Uwaga: oszustwo na „pasywny dochód”. Leasing to jedna z najszybciej rosnących branż w Polsce. W 2026 roku sfinansuje inwestycje za blisko 129 miliardów złotych, napędzając gospodarkę i biznesy małych firm. Ale pod tą błyszczącą powierzchnią czai się nowy, bardzo niebezpieczny schemat wyłudzeń. Przestępcy kuszą „pasywnym dochodem” z luksusowych aut, wciągając solidnych klientów – lekarzy, przedsiębiorców, menedżerów IT – w pułapkę długów, prokuratury i finansowej klęski
Czy kiedykolwiek natknęliście się na ofertę, w której nieznany pośrednik proponuje wam leasing luksusowego auta jako źródło „pasywnego dochodu”? Wystarczy podpisać umowę, przekazać pojazd dalej, a potem cieszyć się przelewami przewyższającymi raty, bez żadnego codziennego zaangażowania. Brzmi jak idealny sposób na dodatkowy zarobek dla zapracowanego przedsiębiorcy? Pod tą kuszącą fasadą kryje się nowy schemat wyłudzeń celujący w osoby o wysokiej wiarygodności finansowej takie jak właściciele firm, lekarze czy menedżerowie.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Jednemu z czytelników „Subiektywnie o Finansach” właśnie to się przydarzyło. Miałem wrażenie, że to rzadka, wręcz nieprawdopodobna historia, która musiała być efektem jakiegoś pieczołowicie przygotowanego, „celowanego” ataku na konkretnego biznesmena. Ale nie, kilka tygodni temu przed niemal identycznym fraudem ostrzegł Związek Polskiego Leasingu. O co chodzi?
Nowe oszustwo „na dochód pasywny”. Jak to działa?
Wszystko zaczyna się od precyzyjnego polowania. Oszuści nie spamują losowo – celują w osoby z idealną historią w Biurze Informacji Kredytowej: stabilne dochody (grubo powyżej średniej), dobre obroty firmy, brak zaległości płatniczych. To przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność, specjaliści IT, lekarze prowadzący prywatne praktyki i mający własne gabinety czy menedżerowie w korporacjach. Przestępcy dane czerpią z wycieków danych, które lądują w sieci darkweb w wyniku cyberataków.
Kontakt z ofiarą odbywa się przez telefon, WhatsApp albo e-mail. W przypadku czytelnika „Subiektywnie o Finansach” to był po prostu telefon. Głos był miły, fachowy, to nie był ktoś po prostu odczytujący informacje z kartki, mówiący ze wschodnim akcentem. Zagajenie było intrygujące: „Dzień dobry, znamy pańską firmę i jej nienaganną reputację. Proponujemy lukratywny leasing samochodu Audi, który jest inwestycją. Trzeba pokryć wkład własny, a potem de facto wynajmować komuś ten samochód i mieć nadwyżkę z najmu w kieszeni”.
I to było dokładnie to, co opisywał Związek Polskiego Leasingu. W jego materiałach pośrednik (najczęściej pod fikcyjną tożsamością) ma proponować leasing kapitałowy (pełne prawa własności do auta po spłacie przechodzą na przedsiębiorcę). Parametry są skrojone idealnie: wysoki wkład własny na start (20–50%, a kwotowo do 400 000 zł przelewem lub gotówką), umowa jest krótka (12 miesięcy), rata pozornie niska (bo od 5000 do 10 000 zł miesięcznie.).
Auto? Proponuje się głównie modele luksusowe: Audi RS6, BMW M5, Mercedes-AMG GT, Porsche 911, Volkswagen Golf R – wartość takich samochodów zwykle oscyluje w granicach od 300 000 do 800 000 zł. Pośrednik obiecuje: „My odbieramy auto z salonu, wynajmujemy je klientowi na terenie Unii Europejskiej, na przykład renomowanej wypożyczalni samochodowej, a pan dostaje 1,5 raty miesięcznie. Dochód pasywny, nie trzeba nic robić”. Po roku auto – prawie „nówka” – wraca z „wypożyczenia” i przedsiębiorca może zacząć z niego skorzystać, a do tego jest „zarobiony”.
Umowa podpisywana jest online lub u notariusza – oczywiście pod presją czasu, bo to „okazja” i „musimy to zrobić jak najszybciej”. Ofiara wpłaca wkład własny, oszuści „organizują odbiór” samochodu. Wpłacający nigdy nie widzi numeru VIN (ani samego auta), nie ma w dłoni kluczyków, nie rejestruje auta. Polisa ubezpieczeniowa OC plus autocasco? Też składa się tylko podpis, nie trzeba nic wybierać. Formalnie auto należy do osoby wpłacającej wkład własny, ale faktycznie jest już cudze.
Sedno pokusy to pojęcie „pasywnego dochodu”. W zdrowych finansach pochodzi on z wynajmu mieszkania, albo dywidend, ewentualnie z odsetek od lokat. Masz kontrolę, znasz ryzyko, zarabiasz automatycznie. W tym przypadku tylko z pozoru jest tak samo, a „narzędziem” jest samochód. Podpisujesz umowę leasingową, płacisz raty, ale auto znika w rękach obcych. Oczywiście jest obietnica zarobku. Ktoś używa auta i spłaca raty w wysokości na tyle wysokiej, że gwarantuje ona zysk.
Co dzieje się z autem? Jak znikają pojazdy, które ktoś wziął w leasing
W przypadku czytelnika „Subiektywnie o Finansach” auto będące przedmiotem „inwestycji” po prostu zniknęło – nie wiadomo gdzie. Pojawiły się cztery przelewy od „najemcy”, co robiło wrażenie uczciwego dealu. Ale potem pieniądze przestały płynąć, a firma leasingowa domagała się dalszych płatności. Z tego, co pisze Związek Polskiego Leasingu, auto często trafia za granicę. Holandia, Francja, Hiszpania. A więc „rozpływa się we mgle”. Albo w gorszych przypadkach: kontenerem do Maroka, Egiptu czy do Rosji.
Auto często tuła się po mrocznych szlakach przestępczego świata. Przewozi narkotyki w schowkach, papierosy w bagażniku, ludzi bez paszportów. Fikcyjne faktury z „najmu” prane są w karuzelach VAT. Części kradzione: koła AMG, elektronika MBUX i tym podobne. Kończy się zazwyczaj kolizją przy wysokiej prędkości, a więc złomowiskiem lub konfiskatą – interweniują celnicy, Interpol czy lokalna policja.
Oszukana osoba prędzej czy później przestaje płacić raty (bo sama nie otrzymuje płatności od rzekomego najemcy). Leasingodawca śle wezwania, odsetki od niezapłaconych rat rosną. Potem pojawia się windykator i komornik. Nawet jeśli udaje się zidentyfikować, a nawet namierzyć samochód, to bardzo często nie ma szans na odzyskanie pieniędzy z odszkodowania – ubezpieczyciel odmawia wypłaty w przypadku kolizji auta.
Powód? „Naruszenie warunków umowy – przekazałeś pojazd osobom trzecim bez naszej zgody, brak kontroli”. Tak, czy owak – auto trzeba spłacić. Z punktu widzenia prawa sytuacja jest taka, jakby ktoś wziął kredyt pod zastaw samochodu, a ten samochód by mu ukradziono, a nie byłby ubezpieczony. W takiej sytuacji – gdy przedmiot zastawu znika – kredytodawca chce jak najszybciej odzyskać pieniądze.
Dlaczego ludzie dają się na to nabrać? Bo nie do końca rozumieją rolę leasingodawcy. Myślą tak: „skoro firma leasingowa współpracuje z takim pośrednikiem, to ten pośrednik musi być uczciwy, sprawdzony, prześwietlony”. A z punktu widzenia firmy leasingowej pośrednik to pośrednik – jeśli w ogóle jej pracownicy wiedzą, że to pośrednik, bo często organizatorzy fraudu przedstawiają się jako pracownicy leasingobiorcy.
Bardzo często pośrednicy tłumaczą, że osoba, która będzie używała samochodu i de facto zapewniała dochód pasywny to osoba fizyczna, która nie ma dostępu do tak korzystnego leasingu, gdyż nie prowadzi działalności gospodarczej. Albo „sprzedawana” jest inna historia – że ktoś potrzebuje na rok samochodu, żeby rozkręcić biznes, ale nie ma zdolności kredytowej (choć ma wysokie dochody), albo po prostu jego firma jest nowa i firmy leasingowe nie chcą jej obsłużyć z powodu braku rocznej lub dwuletniej historii.
Leasingowe oszustwo: prawdziwe historie ofiar
Oto kilka prawdziwych historii, w które bym pewnie nie uwierzył, gdyby jedna z nich nie zdarzyła się także czytelnikowi „Subiektywnie o Finansach”. Mamy klientę prowadzącą małą firmę usługową. Namówiono ją przez telefon, zadzwonił dobrze poinformowany pośrednik, znający dane finansowe firmy. Zaproponowali leasing sportowego Audi RS o wartości około 400 000 zł, obiecując miesięczne przelewy znacznie wyższe niż raty leasingowe. Przedsiębiorczyni podpisała umowę online, wpłaciła wysoki wkład własny, ale nigdy nie odebrała auta osobiście – formalności załatwili „zaufani partnerzy”.
Po zaledwie pięciu miesiącach okazało się, że została oszukana. Zgłosiła kradzież, bo nie potrafiła wskazać lokalizacji pojazdu, który wynajęła – nigdy go nie widziała ani nie użytkowała. Pojawiły się zaległości w spłacie rat, pośrednicy przerwali kontakt, ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania z powodu braku jakichkolwiek dowodów, że auto zostało skradzione, a nie dobrowolnie komuś udostępnione. Dziś klientka musi uregulować całe zobowiązanie z własnych środków, a prokuratura… prowadzi śledztwo w sprawie jej możliwego udziału w zorganizowanej grupie przestępczej.
Drugi przykład to przedsiębiorca z solidną historią kredytową, który zgodził się na leasing niemal nowego Audi A6 (o wartości ponad 350 000 zł). Samochód miał służyć „wypożyczalni” prowadzonej przez podmioty trzecie – klasyczny „pasywny dochód” bez codziennego nadzoru. „Wypożyczalnia” ma samochód, na którym zarabia jeszcze więcej, a leasingobiorca otrzymuje wynagrodzenie, zaś po roku dostanie też fizycznie samochód.
Po kilku miesiącach auto uległo poważnej kolizji. Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, argumentując, że cena zakupu samochodu znacznie odbiegała od wartości rynkowej, a szczegółowe zdekodowanie numeru VIN-u ujawniło uboższe wyposażenie niż zapisane w umowie (brak niektórych opcji premium). Klient nie miał żadnej realnej kontroli nad sytuacją – nie wiedział nawet, kto i gdzie samochodem jeździł. Został z niespłaconym długiem leasingowym.
Trzecia historia to case międzynarodowy: klientowi zaoferowano wykorzystanie jego firmy do leasingu luksusowego Mercedesa z obietnicą błyskawicznej spłaty w zaledwie trzy miesiące. Wkład własny miał być zwrócony gotówką „z góry”, a reszta załatwiona automatycznie. Przedsiębiorca, licząc na szybki i łatwy zysk, podpisał umowę, otrzymał początkowe przelewy pierwszy rat, ale samochodu nigdy nie zobaczył – ten wyjechał poza Polskę niemal natychmiast.
Później wyszło na jaw, że trafił na rynek rosyjski, omijając unijne sankcje. Umowa formalnie została zakończona, udało się ją rozwiązać ze względu na oszustwo (najprawdopodobniej w tym przypadku firma leasingowa dopuściła się jakichś zaniedbań i nie mogła obciążyć klienta pełnym kosztem leasingu). Klient krótkoterminowo zarobił, ale prokuratura wszczęła postępowanie sankcyjne. Dziś musi udowadniać brak świadomości, że uczestniczył w finansowaniu wrogiego Polsce mocarstwa i walczyć o reputację biznesową – przeciwko finansowej blokadzie w bankach.
Oszustwo „na pasywny dochód”, leasing i długi. Jak się ochronić?
Oczywiście: najlepiej przy leasingu w ogóle nie korzystać z usług pośredników. Jeśli już się jakiś zgłosi i zapropobuje wyjątkowo korzystną umowę leasingową – zawsze pytaj pośrednika, skąd ma twoje dane finansowe i dlaczego akurat ty jesteś idealnym kandydatem do takiej „inwestycji”. Jeśli oferta przychodzi spoza oficjalnych kanałów, takich jak salon leasingodawcy czy autoryzowany doradca bankowy, jeśli przychodzi przez WhatsApp, e-mail od nieznajomego czy telefon od „eksperta inwestycyjnego” – natychmiast kończ rozmowę.
Nigdy nie podpisuj umowy leasingowej poza salonem firmy leasingującej, żądaj fizycznego odbioru auta z kluczykami, już zarejestrowanego na twoją firmę i pełną polisą AC. Nie wystawiaj nikomu pełnomocnictwa na odbiór samochodu – to czerwona flaga. Domagaj się szczegółów: VIN, wyposażenie (potwierdź dekoderem), lokalizacja GPS w pojeździe. Ktoś proponuje bardzo opłacalny leasing, o ile wysoki wkład własny zostanie zapłacony gotówką? Absurd: leasing jest po to, by nie blokować kapitału. Krótki okres spłaty (kilka miesięcy)? Podejrzane, umowy leasingowe zwykle trwają co najmniej dwa lata.
Oszustwo na „pasywny dochód” jest wyjątkowo perfidne, bo wykorzystuje chęć przedsiębiorców, żeby zarobić pieniądze dzięki własnej wiarygodności płatniczej. Mogę wziąć auto w leasingu i jeszcze na nim zarobić – bo ktoś będzie mi płacił za to, że je udostępnię. Pośrednik, który to proponuje, „współpracuje” z firmą leasingową – czyli pewnie jest sprawdzony. Jedna wielka mistyfikacja. Niestety, przedsiębiorcy czasem dają się na to nabierać.
CZYTAJ TEŻ:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
ZOBACZ NASZE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
zdjęcie tytułowe: Pixabay




