jakiejkolwiek innej usłudze (wyłączając może luksusowe karty kredytowe i kredyty).

Czytaj też: Jesli konto wspólne, to i wszystkie karty wspólne. Nawet jeśli to nieprawda

 

15
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
9 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
Maciej SamcikDominikParadoksJanusz z wąsem - wyborca PiSSrogi bankster Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Don Q.
Gość
Don Q.

Polecam karty kredytowe…

Tomasz
Gość
Tomasz

Polecam zbudowanie poduszki finansowej…

Jurek
Gość
Jurek

Dokładnie

Don Q.
Gość
Don Q.

I co, trzymać te 10-50 kzł na nieoprocentowanym ror? Trochę szkoda, np. 30 kzł na 2,7% daje 55 zł odsetek miesięcznie… Można taką „poduszkę” mieć na dobrze oprocentowanym koncie oszczędnościowym (zamiast blokować na lokacie terminowej), ale to i tak wiąże się z ograniczeniami, typu możliwość bezpłatnego wylania środków raz w miesiącu lub konieczność pilnowania, by saldo na ror za bardzo nie spadło — tu można pochwalić niektóre banki, które w apce umożliwiają przelanie środków z ko na ror nawet bez logowania się, w ostateczności można to zrobić nawet przy sklepowej kasie. Ale wygodniej mieć limit w koncie. A jeszcze wygodniej… Czytaj więcej »

Janusz z wąsem - wyborca PiS
Gość
Janusz z wąsem - wyborca PiS

> A jeszcze wygodniej — kartę kredytową

Jak dla kogo. Banki świetnie zarabiają na kartach kredytowych, a jednak w internecie mamy dziwną nadreprezentację tych, którzy na takiej karcie zarabiają i raczej rzadko wypowiedzi klientów, którzy latami nie mogą spłacić karty. Zachwalasz kartę kredytową, ktoś weźmie i wpadnie w długi, ale nie masz z tym nic wspólnego, prawda?

Don Q.
Gość
Don Q.

Chyba nie zauważyłeś, że „zachwalam” karty kredytowe: 1) jako lepsze od odnawialnego limitu w koncie; 2) w komentarzu pod którym piszesz — jako uzupełnienie do poduszki finansowej w formie dobrze oprocentowanego konta oszczędnościowego. 1. Uważasz, że na limicie odnawialnym banki nie zarabiają? A klienci nie mogą wpaść w długi? A może trollujesz dla banku, który w ofercie ma tylko limity, a nie ma kart kredytowych? A może dla firmy pożyczkowej? 2. Oczywiście, że karta kredytowa nie jest produktem dla każdego. Moim zdaniem podstawowa zasada, to mieć łatwo dostępną poduszkę finansową (np. pieniądze na koncie oszczędnościowym) w kwocie nie mniejszej, niż… Czytaj więcej »

Paradoks
Gość
Paradoks

A co to znaczy „wpadnie w długi”? Bank go zmusi do wydawania i niespłacania całości wyciągu w terminie? Zakładamy, że mamy do czynienia z dorosłymi ludźmi, argument z „wpadaniem w długi” może dotyczyć dziecka albo osoby z ograniczoną poczytalnością, wszyscy inni sami powinni odpowiadać za to, co robią. I w tym kontekście i debet w koncie, i karta kredytowa to są po prostu narzędzia. Jak młotek. Czy ktoś ma pretensje do sprzedawcy młotka, że się nim użytkownik uderzył w głowę? Czy może zakładamy, że większość społeczenstwa to intelektualnie opóźnieni, którzy nie potrafią zastosować się do zasad, które można streścić w… Czytaj więcej »

maria
Gość

To mają bardzo dobrą metodę

Srogi bankster
Gość
Srogi bankster

Najwygodniejsza i najtańsza jest karta kredytowa. Najprostsze wydawane są za darmo a roczna opłata oscyluje w okolicach 50-100zl. W dodatku robiąc określony obrót banki zwalniają z tej rocznej opłaty. Taki minimalny roczny obrót to 10000-15000zl. Przy założeniu, że taką kartą nie wydajemy więcej niż 60% naszych miesięcznych dochodów mamy darmowy kredyt. Na przykład mamy kartę z limitem 20000 zł i miesięcznie wydajemy powiedzmy 2000 zł. Jeżeli mamy kartę w banku w którym mamy też konto możemy ustawić automatyczną spłatę na 100% tego co wydaliśmy. Tym sposobem spełniamy warunek bezplatnosci karty, a jednocześnie mamy dodatkowe środki na nieprzewidziane wydatki. Jeżeli ktoś… Czytaj więcej »

Janusz z wąsem - wyborca PiS
Gość
Janusz z wąsem - wyborca PiS

Trochę dziwne, że na „darmowych kredytach” bank najlepiej zarabia – mistyka finansów? Fajnie, że się orientujesz, ale jak widzimy w artykule, nawet najsprytniejszych bank potrafi załatwić prowizją z kosmosu – w końcu za to płacą swoim pracownikom, żeby wymyślali nieprzewidywalne prowizje. Dziwne, że nikt już nie pisze o prestiżu, a przecież jeszcze niedawno posiadanie karty kredytowej to był wspaniały prestiż i awans społeczny. Argument już nie działa? No cóż, zawsze zostaje nieśmiertelny „wynajem samochodu za granicą”, kredyt na zakupy w spożywczym, kredyt na piwo oraz kredyt na przejazd komunikacją miejską czy też taksówką

Don Q.
Gość
Don Q.

„Fajnie, że się orientujesz, ale jak widzimy w artykule, nawet najsprytniejszych bank potrafi załatwić prowizją z kosmosu – w końcu za to płacą swoim pracownikom, żeby wymyślali nieprzewidywalne prowizje”
— ja też „się orientuję”, co objawiało się m.in. tym, że nawet w necie już dawno ostrzegałem przed doładowywaniem Revoluta z kk Citi Handlowego — dla osób „zorientowanych” ta prowizja nie była „nieprzewidywalna”.

Paradoks
Gość
Paradoks

Są już na rynku bardzo proste karty bez żadnej opłaty rocznej czy obowiązkowych ubezpieczeń, gdzie bank zarabia wyłącznie na interchange, a klient (jeśli myśli…) nie płaci żadnych prowizji i odsetek.

Janusz z wąsem - wyborca PiS
Gość
Janusz z wąsem - wyborca PiS

Klasyka. Niby korzystne i bezpłatne/tanie, a w efekcie klient płaci 240 zł za nic. Płacenie własnymi pieniędzmi ma jednak sporo zalet, a dramatyczny brak płynności finansowej i tak się zemści prędzej czy później. Chociaż trochę zazdroszczę ludziom, którzy oczekują wspaniałych dochodów w przyszłości – mnie nic takiego nie czeka

Dominik
Gość
Dominik

Problem leży w trochę innym miejscu. Karty kredytowe i debety w koncie są nam przedstawiane przez banki jako idealny środek na wszelkie „nieprzewidziane sytuacje życiowe”. A to najprostsza droga do kłopotów finansowych. Gdzieś kiedyś czytałem, możliwe, że nawet tutaj na blogu, że karta kredytowa powinna służyć do wydawania tych pieniędzy, które się ma, a nie tych, których się nie ma. W moim przypadku sprawdza się to bardzo dobrze. Kartą kredytową płacę nawet za bułki w piekarni. A okres bez odsetkowy pozwala mi wyciągnąć te kilka złotych więcej z konta oszczędnościowego i lokat. Mając kartę kredytową nie widziałem nigdy sensu w… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin