Czy galerie handlowe przetrwają drugą falę pandemii? Bond nie pomoże. Oto pomysły na to, jak ściągnąć ludzi na zakupy w erze Covid-19

Czy galerie handlowe przetrwają drugą falę pandemii? Bond nie pomoże. Oto pomysły na to, jak ściągnąć ludzi na zakupy w erze Covid-19

Z listą zakupów i ze stoperem w ręku – tak wyglądały nasze zakupy w galeriach handlowych po ich otwarciu w maju. I kiedy po kilku miesiącach sytuacja zaczęła wracać do normy, druga fala pandemii uderzyła w galerie handlowe niczym tsunami. W jakiej formie przetrwają tę jesień? Na Zachodzie niektórzy właściciele galerii i sieci sklepów tracą już nadzieję i opracowują zmiany strategii działania, by ściągnąć klientów nawet wtedy, gdy pandemia nie wygaśnie. Jakie to koncepcje?

Galerie handlowe to jedna z ważniejszych części polskiej gospodarki. Największe z nich odwiedzane są przez 20 mln osób w ciągu roku. Zostawiamy w nich rocznie 150 mld zł. Dla porównania: cały e-commerce wart był w ubiegłym roku 52 mld zł. W Polsce – inaczej, niż na Zachodzie, gdzie wciąż królują ulice handlowe – zakupy konsumentów zostały w dużej części „wessane” przez galerie handlowe (sporo pustostanów zrobiło się przez to nawet na Nowym Świecie, najdroższej niegdyś ulicy handlowej w kraju).

Zobacz również:

Dobry interes robili do tej pory wszyscy: najemcy (dostawali przyjemny zakątek z gwarantowaną liczbą klientów), właściciele galerii, którzy wyciskali z nich 5-10% rentowności rocznie oraz banki, które to wszystko kredytowały. Głównymi graczami na tym rynku są EPP (Galeria Młociny), GTC (Galeria Północna) – to polskie grupy – a także Uniball-Radamco-Westfield (ma największe warszawskie centra handlowe) czy Apsys (Manufaktura, Posnania, Galeria Katowicka).

W ostatnich latach przybyło w Polsce sporo galerii, ich liczba na 1000 mieszkańców wciąż jest jednak mniejsza, niż na Zachodzie. Aż przyszedł 2020 r. i karuzela przestała się kręcić, a dotychczasowa wspólnota interesów została zastąpiona walką o przetrwanie. Jaka była skala odpływu pieniędzy z wielkich centrów handlowych w czasie pandemii? I jaka będzie podczas drugiej fali?

Jak wyglądały nasze zakupy w pandemii i co nas czeka w 2021 r.?

Odpowiedź na to pytanie przychodzi w nowym raporcie firmy konsultingowej EY, organizacji płatniczej Mastercard i firmy Top-Key (ta ostatnia dostarcza rozwiązania, które pomagają policzyć klientów galerii). Dane przedstawione w opracowaniu pochodzą ze 130 obiektów handlowych położonych w całej Polsce (o powierzchni jednej trzeciej wszystkich galerii w Polsce).

Są dwa parametry, które pozwalają ocenić kondycję galerii handlowych – to tzw. odwiedzalność (czyli to, ile osób w danym czasie weszło do galerii) i obroty (czyli ile ci ludzie zostawili pieniędzy). Pierwsze dwa miesiące 2020 r. były lepsze, niż w tym samym czasie rok temu. Ale potem przyszedł niemal trzymiesięczny lockdown.

Początki „nowej normalności” były trudne – w maju liczba klientów była na poziomie 63% tej z początku roku. Pod względem obrotów galerie miały 76% ruchu. Może to oznaczać, że jak już ktoś decydował się na wycieczkę do centrum handlowego, to na większe zakupy. W dodatku były to szybkie zakupy – średnio trwały 40-45 minut. Przed pandemią średnio klient był w galerii grubo ponad godzinę.

W sierpniu obroty wyniosły już 90% stanu sprzed pandemii, a wizyty – 87% (choć dane zawyżyły nieco zakupy szkolne, w tym roku wyjątkowo skoncentrowane w sierpniu). Wrzesień przyniósł spadek wskaźników – ruch i sprzedaż były na poziomie 80% tego, co w ubiegłym roku. I – co ciekawe – znowu zaczęliśmy „przesiadywać” w sklepach. Średnia długość pobytu w galerii w sierpniu i we wrześniu to już 75 minut. Warto z kronikarskiego obowiązku odnotować, że firma Proxi.cloud, która śledzi zachowania konsumentów na podstawie danych z komórek, obliczyła, że ruch w galeriach spadł we wrześniu o połowę. Dane jednak zdaniem branży są nieprecyzyjne, a sam spadek odwiedzalności – zawyżony.

 

Czytaj też: Galerie handlowe kontra sklepy: decydujące starcie. Kto wygra w wojnie o czynsze i komu powinniśmy kibicować jako klienci i konsumenci?

Czytaj też: Galerie handlowe działają, ale na pół gwizdka. Ile powinniśmy wydać w nich pieniędzy, żeby odrobiły pandemiczne straty?

Nadszedł czas, gdy galerie handlowe służą do prostych zakupów

Z danych na temat liczby klientów widać, że najbardziej „oberwało się” galeriom w Warszawie –  im mniejsze miasto, tym szybszy był powrót do wysokości obrotów sprzed pierwszej fali pandemii. Z czym to można wiązać? Czy Warszawiacy boją się chodzić na zakupy? W raporcie nie ma na to odpowiedzi, ale rozwiązanie zagadki może być prozaiczne – wielu klientów warszawskich galerii to zagraniczni turyści lub ludzie, którzy przyjechali tu tylko do pracy (a teraz pracują zdalnie).

Dużo szybciej klienci wrócili na zakupy di centrów handlowych, do których można wejść z ulicy, bez powierzchni wspólnych, bez kin, za to z parkingiem – takie centra określane są wyrażeniem „convenience” i są głównie w mniejszych miastach. Dobre wyniki centrów convenience wynikają też z dużego udziału supermarketów i dyskontów spożywczych w ich powierzchni handlowej.

Autorzy raportu sprawdzili też, co kupowali klienci, którzy już zdecydowali się wejść do galerii. Niestety, praktycznie każda kategoria produktów zaliczyła spadek. Kina – ze względu na to, że były zamknięte – aż o 98%, ale na drugim miejscu w okresie lipiec-sierpień była  gastronomia (minus 25%) (być może gdyby nie ograniczenia w liczbie stolików i godzin otwarcia – popyt udałoby się odbudować).

Za to doskonale widać, że musieliśmy odnaleźć się w nowej rzeczywistości i doposażyć mieszkania w nowe meble, biurka i fotele biurowe – kategoria „wyposażenie domu” jako jedyna wzrosła aż o 30-50% w zależności od miesiąca.

Czytaj też: Domowy budżet w czasach zarazy. Jak się przygotować na ekonomiczne konsekwencje koronawirusa? Sześć rzeczy do ogarnięcia

Centra handlowe czekają na Bonda. A Bond dał dyla

Właściciele galerii obawiają się, że grabarzem tradycyjnego handlu będzie internet. Mówią o tym dane GUS – nawet po lockdownie zakupy spożywcze przez internet są większe o 30%, niż przed rokiem. Zobaczcie jak odległe są terminy rezerwacji dostaw w takich marketach, jak Frisco, czy Auchan Direct. Cała nadzieja w branżach, w których istotne jest obejrzenie, dotknięcie i przymierzenie produktu, czyli odzież, obuwie i biżuteria. Przynajmniej do czasu, gdy sprawy nie załatwi wirtualna rzeczywistość.

Na razie jednak większym problemem jest pandemia, której drugie uderzenie może znów zmniejszyć obroty i liczbę ludzi odwiedzających galerie handlowe. Jest jeden, podstawowy warunek, by najnowocześniejsze i największe centra handlowe wróciły do normalności – muszą ruszyć kina i cały sektor rozrywkowy, czyli kluby fitness (które właśnie zostały zamknięte, ale być może zamieniają się w kapliczki do uprawnia kultu nie tylko sportowego, ale też duchowego), kręgielnie, restauracje i sale zabaw dla dzieci. Bez tego klienci nie wrócą na stałe do centrów handlowo-rozrywkowych.

W ostatnich latach to właśnie możliwością miłego spędzenia całych dni galerie przyciągały klientów. Coraz większe kwoty wydawane na zakupach to była pochodna tego, że galerie handlowe były miejscem do rozrywki. Tymczasem kolejne restrykcje i wprowadzanie czerwonych stref w największych miastach nie zachęcają do wizyt np. w kinie. Do kin nie wrócą widzowie, jeśli nie będą mieli co oglądać – tymczasem np. premiera nowego filmu o Bondzie przeniesiono na wiosnę.

Fatalną wiadomością dla branży centrów handlowych jest też utrzymanie zakazu handlu w niedzielę. Z danych wynika, że dziś sobota jest najbardziej „handlowym” dniem tygodnia (choć wciąż jest to o 20-30% mniej „ludna” sobota, niż przed kryzysem, jak wynika z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych). Gdyby ruch mógł się rozłożyć na sobotę i niedzielę, być może mniej osób zostałoby w domu w obawie, że sobotni ścisk narazi ich na zakażenie wirusem.

Nowe pomysły na galerie handlowe w erze pandemii

Nie zanosi się na szybkie wypłaszczenie krzywej wzrostu zachorowań, więc trudno mieć nadzieję, że klienci wrócą do galerii handlowych po to, by miło spędzać w nich czas. Nie wrócą szybko turyści zagraniczni, ani pracownicy (którzy do galerii wyskakiwali z biur tuż po pracy). Co więc można zrobić?

Polscy właściciele galerii handlowych jeszcze czekają z fundamentalnymi decyzjami, ale w bogatej Arabii Saudyjskiej projektanci już przeprojektowują galerie, budując zapewniające prywatność i dystans społeczny kino-restauracje z obsługą kelnerską. Niektóre galeryjne restauracje na Zachodzie przerabiają stoliki na stanowiska otoczone ściankami z pleksi.

Z kolei w Niemczech sklepy w galeriach starają się ściągnąć klientów nie tyle na zakupy, co w celu szybkiego odbioru rzeczy zamówionych przez internet. Jeśli sklep jest dobrze sformatowany, a załoga przeszkolona – jest szansa, że taki klient wyda też dodatkowe pieniądze na zakupy „spontaniczne”.

Takie zmiany to dla właścicieli galerii handlowych ogromne inwestycje, więc nie dziwi, że większość z nich na razie czeka jeszcze na rozwój wydarzeń, licząc na to, że wiosną 2021 r. pandemia przejdzie jednak do historii. Galerie handlowe przygotowują się też do wprowadzenia dodatkowych zasad bezpieczeństwa, by uratować przynajmniej część zwyczajowego peaku zakupowego przypadającego na grudzień. Tyle, że święta Bożego Narodzenia nie będą w tym roku ani huczne, ani rodzinne.

źródło zdjęcia: PixaBay, Unsplash, YouTube, Kino Helios

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Mariano
1 miesiąc temu

Unibail-Rodamco-Westfield (w tekście są dwa błędy w jednej nazwie)

Slawek
1 miesiąc temu

Nie można nikomu źle życzyć, ale wielu z Was przyzna, że potrzebne jest małe „oczyszczenie” rynku. Jeśli chodzi o niektóre usługi, czy sklepy to był już duży przesyt…

Radek
30 dni temu
Reply to  Slawek

Też tak uważam. Sposób życia polegający na spędzaniu kilku godzin w centrum handlowym z rozrywką polegającą na bezmyślnym przepalaniu kasy na bzdety, obżeraniu się popcornem na miałkim filmie dla mas, to nie jest coś za czym powinniśmy tęsknić. Zdrowiej będzie poczytać książke, pojeździć na rowerze, pobiegać czy pojechać w góry.

Karol
30 dni temu

Lepiej dla nas wszystkich by przeżyły i miały się dobrze, bo jeśli dotkną ich poważne straty to możemy pomarzyć o utrzymaniu bieżących cen w sklepach sieciowych i kawiarniach. Tak samo jak w przypadku fryzjera czy dentysty: fryzjer męski przed pandemią (lokalny) – 35 PLN, w trakcie pandemii 45 PLN dentysta przed pandemią (obsługa premium) – 300 PLN za ząb, w trakcie pandemii 400 PLN. paznokcie żelowe w W-wie przed pandemią – 120 PLN, w trakcie pandemii 140 PLN (ten sam zakład) laptop Huawei D14 (konkretne podzespoły) przed pandemią – 2300 PLN, w trakcie pandemii – 2900 PLN Przykładów mnóstwo, natomiast… Czytaj więcej »

Admin
30 dni temu
Reply to  Karol

Bardzo ciekawe spostrzeżenia, dzięki!

Stef
30 dni temu
Reply to  Karol

Czy to wina pandemii czy psucia waluty przez rząd (inflacja)?

Karol
30 dni temu
Reply to  Stef

Wina chciwości ludzkiej. Pandemia i inflacja to przykrywka dla wzrostu cen. Nie neguje że odnieśli orzedsiebiorcyi usługodawcy strat przez pandemię, podobnie nie neguje inflacji. Natomiast każdy Polak mniej lub bardziej jest stratny finansowo ze względu na sytuację wobec czego by utrzymać popyt ceny powinny wręcz spaść! Tak wskazuje logika… Ale co jest logiczne w świecie spekulacji, cwaniactwa, wyzysku?

Stef
30 dni temu

Patrząc na zachód, wirus tylko przyśpieszył nieuniknione zmiany. Sklep zamieni się w przymierzalnie (mała powierzchnia, po 1 sztuce towaru w każdym rozmiarze) a towar przywiezie kurier.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu