29 lipca 2018

Dwie polisy antyrakowe. Pierwsza firma wypłaca 100 tys. zł odszkodowania, druga – 1,5 tys. Bo zabrakło… milimetra

Dwie polisy antyrakowe. Pierwsza firma wypłaca 100 tys. zł odszkodowania, druga – 1,5 tys. Bo zabrakło… milimetra

To historia o tym jak powinny i nie powinny działać polisy na wypadek raka. A także o tym, żeby od deski do deski przeczytać warunki ubezpieczenia. Nasza czytelnika opowiedziała nam o swoich kłopotach z dwiema firmami ubezpieczeniowymi. Jedna wypłaciła 1550 zł odszkodowania. Druga… 100 000 zł.

Ta historia mogłaby być jednocześnie reklamą i antyreklamą. Dlatego postanowiliśmy nie podawać nazw firm. Wiemy, że ubezpieczyciele będą wiedzieli, który z nich zachował się przyzwoicie, a który nie okazał serca.

Zobacz również:

Sprawa jest delikatna, bo dotyczy szczególnego produktu – polisy na wypadek zachorowania na nowotwór. Niezdrowy tryb życia, zła dieta, brudne powietrze – to wszystko sprawia, że liczba zachorowań na nowotwory w Polsce w ciągu ostatnich trzech dekad wrosła ponad dwukrotnie.

Obecnie przekracza 180 tys. nowych przypadków rocznie. Prognozy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wskazują na podwojenie liczby nowych zachorowań na nowotwory w ciągu najbliższych 15-20 lat. Nic dziwnego, że ludzie chcą się zabezpieczyć przed finansowymi konsekwencjami ewentualnej choroby. Kupują tzw. polisy antyrakowe. 

Czytaj też: W tych bankach kupisz polisę „nowotworową”. Ale czy warto z tej oferty skorzystać? Liczę

Czytaj też: PKO BP zaoferował swoim klientom polisę od raka. Sfinansuje nawet leczenie za granicą. Tylko czy takie polisy w ogóle mają sens?

Maj 2018 r. – diagnoza – raka brodawkowaty

Nasza czytelniczka w 2015 roku wykupiła dwie takie polisy: jako osobny produkt z oddzielną składką oraz polisę grupową z zakładu pracy, zwiększając zakres ochrony o nowotwory. Trzy lata później pani Monika zachorowała:

Pod koniec maja 2018 roku odebrałam wynik biopsji tarczycy – złośliwy rak brodawkowaty. Tę przykrą informację osładzał fakt, że zabezpieczyłam się tak ładnie w dwóch towarzystwach, że teraz leczenie i rekonwalescencja nie będą mi spędzały snu z powiek i będę mogła leczyć się szybko i dobrze, czyli w większości przypadków prywatnie. Kilka tygodni temu miałam operacje w prywatnej klinice – błyskawiczna u najlepszej chirurg w tym kraju.

– pisze czytelniczka. Ale żadne z towarzystw, mimo jednoznacznego wyniku biopsji, nie wypłaciło przed operacją nawet złotówki.

Odszkodowanie za zachorowanie, czy na leczenie?

Pani Monika pisze rozgoryczona:

Oba towarzystwo mówią, że potrzebują wyniku pooperacyjnego badania histopatologicznego. OK, poczekamy – doślę jak będę miała. Ale tu mam pierwsze pytanie – czy do wypłaty roszczenia muszę obowiązkowo się operować? A jeśli bym nie chciała? Czy wiarygodny wynik biopsji, która jest jednoznaczna, nie powinien być wystarczający? 

Ponieważ nie mam wiedzy medycznej, nie będę oceniał, dlaczego wyniki biopsji bez operacji są gorsze niż wyniki biopsji po operacji. Ale faktem jest, że ubezpieczenie pokrywa nie tylko sam proces leczenia, ale przewiduje też świadczenie pieniężne za sam fakt zachorowania. Trudno mi zrozumieć, dlaczego potrzebna była operacja, żeby udowodnić chorobę. To pierwszy zgrzyt, który dotyczył obydwu firm.

Czytaj też: Ile naprawdę kosztuje chorowanie? Jak oszacować składkę ubezpieczenia od ciężkiej choroby? 

Czytaj też: Od czego warto się ubezpieczyć? Śmiertelnie poważny ranking

Pani Monika musiała wydać kilkanaście tysięcy z własnej kieszeni. Jeśli ktoś ma tyle na koncie, to super, znaczy, że jest przezorny, oszczędza i ma gotówkę na czarną godzinę. A jeśli nie? Zostaje pożyczanie na operację u rodziny, czy w banku. W sprawach zdrowotnych czas ma znaczenie, więc kilka dni procedowania wniosku na pewno nie jest wskazane. 

Zabrakło milimetra do wypłacenia pełnego świadczenia

Nasza czytelniczka opowiada:

Zdobyłam pieniądze, zrobiłam operację. Wysłałam firmom ubezpieczeniowym kartę informacyjną ze szpitala. Wynik biopsji. USG. Nie wystarczyło. Firma nr 1 żąda wyniku badania histopatologicznego, bez niego w ogóle nie chce ze mną rozmawiać.

Ten przypadek zostawiamy na koniec. Firma nr 2 odpisała Pani Monice, że odrzuca roszczenie, ponieważ zgodnie Ogólnym Warunkami Ubezpieczenia rak tarczycy nie jest dla nich „poważnym zachorowaniem”. Bo guz miał wymiary między 14-19 mm, w zależności od pomiarów. A oni nowotworów tarczycy poniżej 20 mm w ogóle nie uznają za poważne zachorowanie. Faktycznie, taki zapis był w OWU. Nasza czytelniczka pyta – czy takie zachowanie jest etyczne?

Nie wiem jak to skomentować. Firmy ubezpieczeniowe – jak to firmy – prowadzą działalność gospodarczą. Nie robią tego dowolnie, tylko opierają się na umowach z klientami. I wywiązują się ze swoich obowiązków raz lepiej, raz gorzej. 

Czytaj też: W służbę zdrowia uderzy tsunami. Oto pięć rzeczy, które musimy szybko zrobić, żeby ją uratować

Czytaj też: Ukąszenie pająka? Wizyta UFO? Od czego warto się ubezpieczyć? Śmiertelnie poważny ranking

Tutaj umowa zadziałała w sposób brutalny dla klientki. Zgodnie z zapisami ten konkretny przypadek nie spełniał kryterium poważnego zachorowania. W związku tym już po kolejnym odwołaniu firma nr 2 wypłaciła symboliczne 1550 zł za operację i postępowanie medyczne zastosowane w leczeniu nowotworu złośliwego. Element antyrakowy nie zadziałał – firma – zgodnie z OWU –  nie wypłaciła za rozpoznanie nowotworu ani za długie zwolnienie lekarskie.

W miarę szczęśliwy finał

Wracamy do firmy nr 1, tej, która chciała pooperacyjnych wyników badań histopatologicznego. Pani Monika pisze:

Tydzień po otrzymaniu wyników firma wypłaciła na konto świadczenie. Łatwo, prosto, bez haczyków, bez zbędnych dyskusji. Dostałam maksymalną stawkę przewidzianą przez polisę 100 000 zł. Szybko i bez żebrania, bo w przypadku tej drugiej firmy tak się właśnie czułam – jakbym żebrała.

Poszło sprawnie, bo zachorowanie naszej czytelniczki spełniło kryteria umowy. W przypadku pierwszej polisy zabrakło 1 milimetra. Czy ubezpieczyciel powinien nagiąć umowę i wypłacić świadczenie? Gdzie by były granice tego naginania? To bardzo trudne kwestie, tym bardziej, że nie dotyczą samochodu zastępczego czy zbitej szybki w smartfonie. Jedyne co pozostaje, to dokładnie czytać umowy i wybierać takie polisy, które mają maksymalnie duży zakres ochrony.

Subscribe
Powiadom o
22 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
all
2 lat temu

czerniak może mieć kilka mm, a to jeden z najczęściej prowadzących do śmierci nowotworów

Bartek
2 lat temu

Jakie to firmy?

anonymous
2 lat temu
Reply to  Bartek

Jakie to były składki, w jakiej wysokości? Po nazwach pozycji można spróbować odnaleźć firmy ubezpieczeniowe.
Oraz, jak były mierzone gabaryty? Nie dało się „rozciągnąć” guza tak jak wędkarze naciągają długość ryby albo dołożyć błąd pomiarowy 10%?

ktos
2 lat temu
Reply to  Bartek

Patrząc po OWU ta, która nie wypłaciła to Aviva (OWU „Poważne zachorowanie”: „nowotwory tarczycy o średnicy mniejszej niż 2 cm i opisane jako T1N0M0 według klasyfikacji AJCC,”). Mam tę polisę 🙂

mmm
2 lat temu
Reply to  ktos

Byłem bardzo bliski podpisania sporego ubezpieczenia na życie w Avivie, ale wielostronnicowe OWU i przeliczne wykluczenia zabiły moją chęć – dlatego podpisałem gdzie indziej. OWU ma 3 strony i wszystko rozumiem.

Sauk
2 lat temu

Nie rozumiem dlaczego nie można poznać nazw firm.

Dla mnie jest to jeden z powodów, dla których się nie ubezpieczam. Od wielu lat odkładam środki na czarną godzinę, bo wiem, że jak ich będę potrzebował to będą – bez żadnego ale, bez żadnej biurokracji. A ubezpieczenia nie wykupię, bo aby to zrobić musiałbym iść podpisać je z prawnikiem i lekarzem, a i tak by się potem okazało, że zabrakło owego 1 mm, albo zamiast się leczyć, biegałbym i donosił kolejne papierki do firmy ubezpieczeniowej.

oko
2 lat temu

bez nazw firm nie ma sensu czytac

Michal
2 lat temu

Też chętnie się dowiem co to za firmy ponieważ rozważam zakup takowej polisy

Paweł Jarczyk
2 lat temu

Szczerze, sam się nie ubezpieczam. Pieniążki co miesiąc odkładam i tyle. Zachorowałem trzy lata temu i musiałem badania zrobić za ok 10tys wziąłem z oszczędności.
P. S. Aby być szczery ubezpieczenie jedyne jakie wykupuje to jak jadę poza UE na kilka dni zwiedzić to koszty leczenia ewentualnego tam, lub gdy latam na paralotni by np jak przypadkiem uszkodze linie energetyczne jak mnie zdmuchnie itp (w sumie ono jest obowiązkowe)

Ppp
2 lat temu

Autora twierdzenia, że „nowotworów tarczycy poniżej 20 mm w ogóle nie uznają za poważne zachorowanie” należałoby spytać, czy wie, co to jest tarczyca i jak wygląda.
Narząd znajduje się w szyi, otacza krtań i ma wymiary ok. 55 na 23 na 17mm (plus minut 3mm) – zatem coś, co się w nim pojawia i ma rozmiary powyżej 10mm, jest duże! Żadne OWU nie jest tu usprawiedliwieniem – ubezpieczyciel powinien wypłacić dziesięciokrotność należnego odszkodowania, jako karę za próbę oszustwa.
Pozdrawiam.

Kazek
2 lat temu

Cóż to za brednie? Ubezpieczyciel nie ma okazywać serca, tylko ściśle wypełniać zawartą umowę. Taka definicja poważnego zachorowania w zasadzie przekreśla sens zawierania takiej ochrony, do kogóż więc pretensje? Normalnie kolejne Amber Gold, liski chytruski potraciły oszczędności, ale który z nich wini własną naiwność, chęć łatwego zysku, wreszcie własną głupotę? Składka wydana na ochronę na takich warunkach to zmarnowane pieniądze. Niestety chora przekonała się o tym empirycznie, ale dokładnie tak to bywa, kiedy się nie ma, lub nie używa wyobraźni.

all
2 lat temu
Reply to  Kazek

brednie to twoja wypowiedź. albo coś jest białe albo jest czarne. albo nowotwór jest złośliwy albo nie. a nie tworzenie własnych definicji obowiązujących pojęć, tak jak swego czasu pzu miało własną definicję skali beaufforta czy zawału.

zen
2 lat temu

Dla niektórych zachowanie firmy 2 wydaje się brutalne, ale umowa to umowa. Wymiary guza, za który można otrzymać odszkodowanie na pewno zostały wliczone w cenę polisy. Klientka wybrała ubezpieczenie tanie zamiast szerokiego, dzięki czemu płaciła np. 50 zł składki za połowiczną ochronę zamiast 150 zł za pełną ochronę.
Gdy podpisywała umowę pewnie myślała, jaka to jest przebiegła, że udało jej się dorwać tak tanią ofertę. Gdyby nie zachorowała wyszłaby na tym całkiem nieźle. Pech chciał, że jednak warto było dopłacić.

Sauk
2 lat temu
Reply to  zen

Gdyby nie zachorowała, to też zysk finansowy byłby tylko po stronie firmy. Właśnie to jest wredne, że mamy sytuację win-win tylko dla firmy ubezpieczeniowej. Jak nie ma choroby to firma zarabia, jak jest choroba, to też zarabia bo w liczącym milion stron OWU zawsze znajdzie się kruczek, żeby odszkodowania nie wypłacić.

Andrew
2 lat temu

Szkoda, że nie podano nazwę firmy nr 1, która zachowała się OK. Rozważył bym wykupienie polisy u nich.

Iza
2 lat temu
Reply to  Andrew

Po wymogach dokumentacyjnych firmy nr 1 wydaje mi się, że może to być Aviva. Ale tez niekoniecznie i również nie rozumiem, dlaczego nie możemy się dowiedzieć, o które ubezpieczalnie chodzi!

Beata
2 lat temu

Z owu avivy: Nie stanowią poważnego zachorowania w rozumieniu niniejszej definicji: a) wszelkie zmiany opisane histopatologicznie jako łagodne, przedrakowe, o niskim potencjale złośliwości i nieinwazyjne; w tym d) nowotwory tarczycy o średnicy mniejszej niż 2 cm

Agent Aviva
1 rok temu
Reply to  Beata

Skoro już tak odnosimy się do OWU AVIVY, to proszę podać pełną treść definicji : d/ nowotwory tarczycy o średnicy mniejszej niż 2 cm i I OPISANE JAKO T1N0M0 WG KLASYFIKACJI AJCC. AVIVA rozróżnia nowotwory złośliwe w stadium inwazyjnym (stąd dokładny opis powyższego wykluczenia, spełnione muszą być oba warunki) i jako odrębne poważne zachorowanie nowotwory złośliwe w stadium przedinwazyjnym (a więc bez przerzutów, nacieków, zajęcia węzłów chłonnych). I taka była pewnie diagnoza u tej Pani. W takim wypadku wypłacane jest 10% sumy ubezpieczenia, a umowa trwa dalej. Z informacji skarżącej się Ubezpieczonej nie wynika stopień zaawansowania choroby, prawdopodobnie po zabiegu… Czytaj więcej »

Agent inny
1 rok temu
Reply to  Agent Aviva

Do: Agent Aviva. Nie zmienia to sytuacji, że to gówniany produkt. Nowotwór przedinwazyjny zamienia się w inwazyjny przecież.

Mariusz
4 miesięcy temu
Reply to  Agent Aviva

W pełni zdrową? Nie macie pojęcia jak się czują ludzie po operacji raka tarczycy, nikomu się tego nie życzy. Hormonalna terapia, terapia jodem promieniotwórczym. Kobieta miała czekać aż guz jej urośnie i będzie miała odległe przerzuty, żeby ubezpieczyciel wypłacił pieniądze? Żarty sobie robicie z ludzi, składki co miesiąc ściągacie z konta, a jak człowiek jest potrzebie to nie chcecie mu wypłacić pieniędzy.

Celinor
1 rok temu

Tak się składa, że właśnie czekam na wynik badania histopat raka brodawkowatego tarczycy i posiadam polisę grupową w Avivie. W OWU z 2007 (obowiązujące dla mojej umowy) nie ma żadnych wykluczeń względem raka tego narządu, ciekawa jestem czy uznają roszczenie.

Celinor
10 miesięcy temu
Reply to  Celinor

Uznali, wypłacili po 28 dniach od zgłoszenia, przeszło 50 tysięcy.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu