2 listopada 2022

Te dane pokazują, że Polacy na poważnie zabrali się za oszczędzanie. To polisa na kryzysowe czasy? A może efekt tego, że banki płacą lepszy procent?

Te dane pokazują, że Polacy na poważnie zabrali się za oszczędzanie. To polisa na kryzysowe czasy? A może efekt tego, że banki płacą lepszy procent?

W tym roku z depozytów bieżących, czyli kont osobistych i oszczędnościowych, odpłynęło aż 113 mld zł. Czy to oznacza, że Polacy zaczęli przejadać oszczędności? Nowe dane NBP pokazują, że pieniądze zostały w systemie bankowym, ale Polacy znowu polubili depozyty terminowe i solidnie zabrali się za oszczędzanie

Inflacja oszalała i zapewne nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W październiku – według wstępnych danych – skoczyła do 17,9%. Jak na drożyznę reagują Polacy? Dookoła słyszymy, że zaciskamy pasa, polujemy częściej niż w przeszłości na promocje, kupujemy mniej oraz tańsze zamienniki. Ale tego, że mniej kupujemy, nie widać jeszcze w twardych danych. GUS podał niedawno, że sprzedaż detaliczna, czyli pieniądze, jakie konsumenci zostawiają w sklepach, wzrosła we wrześniu o 4,1% w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku, choć w skali miesiąca spadła o 2,8%.

Zobacz również:

W każdym razie panicznego ograniczenia zakupów jeszcze nie widać, co zresztą chcą wykorzystać przedsiębiorcy. Tzw. inflacja producencka, czyli ceny, po jakich firmy sprzedają swoje towary i usługi, obniżyła się we wrześniu o 0,9 pkt proc. Co prawda nadal znajduje się na kosmicznie wysokim poziomie 24,6%, ale po trzech miesiącach stabilizacji wskaźnika odnotowaliśmy pierwszy wyraźny spadek. To dobry sygnał, bo oznacza, że jeśli trend się utrzyma, za jakiś czas również ceny w sklepach przestaną rosnąć.

Problem może się pojawić, jeśli spadek inflacji producenckiej okaże się być chwilowy. Jak wynika z raportu firmy doradczej Grant Thornton, aż 76% polskich przedsiębiorców sygnalizuje podwyżki swoich produktów i usług w najbliższym roku. Pod tym względem Polska jest w światowej czołówce. Głównym powodem są rosnące ceny energii i paliwa, co podwyższa przedsiębiorcom koszty. Wskazują jednak na to, że jest przestrzeń do podnoszenia cen, ponieważ polscy konsumenci mają jeszcze pieniądze.

Przeczytaj też: Pan Darek założył super lokatę w ex-Getin Banku, już po jego przejęciu przez BFG. Teraz martwi się, czy dobrze zrobił. Czy jego obawy są uzasadnione?

Depozyty bieżące: w tym roku odpłynęło 113 mld zł

Ale czy przypadkiem przedsiębiorcy nie przejadą się na wierze w zasobność portfeli Polaków? A może wydajemy ostanie zaskórniaki, jedziemy na oparach, by przy tak wysokich cenach jakoś związać koniec z końcem?

Niedawno gruchnęła niepokojąca wiadomość o wynikach sprzedaży obligacji skarbowych. We wrześniu Polacy kupili rządowe papiery dłużne tylko za 2,6 mld zł. Dla porównania w sierpniu sprzedano ich za 6 mld zł, w lipcu za 10,3 mld zł, natomiast w czerwcu aż za ponad 14 mld zł. Maciek Samcik próbował wskazać przyczyny tego załamania. Jedną z nich może być po prostu fakt, że rynek się nasycił – zrobili to ci, którzy mogli i chcieli zainwestować w obligacje.

Inną przyczyną wskazaną przez Maćka jest alternatywa w postaci lepszej oferty depozytowej w bankach. Czy to dobry trop? Narodowy Bank Polski opublikował właśnie najnowsze dane o wartości bankowych depozytów obejmujących wrzesień 2022 r. Bank centralny podaje wartość depozytów ogółem oraz w rozbiciu na depozyty bieżące (środki na z reguły nieoprocentowanych kontach osobistych i oprocentowanych kontach oszczędnościowych) oraz depozyty terminowe.

Jeśli spojrzelibyśmy tylko na depozyty bieżące, od razu powinna zapalić się czerwona lampka ostrzegawcza. Bo wartość środków w kategorii spada w bardzo szybkim tempie. W piku, czyli na koniec grudnia 2021 r., leżało na nich 896 mld zł. Od stycznia do września ubyło aż 113 mld zł! Stan na koniec września to 783 mld zł.

 

Wyjaśnienie byłoby proste – inflacja powoduje, że zaczynamy przejadać oszczędności. Z danych NBP płyną jednak dobre informacje. Wartość depozytów gospodarstw domowych ogółem wpadała w tym roku w głębokie dołki. Na koniec grudnia 2021 r. wynosiła 1 bln 60 mld zł. W marcu 2022 r. spadła o 27 mld zł, na co zapewne wpłynęła pojawiająca się w tamtym czasie ciekawa oferta obligacji skarbowych. Po marcowym dołku wartość depozytów powoli zaczęła odrabiać straty. We wrześniu stan depozytów jest zbliżony do sytuacji z grudnia 2021 r., a więc wynosi blisko 1 bln 60 mld zł.

Przeczytaj też: Początkujący przedsiębiorca miał poważny wypadek. Firmę zamknął, ale nie zwrócił terminali płatniczych. Kara? 2000 zł plus odsetki. Co zrobiła firma od terminali?

Depozyty terminowe wracają do łask Polaków 

Mimo że z depozytów bieżących uleciało grubo ponad 100 mld zł, to pieniądze nie uciekają z systemu bankowego – to, co znika z rachunków bieżących, odnajduje się w kategorii depozyty terminowe.

Po dołku z końca 2021 r. (ok. 163 mld zł) ich wartość zaczęła powoli rosnąć, a istotne przyspieszenie widać od kwietnia, co w pewnym sensie koreluje z pojawiającym się wiosną wyższym oprocentowaniem bankowych lokat.

W kwietniu na lokatach terminowych trzymaliśmy już 183 mld zł, a w każdym kolejnym przyrastało średnio ok. 20 mld zł. W efekcie we wrześniu na lokatach terminowych leżało już 276 mld zł. Od początku tego roku z depozytów bieżących ubyło dokładnie tyle samo pieniędzy (ok. 113 mld zł), ile przybyło na lokatach terminowych.

 

I to – uważam – jest bardzo dobra wiadomość. Po pierwsze dlatego, że bronimy stanu posiadania. Po drugie, że przynajmniej częściowo próbujemy chronić oszczędności przed inflacją – trzymanie środków na nieoprocentowanych ROR-ach oznacza bezwarunkową kapitulację.

Pytanie, na które nie znam odpowiedzi, to: powrót do łask lokat terminowych to tylko efekt tego, że banki uatrakcyjniły ofertę depozytową? A może w ten sposób hodujemy „finansowy tłuszczyk” na ciężkie czasy?

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
callipso
1 rok temu

To w takim razie oznaczałoby, że inflacja nie rusza finansowo polaków… co jest nieprawdą. Jeśli oszczędności nie topnieją, tylko przerzucamy je z rachunków bieżących na lokaty to znaczy, że magicznie co miesiąc zarabiamy więcej akurat tyle by pokryć wzrost kosztów życia, kredytów czy innych zobowiązań. A tak nie jest.

To albo dane są do kitu albo Polska szarą strefą stoi i nagle okazuje się, że każdy ma pokitraną pozasystemową gotówkę którą zasypuje dziury w budżecie.

Coś nie daje wiary tym danym.

Łukasz
1 rok temu
Reply to  callipso

To jak w tym kawale, że Polacy zarabiają 3000 zł po czym z tego wydają 2000 zł na życie, 2000 zł na przyjemności a pozostałe 2000 zł oszczędzają

Pawceluto
1 rok temu
Reply to  callipso

Po prostu zasypywanie dziur w budżecie dotyczy tylko dwóch grup: tych najbiedniejszych oraz tych wydających pod korek. Ani jedna, ani druga nie miała i nie ma oszczędności wiec nie zobaczysz ich wpływu na takie wykresy. Cała reszta owszem płaci więcej za codzienne życie ale inflacja wcale nie jest dla nich taka straszna jak to się rysuje. Dla przeciętnego gospodarstwa w Warszawie małe znaczenie ma to że np. olej podrożał z 5 zł na 9 zł a rachunek za ogrzewanie o 100 zł bo przez ostatnią dekadę ich zarobki wzrosły o min. kilkaset PLN miesięcznie, a w wielu przypadkach mówimy nawet… Czytaj więcej »

callipso
1 rok temu
Reply to  Pawceluto

Kolega chyba nie zrozumiał. Nie mówimy o okresie 10 lat tylko od stycznia do września tego roku. Nie sądzę by co miesiąc tak szybko rosły pensje. Lokaty na 7% to dopiero są zakładane a realizacja „zysku” będzie pod koniec roku. Tych kwot ludzie nie widzą jeszcze. Przepływ kasy opisany w artykule mówi o przeniesieniu z kont bieżących na lokaty. Czyli z tego co ludzie mają na kontakt z których robią opłaty. Jeśli wydajesz więcej na życie i to zauważalnie, z miesiąca na miesiąc nie zarabiasz zauważalnie więcej a w danych widzisz, że sumy się przepływów między kontami bieżącymi a terminowymi… Czytaj więcej »

Szymon
1 rok temu
Reply to  callipso

Opisany jest tylko mały fragment rynku. Nie znamy przepływów z funduszy inwestycyjnych, rynków akcji, obligacji skarbowych. Obraz może być taki. Z kont zniknęło 100mld – pieniądze od grupy A wydane w związku z inflacją. Na depozytach przybyły 100mld – pieniądze od grupy B wycofane z dołujących akcji i funduszy, z zapadających obligacji które nie zostały zrolowane.

Radek
1 rok temu

„ Ale tego, że mniej kupujemy, nie widać jeszcze w twardych danych. GUS podał niedawno, że sprzedaż detaliczna, czyli pieniądze, jakie konsumenci zostawiają w sklepach, wzrosła we wrześniu o 4,1% w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku”

A to nie jest tak, że gdy ceny wzrosły o 17,9% to nasze wydatki również powinny? I jeśli mamy wzrost wydanych pieniędzy w sklepach o 4,1%, to to właśnie pokazuje że kupiliśmy o 13,8% mniej towaru?

Jacek
1 rok temu

To są jedynie nominalnie tej samej wielkości pieniądze – uwzględniając inflację depozytów jest mniej.

Michał
1 rok temu

Gdyby nie szara strefa, ta dane miałby sens. Ale jeśli od groma osób co zarabia minimalną na papierze albo nie wiele więcej, a pod stołem dostaje resztę, nie rzadko drugie tyle. To z zasady tych pieniedzy nie wpłacają na konto, żeby sie US nie przyczepił 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu