Nieciekawa sytuacja: prestiżowa karta kredytowa i dołączone do niej ubezpieczanie, z którego… nie skorzystasz. „To jakaś farsa. Muszę drugi raz kupić takie samo ubezpieczenie” – skarży się czytelnik, któremu bank odmawia wydania certyfikatu ubezpieczenia. Dlaczego odmawia? Czy prestiżowe karty kredytowe są prestiżowe tylko na papierze? „Subiektywnie o Finansach” wkracza do akcji. Wyjątkowo pouczająca historia!
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Karty kredytowe to temat rzeka. Dla jednych mogą być koszmarnie drogim sposobem na pożyczanie pieniędzy i – jeżeli nie uda się spłacić w terminie wykorzystanego limitu – nawet początkiem spirali zadłużenia. Maksymalne oprocentowanie to dwukrotność stopy referencyjnej NBP powiększonej o 3,5 punkty procentowe, czyli obecnie aż 15%, a większość banków stosuje stawki zbliżone do maksymalnej.
Inni traktują karty kredytowe jako pożyteczne narzędzie, które umożliwia zapłatę niemal za wszystkie zakupy pieniędzmi banku z zerowym oprocentowaniem. To też prawda – umiejętnie dobrana i wykorzystywana karta kredytowa może być najtańszym możliwym finansowaniem bieżącej konsumpcji. Okres bezodsetkowy wynosi zwykle 50–60 dni. Karty kredytowe zwiększają też naszą wiarygodność u niektórych usługodawców (np. blokada określonej kwoty na karcie w wypożyczalni samochodów).
Prestiżowe karty kredytowe: nie jest tanio, ale…
Podstawową funkcję karty kredytowej, czyli możliwość płacenia pieniędzmi banku, można mieć za darmo (są na rynku bezpłatne karty kredytowe – np. karta kredytowa „Standard z Żubrem” od Banku Pekao) lub prawie za darmo (stosunkowo łatwy warunek zwolnienia z opłaty rocznej lub miesięcznej – np. konieczność zrealizowania transakcji na łączną kwotę 300 zł). Takie karty można założyć z niskim limitem kredytowym, np. w wysokości kilku tysięcy złotych.
Na rynku dostępne są też jednak elitarne karty kredytowe, które – poza podstawową funkcją – mają wbudowane również inne możliwości. W zależności od karty możemy otrzymać: dedykowane usługi concierge, różnorakie dodatkowe ubezpieczenie, bezpłatne saloniki lotniskowe i wejście fast-track, korzystne kursy wymiany walut i inne bonusy.
Takie karty często mają jakąś ładnie brzmiącą nazwę („Elite”, „Ultime”, „Infinite”, „Platinum” itd.) oraz inny kolor (obecnie czarne karty kredytowe są najbardziej prestiżowe). Podkreślają status klienta, bo są oferowane tylko dla zamożnych klientów – mamy więc albo minimalny limit kredytowy (np. w wysokości 100 000 zł), albo dostęp do plastiku ograniczony tylko do klientów bankowości prywatnej, albo dostęp tylko „na zaproszenie”. Wiążą się też z niemałymi opłatami za użytkowanie karty. Takich kart zwykle nie dostaje się za darmo.
Jedną z takich prestiżowych kart jest karta kredytowa PKO Visa Infinite, w której klienci otrzymują m.in. bogaty pakiet ubezpieczeń, usługi concierge czy darmowe przewalutowanie transakcji wykonywanych poza Polską. To nie jest karta dla każdego – limit kredytowy wynosi od 50 000 do 1 000 000 zł.
Karta kredytowa PKO Visa Infinite zdecydowanie nie należy do najtańszych kart na rynku. Standardowa opłata roczna za jej użytkowanie wynosi aż 1000 zł i jest jedną z najwyższych na rynku. Jeżeli w ciągu roku wykonacie transakcję na łączną kwotę minimum 98 400 zł, to opłata zostanie obniżona o połowę (do 500 zł). Trzeba by więc wydawać jakieś 8500 zł miesięcznie.
Natomiast realizacja transakcji na kwotę minimum 132 000 zł całkiem zwalnia z takiej opłaty. Czyli aby uzyskać zwolnienie z opłaty, trzeba realizować transakcje mniej więcej na 11 000 zł miesięcznie. To bardzo rygorystyczny warunek do spełnienia (to niemal dwie średnie pensje netto w Polsce) na tle innych kart kredytowych.
Kredytowa karta, a ubezpieczenie widmo. Farsa w banku
Jeden z czytelników „Subiektywnie o Finansach” – nazwijmy go panem Pawłem – ma w portfelu taką kartę Visa Infinite PKO i podczas wynajmowania samochodu chciał wykorzystać bogaty zasób ubezpieczeń dodanych do tej karty. Do tego „plastiku” dołączone jest ubezpieczenie zniesienia udziału własnego za szkody w wynajętym samochodzie. To bardzo ciekawy dodatek do karty kredytowej, więc nie dziwię się, że czytelnik chciał go wykorzystać.
Czym w ogóle jest takie ubezpieczenie wkładu własnego? W największym skrócie, ubezpieczenie wynajętego samochodu często wiąże się z jakimś wkładem własnym, co oznacza, że pokrywa szkody, ale dopiero od pewnej kwoty. Przykładowo wkład własny w wysokości 500 euro oznacza, że za maksymalnie taką kwotę będziemy musieli zapłacić z własnej kieszeni, gdyby z samochodem coś złego się stało. Jeżeli szkoda zostanie wyceniona na 300 euro, to zapłacimy całość, a jeżeli na 1000 euro, to zapłacimy tylko 500 euro.
Ubezpieczenie zniesienia udziału własnego chroni nas w ten sposób, że kwotę, którą zapłacimy za szkodę, możemy następnie odzyskać od ubezpieczyciela. Wystarczy zgłosić zdarzenie i dołączyć do wniosku odpowiednie dokumenty. Będąc za granicą i wypożyczając samochód, zawsze warto dokupić takie ubezpieczenie. Tak dla świętego spokoju.
Muszę pochwalić pana Pawła, bo znam masę osób, które nawet nie wiedzą, jakie produkty ubezpieczeniowe mają dołączone do swoich kont i kart. Czytelnik jednak jest świadomym użytkownikiem produktów finansowych, chciał wykorzystać bonusy związane z otrzymaną z banku (nietanią przecież) kartą. Ale… w pewnej wypożyczalni samochodów odbił się od ściany. Koncertowo. Prestiżowo. Oddajmy mu głos:
„Ubezpieczenie do prestiżowej karty Visa Infinite PKO jest, ale jakby go nie było. Niby do karty jest dołączone ubezpieczenie wkładu własnego dla umów wypożyczenia aut z wypożyczalni, ale… bank PKO BP nie wydaje żadnego potwierdzenia, że do karty takie ubezpieczenie jest”
– pisze czytelnik i dodaje, że nawet mają taką kartę i takie ubezpieczenie czasem i tak trzeba wykupić w wypożyczalni dodatkowe ubezpieczenie wkładu własnego. Czyli zapłacić dwa razy za to samo. Ta przykrość zależy od regulaminu konkretnej wypożyczalni, ale pan Paweł podaje przykład zapisu jednej z takich firm:
„Jeśli masz własne ubezpieczenie (na przykład od wystawcy karty kredytowej), weź ze sobą pismo wystawione przez firmę zapewniającą to ubezpieczenie. Pismo będzie stanowić potwierdzenie posiadania ochrony ubezpieczeniowej na potrzeby wynajmu. W razie braku takiego zaświadczenia personel wypożyczalni będzie wymagać wykupienia ubezpieczenia od kradzieży na miejscu”.
Pan Paweł miał (nie)przyjemność korzystać z usług wypożyczalni, która właśnie taki zapis miała w regulaminie. A to oznacza, że jego ubezpieczenie w ramach prestiżowej karty kredytowej stało się bezużyteczne. Owszem, formalnie ono przez cały czas działa (gdyby się coś stało, klient mógłby wystąpić o zwrot pieniędzy), ale co z tego, skoro w wypożyczalni kazano mu wykupić podobne ubezpieczenie?
Ta sytuacja oznacza, że klient zapłaci dwa razy za to samo (raz w ramach opłaty za kartę i drugi raz w wypożyczalni). Niby ma „podwójną ochronę”, ale to trochę lipa, bo przecież i tak nie może dwukrotnie otrzymać zwrotu za ten sam wydatek. Wysokość odszkodowania z obu polis na to samo zdarzenie nie może przekroczyć faktycznej szkody.
Pół biedy, jeżeli wypożyczalnia – na wypadek konieczności zapłacenia przez klienta jakichś pieniędzy przy zwrocie samochodu – wymaga jedynie zablokowania depozytu na karcie kredytowej (chociaż to też może być kłopotliwe przy niskim limicie kredytowym i wysokiej kwocie zabezpieczenia). Są firmy, które zawsze oczekują wykupienia dodatkowego ubezpieczenia znoszącego wkład własny klienta w szkodę. A ubezpieczenia kupowane bezpośrednio w wypożyczalniach są drogie.
Dlaczego bank nie wydaje certyfikatów?
Sytuacja opisana przez czytelnika jest kuriozalna, bo wystawienie certyfikatu ubezpieczenia – którego w tym przypadku zażądała firma wynajmująca samochód – nie powinno być dla banku problemem. Nie generuje to żadnych dodatkowych kosztów, a całość tego procesu można zautomatyzować. A więc wysłać certyfikaty ubezpieczenia pocztą elektroniczną właścicielom kart kredytowych Visa Infinite. A przypominam, że mowa tutaj o prestiżowej karcie kredytowej kosztującej – bagatela – 1000 zł rocznie.
Opłacone ubezpieczenie, z którego nie można skorzystać, jest chyba bardziej frustrujące niż brak takiego ubezpieczenie w pakiecie usług dotyczących karty kredytowej. Postanowiłem spytać w biurze prasowym PKO BP, czy naprawdę nie wydają automatycznie takich certyfikatów i czy można tego typu dokument w jakiś sposób uzyskać, gdyby była taka potrzeba (np. wypożyczalnia samochodów chce mieć czarno na białym, że klient ma taką polisę).
„Rzeczywiście niektórzy klienci mogli mieć problem z uzyskaniem certyfikatu tego ubezpieczenia. Przepraszamy za te chwilowe niedogodności. Bank zmienił już proces wydawania certyfikatów i teraz są one wydawane klientom już bez żadnych komplikacji. Oczywiście bank nie pobiera od klienta żadnej opłaty za wydanie tego dokumentu”
– wyjaśnił mi Piotr Wardziak z PKO BP. I taka reakcja banku to miód na moje serce. Bank nie próbował usprawiedliwiać durnej procedury, jak często robią firmy, ale po prostu ją zmienił. Od teraz właściciele prestiżowych kart Visa Infinite mogą w pełni korzystać z ubezpieczenia wkładu własnego. Oby nie musieli zgłaszać szkody. A więc, Szanowni Milionerzy, Multimilionerzy i Miliarderzy, „Subiektywnie o Finansach” pomaga także Wam, a nie tylko szarym finansowym żuczkom.
CZYTAJ TEŻ:
———————————-
ZOBACZ „MAGAZYN SUBIEKTYWNIE O FINANSACH”:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
Zdjęcie główne: prostooleh / Freepik



