Ceny ropy naftowej znów zbliżają się do poziomu 110-120 dolarów za baryłkę, czyli tam, gdzie znalazły się w czasie kryzysu energetycznego w 2022 r. Tym razem analitycy obawiają się, że ropa naftowa może wystrzelić znacznie wyżej, nawet w okolice 200 dolarów za baryłkę. Przy takich cenach już nawet interwencja rządu nie uchroniłaby nas przed dwucyfrowymi cenami litra paliwa. Jakie jest ryzyko, że to się wydarzy? Amerykański bank JP Morgan policzył, kiedy na świecie zacznie brakować ropy. I nie są to wesołe wieści
W czasach pokoju na świecie ropy naftowej nie tylko nie brakuje, ale jest jej nawet za dużo. Wiele krajów ogranicza zużycie paliw kopalnych (coraz więcej energii mamy ze źródeł odnawialnych i atomu), zaś technologie są bardziej energooszczędne. Jeszcze kilka miesięcy temu branża naftowa obawiała się, że cena baryłki ropy spadnie poniżej 50 dolarów. Przy takich cenach eksploatacja niektórych szybów naftowych byłaby nieopłacalna.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Dziś sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Po zaatakowaniu Iranu przez USA i Izrael najpierw została zablokowana cieśnina Ormuz (przez którą przepływa 30% ropy naftowej transportowanej drogą morską), a teraz problemem zaczyna być wyłączenie z użytku części miejsc w Zatoce Perskiej, w których wydobywa się ropę i gaz. Produkcja ropy spadła do tego stopnia, że analitycy zaczynają się zastanawiać czy i kiedy możliwe są kłopoty z jej dostawami.
Czy świat może żyć dobrze bez ropy z Zatoki Perskiej?
To, że dziś ceny giełdowe kontraktów terminowych na ropę naftową przekraczają 100 dolarów za baryłkę, jeszcze nie wynika z niedoborów tego surowca. Raczej jest to efekt spekulacji – kontrakty są kupowane przez inwestorów nie po to, żeby za jakiś czas odebrać ropę, ale po to, żeby za kilka dni sprzedać je drożej. W Azji ceny kontraktów z obowiązkiem odbioru fizycznego surowca osiągają już jednak nawet 140 dolarów za baryłkę.
Na świecie jest produkowanych dziennie 90 mln baryłek ropy naftowej. Z tego mniej więcej 25-30 mln baryłek to „urobek” krajów Zatoki Perskiej. Dziś połowa tego potencjału jest „uziemiona” z powodu ataków irańskich dronów i pocisków. W Iraku produkcja ropy naftowej spadła o 80%, Katarze o dwie trzecie, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich o połowę, w Arabii Saudyjskiej o jedną trzecią. Ogólnie dziennie w tym rejonie wydobywa się dziś 13–14 mln baryłek ropy zamiast „normalnych” 30 mln baryłek.
W niewielkiej części zamknięcie cieśniny Ormuz można próbować amortyzować innymi sposobami transportowania ropy. Arabia Saudyjska utrzymuje rurociąg wschód–zachód (Abqaiq–Yanbu), który może przetransportować ok. 5 milionów baryłek ropy dziennie do Morza Czerwonego. Terminale po obu stronach rurociągu są intensywnie eksploatowane, ale nie mogą zastąpić cieśniny Ormuz. Poniższe infografiki podaję za francuskim dziennikiem „Le Monde”.

JP Morgan przyjmuje w swoich analizach, że świat wszedł w wojnę w Iranie z zapasami rzędu 1,1 mld baryłek ropy. I zakłada, że spadek tych zapasów poniżej poziomu 850 mln baryłek będzie oznaczał początek niepewności dotyczącej możliwości dostarczenia ropy tam, gdzie będzie potrzebna. W przypadku zapasów komercyjnych ropy naftowej w krajach OECD odpowiada to około 30 dniom pokrycia przyszłych przepustowości rafinerii.
„Gdy zapasy zbliżają się do tego progu, rynek przestaje polegać na zapasach” – pisze JP Morgan. Kupujący się niepokoją, więc cena zaczyna rosnąć już nie z powodu spekulacji czy oczekiwań dotyczących przyszłej ceny, lecz z powodu niepewności dotyczącej przyszłych dostaw.

Amerykański bank liczy, kiedy zaczną się kurczyć zapasy ropy
Dziś zapasy ropy możliwe do komercyjnego wykorzystania są wyższe niż w czasie poprzedniego kryzysu w 2022 r. Rosyjska inwazja na Ukrainę przypadła na moment, w którym zapasy komercyjne ropy naftowej w krajach OECD nie przekraczały 970 mln baryłek. To był poziom dający bardzo małą zdolność do amortyzacji wstrząsów.
Analitycy JPMorgan szacują, że zapasy komercyjnej ropy naftowej w krajach OECD mogą zmniejszyć się o ok. 166 milionów baryłek w kwietniu, a w pierwszej połowie maja o kolejne 67 milionów baryłek, co doprowadzi do spadku zapasów to poziomu 840-850 mln baryłek. I przyjmują hipotezę, że w tym momencie system nie będzie już w stanie amortyzować wstrząsów wynikających z mniejszej podaży. A skoro nie będzie wystarczająco dużych buforów, to zacznie się licytacja popytu, podnosząca ceny.

Zatem jeśli obliczenia JPMorgan oraz założenia dotyczące momentu, w którym nabywcy ropy zaczną się na serio przejmować brakiem dostępności surowca, są właściwe, za mniej więcej sześć tygodni ceny ropy mogą ruszyć w górę już nie na fali spekulacji, ale realnych obaw o deficyt surowca. Oczywiście o tyle, o ile wyłączenia mocy wytwórczych w Zatoce Perskiej pozostaną na obecnym poziomie (czyli nadal będzie brakowało ok. 13–14 mln baryłek wydobycia dziennie).
Amerykański bank uważa, że gorzej niż teraz już nie będzie, czyli wojna nie zwiększy już dziennego deficytu wydobycia ropy naftowej na tym obszarze. Co złego miało się wydarzyć, to już się wydarzyło. Cieśnina jest zamknięta, rurociągi pracują na pełnych obrotach i na razie są bezpieczne.
Co się stanie, gdy zapasy ropy za mocno się skurczą?
Co się może stać, gdy świat zacznie się nie na żarty obawiać niedoborów ropy? Analitycy JPMorgan nie prognozują, jakie mogą być wtedy ceny. Ogólnie wśród analityków różnych banków i biur analitycznych panuje przekonanie, że jeśli obawy o deficyt surowca przekształcą się w realny spadek zapasów do poziomu burzącego spokój tych, którzy potrzebują paliwa, cena ropy może przekroczyć 150 dolarów za baryłkę. Inni uważają, że może zbliżyć się do 200 dolarów za baryłkę. A to by oznaczało dwucyfrową cenę paliwa za litr także na polskich stacjach.

Co dalej? Amerykański bank uważa, że po pierwsze politycy zaczną ograniczać ręcznie popyt, uruchamiając różne narzędzia racjonowania paliwa (limity tankowania, ograniczenia przeciwdziałające turystyce paliwowej i spekulacji). Po drugie sytuację zacznie regulować spadający wraz z rosnącymi cenami popyt, bo zbyt drogie paliwo spowoduje, że nie każdego będzie stać na jego tankowanie (co będzie skutkowało zwolnieniem wzrostu gospodarczego i ryzykiem stagflacji oraz większymi kłopotami rządów ze spłatą odsetek od obligacji).
Pytanie, jak postąpi wówczas polski rząd, który dziś robi coś dokładnie odwrotnego – sztucznie obniża ceny paliwa, zniechęcając kupujących do oszczędzania paliwa. Jest to dość kosztowne (oznacza ubytek do budżetu państwa na poziomie prawie 2 mld zł miesięcznie), ale im wyższa cena ropy naftowej, tym te koszty będą wyższe. I tym trudniej będzie się wycofać, nie wywołując paniki na rynku.
Jeśli w ciągu kilku tygodni wojna się skończy, być może da się ten mechanizm w miarę „bezszokowo” wycofać. Ale jeśli wojna potrwa dłużej, to rząd będzie w pułapce. Utrzymywanie nienaturalnie niskich cen może oznaczać braki paliwa na stacjach (20-30% paliwa importujemy i ten import nie będzie się opłacał, więc zniknie) oraz rosnące straty podatkowe budżetu państwa. Nagłe wycofanie obniżek cen – mniej więcej to samo, czyli jeszcze większy szok cenowy po tej operacji i popytowy przed jej wykonaniem.



Co prawda można będzie w takiej sytuacji uruchomić rezerwy strategiczne. Polskie prawo zobowiązuje państwo do utrzymywania rezerw paliw na co najmniej 90 dni. I nic nie wiadomo o tym, by te rezerwy były w znacznym stopniu naruszone. Z drugiej jednak strony bez importu (który przestanie działać przy zaniżonych cenach) paliwa na rynku może zacząć brakować. A przy dużym skoku popytu (np. gdy ludzie zaczną się obawiać dużych podwyżek cen) uruchomienie rezerw może nie wystarczyć, bo pojawią się wąskie gardła logistyczne.
Z danych państwowej Agencji Rynku Energii wynika, że w styczniu (nowszych danych nie znalazłem) w Polsce zużyliśmy 507 000 ton paliwa, a wyprodukowaliśmy 410 000 ton. W przypadku oleju napędowego produkcja krajowa wyniosła 1,16 mln ton, a zużycie 1,42 mln ton. Wynika z tego, że udział importu w przypadku benzyny to niecałe 20%, zaś w przypadku oleju napędowego aż 30%.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Amerykański bank rysuje czarny i mniej czarny scenariusz
Co więcej, JPMorgan ostrzega też, że nawet po zakończeniu wojny w Zatoce Perskiej deficyt dostaw ropy nieprędko zostanie „zalepiony”. W ciągu pierwszych trzech tygodni może zostać przywrócona połowa produkcji (ok. 6 mln baryłek dziennie), ale dopiero po czterech miesiącach osiągnie ona docelowy poziom. Zaś odbudowanie zapasów (co ma następować w tempie 30–45 milionów baryłek miesięcznie) do „przedwojennego” poziomu 1,1 mld baryłek ropy zajęłoby kolejne cztery miesiące.
Amerykański bank uważa, że w tym czasie inwestorzy nie będą już się niepokoić na tyle, żeby uwzględniać w cenach ropy ryzyko niedoborów paliwa, ale jeśli w tym czasie stanie się coś nieprzewidzianego, reakcja rynku na „to coś” będzie bardziej gwałtowna niż zwykle. Nawet gdyby wojna zakończyła się jutro, to jej różnorakie konsekwencje (choć na szczęście niekoniecznie aż do ostatniego dnia odbijające się na cenach paliwa na stacjach) świat może odczuwać jeszcze przez siedem miesięcy.
Gdyby jeszcze „tylko” przez trzy, ztery miesiące – mimo zakończenia wojny – utrzymywały się wysokie ceny paliwa (to chyba najniższy „wymiar kary”), polski rząd miałby nie lada zgryz ze względu na wysokie koszty wspierania kierowców. Ale gdyby okazało się, że za kilka tygodni rynek zacznie wyceniać ograniczenie dostępu do paliwa i ceny ropy rosną, np. w okolice 200 dolarów za baryłkę, zacznie się taniec na linie, którego stawką może być reglamentacja paliwa. To byłby jedyny scenariusz, w którym dałoby się w miarę bezboleśnie „ściągnąć” rządową tarczę, na którą nie byłoby już budżetu państwa stać.
——————————-
CZYTAJ OMÓWIENIE PROMOCJI NA STACJACH:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
ZOBACZ NASZE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
——————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O ORLENIE:
——————————
CZYTAJ O SKUTKACH WOJNY:










