Zdarzają się w życiu dziennikarza i blogera sprawy trudne do ogarnięcia umysłem. Wydawałoby się, że po prostu coś takiego systemowo nie miało prawa się stać. A jednak się dzieje. Klient nie wie co jest grane i próbuje coś wskórać w banku, ale system go pokonuje przez KO w pierwszej rundzie. „Subiektywność…” oraz Rzecznik Finansowy są wtedy ostatnią deską ratunku. Dziś zaczynamy dzień od takiej właśnie sprawy.

„Śledzę Pana blog i publikacje prasowe od dawna i z niesłabnącym zainteresowaniem, ponieważ bardzo podziwiam – i uważam za niezwykle cenną – Pana wytrwałą walkę o interesy klienta w nierównym starciu z bezdusznym bankowym światem”

– pisze do mnie pan Wojciech, klient Banku Millennium. Pan Wojciech odkąd skończył 13 lat i mógł założyć samodzielnej konto jest fanem nowoczesnej bankowości. Już jakiś czas temu bordowy bank wydał mu się odpowiednią przystanią, bo to – przyznacie – format z dość wysokiej półki technologicznej.

Karta już nie istnieje, ale… wciąż ktoś ją obciąża

I przez lata pan Wojciech żadnych problemów z „bordowymi” nie miał. Może dlatego, że szczęśliwie uniknął zaciągnięcia w tej instytucji kredytu hipotecznego indeksowanego do franka i upstrzonego abuzywnymi klauzulami, ze specjalnym dodatkiem w postaci ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Beztroskie życie skończyło się kilka miesięcy temu.

„Mam umowę o kartę kredytową Visa. W sierpniu b.r. dowiedziałem się o podejrzanych praktykach kontrahenta, u którego wcześniej płaciłem kartą – firmy z Norwegii. Firma pobrała z mojej karty w sposób nieuprawniony pieniądze. Zareagowałem natychmiast, zastrzegając kartę. W miejsce zastrzeżonej karty bank wydał nową, o nowej dacie ważności i nowym numerze. Sądziłem, że to zamyka sprawę, ale… po miesiącu odkryłem kolejne, nieautoryzowane przeze mnie blokady. Ich zleceniodawcą był ten sam kontrahent z Norwegii”

– opowiada pan Wojciech. Jak to możliwe, że ktoś mógł zdalnie dokonać preautoryzacji, blokady czy jakiejkolwiek operacji na karcie, która nigdy nie została przedstawiona przez klienta i której numeru kontrahent nie miał nawet prawa znać? Kwoty były nie takie znowu małe – 440 oraz 670 koron (a jedna korona to w przybliżeniu 40 gr.).

Czytaj też: Co może powiedzieć o tobie karta platnicza, którą masz w portfelu? Wbrew pozorom bardzo dużo

Czytaj też: Szybcy. I wściekli. I nierentowni. Spłacają karty kredytowe jak chcą. Bank wprowadza ograniczenie prędkości. I stawia tam znak 

Pan Wojciech złożył reklamację w banku, gdzie uzyskał zapewnienie, że nie powinien się w ogóle przejmować, bo te pieniądze zostały zapewne zablokowane jedynie „z przyczyn technicznych”. I że może być to związane z próbą użycia przez kontrahenta zastrzeżonej karty. I że rachunek czytelnika na pewno nie zostanie nimi obciążony. A o tym, by pan Wojciech musiał te pieniądze fizycznie zapłacić wyrównując saldo „kredytówki”, to już w ogóle nie ma mowy.

„Niestety, transakcje te zostały rozliczone po kilku dniach, czyli „wpadły” na rachunek mojej nowej karty jako wykonane, a nie tylko jako blokada pieniędzy na poczet przyszłej transakcji. Moje dalsze reklamacje w Banku Millennium nie przyniosły żadnego rezultatu”

– pisze pan Wojciech. Sytuacja jest dziwna, bo bank – jak twierdzi mój czytelnik – „wrzucił” mu do salda karty transakcje autoryzowane zdalnie na dane zupełnie innej, zastrzeżonej miesiąc wcześniej karty.

Czytaj też: Gdy klient przestaje być happy, a konto odrasta jak smok siedmiogłowy. Czas wyjąć miecz z pochwy

Czytaj też: Top wtop, czyli przegląd najbardziej absurdalnych tematów na „Subiektywnie…” z ostatnich miesięcy. I ranking najtrudniejszych, które udało się załatwić!

Że innej to jedno. Ale też zastrzeżonej! Zgodnie z Ustawą o usługach płatniczych bank, zaraz po zgłoszeniu przez użytkownika żądania zastrzeżenia karty, powinien uniemożliwić korzystanie z niej i przejąć odpowiedzialność za wszelkie transakcje, które zostałyby rozliczone po zastrzeżeniu. W tym przypadku bank nie tylko dopuścił do transakcji, ale i nie zareagował po otrzymaniu sygnału od klienta, że coś jest nie tak.

„Dowolny kontrahent, albo wręcz złodziej, który wejdzie w posiadanie numeru karty, mógłby w opisanym przeze mnie przypadku w nieskończoność ją obciążać, a bank będzie jakby nigdy nic księgował transakcje na rachunku nowej karty, która przecież powinna być zupełnie nowym bytem, a nie kontynuacją poprzedniej”

– nie może wyjść ze zdziwienia klient. I męczy go oczywista konstatacja, że wystarczyłoby nie zamówić nowej karty w Banku Millennium, tylko założyć ją w innym banku, a cała ta sprawa by się nie zdarzyła. A wszystko przez niezłomny duch karty płatniczej.

O tym, że zastrzeżoną kartą w niektórych przypadkach da się płacić – słyszałem. Ale że da się użyć danych starej karty, by zapłacić w ciężar nowo wydanej temu samemu klientowi – to dla mnie nowość. Duch karty potrafi być jak duch narodu. Przetrwa każde przeciwności losu.

Citibank zastrzegł kartę, a po tygodniu… zaksięgował na niej transakcję

Podobna sytuacja do opisanej powyżej spotkała ostatnio pana Marcina w relacjach z Citibankiem. Kartę pan Marcin zastrzegł 23 grudnia, a po kilku dniach w historii transakcji znalazł opis transakcji dokonanej po zastrzeżeniu karty: „Data wykonania transakcji 28 grudnia 2017 r. Data księgowania: 29 grudnia 2017 r. ”  Czytelnik złożył reklamację w banku, gdzie otrzymał odpowiedź że jest to rozliczenie transakcji zdalnej z 12 grudnia.

„Moja dużą irytację wywołał fakt, że kontaktowałem się po zastrzeżeniu karty z CitiPhone i uzyskałem informację, że dla karty nie ma transakcji oczekujacych lub nierozliczonych. Transakcji lub blokad nie było też w bankowości internetowej”

Bank wyjaśnił panu Marcinowi, że księgowanie transakcji odbywa się na podstawie danych otrzymanych od usługodawców i że bank nie ma wpływu na przedstawione przez usługodawcę transakcje do rozliczenia. A że usługodawca przedstawil transakcję po kilku tygodniach to pikuś. Wydaje mi się, że w takim przypadku – gdy bank potwierdził klientowi, że w momencie zastrzeżenia nie ma żadnych blokad na karcie – nowe obciążenia nie powinny być możliwe.

Pan Marcin poprosił o przeprowadzenie małego „śledztwa” w jego sprawie. Przeprowadzę i oczywiście dam Wam znać jak się skończyły obie historie. Czy system działa nieprawidłowo, skoro pozwala obciążać zastrzeżone karty, a banki nic sobie z tego nie robią? Ważna sprawa, bo dotyczy nas wszystkich, użytkowników kart. Każdemu z nas to się może zdarzyć i nie powinniśmy się obawiać, że zobowiązanie banku do wzięcia odpowiedzialności za wszystkie transakcje dokonane po zastrzeżeniu karty okaże się nic niewarte.

 

Ilustracja tytułowa: Kellepics/Pixabay.com, JamesQube/Pixabay.com

 

 

Gratulacje! Jesteś zapisany

Share This