Dane o naszych kredytach stały się polem zażartej walki firm, które „żyją” z ich gromadzenia i udostępniania. W związku z koniecznością wdrożenia unijnej dyrektywy, dotyczącej kredytu konsumenckiego, więcej uprawnień ma dostać należące do banków Biuro Informacji Kredytowej. „Pozabankowi” konkurenci, też działający na rynku danych – np. Krajowy Rejestr Długów, czy biuro informacji gospodarczej ERIF – są wściekli i mówią, że państwo umożliwia tworzenie szkodliwego monopolu „bankowej” firmy. I niewątpliwie coś w tym jest. Czy zwykły Polak powinien się tym przejmować?
O tym, że dane na nasze temat mają coraz większą wartość rynkową, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Nawet złodzieje czasem wolą kraść nasze dane, niż pieniądze. Częścią tego „przemysłu” są dane dotyczące naszych kredytów. A więc tego, czy spłacamy je terminowo i jaką mamy historię kredytową. Za sprawdzenie historii i wiarygodności kredytowej klientów banki i firmy pożyczkowe są skłonne słono płacić (zresztą nie mają wyjścia, bo jest ustawowy obowiązek weryfikowania klientów, którym pożycza się pieniądze).
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Dane o kredytach, czyli żyła złota. Pilnie strzeżona
W wielu krajach takie dane o kredytach banki raportują do prywatnych firm, z którymi mają specjalne umowy (oczywiście te firmy muszą spełniać warunki dotyczące ochrony tajemnicy bankowej). W Polsce ustawowo banki mają obowiązek raportować tylko do Biura Informacji Kredytowej, spółki należącej do kilku dużych polskich banków. A to oznacza, że BIK ma zagwarantowany popyt na swoje usługi. Z jednej strony banki i firmy pożyczkowe mają obowiązek raportować wszystkie nasze długi do BIK, a z drugiej – sprawdzać nasz status w BIK za każdym razem, gdy przyjdziemy po kolejne pieniądze.
Nie wiem jaka część rynku danych stanowią te dotyczące kredytów, ale podejrzewam, że sporą. Nota bene BIK handluje też posiadanymi informacjami z nami – każdy może sobie założyć konto w BIK i za pieniądze sprawdzić swoją historię i wiarygodność kredytową oraz podejrzeć swój scoring wyliczany przez BIK (raz na jakiś czas mamy prawo uzyskać dostęp do tych danych za darmo, ale bez scoringu).
Pozostałym instytucjom handlującym danymi na nasz temat zostają informacje pochodzące spoza rynku kredytów i pożyczek. Takie firmy jak Krajowy Rejestr Długów, ERIF BIG, czyli Infomonitor zbierają głównie dane o wszystkich innych nie spłaconych długach Polaków – nie zapłaconych mandatach, rachunkach telefonicznych, nie zapłaconych alimentach, opłatach za wynajem mieszkania, zadłużeniu firm wobec innych firm.
Przedsiębiorcy mogą też kupić informacje o scoringu swoich potencjalnych kontrahentów. Oczywiście, żeby móc wpisać swojego dłużnika do rejestru dług musi spełnić kilka warunków (to też jest regulowane ustawą). Sprawdzanie firm, z którymi chcemy podpisać dużą umowę, stało się do pewnego stopnia „sportem narodowym” przedsiębiorców.
I tak to się kręci. „Niebankowe” biura informacji gospodarczej narzekają, że gdyby nie monopol BIK na dane kredytowe, to sprawdzanie wiarygodności kredytowej w Polsce byłoby tańsze, bo byłaby na tym rynku konkurencja. A monopolista BIK narzuca takie ceny, jakie chce, przez co kredyty są droższe (bo banki wrzucają te koszty do oprocentowania). Jakiś czas temu prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dawał do zrozumienia, że nadejdzie demonopolizacja.
Budowanie monopolu na rynku danych? BIG-i alarmują
Pretekstem do tego miała się stać nowa ustawa o kredycie konsumenckim, która ma wdrażać do polskiego prawa unijną dyrektywę CCD II. Projekt ustawy mówi o mnóstwie rzeczy – o tym jak wolno reklamować kredyty, jak oceniać zdolność kredytową klientów, jakie informacje trzeba przekazać klientom. No i jak weryfikować konsumenta przed udzieleniem mu kredytu. Jest tam zapis mówiący, że kredytodawca ma obowiązek sprawdzić klienta w „bazach danych wykorzystywanych do oceny zdolności kredytowej”.
W tej części, która dotyczy weryfikacji klienta, jest pewna próba przełamania monopolu BIK. Projekt ustawy nakłada na kredytodawców (czyli banki i firmy pożyczkowe) obowiązek raportowania nie tylko do BIK, ale też do biur informacji gospodarczej (zwanych potocznie BIG-ami). Ale prawdopodobnie nie oznacza to, że na rynku danych o naszych kredytach dojdzie do wolnej konkurencji i że dostęp do tych danych potanieje.
Obowiązek dotyczący przekazania danych o każdym kredycie do BIK jest bowiem bezwzględny i bezwarunkowy. Natomiast w przypadku BIG-ów jest on uzależniony od spełnienia przez firmę udzielającą kredytu trzech warunków. Po pierwsze musi powstać zaległość trwająca co najmniej 30 dni, po drugie dług musi być wyższy niż 200 zł, a po trzecie trzeba wysłać dłużnikowi listem poleconym wezwanie do zapłaty oraz informację o zamiarze wpisania nie spłaconego długu do BIG-u. Jeśli któryś z tych warunków nie jest spełniony, bank lub firma pożyczkowa nie musi wpisywać dłużnika do BIG-ów.
Jeszcze bardziej BIG-om nie podoba się inny zapis proponowanej ustawy – która obecnie jest w tzw. uzgodnieniach międzyresortowych, czyli pracuje nad nią rząd. Chodzi o niewinnie brzmiący zapis nakładający obowiązek raportowania do BIK danych o naszych długach również przez tzw. wierzycieli wtórnych. A więc przez firmy windykacyjne, które skupują nie spłacone długi.
Dla Biura Informacji Kredytowej – czyli spółki założonej przez banki – to znakomita wiadomość. BIK będzie miał dane o naszych kredytach także wtedy, gdy zostaną przez bank sprzedane i staniemy się „przeterminowanym” dłużnikiem firmy windykacyjnej. To z jednej strony oznacza, że windykatorzy będą musieli też mieć podpisane umowy z BIK (i za to płacić), a z drugiej strony – że BIK stanie się jeszcze bardziej „omnipotentny”. Do tej pory dane z firm windykacyjnych były przedmiotem obrotu na wolnym rynku – czyli windykatorzy mieli umowy z BIG-ami i wrzucali do ich baz te dane.
Co zyskuje na tym konsument? Czy tu trzeba monopolu?
Teraz, gdy te dane miałyby być „przymusowo” dostępne w BIK, „niebankowe” bazy BIG-ów stracą na atrakcyjności. Będą dawały dużo mniej pełny obraz danej osoby lub firmy. Powód, dla którego taki zapis jest w projekcie ustawy, nie jest jasny. Nic mi nie wiadomo o jakichś nadużyciach, które mogłyby skłonić władze do przekazania danych z firm windykacyjnych do BIK czyli spółki, których udziałowcem są banki. Ale przyznaję rację KRD, czy ERIF, które mówią, że to osłabianie konkurencji i monopolizacja dostępu do danych dotyczących kredytów (nie tylko nie spłaconych, ale też windykowanych).
Z punktu widzenia nas, konsumentów, nie jest to bezpośrednio duży problem. Może nawet niektórzy się ucieszą, że wszystkie dane o kredytach będą w jednym miejscu – w bazie BIK. Na dłuższą metę to jednak może być problem. Jeśli zastanawiacie się jak to jest, że za dostęp do danych o swojej własnej historii kredytowej musicie płacić BIK-owi ciężkie pieniądze – a być może te dane powinny być dostępne za darmo – to uprzejmie informuję, że wynika to właśnie z monopolu.
Być może gdyby tego monopolu nie było, konkurencja między właścicielami różnych baz danych kredytowych sprawiłaby, że dam dostęp do nich byłby darmowy, a płacilibyśmy tylko za scoring, czyli wnioski z tej historii i ocenę wiarygodności? Za każdym razem, gdy państwo wspiera powstawanie monopolu i ogranicza konkurencję, warto wiedzieć jaki interes za tym stoi.
——————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O KREDYTACH:

——————————
OGLĄDAJ „MAGAZYN SUBIEKTYWNIE O FINANSACH”
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTube subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!
———————————
zdjęcie tytułowe: Pixabay




