Trade Republic wszedł na polski rynek z wielkimi ambicjami. O ile jednak w krajach strefy euro jego oferta jest doceniana, to najszybciej rosnący pod względem liczby klientów fintech w Polsce nie stał się hitem sezonu (przynajmniej do tej pory). Niedawno ogłosił nowe otwarcie. Przy tej okazji rozmawiałem z Julianem Collinem, dyrektorem generalnym Trade Republic na rynki międzynarodowe, który mówi: jak długo potrwa promocja dająca klientom Trade Republic 6% na rachunku, jakich nowości może się spodziewać polski klient i dlaczego ekspansja w Polsce jest taka trudna?
Trade Republic wszedł do Polski jesienią zeszłego roku z mocną ofertą: konto z oprocentowaniem takim jak stopa depozytowa NBP, darmowa karta płatnicza oraz możliwość inwestowania pieniędzy na rynkach z prowizją 4 zł od transakcji plus darmowe plany inwestycyjne z cashbackiem. Ale wielkiego wow nie było. Zabrakło znajomości marki wśród polskich klientów i zaufania. Nie pomogły problemy z obsługą klienta.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Teraz Trade Republic wchodzi w odświeżonej odsłonie, z nową twarzą w reklamie – aktorem Bradem Pittem – oraz z poprawionym oprocentowaniem pieniędzy na koncie. Teraz Trade Republic płaci aż 6% w skali roku i dodatkowo obiecuje uruchomienie supportu telefonicznego działającego w trybie 24/7. W planach dla polskiego rynku jest rozszerzanie możliwości inwestowania pieniędzy o nowe klasy aktywów, rozwój funkcji bankowych, wprowadzenie pełnego rachunku bieżącego i powrót BLIK.
Polska jest dla firmy jednym z kluczowych rynków w Europie — obok Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii. O tym, dlaczego inwestowanie jest „bardzo lokalne” i jak Polacy różnią się od Niemców, Francuzów i Hiszpanów, rozmawiałem z Julianem Collinem, Dyrektorem Generalnym Trade Republic na Rynki Międzynarodowe.
Trade Republic to jeden z najgłośniejszych europejskich fintechów inwestycyjno-bankowych ostatnich lat. Zaczynał w Niemczech jako prosty broker, ale z czasem zaczął dodawać kolejne elementy: oprocentowanie środków, kartę płatniczą, cashback, konto rozliczeniowe, plany oszczędnościowe, inwestowanie w krypto i w inne klasy aktywów. Firma obsługuje ponad 10 milionów klientów, którzy powierzyli jej ponad € 150 miliardów aktywów. Dziś Trade Republic próbuje rozszerzać ten model na inne kraje Europy.
Polska jest dla Trade Republic świeżym rynkiem, ale — jak mówi nasz rozmówca — jednym z tych, w które firma zamierza inwestować szczególnie mocno. Na razie największym magnesem jest oprocentowanie gotówki, ale firma zapowiada, że w kolejnych etapach będzie rozwijać ofertę bankową. Więcej o krętych drogach Trade Republic do serc polskich inwestorów przeczytacie tutaj:
CZYTAJ O TYM CO PROPONUJE KONKURENCJA:
——————————
Jak długo Trade Republic będzie płacił 6% rocznie?
Trade Republic wszedł na polski rynek jesienią zeszłego roku, ale wśród klientów zbiera mieszane recenzje. O ile w krajach strefy euro Wasza oferta jest doceniana, w Polsce spotyka się z krytyką: że nie ma serwisu transakcyjnego na komputery (a tylko aplikacja mobilna), że szwankuje kontakt z supportem, że nie ma oferty lokat w euro… Czy polski rynek okazał się bardziej wymagający, niż się spodziewaliście?
Julian Collin, Director of Growth and General Manager for International Markets: Rynek polski jest z pewnością wymagający. Otrzymaliśmy wiele uwag na temat naszej obsługi klienta z Polski i też z innych rynków. Dlatego, oprócz innych nowości w ofercie, wprowadzamy nowe, całodobowe wsparcie (24/7) działające przez telefon i czat dla wszystkich naszych polskich klientów. Usługa będzie świadczona w czasie rzeczywistym przez prawdziwych konsultantów. To, jak wierzymy, znacząco poprawi jakość usług. Nawet ponad to, co oferuje wielu konkurentów.
Docierają do nas uwagi dotyczące dodatkowych produktów i funkcji, takich jak konta depozytowe w euro czy serwis internetowy. Planujemy wprowadzić nowe produkty w nieodległej przyszłości. Polska jest dla nas kluczowym rynkiem i priorytetem, dlatego będziemy znacząco inwestować w to, aby nasze produkty spełniały lokalne oczekiwania w oparciu o opinie, które otrzymujemy od naszych klientów.
Wasza ostatnio ogłoszona oferta 6% oprocentowania wszystkich pieniędzy na kontach klientów wyróżnia się na rynku, średnie oprocentowanie lokat bankowych w Polsce to dziś 2,4%. Nawet jeśli ktoś płaci 6%, to raczej tylko na chwilę, nowym klientom i po spełnieniu dodatkowych warunków. Proszę szczerze powiedzieć: te 6% to tylko promocja, prawda? Jak długo potrwa?

Nasza logika jest inna niż w tradycyjnym marketingu. Zamiast inwestować ogromne pieniądze w klasyczną reklamę, przeznaczamy te pieniądze na benefit dla klienta. Mówimy: nie będziemy wydawać tak dużo na reklamę, tylko damy klientowi coś, z czego będzie naprawdę zadowolony. Liczymy, że jeśli produkt jest wystarczająco dobry, ludzie będą o nim mówić, będą polecać go znajomym i klienci będą przychodzić do nas mimo, że nie będziemy mieli reklam na każdym słupie ogłoszeniowym.
Mamy nadzieję, że nasza oferta zostanie zauważona. Jak długo możemy utrzymać tak atrakcyjne oprocentowanie? Mówiąc wprost: to zależy również od naszych klientów. Nie mamy w najbliższym czasie planów zmiany tej oferty. Nie mamy na nią określonego budżetu lub czasu. Nie jest ona zaplanowana jako krótkoterminowa promocja. Ale jej dłuższe utrzymanie zależy od tego, czy klienci będą faktycznie korzystać z Trade Republic. Jeśli ktoś chce, żeby oferta 6% została na dłużej, powinien po prostu używać usług Trade Republic — trzymać u nas pieniądze, inwestować, płacić naszą kartą w sklepach. Nie ma powodu, żeby tego nie robić. 6% w skali roku bez żadnych limitów to najlepsza oferta dla polskich klientów na rynku.
6% rocznie to wabik dla klientów poszukujących dobrego oprocentowania lokat. Tymczasem ważną częścią oferty Trade Republic jest platforma inwestycyjna. Czy w ten sposób ta się przyciągnąć klientów z większymi aktywami? Takich, którzy już mają albo mogliby mieć większy portfel inwestycyjny?
Mam nadzieję, że oni nas zauważą i do nas przyjdą, bo zobaczą, że nasza oferta jest po prostu najlepsza na rynku. Myślę, że wysokie oprocentowanie wolnych pieniędzy leżących na koncie jest bardzo dobrym sposobem, żeby przyciągnąć takich klientów. Dlaczego? Bo w przeciwieństwie do inwestowania, które dla niektórych jest trudne, każdy rozumie odsetki. Oprocentowanie rachunku pozwala na osiągnięcie większego zwrotu ze swoich pieniędzy bez potrzeby zmiany zachowania.
Weszliście na polski rynek z darmową kartą płatniczą oferującą 1% cashbacku oraz z programami inwestycyjnymi bez żadnych opłat i z możliwością zasilania ich przy okazji codziennych zakupów. Czy – podobnie jak inne banki fintechowe – szykujecie na wakacje ofensywę wielowalutową? Czy planujecie zaoferować polskim klientom dodatkowe funkcje podróżne tego lata?
Tego jeszcze nie zdradzę. Nie zapowiadamy wprowadzania nowych funkcji z wyprzedzeniem. Mogę powiedzieć tylko tyle, że mamy w planach kilka nowości, które chcemy uruchomić w Polsce w najbliższych miesiącach. Mam nadzieję, że spodobają się polskim klientom. Jednak już teraz na przykład, bezpośrednio przekazujemy klientowi kursy walutowe Visa, nie pobierając żadnej własnej marży. To jedna z najlepszych ofert na rynku, jeśli chodzi o wydatki międzynarodowe i podróże.
Polska jest rynkiem, na którym ważną rolę odgrywają lokalne rozwiązania płatnicze. Czy planujecie współpracę z systemem płatności BLIK?
BLIK już mieliśmy, ale tylko do zasileń konta. Klienci mogli używać go do wpłat. Później zobaczyliśmy jednak, że wielu klientów oczekuje od BLIK czegoś więcej — chcą go używać do wysyłania pieniędzy znajomym i płatności online. Tego nie mogliśmy zaoferować, ponieważ w Polsce nie mamy jeszcze pełnego rachunku bieżącego. Oczywiście udostępnimy BLIK wtedy, gdy będzie również dostępny nasz rachunek bieżący.
No właśnie: dziś Trade Republic w Polsce „wynajmuje” numery IBAN od innych banków. A więc jeśli wpłacam pieniądze do Trade Republic, to technicznie lądują one na rachunku zbiorczym w jednym z wielkich światowych banków. Klient widzi je na swoim koncie w Trade Republic, ale tak naprawdę są przechowywane w innych bankach, oczywiście oferujących niemieckie gwarancje bankowe. Kiedy Trade Republic będzie oferował własne konta bieżące?
To nie powinno potrwać bardzo długo, bo w innych krajach mamy już funkcję konta bieżącego. Polska jest dla nas nowym rynkiem, weszliśmy tutaj niedawno, więc wdrażamy kolejne elementy etapami. Gdy będziemy dalej rozwijać naszą ofertę usług bankowych w Polsce, BLIK na pewno powróci. Obecnie współpracujemy z bankami partnerskimi w celu przechowywania pieniędzy klientów. Naszym bankiem partnerskim w Polsce jest Deutsche Bank. Oznacza to, że pieniądze naszych klientów w Polsce są chronione w ramach niemieckiego systemu gwarancji depozytów do kwoty 100 000 euro na klienta.
Czym różni się klient niemiecki od polskiego?
Jak duże są różnice między polskimi i niemieckimi klientami? Z czego one wynikają? Czy macie dane pokazujące, ile pieniędzy klienci trzymają u was w różnych krajach? Można założyć, że Niemcy mają przeciętnie więcej pieniędzy niż Polacy, bo są zamożniejszym społeczeństwem. Jak Polska wypada na tle innych rynków pod względem inwestowania pieniędzy?
Różnice są duże. Ale to nie jest tak, że różnią się tylko Polska i Niemcy. Niemcy różnią się od Francji, Francja od Hiszpanii, Hiszpania od Polski. Inwestowanie jest niesamowicie lokalne. I to nie tylko na poziomie produktu, ale też na poziomie sposobu, w jaki się o inwestowaniu rozmawia.
W Niemczech inwestowanie jest bardziej popularne niż na przykład w Hiszpanii. W Hiszpanii ludzie inwestują znacznie mniej. Często przychodzą do nas najpierw ze względu na atrakcyjne oprocentowanie pieniędzy, a dopiero później zaczynają inwestować. I jeśli już inwestują, to często wybierają inne instrumenty niż Niemcy.
W Hiszpanii popularne są fundusze inwestycyjne, bo oferują konkretne korzyści podatkowe. Istnieje tam mechanizm nazywany trespasos. Klient może sprzedać fundusz i jeśli od razu kupi za te pieniądze inny fundusz, nie płaci podatku od zysków kapitałowych. Lokalna specyfika podatkowa bardzo mocno wpływa na zachowanie inwestorów.
Francja jest znowu zupełnie inna. Tam sama koncepcja oprocentowania środków wygląda inaczej, bo istnieje coś takiego jak Livret A — państwowy produkt oszczędnościowy, który daje oprocentowanie netto, czyli po podatku, i to często na bardzo atrakcyjnym poziomie. Francuzi trzymają tam dużo pieniędzy. Jeśli natomiast inwestują, często korzystają z PEA, czyli specjalnego „opakowania” dla inwestycji, które daje korzyści podatkowe.
Polska jest jeszcze innym przypadkiem. Tutaj ludzie też nie inwestują tak dużo jak w Niemczech. Widzimy jednak, że polscy klienci bardzo lubią naszą ofertę atrakcyjnego oprocentowania pieniędzy. To jest dziś jeden z głównych powodów, dla których do nas przychodzą. Dlatego zdecydowaliśmy się ją podnieść — widzieliśmy, że właśnie ten element działa w Polsce najmocniej. A gdy Polacy inwestują przez Trade Republic, często wybierają inwestowanie międzynarodowe, szczególnie amerykańskie spółki. To jest bardzo widoczne.
Sposób komunikacji jest także bardzo różny między krajami. We Francji mówimy o inwestowaniu bardziej emocjonalnie. Przekaz brzmi mniej więcej: „możesz to zrobić, dasz radę, po prostu zacznij”. Tam bardzo ważne jest zachęcenie ludzi, przełamanie bariery, pokazanie, że inwestowanie nie jest zarezerwowane dla wąskiej grupy najzamożniejszych inwestorów, że jest dostępne dla każdego.
W Niemczech komunikacja jest dużo bardziej transakcyjna. Możemy powiedzieć wprost: masz 1% zwrotu za płatności kartą, płacisz 1 euro za transakcję, dostajesz 2% oprocentowania na koncie. To działa, bo niemiecki rynek inaczej reaguje na konkretne parametry produktu, a nie na działania „motywacyjne”. Dlatego nasza branża jest trudniejsza, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Trzeba rozumieć lokalne konteksty kulturowe, podatkowe i finansowe. W każdym kraju inwestowanie ma trochę inne znaczenie dla ludzi.
Czy Polaków trudniej namówić do korzystania z usług Trade Republic, niż np. Niemców?
Natomiast jeśli chodzi o wartość inwestowanych pieniędzy Polska jest oczywiście na niższym poziomie, ale trzeba bardzo uważać z takimi porównaniami, bo to trochę jak porównywanie jabłek do gruszek. Przeciętny klient w Niemczech jest z nami już około trzech i pół roku. Przeciętny klient w Polsce jest z nami od około czterech miesięcy. To ogromna różnica.
Wielu klientów używa Trade Republic trochę jak skarbonki. Najpierw zakładają konto, wpłacają jakieś pieniądze, zaczynają inwestować, a potem co miesiąc dokładają kolejne środki. Średnio jest to około 350 euro miesięcznie. Jeśli więc ktoś robi to przez trzy i pół roku, to naturalnie zgromadzi dużo większą kwotę niż ktoś, kto jest z nami od kilku miesięcy.
Dlatego nie powiedziałbym: „Polacy odkładają mniej pieniędzy, coś jest z nimi nie tak”. Gdybyśmy porównywali dziś Polskę do dojrzałego rynku niemieckiego, byłoby to niesprawiedliwe. Lepszym porównaniem byłaby Polska osiem miesięcy po starcie i Niemcy osiem miesięcy po starcie. Wówczas różnica nadal istnieje, Polska jest trochę niżej, ale nie mówimy o gigantycznych różnicach. To dużo bardziej uczciwy punkt odniesienia.
Trade Republic: czego powinni spodziewać się klienci?
Jakie są dziś najważniejsze obszary rozwoju Trade Republic? Czy chcecie w przyszłości być bardziej kompletnym funkcjonalnie bankiem czy raczej platformą inwestycyjną z funkcjami bankowymi? Oczywiście wiem, że macie niemiecką licencję bankową, ale pytanie czy funkcje bankowe będą priorytetem, czy raczej inwestycyjne?
W tej chwili naszym głównym obszarem naszej koncentracji uwagi są produkty pozwalające na budowanie majątku. Chcemy mocniej postawić na ten kierunek i dodać więcej klas aktywów, w które klienci będą mogli inwestować. Chodzi o to, żeby klient miał w jednym miejscu coraz więcej możliwości związanych z zarządzaniem swoimi pieniędzmi i inwestowaniem. Nie chcemy być jednowymiarowi. Zaczynaliśmy jako broker, ale z czasem dokładaliśmy kolejne elementy, bo widzieliśmy, że klienci chcą nie tylko kupić akcje czy ETF-y, ale też efektywniej zarządzać gotówką, oszczędnościami i codziennymi finansami.
Jeśli chodzi natomiast o aspekt bankowy, to – mówiąc o Polsce – chcemy dojść do momentu, w którym nasz rachunek będzie pełnoprawnym kontem bankowym. To oznacza oczywiście inwestowanie w funkcje konta bieżącego — również takie, które mamy już w innych krajach, ale których jeszcze nie oferujemy w Polsce. Polska jest nowym rynkiem, więc nie wszystkie usługi dostępne w krajach strefy euro oferujemy od początku. Ale kierunek mamy jasny: rozwijać inwestowanie i stopniowo wprowadzać funkcje bankowe.
Czy w ciągu najbliższych trzech-czterech lat możemy spodziewać się dużych zmian w ofercie Trade Republic? Czy raczej to będzie dokładanie małych cegiełek do obecnej konstrukcji?
Cały czas rozwijamy produkt. Jeśli spojrzymy na naszą historię, to widać, że regularnie dokładamy duże elementy. Siedem lat temu wystartowaliśmy w Niemczech wyłącznie jako broker. Później, po kilku latach, wprowadziliśmy oprocentowanie środków — czego wcześniej nie mieliśmy i co można uznać za dużą zmianę. Potem dodaliśmy kartę, którą można płacić i otrzymywać 1% zwrotu. Rok później pojawiło się konto rozliczeniowe.
W międzyczasie było też wiele mniejszych, ale ważnych funkcji: kolejne klasy aktywów, krypto, plany oszczędnościowe i inne rozwiązania. Więc jeśli przez „dużą zmianę” rozumiemy dodawanie nowych funkcji, które realnie rozszerzają produkt, to tak — w ciągu najbliższego roku lub dwóch na pewno pojawią się kolejne innowacje.
Ale nie zamierzamy nagle zmieniać wektorów. Nie pójdziemy w stronę bycia marketplace, czyli platformą zakupwą albo rozwijania usług, które nie mają związku z naszym głównym obszarem działalności. Pozostaniemy skupieni na pomaganiu klientom w zarządzaniu pieniędzmi. Na tym, co pomaga klientowi lepiej zarządzać swoimi finansami i osiągać lepsze wyniki z ich inwestowania
Co uznaje Pan za największy sukces Trade Republic? Działacie na kilkunastu rynkach, macie 7 mln klientów, jesteście firmą rentowną już od kilku lat. A największy sukces to…?
Zdecydowanie najbardziej dumni jesteśmy z tego, że 70% naszych klientów zaczyna swoją przygodę z inwestowaniem właśnie z nami. Zanim dołączyłem do Trade Republic, byłem po stronie inwestorskiej. Pracowałem w funduszu venture capital i obserwowałem firmę już przy pozyskiwaniu pierwszego finansowania. Czyli wtedy, kiedy liczyła ok. 25 osób, nie miała żadnych przychodów i żadnych klientów.
Robiliśmy wtedy biznesplan i zastanawialiśmy się, jaki może być potencjał wzrostu. Patrzyliśmy na to, ile osób w Europie już inwestuje i ilu z nich Trade Republic może pozyskać. I bardzo się pomyliliśmy — ale w dobrym sensie. Zakładaliśmy, że główną grupą klientów będą osoby, które już inwestują i po prostu szukają tańszego brokera. Tymczasem okazało się, że większość klientów to ludzie, którzy dokonują w Trade Republic swojej pierwszej inwestycji.
Oni nie przychodzą do nas dlatego, że chcą zamienić drogiego brokera na tańszego. Oni przychodzą, bo po raz pierwszy chcą zacząć oszczędzać i inwestować na rynkach kapitałowych. To jest coś, co najbardziej przybliża nas do realizacji naszej misji. Chcemy pozostać bezpieczną, transparentną i uczciwą platformą, która otwiera dostęp do rynków kapitałowych dla ludzi, którzy wcześniej z nich nie korzystali.
A z czego jest Pan najmniej dumny jako jeden z głównych „sterników” Trade Republic, także w Polsce? Podpowiem: w Polsce ludzie najbardziej narzekają na brak możliwości kontaktu z Trade Republic, obsługa klientów działa kiepsko. Niedawno zapowiedzieliście, że uruchomicie contact center z prawdziwego zdarzenia.
Cóż, trafił Pan. Jeśli chodzi o rzeczy, z których przez długi czas byłem najmniej dumny, to była to właśnie obsługa klienta. Widziałem, że możemy to zrobić znacznie lepiej. Obsługa klienta jest kluczowa, jeśli chce się budować zaufanie do marki i do jej usług. Klient musi mieć poczucie, że gdy ma pytanie albo problem, jesteśmy dostępni i możemy mu pomóc. Stąd też decyzja o uruchomieniu prawdziwego supportu telefonicznego 24/7 w Trade Republic, który będzie obsługiwany przez „prawdziwych” ludzi, a nie boty. Jesteśmy jednym z nielicznych fintechów, które się zdecydowały na taki krok.
Bój o polskiego klienta dopiero się zaczyna
Załóżmy, że problem z obsługą klienta jest już za Wami. Gdyby miał Pan wskazać największą przewagę Trade Republic w stosunku do innych platform fintechowych, to co by to było? Dlaczego ludzie mieliby inwestować swoje pieniądze właśnie z Wami?
Największą siłą Trade Republic jest transparentność cen. Można wejść na naszą stronę, przejść do cennika i wszystko zobaczyć w bardzo prosty sposób. Ten cennik zajmuje naprawdę niewiele miejsca. U konkurencji bardzo często są to długie dokumenty — 10 stron, 20 stron, a w polskich bankach czasami 40, 50 albo nawet 60 stron. U nas wszystko jest bardzo proste: większość usług jest darmowa, a jeśli inwestujesz, transakcja kosztuje 4 zł.
Nie mamy stałych opłat. Nie mamy opłat abonamentowych. Nie chcemy tworzyć sytuacji, w której klient nie rozumie, za co płaci. To jest dla nas naprawdę ważne. Klienci nie powinni być zaskakiwani kosztami. Nie powinni mieć poczucia, że gdzieś w tabeli opłat ukryto coś, czego nie zauważyli. Naszą zasadą jest maksymalna prostota i przejrzystość.
A jak zdefiniowałby Pan obecnie najważniejsze rynki dla Trade Republic w Europie?
Największym rynkiem pozostają Niemcy. To nasz rynek macierzysty. Jego znaczenie wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze, zaczęliśmy właśnie tam, więc mieliśmy więcej czasu, żeby zbudować biznes, markę i bazę klientów. Po drugie, Niemcy są największym krajem w Europie pod względem liczby ludności — mają około 82 mln mieszkańców.
Za Niemcami jest druga grupa bardzo ważnych rynków: Francja, Włochy, Hiszpania i Polska. To są największe europejskie rynki z populacją mniej więcej od 40 mln do 65 mln osób. Z naszej perspektywy to oznacza, że Polska jest jednym z krajów, w które obecnie inwestujemy dużo pieniędzy i na których bardzo się koncentrujemy, także jeśli chodzi o rozwój produktu. To nie jest więc dla nas mały, peryferyjny rynek. Polska jest jednym z najważniejszych krajów w naszej europejskiej strategii.
Dziękuję za rozmowę!
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedinie jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTubie subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!
———————————
zdjęcie tytułowe:






