24 kwietnia 2019

Polskie banki z lenistwa ułatwiają przestępcom oszukiwanie klientów? „Nie możemy sprawdzić nic poza numerem konta.” Uwaga, idą zmiany!

Polskie rachunki bankowe są coraz odważniej wykorzystywane przez międzynarodowych cyberprzestępców. KNF zdaje się nie widzieć problemu. Główny Inspektor Informacji Finansowej nie potrafi określić jego skali. Prokuratura zaś twierdzi, że… nie ma interesu w tym, żeby ścigać sprawców. Jeśli tak ma wyglądać walka z cyberprzestępczością, to sukcesu nie wróżę

Jednym z dobrze znanych sposobów na okradanie klientów banków – najczęściej firm – jest wysłanie e-mailem oszukańczej wiadomości o zmianie numeru rachunku do zapłaty kolejnych należności. Jeśli e-mail jest dobrze spreparowany, to ofiara może się nabrać i wysłać pieniądze do przestępców, zamiast do swojego kontrahenta.

Oczywiście: to nie jest takie proste. Do większych „skoków” przestępcy przygotowują się przez kilka miesięcy. Monitorują zwyczaje ofiary, uczą się stylu komunikowania, czasem szpiegują skrzynkę e-mail i czekają na odpowiedni moment—finalizację dużej transakcji. W kluczowym momencie wysyłają wiadomość o zmienionym sposobie płatności.

Pozwólcie, że opowiem Wam historię. Wysłuchałem ją od prawników specjalizujących się w tropieniu przestępstw finansowych. Ludzie ci chcą pozostać w cieniu. Historia jest prawdziwa i znana polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.

Brytyjski żeglarz okradziony na 5 mln zł przez piratów z Karaibów. Po drodze… polski bank

W czerwcu 2015 r. pewien 60-letni brytyjski żeglarz postanowił kupić nieruchomość na Karaibach, gdzie chciał spędzić jesień swojego życia. W momencie finalizowania tej transakcji, przestępcy przejęli konto e-mail pełnomocnika ofiary i wysłali z jego adresu wskazówki dotyczące płatności. Kwotę 1,3 miliona dolarów (prawie 5 milionów złotych) Brytyjczyk miał przelać na rachunek bankowy w Polsce.

Żeglarz nie był jednak naiwny, poprosił o wyjaśnienia: dlaczego ma przelać pieniądze na rachunek bankowy w Polsce, skoro kancelaria prawna mająca pełnomocnictwo do zapłacenia pieniędzy w jego imieniu jest na Karaibach, a strony transakcji nie są związane z Polską. W odpowiedzi uzyskał szczegółowe wyjaśnienia, które uznał za wiarygodne (zapewne wciśnięto mu kit, że Polska to taki raj podatkowy, przez który warto przepuścić pieniądze, żeby zarobić lub nie stracić). I wysłał pieniądze. No dobra, jednak był naiwny.

Pieniądze trafiły ze szwajcarskiego banku do Polski, do Banku Pekao, a następnie (już kontrolowane przez przestępców) — do Chin. A tam oczywiście rozpłynęły się na wielu rachunkach bankowych. Chińskie banki, pomimo żądań wielu instytucji, nie udzieliły odpowiedzi. Brytyjczyk jednak nie machnął ręką na swoje 1,3 mln dolarów, tylko postanowił przeprowadzić własne śledztwo.

Czytaj też: Dwa piwa, (pół)nagie dziewczyny, Apple Pay i… rachunek na kilkadziesiąt tysięcy. Jak walczyć o swoje? Czasem udaje się wygrać w sądzie!

Czytaj też: Ukradli jej pieniądze z karty. Przeprowadziła śledztwo i doprowadziła prokuratorów niemal do drzwi złodziei. A finał? Nie wierzę…

Zaangażowani zostali prawnicy i specjaliści w wielu krajach, w tym również w Polsce. Szybko okazało się, że każdy etap przestępstwa został dokładnie zaplanowany oraz że nie był jedyną ofiarą tego procederu, a wybór polskiego banku nie był przypadkowy.

Działania prawników Brytyjczyka osiągnęły pierwszy skutek w lipcu 2015 r., gdy w warszawskiej Prokuraturze Okręgowej wszczęte zostało śledztwo w tej sprawie. Sprawy szły jednak jak po grudzie. Prokuratura miała problem nawet z tym, żeby ustalić faktycznego właściciela rachunku w polskim banku, przez które przepłynęły pieniądze ze szwajcarskiego banku do Chin. Faktycznego, bo Brytyjczyk żył przecież w przekonaniu, że wysyła pieniądze do swoich pełnomocników od zakupu nieruchomości.

Rumuńska prostytutka hurtem zakłada rachunki, a polski podatnik „nie ma interesu”

Okazało się, że rachunek należał do obywatelki rumuńskiej. Jak się później okazało, kobieta ta była prostytutką, którą w Londynie zwerbował Nigeryjczyk. Przyleciała do Warszawy tylko na kilka dni w jednym tylko celu — aby otworzyć jak najwięcej rachunków bankowych. Polskie służby oczywiście poszukiwały rumuńskiej prostytutki — najpierw szukano jej pod fikcyjnym adresem w Warszawie, potem pod londyńskim adresem pokrzywdzonego, aż w końcu, po piętnastu miesiącach, wydano za nią Europejski Nakaz Aresztowania. W końcu ją ujęto.

W tzw. międzyczasie, decyzją prokuratury, śledztwo powierzono komendzie rejonowej na warszawskim Mokotowie. Cyberprzestępczość o skali międzynarodowej trafiła więc do zwykłej dochodzeniówki. Może ktoś doszedł do wniosku, że „nie ma takiego miasta jak Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój”.

Nie oglądając się na polską prokuraturę, Brytyjczyk – wspólnie ze służbami policyjnymi z Wielkiej Brytanii i Hiszpanii – ustalił, że padł ofiarą zorganizowanej grupy przestępczej. Tak samo, jak kilkadziesiąt innych osób, które straciły co najmniej 65 milionów euro. Rozumiejąc, że żadna ze służb policyjnych w pojedynkę nie rozwiąże tej sprawy, podjął się pośredniczenia pomiędzy nimi.

Czytaj też: Krępujące pytania w rozmowie z bankowcem. Czy przypadkiem nie zdradzają zbyt wiele? Bank obiecuje: „przemyślimy to”

Czytaj też: Imię i nazwisko, PESEL, dowód osobisty, adres zamieszkania, wizerunek… Czym jest kradzież tożsamości? I jak się przed nią obronić?

Pozyskiwał i przekazywał dowody tam, gdzie było to potrzebne i konieczne — w legalny sposób pozyskiwał dane od operatorów telekomunikacyjnych i przekazywał do właściwych instytucji. Dzięki temu np. policja brytyjska zwróciła się do polskiej o ustalenie kolejnych ofiar i sposobu wykorzystania kilkudziesięciu rachunków bankowych, co do których dokumenty znaleziono podczas wielu przeszukań na terenie Wielkiej Brytanii.

Polska policja ze względów prawnych nie mogła tych danych przekazać, a prokuratura nie dopełniła formalności – Brytyjczycy, pomimo że materiały były przygotowane i tylko czekały na wysyłkę, nie mogli ich przekazać Polakom.

Ta niemoc miała chyba dość proste uzasadnienie. Prokuratura w jednym z pism stwierdziła, że polski podatnik nie ma interesu w tym, żeby płacić za tego rodzaju śledztwo. Wszystko jest „zagraniczne”: ofiary, sprawcy, miejsce działania sprawcy. „Polskie” są tylko rachunki bankowe, które wykorzystano do transferu pieniędzy. Śledztwo w Polsce zostało umorzone, ale – po odwołaniu Brytyjczyka – sąd nakazał je wznowić.

Włam na skrzynkę e-mail, zmiana numeru konta do płatności dużej faktury i…

Ofiarą podobnego oszustwa został też pan Robert. 6 grudnia zeszłego roku złodzieje podszyli się pod adres e-mailowy kontrahenta firmy pana Roberta. Podszywanie się trwało przez kilka dni. W trakcie wymiany korespondencji oszust wykazał dużą znajomość realiów występujących w firmie pana Roberta, co uśpiło jego czujność:

„Po wymianie kilku e-maili, dotyczących szczegółów kolejnej transakcji wraz z anonsowanymi wcześniej informacjami o zmianie numeru konta, otrzymaliśmy podrobioną fakturę, dokładnie taką, jaką zwykle otrzymujemy od naszego dostawcy, zawierającą nowy numer konta. Byliśmy pewni, że rozmawiamy z osobą dotychczas posługującą się danym adresem mailowym. Zrealizowałem przelew, a o tym, że transakcja z dostawcą nie została sfinalizowana dowiedzieliśmy się po 10 dniach, wskutek telefonicznej rozmowy z przedstawicielem kontrahenta, pytającego jakie są powody opóźnienia naszej płatności”

– opowiada pan Robert. Straty: ćwierć miliona złotych. Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż po bezpośrednim kontakcie z brytyjskim bankiem, do którego pan Robert przelał pieniądze, okazało się, że numer konta, na który miały trafić pieniądze, w ogóle… nie istnieje, zarówno w rejestrze egzystujących, jak i zamkniętych kont. Grubo, nie powiem.

„Żeby móc przeanalizować zaistniałą problematykę i wyciągnąć zapobiegawcze na przyszłość wnioski, trzeba by było zainteresować i skoordynować działania służb w kilku krajach zbierając wszelkie informacje w centralnym punkcie. Niestety nie posiadamy, ani takiej mocy, ani też wiedzy, jakie służby mogłyby się tego podjąć, dlatego też podjęliśmy kroki w celu poinformowania wielu instytucji o zaistniałym zdarzeniu”

– mówi pan Robert. Powiadomił on polski bank realizujący przelew w Polsce, brytyjski bank, do którego finalnie trafiły pieniądze, firmę ze Szwajcarii, której narzędziem informatycznym złodzieje posłużyli się do sfałszowania faktury, prokuraturę w Łodzi. I liczy, że współpraca wszystkich wymienionych podmiotów pozwoli mu odzyskać choćby część pieniędzy.

Polskie banki nie dbają o nazwy kontrahentów na przelewach

Oszustwo, którego ofiarą padł brytyjski żeglarz, obnażyło słabe punkty naszego systemu bankowego. Aby oszustwo tego typu doszło do skutku, potrzebny jest rachunek bankowy. Czy przestępcy wykorzystują losowo wybrane banki? Raczej nie. Według ustaleń naszego żeglarza, w tej samej placówce banku w centrum Warszawy, zostało założonych wiele rachunków bankowych wykorzystanych do oszukańczego procederu.

Oszuści wykorzystują fakt, że polskie banki nie dbają o nazwy na przelewach. Sprawdzają wyłącznie czy zgadza się numer rachunku. Jeżeli nazwa odbiorcy przelewu nie zgadza się z nazwą posiadacza rachunku, bank i tak zaksięguje przelew. Oszuści, przejąwszy kontrolę nad e-mailem pełnomocnika brytyjskiego żeglarza, mogli więc poprosić go, by wysłał przelew wpisując w nazwie beneficjenta prawdziwą nazwę kancelarii, która go obsługuje.

Brytyjczyk, wysyłając pieniądze, myślał, że wysyła je na rachunek, którego właścicielem jest jego kancelaria prawnicza, a tymczasem posiadaczem rachunku w Polsce była ryumuńska prostytutka. Gdyby bank w Polsce zwracał uwagę nie tylko na numer rachunku, ale też na dane właściciela, może by zapytał nadawcę – Brytyjczyka – czy na pewno się nie pomylił, wysyłając 1,3 mln dolarów w inne miejsce, niż widnieje w nazwie beneficjenta przelewu.

Przestępcy wybierają banki, w których systemy antyfraudowe nie zatrzymują dużych przelewów. Jeśli rachunek, który bardzo długo jest martwy, nagle zostaje wykorzystany do wielkiego przelewu, to jest to operacja nietypowa. System antyfraudowy powinien taką operację „oflagować” i poddać dodatkowej kontroli.

Wiemy doskonale, że tak się nie dzieje. To właśnie dlatego przestępcy, którzy wyłudzą nasze loginy i hasła do kont bankowych oraz potrafią przejąć SMS-y autoryzacyjne w naszych smartfonach, beztrosko „zrzucają” pieniądze ze wszystkich lokat, kont oszczędnościowych, wykorzystują debety, ściągają pieniądze z kart kredytowych, a później – jednym, szybkim przelewem – kradną ofierze oszczędności całego życia. Czy takie ruchy na koncie nie powinny wzbudzić czujności banku? Czy nie powinien zadzwonić do klienta i zapytać czy rzeczywiście wyprowadza z konta wszystkie pieniądze?

Czytaj też: Nawet dwa lata odsiadki za produkcję i sprzedaż tzw. dokumentów kolekcjonerskich. To cios w wyłudzających kredyty. Ale czy skuteczny?

Czytaj też: Założyłeś konto przez przelew weryfikacyjny albo wideoczat? Możesz mieć problem z korzystaniem z niektórych usług. Banki: „to nie nasza wina”

Właśnie brakiem tej czujności i błędów w działaniu systemów antyfraudowych padamy ofiarą. I to również było jedną z przyczyn udanego transferu pieniędzy ze Szwajcarii przez Polskę do Chin.

W tym konkretnym przypadku w banku nie zapaliła się czerwona lampka, gdy z rachunku Rumunki w ciągu dwóch dni zlecono pięć przelewów do Chin. Kiedy w końcu bank ofiary poinformował o oszukańczym charakterze przelewu oraz zażądał jego zablokowania i zwrotu — bank odpowiedział, że pieniędzy na rachunku już nie ma. Po pewnym czasie wysłał informację do chińskich banków, by wstrzymały wypłaty pieniędzy z kont, ale oczywiście też było już za późno.

Banki w takich przypadkach zwykle argumentują, że nie mogły zweryfikować nazwy beneficjenta i wykryć nieprawidłowości, ponieważ:

>>> systemy bankowe księgują przelewy tylko i wyłącznie w oparciu o numery rachunku i działa tak każdy bank w Polsce
>>> żaden bank nie weryfikuje wprowadzanych przez klienta danych przed wykonaniem przelewu (nie sprawdza się zgodności danych odbiorcy z danymi posiadacza rachunku)
>>> ze względu na automatyzację żaden z pracowników nie ogląda danych przelewów przez ich wysłaniem
>>> ludzie często wpisują inną nazwę odbiorcy niż ta, którą zna bank, blokowanie każdego takiego przelewu wywołałoby ogromne zamieszanie i niezadowolenie klientów, w skrajnym przypadku mogłoby dojść do paraliżu systemu płatniczego
>>> żadne przepisy nie nakładają na bank obowiązku weryfikacji innych danych niż tylko numer rachunku

GIIF zrobi czarną robotę za banki?

Pozostaje liczyć, że prokuratura jednak zdecyduje się połączyć kropki i szybciej działać, by łapać przestępców, którzy od lat wykorzystują ułomności polskich banków. Że Narodowy Bank Polski zainteresuje się tym, dlaczego niektóre banki wybierane są jako pośrednicy w złodziejskich przelewach międzynarodowych częściej niż inne? Może Komisja Nadzoru Finansowego będzie w stanie wymusić na bankach wdrożenie odpowiednich procedur, które pozwolą przeciwdziałać wykorzystywaniu ich do popełniania cyberprzestępstw? Może banki w końcu zaczną sprawdzać nazwy na przelewach?

Duże wyzwanie czeka też Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, do którego banki od lipca br. będą miały obowiązek raportować dwie nazwy z przelewów przychodzących: nazwę zamierzonego odbiorcy oraz nazwę posiadacza rachunku. Może GIIF będzie w stanie wyłapać niezgodności nazw na przelewach, skoro banki tego nie potrafią?

Nie można powiedzieć, że w tej sprawie nic się nie dzieje, o nie. Można co najwyżej ponarzekać na niezbyt duży autorytet, jakim cieszy się w bankach KNF. W 2012 r., w piśmie do banków, nadzór wskazywał, że…

„Aktualnie obowiązujące regulacje prawne nie zawierają wyrażonego dobitnie obowiązku weryfikacyjnego w przypadku niezgodności danych dotyczących rachunku bankowego dłużnika lub wierzyciela z nazwą tegoż (…) nie powinna jednak budzić wątpliwości oczywistość takiej weryfikacji, nie można bowiem wykluczyć, iż brak dołożenia należytej staranności w jednoznacznej identyfikacji rachunku bankowego dłużnika/wierzyciela implikować będzie zarzutem niedołożenia należytej staranności lub nienależytego wykonania umowy.”

W 2017 roku wystosowane zostało kolejne pismo do sektora bankowego, w którym jednoznacznie wyrażone zostały oczekiwania nadzorcy:

„Urząd Komisji Nadzoru Finansowego pragnie zwrócić uwagę na fakt znaczącego wykorzystywania rachunków prowadzonych w bankach na terytorium Polski do oszustw BEC, a zgodnie z informacjami posiadanymi przez UKNF, rachunki bankowe w bankach działających na terytorium Polski są miejscem, do którego również trafiają środki pochodzące z tego typu przestępstw, aby następnie zostać przekazane dalej.”

W odpowiedzi na to drugie pismo Związek Banków Polskich uprzejmie, acz stanowczo przypomniał KNF-owi, że…

>>> w świetle obowiązujących przepisów prawa, brak jest podstaw do nakładania na bank dodatkowego obowiązku weryfikacji zgodności oznaczenia beneficjenta przelewu z numerem rachunku bankowego wskazanym przez płatnika składającego dyspozycję,
>>> nie ma niestety podstaw w obowiązujących przepisach prawa implementujących prawo unijne do interpretacji przepisów Ustawy o usługach płatniczych w kierunku sugerowanym przez KNF.

I to by było na tyle. Cała nadzieja w tym, że GIIF będzie w stanie zrobić od lipca to, czego banki nie chciały, nie musiały i nie potrafiły zrobić od lat.

Ilustracja tytułowa: Pixabay

15
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
6 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
DobraFanfikcjaPiotrdoczesMarcinLeszek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Malgorzata
Gość

Bardzo ciekawy tekst! Ciekawe, które polskie banki wybierane są jako pośrednicy w złodziejskich przelewach międzynarodowych częściej niż inne? Może warto również uświadomić Związek Banków Polskich, że warto w tej sprawie zrobić ruch również na arenie unijnej. Bo do tego jest właśniej UE.

gosc
Gość
gosc

Przestępstwa tego typu są plagą w Wielkiej Brytanii. Poniżej kilka przykładów oraz rozwiązanie problemu wprowadzane przez brytyjskie banki – po ogromnych naciskach ze strony oszukanych osób. Celem takiego oszustwa był również znany blog poświęcony cyberbezpieczeństwu: https://niebezpiecznik.pl/post/ukradli-mi-tozsamosc-i-chcieli-okrasc-moja-firme-niebezpiecznika/ Jeśli dobrze pamiętam to kiedyś numer rachunku musiał się zgadzać z numerem rachunku, ale potem obowiązek taki zniosła unijna dyrektywa. Prawdopodobnie bankom wyskakiwało dużo niezgodności – czytaj ręczna robota – czyli dodatkowe koszty. Być może było dużo reklamacji/awantur od klientów, którzy zlecając przelew zrobili jakiś błąd w nazwie odbiorcy i jako wynik przelew dochodził trochę później – niecierpliwi klienci dorzucili do tego swoją cegiełkę… Czytaj więcej »

Leszek
Gość
Leszek

„kiedyś numer rachunku musiał się zgadzać z numerem rachunku” – a teraz to nie? Nie rozumiem, jak numer rachunku nie może się zgadzać z sobą samym?

DobraFanfikcja
Gość

Pewnie chodziło o „z numerem rachunku odbiorcy” – pewnie pisane na szybko i niesprawdzone 😉

Don Q.
Gość
Don Q.

Banki w takich przypadkach zwykle argumentują, że nie mogły zweryfikować nazwy beneficjenta i wykryć nieprawidłowości, ponieważ: • systemy bankowe księgują przelewy tylko i wyłącznie w oparciu o numery rachunku i działa tak każdy bank w Polsce — to jest dobre: fakt, że wszyscy od zawsze nie stosują prostych procedur znacząco zwiększających bezpieczeństwo transakcji ma być uzasadnieniem dla dalszego ich nie stosowania! • żaden bank nie weryfikuje wprowadzanych przez klienta danych przed wykonaniem przelewu (nie sprawdza się zgodności danych odbiorcy z danymi posiadacza rachunku) — tak, wiadomo, używana obecnie technologia (Elixir) nie umożliwia szybkiego sprawdzenia danych posiadacza rachunku na podstawie jego… Czytaj więcej »

Marek
Gość
Marek

Przecież nasza dzielna prokuratura ma ważniejsze zadania niż zajmowanie się jakimiś przestępcami! Na to nie ma czasu! Trzeba znaleźć i oskarżyć ludzi, którzy założyli koszulki z pewnym przeklętym wyrazem (zaczynającym się na „K” a kończącym na „TUCJA”) na takie niewielkie pomniki rozsiane po kraju. Trzeba oskarżyć człowieka, który przeszkadzał marszałkowi polski we wjeździe na pewne wzgórze zamkowe. Trzeba skarżyć ludzi, którzy pokojowo manifestowali pod białym, półokrągłym budynkiem. Kogo interesują bandyci, którzy okradają frajerów… wróć! zwykłych obywateli. Jakby okradli kogoś z kliki rządzącej – o! to już co innego. Wszystkie narzędzia działałyby skutecznie i chyżo. P.S. Kilkanaście lat temu nie można… Czytaj więcej »

anonymous
Gość
anonymous

Panie Macieju niech się pan zdecyduje. Najpierw wypisuje pan że Anna Maria ma kreskę czyli nazewnictwo sprawia problemy. A teraz oburza się pan że nie sprawdzają czy Anna Maria ma tą kreskę czy nie ma. Czyli zastąpienie jednych problemów innymi. Po to są ujednolicone numery rachunków żeby można było wpisywać co się podoba. Bo jak zapłacić chińczykowi, grekowi czy żydowi skoro trzeba by wpisać pasujące hieroglify i do tego w taki sposób żeby pasowały tamtejszym Annom Mariom?

Don Q.
Gość
Don Q.

„Najpierw wypisuje pan że Anna Maria ma kreskę czyli nazewnictwo sprawia problemy. A teraz oburza się pan że nie sprawdzają czy Anna Maria ma tą kreskę czy nie ma. Czyli zastąpienie jednych problemów innymi” — nie wiem czego, ale czegoś nie rozumiesz. Przecież to jest jakby ten sam „problem”. Gdyby banki sprawdzały dane odbiorcy przelewu przy dużych kwotach, to właśnie w banku, w którym Anna-Maria może podać swoja kreseczkę nie byłoby z tym problemu. W praktyce pisałem tu już, że może lepiej, by to ostatecznie człowiek decydował, choć wstępnie nazwa mogłaby być ujednolicana automatycznie; mogłoby to dotyczyć jednakowego traktowania dywizu… Czytaj więcej »

Ksawery
Gość
Ksawery

Nie należy skupiać się na tym czy ktoś prawidłowo wpisał nazwę odbiorcy, bo wtedy rzeczywiście większość przelewów nie przejdzie, jak brak kropki czy jakiegoś znaku diaktrycznego odrzuci transakcję. Natomiast tutaj mamy sytuację, że same operacje są podejrzane. Mało aktywne konto nagle służy do transakcji na dużą skalę, dodatkowo środki, które dopiero co przyszły od razu wychodzą i to gdzieś indziej. I tutaj systemy powinny wychwycić transakcję i z udziałem czynnika ludzkiego potwierdzić sprawę. Jak ktoś z lewym rachunkiem będzie robił przewały na zamawianie żarcia z KFC to rzeczywiście niech poszkodowany wykryje problem sam, a systemy bankowe w drugiej kolejności niech… Czytaj więcej »

Bartek B.
Gość
Bartek B.

Po pierwsze, zupełnie nie przyjmuje argumentacji że ludzie mogą różnie wpisywać imię i nazwisko. Bank ma do dyspozycji dowód osobisty w którym są obydwa imiona. Mechanizm pominie wszelkie znaki specjalne i rozbije nazwę zamierzonego odbiorcy na pojedyncze słowa. Słowa wyjątkowo popularne odrzuci (np. „spółka”). Przelew zostanie odrzucony jeśli w przelewie pojawiają się słowa nietypowe ale nie występujące w faktycznej nazwie właściciela konta. Milczeniem pominę że w 21-m wieku SWIFT nie obsługuje kryptografii asymetrycznej. Np. kontrahenci w umowie zapisują cyfrowy odcisk klucza publicznego odbiorcy i potem nadawca załącza go do danych przelewu. Bank odrzuca przelew jeśli odcisk klucza nie zgadza się… Czytaj więcej »

metkor
Gość
metkor

To można bardzo prosto załatwić: przelew weryfikowalny np. z dodatkową opłatą. Zlecamy przelew, klikamy opcje weryfikowania przelewu i pracownik banku sprawdza czy dane odbiorcy się zgadzają. Dla drobnych kwot to nie opłacalne ale dla dużych zapłacenie kilku złotych da nam pewność ze ktoś po stronie banku zweryfikuje poprawność danych odbiorcy.

Część banków np. Inteligo przy dużych przelewach dzwoni do klienta z pytaniem czy zlecał on ten przelew i to tez jest bardo dobre rozwiązanie.

Marcin
Gość
Marcin

Zwłaszcza jak Cię budzą z tego powodu w nocy, bo Polska jest w innej strefie czasowej niż Ty, i nie da się tego uniknąć.

Piotr
Gość
Piotr

Dobre, ale połowicznie, bo dalej nie masz pewności do kogo należy konto i do kogo ostatecznie trafią Twoje pieniądze. Jak podasz numer rachunku to bank nie udzieli Ci informacji o właścicielu, ani nie potwierdzi, że to TEN Twój odbiorca, do którego chcesz wysłać przelew (to jest tajemnica bankowa !!!). Tak czy siak każdy przelew obecnie to trochę jak loteria. Nie ma jak tego zweryfikować na 100%. Zlecając przelew np. internetowy wyświetlają się okienka z nazwą odbiorcy, adresem ,itd. Fajnie tylko po co ? Banki tym nas konsumentów wprowadzają w błąd. Przecież nie weryfikują jak dawniej odbiorcę z rachunkiem. Ja sam… Czytaj więcej »

doczes
Gość
doczes

No proszę proszę… Jakiś czas temu chciałem założyć rachunek bankowy na Litwie – i nie pozwolono mi, bo nie miałem „żadnych związków (zawodowych, edukacyjnych) z Litwą”. A tutaj byle rumuńska prostytutka może sobie założyć „mnóstwo rachunków” w Warszawie????? Niebywałe…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss