23 lipca 2026

Szok! Tesla już prawie nie zarabia na sprzedaży aut elektrycznych. Kiedy zarobi na robotaxi, autach autonomicznych, centrach danych i robotach?

Szok! Tesla już prawie nie zarabia na sprzedaży aut elektrycznych. Kiedy zarobi na robotaxi, autach autonomicznych, centrach danych i robotach?

Dla przeciętnego Kowalskiego Tesla to firma, która produkuje samochody elektryczne. Jednak gdy zerkniemy na opublikowane właśnie wyniki finansowe firmy za pierwsze półrocze, to okaże się, że dziś Tesla to pomieszanie funduszu inwestycyjnego i konglomeratu technologicznego. Tylko jak to-to wyceniać? Bieżące zyski Tesli poszły mocno w dół. Spółka przyznała, że już prawie nie zarabia na sprzedaży aut elektrycznych. Ale za to nadchodzi czas samochodów autonomicznych, robotaksówek i robotów

W połowie 2026 roku spółka zarządzana przez Elona Muska to raczej hybryda łącząca w sobie wysoce spekulacyjny fundusz inwestycyjny z multisegmentową spółką technologiczną. Składanie i sprzedaż samochodów elektrycznych staje się działalnością poboczną, która w dodatku przestaje przynosić satysfakcjonujące zyski. Czy ta świadomość może utrzymać notowania Tesli na tak kosmicznym poziomie, jak obecnie? A może właśnie tylko ona taki poziom notowań uzasadnia?

Zobacz również:

Akcje Tesli co prawda ostatnio przestały zyskiwać na wartości, ale ich cena utrzymuje się na astronomicznym poziomie ok. 350-400 dolarów za akcję. Jeśli zdamy sobie sprawę, że na każdą z tych akcji przypada tylko 1,2 dolara zysku netto spółki, to zobaczymy, że dziś Tesla jest wyceniana przez inwestorów 10-krotnie drożej, niż niejedna – już bardzo droga – spółka technologiczna. Np. jedna akcja Nvidii kosztuje dziś 200-210 dolarów, a przypada na nią 5,7 dolara zysku. Akcja Apple kosztuje ok. 320 dolarów (i mówią, że to dużo), a przypada na nią 8,3 dolara rocznego zysku spółki.

Po publikacji wyników finansowych Tesli akcje co prawda spadły o kilka procent, ale biorąc pod uwagę żałośnie niski kwartalny zysk na akcję spółki (tylko 0,33 dolara, gdy analitycy liczyli na pół dolara) – zdecydowanie mogło być gorzej. Zyski są „zjadane” przez coraz większe inwestycje, które pokazują, że Tesla to dziś przede wszystkim wehikuł do realizacji marzeń Elona Muska. Tylko czy warto te marzenia na takich warunkach finansować?

Notowania Tesla – 3 lata

Źródło: Stooq

„Elektryki” idą jak woda, ale zyski Tesli wyparowały

Na pierwszy rzut oka wyniki segmentu motoryzacyjnego Tesli pokazują, że biznes kręci się całkiem dobrze. Spółka dostarczyła w drugim kwartale 2026 roku rekordowe 480 126 pojazdów, co oznacza wzrost o 25% w ujęciu rocznym. Niejeden koncern motoryzacyjny marzyłby o takich wzrostach. Sprzedaż koncernów takich jak Volkswagen czy Stellantis raczej ostatnio z roku na rok spada. Dzięki wyższej sprzedaży aut przychody Tesli również okazały się lepsze od oczekiwań – i wyniosły ok. 28,2 mld dolarów (czyli o 26% więcej, niż rok temu).

To oznacza, że Tesli – dziś dziesiątej największej, pod względem wyceny rynkowej, spółce świata – udało się po raz pierwszy w historii przekroczyć magiczną barierę 100 mld dolarów przychodów za okres 12 miesięcy (w tym przypadku – od trzeciego kwartału 2025 roku do drugiego kwartału tego roku). Jednak według analityków wpływ na ożywienie popytu na samochody elektryczne ma wojna na Bliskim Wschodzie, która wywindowała ceny paliw i zwiększyły atrakcyjność aut na prąd. To silny, ale raczej tymczasowy „wiatr w żagle” rynku EV.

Gdy weźmiemy lupę, zobaczymy jednak coś mocno niepokojącego. Prawdziwy dramat Tesli jako producenta aut kryje się w rubrykach dotyczących rentowności. Wzrost liczby sprzedanych samochodów został „kupiony” za cenę drastycznego zdemolowania marż osiąganych przez Teslę. Marża brutto stopniała do zaledwie 16,8% z poziomu 17,2% przed rokiem. Zysk operacyjny spółki spadł o ponad połowę.

Przełożyło się to na marżę operacyjną rzędu… 1,4% (spadła z 4,1% przed rokiem) – a to jest „osiągnięcie”, które w przypadku każdego z tradycyjnych gigantów motoryzacyjnych, takich jak Volkswagen czy Toyota, wywołałby trzęsienie ziemi i żądania dymisji zarządu. Taka marża operacyjna oznacza bowiem, obrazowo pisząc, że z każdych 100 dolarów przychodu z podstawowej działalności spółce Muska zostaje w kasie zaledwie 1,4 dolara czystego zysku.

CZYTAJ TEŻ:

volkswagen tonie

Analitycy wskazują na brak zdolności Tesli do dyktowania wyższych cen za auta w warunkach wciąż wysokiej inflacji kosztów. Czyli Tesla utraciła status dobra luksusowego i stała się uczestnikiem brutalnej wojny cenowej napędzanej przez producentów aut elektrycznych z Chin. Dlaczego więc Tesla, mając tak duże problemy z rentownością głównej działalności, wciąż wyceniana jest na ponad 1,4 biliona dolarów, przy astronomicznym wskaźniku cena do zysku dla przyszłych 12 miesięcy (forward P/E) wynoszącym 176? Mediana tego wskaźnika dla sektora samochodowego wynosi 16.

Cóż, wycena Tesli dyskontuje zupełnie inną rzeczywistość, niż dzisiejsza. Auta Tesli postrzegane są jako „konie trojańskie”, które mają dostać się do garaży klientów z całego świata w celu zbierania ich danych i „wymuszania” subskrypcji oprogramowania.

Zjawisko to już działa i widać je chociażby w wynikach segmentu usług Tesli. Podczas, gdy sprzedaż elektryków balansuje na krawędzi opłacalności, sprzedawane przez spółkę usługi i subskrypcje (w tym Full Self-Driving FSD – czyli aplikacja do w pełni autonomicznej jazdy) wygenerowały w drugim kwartale 2026 roku marżę na poziomie 14,1% i urosły o połowę. W Ameryce Północnej już ponad 55% nowo wydawanych pojazdów ze znaczkiem Tesli na masce wyjeżdża z fabryki z wykupioną subskrypcją FSD. To właśnie oprogramowanie staje się sercem biznesu Tesli.

Tesla – skumulowane mile przejechane na FSD (w mld)

Źródło: Tesla

Jak kosmiczne zyski uratowały kwartał Tesli

Najbardziej frapujący fakt dotyczący sprawozdania finansowego Tesli za drugi kwartał 2026 roku  dotyczy tego, jak Tesli w ogóle udało się uniknąć księgowej katastrofy i zaraportować zysk netto na poziomie 1,11 mld dolarów? Otóż czynnikiem który napompował zysk Tesli okazał się „papierowy” dochód kapitałowy z tytułu posiadanych przez Teslę udziałów w… SpaceX. Z tego tytułu Tesla mogła dopisać do swojego zysku netto okrągły miliard dolarów. Ten fakt demaskuje Teslę jako (po części) wehikuł inwestycyjny, który wykorzystuje pieniądze akcjonariuszy do wspierania innych przedsięwzięć z imperium Elona Muska.

W styczniu tego roku Tesla wyłożyła 2 mld dolarów na zakup udziałów preferencyjnych w xAI – startupie Elona Muska zajmującym się sztuczną inteligencją, który zbudował model AI Grok. Inwestycja ta bardzo szybko przeszła gigantyczną metamorfozę, bowiem zaledwie miesiąc później xAI zostało w całości przejęte przez SpaceX w ramach bezgotówkowej transakcji, która wyceniła połączoną firmę na 1,25 biliona dolarów (samo xAI wyceniono na 250 mld dolarów, reszta to wycena SpaceX).

W efekcie tego przejęcia aktywa Tesli zostały automatycznie skonwertowane na około 19 mln akcji zwykłych SpaceX, co daje jej poniżej 1% udziałów w tej firmie kosmicznej, ale po debiucie giełdowym ten pakiecik jest wart znacznie więcej, co pozwoliło osiągnąć zysk z aktualizacji wyceny na poziomie 1 mld dolarów. Brutalna prawda jest taka, że bez tego „papierowego” zysku Tesla prawie nic by nie zarobiła w drugim kwartale 2026 roku. To zjawisko niespotykane wśród firm z amerykańskiego indeksu S&P 500.

Sytuacja ta jednak otwiera drzwi do kontrowersyjnych scenariuszy. Wielu czołowych analityków z Wall Street – jak chociażby Dan Ives z Wedbush, czy Gene Munster z Deepwater – uważa, że kolejną operacją będzie połączenie Tesli i SpaceX i że nastąpi to jeszcze przed końcem 2027 roku. Fuzja miałaby na celu stworzenie konglomeratu zdejmującego z Muska ciężar zarządzania odrębnymi podmiotami, których biznesy tak czy siak mocno się ze sobą przeplatają.

Sam Elon Musk podczas telekonferencji po publikacji wyników finansowych, zapytany o taką ewentualność nie zaprzeczył, tylko zręcznie uchylił się od odpowiedzi, odsyłając zainteresowanych do działu prawnego i wspominając o „konieczności zachowania odpowiednich procedur”. To odebrano na rynku niemal jako potwierdzenie istnienia takiego planu. Prawnik Tesli Brandon Ehrhart dolał zresztą oliwy do ognia, otwarcie zachwalając zacieśniającą się kooperację ze SpaceX. To wszystko oznacza interesujący precedens. Kto dziś kupuje akcje Tesli staje się po trosze sponsorem rakiet Starship i orbitalnych centrów przetwarzania danych.

Efektywność Tesli wyrażona w marżach

Źródło: Macrotrends

 

Przepalane miliardy. Gdzie znika gotówka Tesli?

Jeśli Tesla czerpie swoje zyski w dużej mierze z inwestycji w SpaceX, a podstawowy biznes działa na marży zbliżonej do sieci dyskontów spożywczych, to dlaczego wolne przepływy pieniężne w drugim kwartale runęły do poziomu minus 1,1 mld dolarów? Odpowiedzią są gigantyczne nakłady inwestycyjne Tesli (CAPEX), które chyba już wymknęły się spod kontroli.

W ciągu zaledwie trzech miesięcy nakłady te wyniosły 5,8 mld dolarów, rosnąc o 3,3 mld dolarów w stosunku do poprzedniego kwartału. Co więcej, dyrektor finansowy Tesli Vaibhav Taneja ostrzegł inwestorów, że w całym 2026 roku CAPEX przekroczy bezprecedensowe 25 mld dolarów, a w drugiej połowie roku spółka ma „docisnąć pedału gazu”, jeśli chodzi o wydatki inwestycyjne. By sfinansować te plany bez naruszania solidnej poduszki płynnościowej – Tesla ma 43,5 mld dolarów w kasie i inwestycjach krótkoterminowych – zarząd proceduje otwarcie gigantycznych linii kredytowych, dających potencjał zadłużenia się na 30 mld dolarów.

Elon Musk broni pomysłu na agresywne „przepalanie gotówki” wypracowanej w poprzednich latach dzięki sprzedaży samochodów elektrycznych. Określa to zjawisko jako „najszybszą ekspansję przemysłową od czasów II wojny światowej”. To podejście mocno kontrastuje z narzekaniami części analityków, którzy twierdzą, że Tesla zbyt wolno inwestowała w rozwój AI, a teraz w panice nadrabia zaległości.

Gdzie płyną pieniądze Tesli? Przede wszystkim w stronę infrastruktury potrzebnej do rozwoju sztucznej inteligencji. W Teksasie budowane i zapełniane są farmy serwerowe Cortex 1 i Cortex 2 niezbędne do uczenia modeli FSD. Jednocześnie rozwijany jest tajemniczy projekt o nazwie TeraFab. Tesla, wspólnie ze SpaceX i xAI, wznosi pod Austin gigantyczną fabrykę procesorów za około 25 mld dolarów.

TeraFab w założeniu ma być bronią wymierzoną w dominację producentów układów scalonych. Zakład ten ma w założeniu produkować procesory w ultranowoczesnej technologii, które docelowo będą zasilać miliony robotów humanoidalnych Optimus oraz autonomiczne taksówki Cybercab, a także biznes SpaceX. Większość mocy tych procesorów z TeraFab ma przysłużyć się gigantycznym centrom danych umieszczanych przez SpaceX na orbicie okołoziemskiej.

To projekt rodem z literatury science-fiction, jednak zaangażowane środki finansowe i niedawno uruchomione partnerstwa – w tym pogłoski o merytorycznym wsparciu ze strony potężnych graczy, takich jak Intel i Samsung – pokazują, że Tesla traktuje ten projekt śmiertelnie poważnie. Co ciekawe, podczas telekonferencji po wynikach kwartalnych Musk wylewnie dziękował firmie Micron za zabezpieczenie dla Tesli „potężnych przydziałów na układy pamięci”, mimo trudnej sytuacji w łańcuchach dostaw. Budowa TeraFab staje się dla Tesli sprawą najwyższej wagi.

Tesla – przepływy pieniężne (po lewej) i zysk oraz EBITDA w ujęciu kwartalnym

Źródło: Tesla

Robotaksówki już są, nadchodzi Optimus

Usprawiedliwieniem dla wyceny giełdowej Tesli na poziomie 1,4 biliona dolarów jest nie tylko obietnica rozwoju biznesu w segmencie AI i półprzewodników, ale także wizja, w której spółka Elona Muska wywołuje rewolucję w transporcie i automatyzacji pracy. Po latach obiecanek usługa autonomicznego przewozu osób Robotaxi w końcu zadebiutowała „w realu” – stopniowo od wakacji 2025 roku. Pod koniec czerwca była obecna w siedmiu amerykańskich metropoliach.

Autonomiczne taksówki pokonały ponad 380 000 mil całkowicie bez nadzoru (bez tzw. kierowcy bezpieczeństwa w pojeździe) i nie odnotowano jakiegokolwiek incydentu czy wypadku. Jednocześnie w Teksasie oficjalnie ruszyła produkcja Cybercab – w pełni autonomicznego pojazdu pozbawionego kierownicy czy pedałów.

W segmencie Robotaxi i Cybercab znów widać mocne powiązania z siostrzanymi spółkami Muska. Nowe autonomiczne pojazdy mają być seryjnie wyposażane w łączność satelitarną Starlink dostarczaną przez SpaceX. Niezawodne połączenie szerokopasmowe z pojazdem Robotaxi jest absolutnie kluczowe dla zagwarantowania spójności zarządzania flotą. Sygnały z sieci 5G mogą nie wystarczyć, bowiem model biznesowy przewiduje uprzyjemnianie czasu pasażerom robotaksówek możliwością płynnego streamingu filmów w rozdzielczości 4K czy też wykorzystywania w pojeździe ulepszonej wersji asystenta AI opartego na modelu Grok.

W fabryce we Fremont dokonała się symboliczna zmiana warty. Linie produkcyjne ekskluzywnych, starszych i słabiej rotujących modeli samochodów S i X zostały zdemontowane, a zwolniona w ten sposób przestrzeń stała się miejscem budowy linii montażowych dla robotów humanoidalnych Optimus. Zarząd Tesli tonuje oczekiwania, wskazując, że pierwsze etapy wdrażania androidów do sprzedaży będą postępowały powoli z uwagi na kolosalną liczbę zupełnie nowych komponentów.

Sercem robotów Optimus ma być układ AI5, którego pełne wdrożenie zaplanowano na trzeci kwartał 2026 roku. Ponoć pierwsze egzemplarze mają zejść z taśmy we Fremont pod koniec 2026 roku. Swoją drogą, przez wielu inwestorów Optimus jest postrzegany jako produkt, który staje się jedyną nadzieją Tesli na podtrzymanie aktualnej wyceny:

Jeśli już mówimy o poszczególnych segmentach biznesu Tesli, to z kronikarskiego obowiązku trzeba wspomnieć, że znacząco urósł segment „energia”, generując 3,1 mld dolarów przychodów. Pojemność magazynów energii – głównie systemów Megapack przeznaczonych dla energetyki przemysłowej – dosłownie eksplodowała, notując wzrost o 41% w ciągu roku, do poziomu 13,5 gigawatogodzin. Tesla umacnia swoją pozycję w grupie przodowników transformacji energetycznej.

Czym jest dziś Tesla? Problem tradycjonalistów

Gdy zbierzemy wszystkie te rozsypane na dywanie puzzle w jeden obraz, to jak brzmi odpowiedź na pytanie: czym obecnie jest Tesla? To ryzykowna, ale fascynująca konstrukcja biznesowa. Spółka już nie jest producentem aut, albo jest nim w nikłym stopniu. Jest wielkim konglomeratem technologicznym, który próbuje realizować marzenia, idee i wizje Elona Muska.

Idąc dalej, inwestorzy mają obecnie problem z wyceną Tesli. Ci którzy opierają swoje decyzje wyłącznie o analizę fundamentalną i używają klasycznych modeli dyskontowania przepływów pieniężnych z bieżącej działalności (DCF) – nazwijmy tych zwolenników inwestowania w wartość „tradsami” – mają z pewnością ból głowy. Tesla po wynikach za drugi kwartał 2026 prezentuje się bowiem dramatycznie źle w tym tradycjonalistycznym ujęciu. Zysk operacyjny jest śladowy, przepływy gotówki nagle wyparowały, a jednocześnie wycena na giełdzie utrzymuje się w stratosferze.

Dodając do tego fakt, że znaczna część zysku netto za drugi kwartał 2026 roku pochodzi z „papierowego” podwyższenia wartości udziałów w SpaceX, inwestor w wartość może dojść do wniosku, że ma do czynienia z bańką nadmuchaną kultem jednostki.

Pamiętajmy jednak, że Tesla inwestuje potężne pieniądze. Robi to odważnie, właściwie wrzucając „całą naprzód”. Trudno zarzucić Elonowi Muskowi, że jego wizje nie mają rąk i nóg. Ponadto, Musk w przeszłości niejednokrotnie decydował się na drastyczne cięcia marż kosztem długoterminowych korzyści różnego rodzaju. Obecnie Tesla daje wielkiego susa w kierunku robotyki i AI, a wszystko po to, by spora część ludzkości za kilka lat utonęła w stalowych ramionach Optimusa i jeździła w autonomicznych kapsułach z literką T na masce.

Tesla to wielki plac budowy. To gargantuiczne przedsięwzięcie, którego sens i wykonanie będzie można w pełni ocenić za dekadę. Jedno jest jednak pewne: ostateczna ocena Tesli jako biznesowego przedsięwzięcia nie będzie miała miejsca u dilerów luksusowych samochodów elektrycznych tylko w odlewniach krzemu, w modelach obliczeniowych i być może nawet w kosmosie. Właściwie nie ma już sensu ekscytowanie się liczbą wyprodukowanych i dostarczonych Modeli 3 czy tam Y. W świecie Elona Muska samochody to relikt przeszłości, a prawdziwa Tesla dopiero wyłania się z tego biznesowego, pozornego chaosu.

Jeśli zastosujemy metodę wyceny słynnego prof. Aswatha Damodarana, to okazuje się, że jedna akcja Tesli jest tak naprawdę warta około 322 dolarów (chodzi tu o wartość godziwą, czyli de facto wartość kapitału posiadanego przez firmę), czyli około 16% poniżej ceny giełdowej (obliczenia za portalem Discounting Cash Flows). To nie jest, powiedzmy to sobie szczerze, jakieś dramatyczne przewartościowanie.

CZYTAJ TEŻ:

notowania nike

czwarte wcielenie nokii

jaka przyszłość amazona

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.   Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

Źródło okładki: Tesla

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Niko
25 minut temu

Co oni tam,wyprawiają w tym Usa Tesla -11%,jakby przeczytali ten artykuł to może by tak nie spanikowali🤔😉

Admin
14 minut temu
Reply to  Niko

No może

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu