Na rynku obligacji zaskakująca zmiana. Jeszcze niedawno inwestorzy mieli prostą odpowiedź na wojnę z Iranem. Zakładali, że skoro konflikt na Bliskim Wschodzie grozi zakłóceniami w dostawach ropy naftowej, to inflacja pójdzie w górę. Żądana przez inwestorów rentowność obligacji emitowanych przez rządy gwałtownie wzrosła. A bardzo popularne w Polsce fundusze inwestujące w obligacje „napakowane” papierami o niższym oprocentowaniu mocno traciły na wartości. Teraz jednak na rynku dzieje się coś dziwnego. Czy inwestorzy właśnie zaczynają brać pod uwagę zupełnie inny scenariusz? Co on może oznaczać dla inwestujących w fundusze obligacji?
Z początkiem wojny na Bliskim Wschodzie inwestorzy założyli, że banki centralne z powodu podwyższonej inflacji będą musiały dłużej utrzymywać wysokie stopy procentowe. O ile wcześniej obstawiali dalszy spadek oprocentowania pieniądza, to wojna na Bliskim Wschodzie zmieniła ich rachuby. Wzrost rentowności obligacji na rynku był z kolei bardzo złą wiadomością dla tych, którzy część oszczędności mają w funduszach inwestujących w te obligacje. Także w Polsce – fundusze obligacji skarbowych w miesiąc straciły na wartości średnio ponad 3%.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Spadek funduszy obligacji. Początek bessy czy… tylko zadyszka?
To gwałtowna odmiana po trzech latach hossy, która spowodowała wzrost wartości funduszy obligacji przeciętnie o 25% (czyli ponad 8% rocznie). W ciągu miesiąca wojna na Bliskim Wschodzie skasowała funduszom obligacji średnio jedną trzecią rocznego zysku. Niektórzy analitycy zaczęli się obawiać, że to dopiero początek spadków funduszy obligacji, w które Polacy zainwestowali prawie 200 mld zł.
Potężne spadki tych funduszy widzieliśmy już w latach 2021–2022, gdy banki centralne podnosiły gwałtownie stopy procentowe. Fundusze wpadły wówczas w pułapkę i zostały z obligacjami o niskim oprocentowaniu, wyemitowanymi w poprzednich latach. W ciągu niecałych dwóch lat polskie fundusze obligacji zanotowały średnio 20% straty.

Mogło się wydawać, że fatalny marzec na rynku funduszy inwestujących w obligacje skarbowe to rzeczywiście zapowiedź większej bessy. Wysokie ceny ropy naftowej przepowiadają wzrost inflacji, który – choć trudny do oszacowania – byłby powtórką z lat 2021–2022, choć być może nie aż w takiej skali. Część inwestorów mających pieniądze w funduszach obligacji już się z nich wycofuje, żeby ochronić osiągnięte w ostatnich trzech latach zyski, póki jeszcze one są.
Ale w ostatnich dniach wydarzyło się coś ciekawego. Ci sami inwestorzy na globalnym rynku obligacji, którzy jeszcze chwilę wcześniej bali się przede wszystkim inflacji, zaczęli coraz mocniej „zakładać się” o inny scenariusz: spowolnienia gospodarczego, a może nawet recesji. Rentowność obligacji zaczęła spadać.
Czy to dlatego, że wojna przestała być groźna? Wręcz przeciwnie: rynek uznał, że jej największym skutkiem może być już nie tylko drożyzna, lecz także zduszenie światowego wzrostu gospodarczego. A to oznacza, że trzeba uciekać z rynku akcji i jednocześnie można zadowolić się niższym oprocentowaniem obligacji. Poniżej wykres rentowności niemieckich obligacji 10-letnich. Podobnie wyglądają wykresy obligacji emitowanych przez inne kraje.

A spadek oprocentowania obligacji to już jest zmiana, od której zależy nie tylko zysk lub strata osób trzymających oszczędności w funduszach obligacji, ale też cena kredytu hipotecznego, atrakcyjność lokat bankowych, sytuacja na rynku nieruchomości. W finansach często bywa tak, że najpierw widzimy zmiany rentowności obligacji, a potem zmienia się codzienne życie milionów ludzi. I być może właśnie teraz jesteśmy w takim momencie. Co mówią ostatnie zmiany rentowności obligacji o naszych portfelach w przyszłości?
WIĘCEJ O WSKAZÓWKACH, JAKIE DAJĄ OBLIGACJE:
Na rynku obligacji nagła zmiana kierunku. Co to oznacza?
Inwestorzy z całego świata patrzą przede wszystkim na rentowność 10-letnich obligacji USA – to dla globalnych finansów jedna z najważniejszych cen świata. Od niej zależy wycena ogromnej części światowego długu, kredytów i aktywów finansowych. Jeśli ten wskaźnik mocno się rusza, zwykle oznacza to, że inwestorzy gwałtownie zmienili zdanie co do przyszłości gospodarki, inflacji i stóp procentowych.
Rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji była jeszcze pod koniec lutego poniżej 4%. Potem, po wybuchu wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem, wzrosła powyżej 4,4%. Ale ostatnio znowu… spada. Skala ruchu wydaje się niewielka dla kogoś, kto nie śledzi rynku długu. W rzeczywistości 0,4 punktu procentowego to potężna zmiana oczekiwań. Taka, która daje sygnał całemu światu.

Nie chodzi zresztą tylko o Amerykę. Brytyjskie obligacje 10-letnie sięgnęły dwa tygodnie temu rentowności 5,1%, najwyższej od 2008 r. Dziś zbliżają się już do 4,8% (ale na początku wojny były w okolicach 4,2%). Niemieckie rentowności doszły w szczytowym momencie obaw inwestorów o wzrost inflacji do 3,15%, czyli poziomów niewidzianych od kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Teraz spadły do 3%. Tylko japońskie 10-letnie obligacje, które osiągnęły rentowność 2,4%, pierwszy raz od 1997 r., nie chcą zmienić trendu.
W Polsce jeszcze na początku lutego rentowność polskich obligacji 10-letnich zeszła nawet poniżej 5%, najniżej od dwóch lat. Wtedy rynek wierzył w spokojny scenariusz na przyszłość: spadek inflacji, dalsze obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej i tańszy pieniądz w drugiej połowie roku. Potem przyszedł szok geopolityczny. Kilkanaście dni temu polskie obligacje 10-letnie podskoczyły do niemal 6% rentowności, Dziś wynosi już ona „tylko” 5,75%.
Jeśli przyjmiemy, że wszystkie tektoniczne zmiany na rynkach kapitałowych zaczynają się od rynku obligacji, to trzeba zapytać: co nam mówi ta zmiana, o ile będzie trwała. Część analityków uważa, że inwestorzy najpierw zgodnie przestraszyli się jednego ryzyka, a potem zaczęli wyceniać drugie. A to może mieć niemałe znaczenie dla przyszłych wyników funduszy inwestujących w obligacje skarbowe.
CZYTAJ WIĘCEJ O CENACH ROPY:
Wojna najpierw uderzyła w obligacje. Ale coś się zmienia
Pierwsza reakcja inwestorów była logiczna. Jeśli konflikt obejmuje obszar kluczowy dla dostaw ropy, a Cieśnina Ormuz staje się zagrożona lub częściowo zablokowana, świat dostaje natychmiastowy sygnał: energia może zdrożeć. A kiedy energia drożeje, skutki rozlewają się praktycznie na wszystko.
Droższa ropa oznacza wyższe ceny paliw. Wyższe ceny paliw oznaczają droższy transport. Droższy transport oznacza wyższe koszty dostaw dla sklepów, producentów, firm logistycznych i przemysłu. Do tego dochodzą koszty energii dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. W efekcie rośnie presja inflacyjna w całej gospodarce. Czasem bezpośrednio, czasem z opóźnieniem. Rosną też oczekiwania inflacyjne ludzi, co nakręca spiralę wzrostu wynagrodzeń, a potem przyspiesza wzrost cen.
Dla rynku obligacji to bardzo ważne. Inwestorzy nie chcą pożyczać pieniędzy państwom na niski procent, jeśli przewidują, że za rok lub dwa siła nabywcza tych pieniędzy będzie niższa. Żądają więc wyższej rentowności. Dziś jednak inwestorzy być może zmieniają zdanie. I dochodzą do wniosku, że ten sam szok energetyczny, który podbija inflację, może też osłabić wzrost gospodarczy.
Droga energia to nie tylko problem cenowy. To także ograniczenie popytu w gospodarce i skurczenie się inwestycji. Kiedy paliwo, energia i transport drożeją, gospodarstwom domowym zostaje mniej pieniędzy na inne wydatki. Firmy ograniczają inwestycje, bo rosną im koszty działania i pogarsza się przewidywalność biznesu. Marże spadają, popyt słabnie, a gospodarka zaczyna hamować.
W tym momencie inwestorzy zaczynają stawiać pytanie: co będzie większym problemem za kilka miesięcy – inflacja czy spowolnienie gospodarki? Jeśli uznają, że bardziej prawdopodobne staje się spowolnienie gospodarki, przestają zakładać wzrost ceny pieniądza. To z kolei sprzyja dwóm zjawiskom: zmniejszeniu zainteresowania zakupami akcji oraz spadkowi rentowności obligacji.
Co więc może nam mówić odwrócenie tendencji na rynku obligacji? Rynek nie „uspokoił się”, lecz przeszedł z trybu obaw o inflację w tryb obaw, że inflacja przyjdzie razem z gospodarczym hamowaniem. Rynek długu został rozerwany między dwa przeciwstawne lęki.
CZYTAJ WIĘCEJ O INFLACJI:
Na rynku obligacji przeciwstawne lęki inwestorów
Dla banków centralnych to najgorszy możliwy scenariusz, bo klasyczne lekarstwa przestają działać. Gdy inflacja rośnie, normalną reakcją powinno być podnoszenie stóp procentowych lub przynajmniej utrzymywanie ich na dotychczasowym poziomie. Z kolei gdy gospodarka słabnie, naturalną odpowiedzią jest cięcie stóp procentowych. Ale to może ponownie „rozgrzać” inflację. Bank centralny znajduje się wtedy w pułapce.
Właśnie dlatego inwestorzy na rynku obligacji znaleźli się w rozterkach. Próbują odpowiedzieć na pytanie: który z tych dwóch lęków okaże się ważniejszy, także dla banków centralnych. Jeśli postanowią walczyć z inflacją, nawet kosztem zduszenia wzrostu gospodarczego – stopy procentowe mogą pójść w górę. Jeśli bankierzy centralni postanowią pomóc rządom ożywić słabnące gospodarki – stopy pozostaną niskie.
Co mówią prognozy OECD? Jak wojna z Iranem zmieniła perspektywy wzrostu różnych krajów? Najmocniej podniesiono prognozę inflacji dla Wielkiej Brytanii – łącznie o 2 pkt procentowe w latach 2026–2027. I właśnie brytyjskie rentowności obligacji wzrosły najmocniej wśród dużych gospodarek. To nie przypadek. Inwestorzy patrzyli, które państwa będą bardziej cierpieć z powodu drogiej energii i tam żądają większej premii za ryzyko inflacyjne.
Dla Kanady zmiana prognozy inflacyjnej OECD była dużo mniejsza, wyniosła zaledwie o 0,3 punktu procentowego. I tam rentowności obligacji prawie się nie ruszyły. To bardzo ważny szczegół. Rynek różnicuje kraje według ich ekspozycji na szok cen energii. A jak wygląda sytuacja dla Polski?
Polska nie została wskazana przez OECD jako przypadek kraju wymagającego skrajnie wysokiej rewizji inflacji – nowa prognoza zakłada 2,9% inflacji w 2026 r., czyli miękkie lądowanie – mimo energetycznego szoku. Polski rynek długu wycenił obligacje zbyt surowo – rentowności 10-letnich obligacji wzrosły z okolic 5% do niemal 6%. Ostatnie zmniejszenie rentowności obligacji jest więc „urealnieniem” obaw inwestorów, pamiętających jeszcze niemal 20-procentową inflację w Polsce sprzed kilku lat.

A to może oznaczać, że również przecena funduszy obligacji była w Polsce zbyt gwałtowna. I być może czeka nas odwrócenie tej tendencji, nie zaś pogłębienie bessy, która przyniosła średnio 3-procentową przecenę wartości funduszy obligacyjnych w miesiąc. Niewykluczone więc, że posiadaczy udziałów w funduszach obligacji nie czeka już więcej tak przykrych niespodzianek, jak ta z poprzedniego miesiąca. Poniżej zmiany indeksu polskich obligacji rządowych o stałym oprocentowaniu. Większość funduszy obligacji ma sporą część portfela w takich właśnie obligacjach.

Co to oznacza dla nas? Fundusze obligacji, kredyty i ceny mieszkań
Jeśli obawa o spowolnienie gospodarcze zacznie dominować nad strachem przed inflacją, droższa energia bardziej uderzy w portfele gospodarstw domowych i inwestycje firm, niż w sam poziom cen. W takiej sytuacji ludzie wydają mniej, firmy ostrożniej podchodzą do rozwoju, deweloperzy mogą opóźniać nowe projekty, a popyt na mieszkania słabnie.
W takim wariancie rentowności obligacji mają przestrzeń do spadku. A fundusze inwestujące na rynku obligacji utrzymają niezłe wyniki. Z oprocentowania posiadanych obligacji mają 4-5% rocznie, a do tego dojdzie wzrost wartości rynkowej tych obligacji (bo będą cenniejsze w kontekście możliwego obniżenia ceny pieniądza). Chyba nie można w tym scenariuszu liczyć na utrzymanie stóp zwrotu z inwestycji w fundusze obligacji na poziomie 8-9% w skali roku (tak było w poprzednich trzech latach), ale też nie ma co się bać bessy – fundusze obligacje nadal w tym scenariuszu będą „wykręcać” mocno dodatnie wyniki.
Rynek obligacji zaczyna uwzględniać w cenach obligacji coś jeszcze gorszego – stagflację. To wariant, w którym ceny paliw, transportu i części usług pozostają wysokie, ale jednocześnie gospodarka zaczyna hamować. Życie drożeje, rata kredytu nie chce spadać, a jednocześnie rośnie niepewność o pracę. Notabene to byłby też scenariusz, w którym niskie stopy procentowe i podwyższona inflacja kierowałyby pieniądze znów na rynek złota, mocno ostatnio doświadczony spadkami cen kruszcu.
I właśnie dlatego ten pozornie odległy temat zmian rentowności obligacji jest dziś tak ważny. Polski rynek długu już pokazał, że nie wierzy bezwarunkowo w spokojny scenariusz miękkiego lądowania. OECD nadal zakłada dla Polski umiarkowaną inflację i 3,4% wzrostu gospodarczego w 2026 r., ale inwestorzy kupujący polskie obligacje 10-letnie wyraźnie zaczęli dopisywać do tego scenariusza znak zapytania. Dlatego warto śledzić rentowność polskich obligacji, jeśli chcecie wiedzieć, jaka przyszłość czeka Wasze portfele.
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
SUBSKRYBUJ NASZ KANAŁ NA YOUTUBE:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Rozmowy z mądrymi ludźmi o Waszych pieniądzach, cotygodniowy „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i relacje z edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube!
zdjęcie tytułowe: Pixabay




