Ostatnie miesiące to był czas, w którym wielu z moich czytelników przydawały się mocne nerwy. Mnie też się przydawały, bo czasem miałem ochotę pieprznąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady

 

Niby sytuacja konsumentów jest dziś lepsza, niż 6-8 lat temu, gdy blog „Subiektywnie o finansach” bywał nie tyle ostatnią, co wręcz jedyną deską ratunku. Niby jest Rzecznik Finansowy, bardziej aktywny zrobił sę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a nawet Komisja Nadzoru Finansowego od czasu do czasu potrafi przemówić ludzkim głosem.

Instytucje finansowe coraz częściej mają swoich Rzeczników Klienta, a także procedury awaryjne, które nakazują nie wykłócać się z klientem o każde trzy złote, tylko uznawać małe reklamacje automatycznie. Poskarżyć się można też na profilach facebookowych banków, poczatować, a nawet pokłócić się przez wideoczat. A mimo wszystko moje biurko wciąż ugina się od spraw tak absurdalnych, że czasem wydaje mi się, iż pracuję w Archiwum X.

„To nie może być prawda!”. A jednak: zobacz co przydarzyło się moim Czytelnikom

Przeglądając fiszki moich katalogów ze sprawami załatwionymi – oraz tymi, które są dopiero w trakcie załatwiania lub jeszcze czekają w kolejce – postanowiłem zrobić ranking największych wtop instytucji finansowych w 2017 r. Trzymajcie się mocno foteli, bo to będzie mocniejsze od potrójnego espresso.

Absurd roku: Gdy sieć bankomatowa twierdzi, że bankomat jest swój, zaś bank – że obcy. Wydawałoby się, że to po prostu nie może dziać się naprawdę. A jednak. Klient wypłaca pieniądze z bankomatu oznaczonego jako własny, a bank nalicza opłaty. Klient składa reklamacje i wypłaca dalej. Bank nie odpowiada na reklamację, a po miesiącu obciąża klienta kilkudziesięcioma złotymi prowizji. W sieci bankomatowej nie wiedzą o co chodzi, bo przecież bankomat jest swój. Psychiatra potrzebny od zaraz. Cały tekst jest tutaj

Wiceabsurd roku: Co się może wydarzyć, gdy bank ubezpieczy rencistę od.. skutków jego niezdolności do pracy? Widzę tylko jeden scenariusz – prędzej czy później wybuchnie awantura. Już sam fakt, że takie ubezpieczenie zostało klientowi sprzedane jest wtopą. A jeśli do tego wszystkiego ubezpieczyciel i bank nie mają ochoty rozwiązać problemu… Wtedy do akcji wkracza Wasz ulubiony bloger i idzie ku dobremu. Cały tekst jest tutaj

Trzecie miejsce: Gdy kilka tysięcy złotych ginie bez śladu i nawet nie wiadomo kto je zgubił. Czy w XXI wieku, gdzie wszystko jest monitorowane i rejestrowane przez nieomylne systemy, pieniądze mogą wpaść w czarną dziurę? I to tak wpaść, żeby przez pół roku nikt ich nie potrafił odnaleźć? W świecie, w którym internetowy kantor „rozmawia” z pośrednikiem w płatnościach wszystko może się zdarzyć. Cały tekst jest tutaj

Czwarte miejsce: Hodowanie kont-zombie. Płaciliście kiedyś prowizję za konto, które rzekomo założyliście 20 lat temu, ale sobie tego nie przypominacie? Taki absurd może się zdarzyć w Alior Banku, który co prawda dwudziestoletniej historii nie ma, ale połykał w przeszłości różne banki niespecjalnie się przejmując wiarygodnością danych na temat prowadzonych przez te banki rachunków. Efekt? Pożar w burdelu oczywiście. I wysokie miejsce w moim rankingu. Cały tekst jest tutaj

Piąte miejsce: Przy kasie PKP Intercity jak w matriksie. Mało rzeczy mogłoby mnie zdziwić bardziej. Płacisz w kasie dworcowej za bilet. Dostajesz nie ten bilet. Anulujesz transakcje. Pieniądze nie wracają. I nikt nie wie co się z nimi dzieje. Czy ten scenariusz nie przypomina Wam sceny z „Misia”, gdy szatniarz informuje klienta, że nie ma jego płaszcza i „co mi zrobisz?”. Cały tekst jest tutaj

Szóste miejsce: Umowa? Jaka umowa? Jeśli wydaje Wam się, że instytucje finansowe to uporządkowane korporacje, w których nic nie może zginąć, ani się zawieruszyć, to poznajcie tych agentów. Klient przyszedł, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie zawyżają mu odsetek, a oni… nie są w stanie tego zrobić, bo zgubili papiery. Klient mówi: „jak nie macie papierów, to ja nie spłacam kredytu”. A oni? Obraza majestatu. Cały tekst jest tutaj

Siódme miejsce: Jak przegrać tak, żeby wygrać? Ten bank to wie. Jeśli nie można się z bankiem dogadać po dobroci, to idzie się do sądu. Wyroki sądów w Polsce są ostateczne (choć teraz to się chyba zmieni, bo po PIS-owskich zmianach ustroju pojawiło się coś takiego, jak skarga nadzwyczajna). Ale są banki, które bardzo nie lubią w sądach przegrywać. I nawet jak przegrają to próbują na tym… wygrać. Absurd jak ta lala. Całe story: tutaj

Ósme miejsce: Wyższo-niższa kultura przenoszenia. Klient, który musi zmienić bank na inny z reguły nie jest z tego powodu szczęśliwy. Bank, który musi przenosić tysiące kont też się przy tym męczy. Jak zrobić, by te wzajemne męczarnie nie skończyły się utratą klientów? Oni tego niestety nie wiedzą, bo wyższa kultura bankowości okazała się dla części nowych klientów niedostępna. Jedna z większych wpadek w 2017 r. jeśli chodzi o traktowanie klientów. Szczegóły tutaj

Dziewiąte miejsce: Sprzedali ubezpieczenie, ale… nie wiedzą od czego ono ubezpiecza. Gdy bank sprzedaje klientowi bardzo drogie ubezpieczenie, to sytuacja staje się podejrzana. Ale jeśli klient po jakimś czasie prosi o ustalenie na co została przeznaczona składka w wysokości drobnych 205.000 zł, a bank tego nie wie, robi się już nie śmieszno i nie straszno, ale i absurdalnie. Szczegóły tutaj

Dziesiąty absurd roku: urzędnicze wybryki. Coraz częściej to nie banki zasługują na karę chłosty, lecz urzędnicy, którzy robią błędy na szkodę klientów, zaś klienci za to płacą. W 2017-tym wstrząsnęły mną dwie historie. Pierwsza to bezradne i naiwne spojrzenie urzędnika, który dał ciała, ale nie ma procedury, która pozwoliłaby mu pokryć spowodowane przez siebie straty klienta. Cały tekst jest tutaj. Zaś druga to absurdalny układ prawny, w którym możesz dochować najwyższej staranności w sprawdzaniu historii kupowanego samochodu, a i tak urzędnik może przyjść i ci go zabrać. W głowie się nie mieści, że w państwie prawa takie numery są możliwe. Cały tekst tutaj

Absurdalna lista rezerwowa, czyli… dogrywka

Na liście rezerwowej do rankingu największych absurdów finansowych 2017 r. mam następujące przygody moich czytelników:

Przyzwyczajenie drugą naturą bankowca. Głupi błąd przykryli głupią procedurą. Klientka miała zero kart, a potem dwie naraz

Jeden BIK, dwie oceny. Czy to możliwe, żeby ta sama instytucja wystawiła klientowi dwie różne oceny? Nie? to posłuchajcie.

Paczkomat jak rosyjska ruletka. Zamawiasz tu, a dostarczą tam. Ale tam nie ma paczkomatu

List z banku, po którym trudno się pozbierać. Chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle

Święty Graal kupowania, czyli chcieli czytać w myślach klienta, ale… coś poszło nie tak

Nasze największe sukcesy Anno Domini 2017! Komu udało się pomóc? Wielu!

Jak co roku udało nam się wspólnie rozwikłać kilkadziesiąt, a może i kilkaset spraw. Wiele z nich nie trafiło na strony „Subiektywnie o finansach”, niektóre sprawy rozwiązały się „same”, po tym jak powołaliście się w bankach i firmach ubezpieczeniowych na znajomość ze mną. Ze spraw, w których udało mi się Wam pomóc albo pomogliście sobie świetnie sami i mi się tym pochwaliliście chciałbym wyróżnić następujące:

Firma ubezpieczeniowa wmawiała uposażonemu klientowi, że jego tata umarł na coś innego, niż umarł naprawdę. Na szczęście po opublikowaniu tekstu w tej sprawie problem udało się rozwikłać.

Zaniżone odszkodowania po nawałnicach. Firma ubezpieczeniowa płaci 8500 zł za straty przekraczające 100.000 zł. A dom był porządnie ubezpieczony. Wkraczam do akcji i… jest sukces!

Gdy dowiadujesz się, że musisz zapłacić 1900 zł za oglądanie porno i odrzucono dwie twoje reklamacje, to masz dwie opcje. Zapłacić (jeśli rzeczywiście oglądałaś), albo zadzwonić do Samcika (jeśli nie oglądałaś). Wybierając opcę B masz szansę na sukces.

Mąż podrobił jej podpis na umowach kredytowych. A bank i tak ściągał z niej dług. Rzecz trwala przez kilkanaście miesięcy i nikt się nie przejmował. I co? I wkraczam do akcji. 

Przez trzy lata walczyła o to, by bank z komornikiem oddali jej pieniądze. Ktoś na jej dane wziął pożyczkę. Zgłosiła sprawę do prokuratury, w sądzie zapadł korzystny dla niej wyrok. I co? I nic. Na szczęście gdy zająłem się tą sprawą poszło już gładko. Ale narwy stracone przez trzy lata bezowocnej walki też powinny mieć swoją cenę

No i kto jest debeściak? Firma windykacyjna Best chciała wkręcić klientkę, ale ta jej się odwinęła. Profesjonalnie. Tym razem obyło się bez mojej bezpośredniej pomocy, wystarczyło, że klientka poczytała teksty na „Subiektywnie…”

Wygrał w sądzie 46.000 zł, lecz prawnicy banku chcieli go wykiwać. Nie dał się. Zrobił tak, że bankowi w pięty poszło. Brawo! Nie trzeba być ekspertem od spraw prawnych, żeby przechytrzyć przeciwnika obstawionego kancelariami prawniczymi.

Pożyczka miała być solo, a była z obowiązkową polisą. Co robi wściekły klient? Polecam! Nie można być nieśmiałym, zakompleksionym, czuć się w banku jak petent. Kto czyta „Subiektywnie…” nabiera pewności siebie i… świat się zmienia!

Stoczył heoriczny bój z linią lotniczą o znaczenie jednego słówka w regulaminie. Jednego, ale kluczowego. I wygrał! To jest absolutny hit! Nie tylko trzeba czytać regulamin, ale też umieć podejść do niego krytycznie

Wiosną 2017 r. jedna z firm monitorujących media zrobiła ranking dziennikarzy najczęściej poruszających sprawy konsumenckie. Nie spodziewałem się, że konsumenckość da się tak dokładnie zmierzyć…

Najpopularniejsze teksty roku na „Subiektywnie o finansach”. Które tematy Was rozpaliły?

A teraz czas na listę najpopularniejszych tekstów całego 2017 r. na stronie „Subiektywnie o finansach”. Co najbardziej Was podniecało w minionych 12 miesiącach?

1. Ruszył tani roaming w Unii Europejskiej. Jak zadziała w Twojej taryfie? I co z transferem danych? Tekst tutaj

2. Das Coin, czyli eldorado zaczyna się dziś. Albo w 2018 r. Albo będzie DasNic. Tekst tutaj

3. Wygrał w sądzie 46.000 zł z ubezpieczenia niskiego wkładu, lecz prawnicy banku chcieli go wykiwać. Zrobił to. Tekst tutaj

4. W punkcie telekomu chcą ci kserować dowód osobisty? Nie mają prawa! Użyj tego argumentu. Tekst tutaj

5. Czy Getin Bank to już zombie? Oto trzy problemy, które go wykańczają. Tekst tutaj

6. Ta sama trasa, ta sama pora dnia. W taxi rachunek 158 zł, a w Uber 55 zł. Kto tu kantuje? Tekst tutaj

7. Neymar, czyli najdroższe nogi świata. Co można mieć zamiast Neymara? Tekst tutaj

8. Zaniżone odszkodowania po nawałnicach. Dom do rozbiórki, kompletnie zniszczony, a PZU płaci 8500 zł. Tekst tutaj

Jak widzicie, przez ostatnich dwanaście miesięcy na „Subiektywnie o fianansach” mogliście znaleźć mnóstwo rzeczy strasznych, śmiesznych, tragicznych, przeraźliwie głupich, ale i sporo pokrzepienia. Naprawdę dużo udało nam się wspólnie załatwić!

zdjęcie tytułowe: Pezibear/Pixabay.com

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany