Zima to pora roku, która ma wiele zalet, ale i jedną potężną wadę – kiedy chwyci siarczysty mróz, to dużo rzeczy przestaje działać. Między innymi samochody: trzeba mieć naprawdę dobry akumulator, żeby auto po nocy z temperaturą grubo poniżej zera bez problemu odpaliło. W uprzywilejowanej sytuacji są tylko ci, którzy trzymają samochody w podziemnych garażach oraz ci, którzy mieszkają w Szczecinie :-), bo tam rzadko chwyta siarczysty mróz.

Co zrobić, gdy po zimnej nocy chcemy ruszyć do pracy, a auto nie daje znaku życia? Za kilkadziesiąt złotych pomoże taksówkarz – usługi uruchamiania samochodów mają w ofercie niektóre korporacje taksówkarskie. Druga opcja to skorzystanie z samochodowego assistance. Większość firm ubezpieczeniowych dodaje assistance do polis obowiązkowego OC, zaś do dobrowolnego AC jest on dorzucany już niemal z definicji jako jedna z usług.

AUTO NIE ODPALA? DZWONIMY PO ASSISTANCE!

Dzwonimy więc na numer alarmowy firmy ubezpieczeniowej i zgłaszamy problemy z uruchomieniem auta. Konsultant pobiera od nas dane dotyczące polisy i aktualnej lokalizacji samochodu i przekazuje je firmie organizującej pomoc. W ciągu kilkunastu, góra kilkudziesięciu minut przyjeżdża ktoś, kto odpala samochód. Za nic nie płacimy, podpisujemy tylko potwierdzenie, że usługa została wykonana – koszty bierze na klatę firma ubezpieczeniowa. Tak to powinno działać.

Radzę, żebyście od razu sprawdzili na swojej polisie czy w ramach składki zapłaciliście również za opcję assistance (nazywa się to różnie: „autopomoc”, „pomoc na drodze”). W najbliższych kilku tygodniach może się ona naprawdę przydać. W czasie trzaskających mrozów warto mieć z tyłu głowy wiedzę, że gdyby pozostawione na ulicy i przez kilka dni nie uruchomione auto „padło”, to jest nadzieja na szybką, bezstresową i – co ważne – darmową pomoc.

Czytaj też: Masz wypasione assistance? Nawet najlepsze nie pomoże, gdy jesteś daleko od szosy, a mechanik wstał lewą nogą.

Niestety, może się zdarzyć, że mimo posiadania polisy OC lub AC z wbudowaną opcją assistance, centrum alarmowe odeśle nas z kwitkiem lub ograniczy się do podania namiarów do pomocy drogowej, która może uruchomić nam auto, ale na warunkach komercyjnych (czyli pobierając opłatę za usługę, a czasem i za dojazd). Odpowiadają za to wyłączenia i ograniczenia zawarte w pakietach assistance.

Niestety, firmy ubezpieczeniowe się wycwaniły i wycinają posiadaczom najtańszych pakietów assistance niektóre usługi – zwykle te, które są potrzebne najczęściej. Jakie pułapki najczęściej są zawarte w polisach? Przejrzałem oferty assistance w kilku firmach i włosy stanęły mi dęba. Można płacić kilkaset złotych więcej, niż za „gołą” polisę i mieć assistance, które w zimowych kłopotach z samochodem w ogóle się nie przyda!

Czytaj też: Absurd? Drzwi nie wytrzymały ataku mrozu, ale… odszkodowania nie będzie

Na szczęście w warunkach polis, które widziałem, nie ma już niedorzecznych ograniczeń, które zdarzały się jeszcze kilka lat temu (np. wyłączenia odpowiedzialności ze względu na… zbyt niską tempetarurę 😉). Ale kilka pułapek niestety zostało. Proponuję, byście od razu sprawdzili za co płacicie. A jeśli okaże się, że macie protezę porządnego assistance, to być może warto od razu zrobić upgrade do wyższego pakietu, w którym za wyższą cenę będziecie mieli kompleksową ochronę.

A poniżej krótka check-lista. Czym różni się prawdziwe assistance przydatne w zimie od taniej podróbki? I czym różni się prawdziwa zima od jej podróbki?

URUCHOMIMY AUTO, ALE TYLKO PO WYPADKU

W najtańszych wariantach assistance (a niestety te są najczęściej dołączane do obowiązkowych polis OC, żeby nie podrażać składki) bardzo często zawarty jest zapis, że jakakolwiek pomoc – holowanie bądź naprawa samochodu na miejscu – przysługuje tylko w sytuacji, w której mamy wypadek. W przypadku awarii musimy radzić sobie sami.

Takie „assistance wypadkowe” oczywiście też bywa ograniczone (np. będą holowali tylko do określonego limitu kilometrów, np. 100-250 km od miejsca zdarzenia).

ODHOLUJEMY AUTO, ALE NIE URUCHOMIMY

Nawet jeśli dany wariant assistance nie wyłącza w ogóle udzielenia przez firmę ubezpieczeniową pomocy w razie awarii samochodu (a właśnie za awarię jest uznawane rozładowanie akumulatora w czasie mrozu), to niekoniecznie możemy liczyć na najbardziej potrzebną pomoc na miejscu. W niektórych wariantach polis przewiduje się tylko możliwość odholowania auta do wskazanego przez klienta warsztatu.

Powiedzmy sobie szczerze – uruchomienie „przymrożonego” akumulatora zajmuje pięć minut, więc brak możliwości, by ktoś spróbował naprawić auto na miejscu to spory minus. Takie ograniczenie jest np. w najtańszej odmianie polis assistance.

URUCHOMIMY AUTO, ALE TYLKO DALEKO OD SZOSY

Dość popularną wadą niektórych pakietów assistance jest ograniczenie polegające na tym, że w przypadku „zimnego” akumulatora ubezpieczyciel co prawda przyśle bezpłatną pomoc, ale tylko w sytuacji, gdy jesteśmy… daleko od domu.

Przyznacie, że jest to dość sprytne. Być może w przypadku innych awarii da się to wytłumaczyć (jeśli jestem blisko domu, to nawet rozkraczenie auta nie jest tragedią, zwykle znam jakiegoś mechanika nieopodal), ale w przypadku rozładowania akumulatora? On się w 90% przypadków rozładowuje na parkingu przed domem, albo przy ulicy, na której parkujemy codziennie auto.

Tymczasem nawet w wariancie „super” niektórych polis jest zastrzeżenie, że pomogą tylko w odległości powyżej 20 km od domu. I aby znieść limit odległości w momencie awarii trzeba dodatkowo dopłacić. W wariancie Złotym polisy Warty granica odległości jest jeszcze wyższa, wynosi 20 km.

URUCHOMIMY AUTO, ALE TYLKO DWA RAZY

Stosunkowo najmniej dojmującym ograniczeniem w polisach assistance jest to, że pomoc na miejscu w razie awarii przysługuje tylko w limitowanej liczbie razy w ciągu roku. Najczęściej można wezwać pomoc tylko dwa razy, przy trzecim podejściu zostaniemy odesłani z kwitkiem. Przeważnie te dwie interwencje w roku są wystarczającą porcją dobra (mnie się nigdy jeszcze nie zdarzyło wzywać assistance do samochodu częściej w jednym „sezonie”), ale jak ktoś ma stare auto, zaś akumulator ledwo dyszy…

Zwykle pełen komfort i bezpieczeństwo daje dopiero trzeci w tabelce (licząc od najtańszego) wariant ubezpieczenia. Nieważne czy polisa nazywa się „super”, „ekstra”, czy „komfort” – na pomoc bez dodatkowych warunków i obostrzeń mogą liczyć tylko ci, którzy nie poskąpili wydatku na polisę AC i to z nie najtańszym pakietem assistance.

 

Gratulacje! Jesteś zapisany

Share This