W zakończonym niedawno piłkarskim Mundialu zagrało – a w każdym razie znalazło się w kadrach meczowych – dokładnie 1 248 zawodników. Zapewne nie wszyscy wiedzą, ale FIFA płaci klubom za udział piłkarzy w tej imprezie. A co to ma wspólnego z finansami osobistymi przeciętnego polskiego inwestora? I czy warto być akcjonariuszem klubów piłkarskich? Warto się dowiedzieć, bo przecież właśnie startuje nowy sezon polskiej piłkarskiej Ekstraklasy
W ramach programu rekompensat dla klubów (FIFA Club Benefits Programme) organizacja ta przekazała klubom z całego świata rekordową pulę 355 mln dolarów za sam udział piłkarzy w całym cyklu związanym z Mistrzostwami Świata 2026. To potężny wzrost rekompensaty za „eksploatację” piłkarzy – o 70% w porównaniu do turnieju w Katarze z jesieni 2022 roku.
- Bank dopłaci do wakacji 2400 zł, a Lewandowski pomoże. Rusza nietypowa promocja: Urlopowicze będą porzucać inne banki? Analizuję! [POWERED BY BANK PEKAO]
- Trwa walka banków o portfele urlopowiczów. Czy podróżnik pokona piłkarza? 700 zł w prezencie, dobra lokata na rok, wiecznie darmowa karta bezspreadowa [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Razem czy osobno? Wspólne konto do inwestowania to w Polsce wciąż niezbyt popularne rozwiązanie. A daje poczucie bezpieczeństwa [POWERED BY SAXO BANK]
Za każdy dzień pobytu piłkarza na zgrupowaniu kadry i turnieju – od 10 dni przed meczem otwarcia aż do dnia po ostatnim meczu jego reprezentacji – kluby otrzymują stawkę dzienną minimum 5 000 dolarów. Minimalna gwarantowana kwota za gracza, którego reprezentacja odpadnie już w fazie grupowej, to około 160 000 dolarów. A jeśli piłkarz dojdzie do finału, klub może otrzymać za niego nawet 285 000 dolarów.
Co prawda światowi giganci wysyłający największą liczbę graczy na Mundial – w tym roku są to Manchester United (12 piłkarzy), Borussia Dortmund (11 piłkarzy) czy tureckie Fenerbahce (9 piłkarzy) – zainkasowali z tego tytułu po kilkanaście milionów dolarów amerykańskich. Ale mówimy o firmach, które generują setki milionów euro rocznego przychodu.
Po raz pierwszy w historii FIFA płaciła także za same kwalifikacje do mundialu. Kluby otrzymywały 2 362 dolarów za każdy pojedynczy mecz, w którym ich zawodnik znalazł się w kadrze meczowej podczas eliminacji. Dzięki temu rozwiązaniu jakiś pieniądz zarobiło wiele mniejszych klubów z całego świata. Niestety, polskie kluby zarobiły niewiele, bo naszej reprezentacji w finałach Mundialu nie było. A czy warto być ich akcjonariuszem? Właśnie rusza kolejny sezon Ekstraklasy.
Czy Mundial podnosi wyceny klubów piłkarskich?
Co to wszystko ma wspólnego z finansami osobistymi przeciętnego Kowalskiego? Otóż istnieją kluby piłkarskie notowane jako spółki akcyjne na giełdach papierów wartościowych. Ba, są takie nawet na polskiej giełdzie! Wszystko zaczęło się w 1983 roku, gdy angielski klub Tottenham Hotspur zadebiutował na giełdzie w Londynie. Czy warto kupować teraz akcje klubów piłkarskich?
To, co naprawdę porusza akcjami klubów w trakcie Mundialu to świetne występy młodych gwiazd. Jeśli młody ale perspektywiczny piłkarz Borussii Dortmund czy Ajaksu Amsterdam błyśnie na turnieju, jego potencjalna cena transferowa drastycznie rośnie. Zaraz pojawią się plotki transferowe. Inwestorzy mogą dość wyraźnie reagować na perspektywę gigantycznego zysku ze sprzedaży gracza w najbliższym okienku transferowym.
Najsłynniejszym przykładem jest „efekt Ronaldo”: gdy pod koniec czerwca 2018 roku pojawiła się plotka, że CR7 przejdzie z Realu Madryt do Juventusu Turyn, kurs włoskiego klubu w kilka sesji poszedł w górę o 20%. Jednak gdy transfer Portugalczyka stał się faktem, reakcji nie było. Podobnie było w przypadku plotek o odejściu Norwega Erlinga Haalanda z Borussii Dortmund do Manchesteru City.
Generalnie badania potwierdzają – tak jak to, które objęło 230 transferów – że zakupy obiecujących graczy generują krótkoterminowe wzrosty kursów akcji klubów. Z kolei sprzedaż czy wypożyczenia kluczowych zawodników – nawet jeśli są racjonalne kosztowo – wywołuje rynkową niepewność i natychmiastowe spadki cen. To dowodzi, że giełda wycenia kluby głównie przez pryzmat obietnic przyszłych zwycięstw, a nie optymalizacji finansowej. Tak to jest na tej giełdzie. Antycypacja na parkiecie jest tak samo ważna, jak na murawie. Warto o tym pamiętać.
Historia notowań Juventusu Turyn

Źródło: Yahoo Finance
Jak kluby kreują wartość emocjonalną dla akcjonariuszy
Jednak inwestowanie pod wystrzał karier młodych graczy na mundialu to byłoby działanie niemal równoznaczne z grą hazardową. Może więc warto kupować akcje klubów piłkarskich i je trzymać long term – przez 5, 10, 15 lat? Jak wiadomo, spółki giełdowe często prowadzą programy lojalnościowe dla akcjonariuszy – może warto dla samych „giftów” mieć takie akcje w portfelu?
Według mojej kwerendy na giełdach na całym świecie notowane są co najmniej 24 kluby piłkarskie (choć może być ich ciut więcej, być może nie doszukałem się wszystkich). Najbardziej znane to Manchester United (3,8 mld USD kapitalizacji), Borussia Dortmund (0,4 mld USD), Juventus FC (1 mld USD) czy AFC Ajax Amsterdam. Jednak znaleźć można i taką egzotykę jak chilijski Universidad Católica notowany na parkiecie w Santiago de Chile czy Bali United upublicznione na Indonesia Stock Exchange. Właściwie do tej egzotyki należałoby zaliczyć także polskie kluby notowane na NewConnect: Ruch Chorzów i GKS Katowice.
| 10 największych klubów piłkarskich notowanych na giełdach | ||||
| Klub | kraj | ticker | kapitalizacja w USD | |
| 1 | Manchester United | Wielka Brytania | MANU | 3 810 000 000 USD |
| 2 | Juventus Turyn | Włochy | JUVE | 1 183 200 000 USD |
| 3 | Fenerbahçe SK | Turcja | FENER | 587 250 000 USD |
| 4 | Ollamani (Club América) | Meksyk | AGUILASCPO | 533 863 200 USD |
| 5 | Eagle Football Group (Lyon) | Francja | EFG | 408 030 000 USD |
| 6 | Borussia Dortmund | Niemcy | BVB | 380 000 000 USD |
| 7 | Galatasaray SK | Turcja | GSRAY | 314 287 500 USD |
| 8 | Celtic Glasgow | Wielka Brytania | CCP | 310 000 000 USD |
| 9 | Parken Sport (FC Kopenhaga) | Dania | PARKEN | 295 260 000 USD |
| 10 | SL Benfica | Portugalia | SLBEN | 193 163 200 USD |
| Źródło: opracowanie własne | ||||
Nie ukrywajmy, kluby piłkarskie mają spore problemy z generowaniem zysków. Są uwikłane w nieustanny wyścig zbrojeń, w konieczność ciągłego inwestowania – a to w nowych zawodników, a to w stadionową infrastrukturę. Sytuacja nie wygląda wcale lepiej w przypadku tych notowanych na giełdach. Zarobki Manchesteru United są systematycznie „zjadane” przez obsługę zadłużenia i ogromne wydatki na płace – w 2025 roku klub miał około 666 mln funtów przychodów, a zamknął rok stratą rzędu 33 mln funtów.
Juventus Turyn w ostatnich latach znalazł się „pod wodą” ponosząc sumaryczną stratę około 320 mln euro w ciągu trzech sezonów, i dość często robi „ratunkowe” emisje akcji. Nawet prowadzona konserwatywnie Borussia Dortmund ma problemy z zarabianiem i nie jest demonem rentowności, choć w trakcie ostatnich trzech sezonów zarobiła w sumie około 63 mln euro. To tylko kilka przykładów, które można by mnożyć.
Ta sytuacja doprowadziła do wykształcenia przez nie tzw. „dywidendy użytkowej” (ang. utility dividend). Ponieważ tradycyjna wypłata gotówki jest rzadkością, piłkarskie kluby giełdowe oferują akcjonariuszom korzyści o charakterze niefinansowym i emocjonalnym, w tym programy lojalnościowe. Świadczenia te stanowią unikalną formę rekompensaty ryzyka inwestycyjnego, budując zarazem stabilną i lojalną bazę inwestorów.
CZYTAJ TEŻ:
Dlaczego kibice lubią mieć akcje klubów? Programy lojalnościowe rulez!
Co więc oferują kluby akcjonariuszom w ramach programów lojalnościowych? Tak jak w przypadku Manchesteru United przywileje koncentrują się głównie na udzielaniu priorytetowego dostępu do zakupu biletów na mecze na Old Trafford oraz na spotkania wyjazdowe. Warto uzmysłowić sobie, że przy „waiting liście” na karnety sięgającej nawet około 170 tys. chętnych ten priorytet nadany akcjonariuszom stanowi dla kibiców realną wartość użytkową, przewyższającą rynkowe stopy zwrotu.
Niezwykle rozbudowanym programem dla akcjonariuszy może pochwalić się Celtic Glasgow. Zasady tego programu wynikają bezpośrednio z historycznego prospektu emisyjnego z 1994 roku, kiedy to klub zebrał z giełdy i od kibiców kapitał na przebudowę stadionu.
Pakiety lojalnościowe funkcjonują do dziś w podziale na dwie kategorie. Status „Srebrnego akcjonariusza” obejmuje osoby posiadające od 500 do 1 999 akcji zwykłych i daje im on kupon rabatowy 25% na zakupy w oficjalnych sklepach stacjonarnych Celticu oraz w sklepie internetowym, a przede wszystkim wysokie miejsce na liście pierwszeństwa przy odnawianiu karnetów sezonowych oraz rezerwacji krzesełek na zmodernizowanym stadionie.
Status „Złotego akcjonariusza” (trzeba mieć ponad 2 000 akcji) oprócz tego daje duże zniżki na usługi gastronomiczne na stadionie oraz pierwszeństwo w rezerwacji pakietów VIP na domowe mecze w europejskich pucharach. Ponadto, oprócz akcji zwykłych na giełdzie w Londynie notowane są też akcje uprzywilejowane Celticu, które nie mają prawa głosu, ale wypłacają stałą dywidendę w wysokości 3,6 pensa na akcję.

Źródło: celticfc.com
Duńskie eldorado dla kibiców-inwestorów. A co w Polsce?
Szczególnie dojrzałą i ustrukturyzowaną formę przybrały przywileje niefinansowe w Danii. Właściwie wszystkie duńskie upublicznione kluby – a jest ich aż 7 – oferują mniej lub bardziej rozbudowane programy lojalnościowe dla akcjonariuszy, uzależniając poziom benefitów od wielkości posiadanego pakietu akcji.
I tak Brøndby IF ma jeden z najbardziej rozbudowanych i precyzyjnie określonych programów lojalnościowych w Europie. Aby aktywować uprawnienia, inwestor musi posiadać co najmniej 5 000 akcji na rachunku maklerskim i postępować zgodnie z wytycznymi platformy klubowej. W zamian otrzymuje 6 darmowych biletów wstępu w każdym sezonie na mecze domowe rundy zasadniczej Superligi (z wyłączeniem meczów derbowych przeciwko FC Kopenhaga).
Ponadto uczestnik programu otrzymuje bon podarunkowy o wartości 100 koron do wykorzystania w sklepie z pamiątkami oraz zaproszenie na doroczne zebranie informacyjne z kadrą menedżerską. Akcjonariuszom przysługuje również prawo do zakupu 8 biletów VIP na mecze domowe fazy zasadniczej ligi w cenie 649 koron za bilet (również z wyłączeniem derbów).
Rywal zza miedzy FC Kopenhaga ma o wiele skromniejszy program. W zamian za posiadanie jednej akcji zapewnia bieżący dostęp do wszelkich informacji o klubie, zaproszenie na walne zgromadzenie oraz okazjonalne kampanie promocyjne dotyczące np. zniżek na pobyty wypoczynkowe w parkach rozrywki Lalandia.
Standardem niemal jest pewna pula bezpłatnych biletów na mecze. Akcjonariusze Aalborg BK mogą ubiegać się o 2 bezpłatne bilety na mecze domowe, bez względu na liczbę posiadanych akcji. Udziałowcy AC Horsens posiadający co najmniej 20 000 akcji mogą otrzymać 4 darmowe bilety w sezonie, a jeśli mają ponad 100 000 akcji otrzymują karnet na cały sezon. Akcjonariusze Aarhus AGF mogą wejść na mecz za darmo raz w sezonie, gdy przy okazji klub organizuje Dzień Akcjonariusza. Udziałowcy Silkeborg IF mogą otrzymać dwa bilety na jeden wybrany mecz w sezonie, podobnie jak akcjonariusze Randers FC.
Niestety, w przypadku polskich klubów notowanych na NewConnect – mowa o Ruchu Chorzów oraz GKS-ie Katowice – nie działają żadne programy lojalnościowe, które dawałyby darmowe bilety lub stałe zniżki. Spółki te funkcjonują w ścisłej symbiozie finansowej z miastami i regionami, a szczególnie Ruch Chorzów – który żyje na „kroplówce” od miasta, więc nie w głowie mu nagradzanie akcjonariuszy. Z kolei kibice GKS Katowice mogą korzystać ze zintegrowanych systemów ulg w ramach Katowickiej Karty Mieszkańca, co jednak nie ma bezpośredniego związku z posiadaniem akcji spółki sportowej.
Trzeba jednak przyznać, że szału nie ma z tymi programami lojalnościowymi. A już dziwnie i żałośnie robi się gdy dowiadujemy się, że taki Juventus Turyn nie oferuje żadnych benefitów akcjonariuszom, ale posiadaczom cyfrowych tokenów Juventus Fan Token już tak… Ich posiadanie pozwala brać udział w głosowaniach nad niektórymi kwestiami (np. wybór piosenki puszczanej po golu w następnym sezonie) oraz wygrywać unikalne nagrody (np. bilety VIP na mecze ligowe).
CZYTAJ TEŻ:
Porażki ciągną w dół bardziej, niż triumfy w górę
To może chociaż warto kupować akcje klubów po prostu dla samego wzrostu ich wartości w długim terminie? Badań na temat losów klubów piłkarskich notowanych na giełdach jest całkiem sporo, ale ich konkluzje są bezlitośnie spójne: inwestowanie długoterminowe w akcje spółek z tego sektora mija się z celem. Branża ta charakteryzuje się raczej „maksymalizacją zwycięstw” a nie „maksymalizacji zysków”.
Pierwsza oferta publiczna to zazwyczaj oferta ratunkowa – czyli jednorazowy zastrzyk płynności, a nie punkt wyjścia do budowy trwałej wartości dla inwestora. A niemal każda nadwyżka klubowa jest natychmiast „przepalana” na transfery i pensje. Kluby cechują się więc słabą kondycją finansową, ich akcje jako aktywa mają niską płynność i pokazują wysoką zmienność. Generalnie akcje klubów jako aktywa są obarczone ogromnym ryzykiem, co czyni je nieodpowiednimi dla długoterminowego trzymania w portfelu – o tym przekonuje choćby badanie wykonane przez naukowców z Shanghai University of Sport.
Oczywiście, da się na akcjach klubów zarabiać. Istnieją nawet wyspecjalizowane fundusze inwestycyjne handlujące aktywnie akcjami spółek z tego sektora i osiągające dzięki temu zyski. Jednakże po dokonaniu tysięcy rynkowych obserwacji można dojść do wniosku, że istnieje wyraźna, asymetryczna korelacja między wynikami meczów a cenami akcji, w której niespodziewane porażki błyskawicznie i mocno ciągną kursy w dół, tymczasem na niespodziewane triumfy nie ma znaczących reakcji.
Zachowanie notowanych klubów sprzyja raczej krótkoterminowym strategiom algorytmicznym grającym na spadki po sportowych wpadkach, aniżeli tradycyjnemu „kup i trzymaj”. Tak wynika zarówno z badania polskich naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego, jak i z nieco starszego badania niemieckich naukowców z Uniwersytetu w Augsburgu.
Zresztą, nie trzeba się przedzierać przez badania, bo zobaczyć, że na inwestowaniu w akcje klubów piłkarskich trudno zarobić. Przez wiele lat istniał indeks STOXX Europe Football i w okresie trwania swojego życia pozostał znacząco w tyle za STOXX 600 – czyli europejskim odpowiednikiem amerykańskiego indeksu S&P 500.
STOXX Europe Football na tle STOXX 600 (2009 – 2020)

Źródło: investing.com
Niektórzy kibice mogą zostać szczęśliwymi akcjonariuszami swojego ukochanego klubu. I mogą za to dostać pewne wartości emocjonalne, pod postacią darmowych biletów czy wstępu do loży VIP. Jednak nie powinni liczyć na to, że w długim terminie połączą przyjemne kibicowanie z pożytecznym zarabianiem na akcjach. Nie w tej branży.
Źródło okładki: unsplash






