Konflikt w Zatoce Perskiej podbił ceny paliw na światowych rynkach. Cena baryłki europejskiej ropy Brent przebiła na początku tego tygodnia 120 dolarów, choć potem spadła w okolicę 90 dolarów. Poziom 120 dolarów za baryłkę ropa Brent osiągnęła ostatni raz cztery lata temu, po inwazji Rosji na Ukrainę. Ówczesny rząd podjął wówczas działania, by ograniczyć drożyznę na stacjach, ścinając część podatków zawartych w cenie paliwa. Czy takie działania mają sens i czy należy je powtórzyć? Niektóre państwa azjatyckie wprowadziły już… kontrolę cen paliw. U nas do gry wszedł Orlen i ogłosił… promocję
Po inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku ceny baryłki ropy Brent skoczyły do ok. 120 dolarów. To szybko przełożyło się na ceny paliwa na stacjach, mimo że sprzedawano tam przecież benzynę wyprodukowaną znacznie wcześniej, z ropy kupionej po dużo niższych cenach. W połowie 2022 r. płaciliśmy za paliwo E-95 już nawet 7 zł za litr i więcej. Jeszcze bardziej wzrosła cena oleju napędowego.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Teraz jest podobnie – w niektórych regionach Polski na stacjach znów widzimy cenę 7 zł za litr benzyny czy oleju napędowego. Czy wzrost cen można zatrzymać administracyjnymi działaniami? W czasie poprzedniego kryzysu energetycznego rząd premiera Mateusza Morawiekiego wprowadził tarczę antyinflacyjną, w ramach której VAT na paliwo był obniżony ze standardowego poziomu 23% do 8%.
Niektórzy domagają się dziś powrotu do tych działań. W poniedziałek premier Donald Tusk mówił bardzo ostrożnie, że „rząd szuka rozwiązań”, ale zasadniczo nie ma wpływu na światowe ceny paliw na giełdach. Czy można szybko i skutecznie ograniczyć wzrost cen paliwa na stacjach za pomocą decyzji administracyjnych? Czy to byłoby skuteczne, czy oznaczałoby tylko bezsensowne przepalanie pieniędzy podatników, a właściciele stacji paliw i tak żyłowaliby ceny? A może trzeba zastosować środki, które właśnie wprowadzają niektóre z państw azjatyckich?
CZYTAJ, DLACZEGO BŁYSKAWICZNIE ROSNĄ CENY PALIW:
Co można zrobić, żeby ochronić konsumentów? A może lepiej nic nie robić?
Premier Donald Tusk pytany w poniedziałek, czy rząd planuje jakieś działania ochronne, żeby powstrzymać gwałtowny wzrost cen na stacjach paliwa, odpowiedział z humorem, że to inny Donald jest odpowiedzialny za wzrost cen na światowych giełdach. Premier sugerował, że wszelkie działania osłonowe powinny być tak skonstruowane, żeby nie zaburzyły działania sił rynkowych i żeby nie mogli ich wykorzystać spekulanci.
Gdyby rząd podjął działania obniżające drastycznie ceny paliwa w Polsce, mógłby niepotrzebnie zdestabilizować rynek. Z poprzedniego kryzysowego okresu na rynku paliw – po inwazji Rosji na Ukrainę – pamiętamy, że tańsze paliwo na polskich stacjach było wykupywane przez Niemców, Czechów i Słowaków. A przecież nie chodzi o to, żeby dotować zagranicznych gości.
Polityk Prawa i Sprawiedliwości Przemysław Czarnek zaapelował do rządu, żeby powtórzyć działania z 2022 roku, kiedy VAT spadł do 8% z obowiązującej poprzednio stawki 23%. Rząd PiS obniżył też akcyzę i opłatę paliwową, czyli dwa dodatkowe czynniki cenowe. Obniżka stawki VAT dała efekt niższych cen detalicznych o 60–70 gr na litrze. Łącznie z innymi obniżkami udało się zbić ceny paliwa o 1 zł na litrze. Pozwoliło to obniżyć ceny do poziomu niewiele ponad 6 zł za litr E-95, co pokazuje grafika portalu AutoCentrum:

Czy podobny efekt można by osiągnąć dziś? Razem obniżki VAT, akcyzy i opłaty paliwowej ponownie mogłyby dać efekt w postaci spadku ceny o ok. 1 zł na litrze paliwa na stacjach paliw. Byłaby to znacząca obniżka wobec tego, co widzimy dziś, gdy każdy dzień przynosi nowe wzrosty cen paliwa na stacjach.

Państwowe koncerny paliwowe mają możliwość, by też wpływać na obniżki cen. Orlen w 2022 roku stosował tymczasowe promocje cen paliw na swoich stacjach, wprowadzając rabaty ok. 30–40 groszy na litrze przy tankowaniu z aplikacją. Były również obniżki interwencyjne cen oleju napędowego (nawet o 34 gr na litrze) i benzyny (o 20 gr na litrze). Ceny nieco spadły, ale w grudniu 2022 roku średnia cena benzyny E-95 i tak wynosiła ok. 6,60 zł za litr.
Obniżki cen stosowane przez Orlen miały bolesne skutki uboczne – paliwo sprzedawane z rabatami było natychmiast wykupywane i pojawiły się braki na stacjach. Orlen prosił o pomoc wojsko, którego cysterny rozwoziły paliwo na stacje, żeby ograniczyć deficyt. Akcja z obniżaniem cen paliwa (zwłaszcza że zbliżały się wybory parlamentarne, które rządzący wówczas PiS przegrał) do dziś jest przytaczana jako przykład nieudanej manipulacji rynkiem, która zamiast pomóc, jeszcze bardziej zdestabilizowała rynek.
Ile jest podatków w cenie paliwa? Co jeszcze wpływa na ceny?
Warto też przypomnieć, ile jest podatków w cenie paliwa. Zazwyczaj jest to nieco ponad połowa ceny, którą płacimy na stacjach. Nie jest to co prawda aż tak dziwna sytuacja jak w przypadku alkoholu czy tytoniu, gdzie podatki, akcyza i opłaty stanowią zdecydowaną większość ceny detalicznej, ale i w przypadku paliwa udział haraczu dla państwa jest kluczowy. Pełna tabela wszystkich danin dla państwa w przypadku takich towarów jak paliwa, alkohole, tytoń jest dostępna na stronie podatki.gov.pl.
Stawki akcyzy na paliwa silnikowe wynoszą 1529 zł za 1000 litrów benzyny silnikowej oraz 1160 zł za 1000 litrów oleju napędowego. W przeliczeniu na litr akcyza stanowi więc 17–24% ceny detalicznej. Dochodzi VAT na poziomie 23% i opłata paliwowa 210,29 zł za 1000 l benzyn i 453,52 zł za 1000 l olejów napędowych, co stanowi około 10% ceny paliwa na stacjach. Do tego dochodzi opłata emisyjna 1%. Razem podatki i opłaty dla państwa to około 54–55% ceny litra paliwa na stacjach.
Łatwo policzyć, że gdyby zupełnie odjąć podatki od ceny paliwa, to średnia cena benzyny na stacjach mogłaby wynieść… 3 zł za litr! Dlaczego państwo nie zrobi nam takiego prezentu? Bo zawaliłby się budżet. Podatek VAT i akcyza to ogromne źródło dochodów do budżetu państwa. Daniny związane z paliwami dostarczają do budżetu obecnie około 70–80 mld zł rocznie. Czyli znacznie więcej niż 10% wszystkich dochodów podatkowych państwa.
W innych krajach Unii Europejskiej udział danin publicznych w cenie paliwa bywa jeszcze większy. W Holandii udział ten sięga 64% ceny, we Włoszech ok. 62%, we Francji ok. 60% ceny. Widać więc, że cena ropy kupowanej na świecie nie jest zasadniczą częścią ceny paliwa na stacjach.
Pomoże premier? Pomoże Orlen? A może pomoże mocny złoty?
Ale może dziś nie ma żadnej potrzeby majstrować przy mechanizmie cen paliw? Na razie, po tygodniu konfliktu, na światowych rynkach mamy panikę i atak spekulantów, ale czy potrwa on długo? Część stacji paliw wykorzystuje sytuację i poszerza drastycznie widełki między hurtową ceną paliwa (po której zaopatruje się w rafineriach Orlenu) a stosowaną ceną detaliczną. Orlen podwyższył przez ponad tydzień hurtowe ceny paliwa o 18%, a na wielu stacjach zamiast cen rzędu 5,5–5,6 zł za litr (tyle kosztowało paliwo przed atakiem na Iran) widzieliśmy 6,7–6,8 zł, co oznacza wzrost o mniej więcej 25%, a na niektórych stacjach – powyżej 7 zł. Chociaż średnia cena na stacjach wynosi wciąż 6,3 zł za litr (według statystyk Autocentrum), co oznacza wzrost o 13% w porównaniu z cenami „przedkryzysowymi”.
A Polska jest przecież w sytuacji lepszej niż wiele innych państw, bo nie kupujemy z Zatoki Perskiej dużych ilości ropy. Importujemy ją z takich kierunków jak Norwegia, USA, Arabia Saudyjska, Afryka. Bezpośredni wpływ cen w emiratach z Zatoki Perskiej, gdzie transport jest utrudniony albo niemożliwy w wyniku zamknięcia Cieśniny Ormuz, jest na pewno mniejszy niż np. w krajach azjatyckich. Jest jeszcze jeden czynnik pozytywny, który powoduje, że jesteśmy w lepszej sytuacji niż w 2022 roku.
To nasz złoty. Obecny konflikt przypadł na okres, w którym złoty jest znacznie mocniejszy niż w 2022 roku. Co prawda po ataku USA na Iran cena dolara wzrosła, ale nasz złoty ma wciąż kurs dużo wyższy w stosunku do okresu sprzed czterech lat. Nawet jeśli ropa będzie w dolarach jeszcze droższa, to relatywnie mocny złoty powinien zamortyzować przynajmniej część tego wzrostu.

Na razie Polska nie martwi się o dostępność ropy, o czym zapewniał też premier Donald Tusk. Mamy zapasy na wiele tygodni i bezpieczne kierunki importu, które nie są bezpośrednio zagrożone obecnym konfliktem w Zatoce Perskiej. Na razie konfrontacja podniosła ceny na stacjach o 10–20%. Powtórka działań z okresu inwazji Rosji na Ukrainę dałaby kierowcom obniżkę ceny w wysokości ok. 1 zł na litrze.
Jeśli wojna wejdzie w stan eskalacji i perspektywy zakończenia konfliktu zaczną się naprawdę oddalać, a obszar konfliktu rozszerzać na więcej krajów regionu, ceny na stacjach mogą wzrosnąć do poziomu znacznie 8 zł za litr E-95 i ponad 9 zł za litr oleju napędowego (w szczycie kryzysu wojny z Ukrainą E-95 kosztowała maksymalnie 7,80 zł za litr). Gdyby perspektywy zakończenia wojny pozostały na poziomie zarysowanym przez przedstawicieli rządu USA, czyli koniec konfliktu nastąpiłby w ciągu miesiąca, ceny nie powinny przekroczyć 6,7–7,2 zł za litr.
Jednak gdyby doszło do zauważalnego spadku napięcia politycznego, a presja na wzrost cen zmniejszyłaby się mimo trwającego jeszcze konfliktu, ceny mogłyby spaść do około 6,2–6,5 zł za litr. Scenariusz z obniżką podatków, czyli wejściem do gry rządu, spowodowałby, że moglibyśmy zobaczyć ceny nawet na poziomie 5,8–6,2 zł za litr. Takie szacunki podają analitycy rynków.
„Ostrożne narzędzia” rządu i nagła promocja Orlenu
Z sytuacji międzynarodowej wynika, że na razie konflikt potrwa jeszcze kilka tygodni. Trudno prognozować bardzo szybkie zakończenie. Możemy więc obserwować kolejne skoki cen na giełdach. Ale musimy mieć świadomość, że każdy wzrost ceny hurtowej przekłada się tylko w połowie na ceny detaliczne. Tak przynajmniej powinno być. Gdy cena ropy rośnie o 10%, to cena paliwa na stacji powinna wzrosnąć tylko o ok. 4–5%, bo ponad połowa ceny to podatki.
Na razie rząd nie informuje o zniesieniu lub ograniczeniu żadnych elementów cen paliw, na które rządzący mają wpływ (czyli głównie podatków). I raczej się na to nie zanosi. Natomiast Orlen ogłosił kolejną akcję promocyjną, która zapewne wiąże się z szybkim wzrostem cen paliw na stacjach. Promocja dotyczy oczywiście tylko stacji marki Orlen, czyli mniej więcej co piątej w Polsce. Ale może zmusi innych sprzedawców paliwa do reakcji.
Od czwartku 12 marca rusza specjalna promocja, dzięki której każdy kierowca korzystający z aplikacji Orlen Vitay przez kolejnych osiem weekendów kupi nawet 50 litrów benzyny lub oleju napędowego w cenie obniżonej o maksymalnie 35 groszy. Szefowie firmy podkreślają, że promocja ma związek z sytuacją na rynku ropy naftowej. „W sytuacji wojny na Bliskim Wschodzie, która wywołała niespotykany od dekad wzrost notowań na globalnych rynkach, nie czekamy. Działamy, by łagodzić skokowy wzrost cen. Dlatego niemal do zera zredukowaliśmy naszą marżę detaliczną. I uruchamiamy specjalną promocję” – pisze Orlen w komunikacie.
Każdy posiadacz aplikacji Orlen Vitay w ramach promocji może otrzymać rabat w wysokości 35 groszy za każdy litr zatankowanego paliwa. Warunkiem jest aktywacja kuponu w aplikacji oraz zakupy w sklepie na stacji paliw (trzeba kupić coś z oferty pozapaliwowej za przynajmniej 5 zł). W przypadku samego tankowania aktywacja kuponu obniży cenę każdego litra o 20 groszy. Trzeba się będzie zmieścić z tankowaniem między piątkiem i niedzielą. Pierwszy promocyjny weekend będzie dłuższy i potrwa już od czwartku (12-15 marca).
Każdy użytkownik aplikacji Orlen Vitay co weekend otrzyma nowy kupon do wykorzystania na tych samych warunkach. Tankowanie objęte rabatem to maksymalnie 50 litrów. W ramach promocji można kupić o 35 groszy taniej do 400 litrów paliwa. To znacznie bardziej ograniczona obniżka niż ta, która byłaby możliwa w przypadku obniżenia podatków pobieranych od paliwa przez rząd. Przy cenie paliwa na niektórych stacjach sięgającej już 7 zł za litr mówimy o rabacie rzędu 5%.
Orlen zapowiedział też obniżenie cen oleju napędowego, czyli popularnego diesla, który jest głównym paliwem w przemyśle i rolnictwie. Jego cena na stacjach średnio urosła z 5,9 zł do 7,2 zł za litr, czyli o koszmarne 22%. Ale ceny oleju napędowego idą też mocniej w górę na giełdach światowych, bo popyt na to paliwo jest mniej elastyczny (przemysł i rolnictwo, które muszą kupować niezależnie od ceny). Na wykresie to ta czarna linia.

„Średnia marża detaliczna osiągnięta w 2025 roku na litrze oleju napędowego sprzedawanego na stacjach Orlenu wynosiła około 25 groszy ponad próg rentowności. W związku z gwałtownymi wzrostami cen paliw na rynkach światowych niemal całkowicie zrezygnowaliśmy ze stosowania tej marży, redukując ją niemal do zera” – poinformowało biuro prasowe koncernu. To oznacza, że olej napędowy powinien potanieć przynajmniej na stacjach Orlenu.
A może ostre cięcie w cenie paliwa rodem z Azji?
Znacznie dalej idą rządy niektórych państw azjatyckich. Prezydent Korei Południowej Lee Jae Myung ogłosił w poniedziałek, iż władze tego kraju administracyjnie ograniczą krajowe ceny paliw, aby powstrzymać skok cen. Rząd korzystał z tego narzędzia – administracyjnej kontroli cen paliw – po raz ostatni 35 lat temu. Podczas nadzwyczajnego posiedzenia gabinetu Lee powiedział, że rząd „śmiało wdroży i odważnie wprowadzi” system maksymalnych cen dla produktów naftowych.
Z kolei tajwańska gazeta „Commercial Times” poinformowała, że rząd Tajwanu ustali tygodniowy limit podwyżek cen benzyny na lokalnym rynku, aby ograniczyć turbulencje gospodarcze będące skutkami wojny na Bliskim Wschodzie. Gazeta z Tajpej poinformowała o tym limicie w poniedziałek, powołując się na premiera Cho Jung-tai. Sam Cho wcześniej powiedział dziennikarzom, że „rząd uruchomił mechanizm stabilizacji cen, aby przyjąć wzrost cen ropy”.
Ceny benzyny bezołowiowej na Tajwanie wzrosły o 5,5%, podczas gdy bez zastosowania tego mechanizmu ceny powinny wzrosnąć nawet o 19,7% w ciągu tygodnia. Rząd pokryje koszty interwencji, aby zmniejszyć wpływ podwyżek cen paliwa na gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa oraz utrzymać krajową stabilność cen. Tajwan nie obawia się, że administracyjna kontrola cen spowoduje destabilizację rynku, bo to wyspa i jest niewiele możliwości, by wywozić z niej tańsze paliwo.
Niektórzy analitycy spodziewają się, że jeśli ceny ropy się nie ustabilizują, a trend cenowy się trwale nie odwróci, można spodziewać się wprowadzania podobnych limitów cen paliwa na całym świecie. Trzymajmy kciuki za rząd, żeby znalazł bezpieczne rynkowo rozwiązanie, które pozwoli gospodarce przeczekać uderzenie wysokich cen paliw. Paliwo to krwioobieg gospodarki, więc stabilizacja cen jest kluczem do uniknięcia recesji.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
CZYTAJ O WOJNIE:

Źródło zdjęcia: FinanceVisual








