9 sierpnia 2026

Kto jest bogatszy: Amerykanin czy Europejczyk? A komu żyje się lepiej? Od czego tak naprawdę zależy poziom zamożności i jakość życia?

Kto jest bogatszy: Amerykanin czy Europejczyk? A komu żyje się lepiej? Od czego tak naprawdę zależy poziom zamożności i jakość życia?

Kto jest bogatszy: Amerykanin czy Europejczyk? I od czego zależy poziom zamożności? Przeciętne amerykańskie pensje są znacznie wyższe niż średnio w Europie (nawet w Europie Zachodniej), a amerykańskie podatki dochodowe są niższe. Zwykli Amerykanie bardzo dużo inwestują, ale też… konsumują. Europejczycy mają za to opiekę zdrowotną i więcej urlopu. Komu tak naprawdę żyje się lepiej? I jak to porządnie zmierzyć?

W mediach co rusz pojawiają się informacje, że Polska weszła (albo wchodzi) do grupy 20 największych gospodarek świata, bo prześcignęliśmy Szwajcarię. W dochodzie na głowę mieszkańca szykujemy się do prześcignięcia Włochów, Francuzów, Brytyjczyków, a być może w bardziej odległej przyszłości nawet Niemców… Dawniej mieliśmy być drugą Japonią, drugim Irlandią, drugim Singapurem.

Zobacz również:

Przez powojenne dekady w wielu krajach europejskich marzyło się, żeby osiągnąć poziom zamożności Stanów Zjednoczonych, które były niedościgłym wzorem opartego na dobrej pracy i solidnych dochodach konsumpcyjnego stylu życia. Nieco bajkowy dla zniszczonej wojną Europy model zamożnej amerykańskiej rodziny pokazywały filmy zza Oceanu z lat 50. i 60. XX wieku. Ten obraz jest atrakcyjny nawet dziś.

Tylko – czy wciąż możemy mówić o „american dream”? Kto jest bogatszy? Czy Amerykanie są dużo zamożniejsi, majętniejsi, lepiej zarabiający od Europejczyków, czy to tylko ciąg dalszy mitu sprzed dekad? Co możemy porównać i jakie wnioski wyciągnąć? I czy jako konsumenci i inwestorzy odczuwamy różnice z powodu innego poziomu zamożności Ameryki i Europy? A może to w Europie żyje się lepiej?

CZYTAJ TEŻ:

Kto jest bogatszy? Rośnie luka między USA a Unią Europejską

Ostatnie kilkanaście lat było dla światowej gospodarki niełatwe. Ledwo świat Zachodu wyszedł z wielkiego kryzysu finansowego z lat 2008-209, a już pojawiły kolejne ciosy. To przede wszystkim skutki pandemii Covid-19, zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw, załamanie w handlu surowcami energetycznymi, agresja Rosji na Ukrainę i spektakularny wzrost inflacji, który był dla krajów zachodnich najwyższy od lat 70. XX wieku, kiedy w USA i Europę uderzyły dwa wielkie kryzysy naftowe.

Jaki jest bilans tego okresu dla rozwoju USA i Unii Europejskiej? Czy luka gospodarcza między Europą a Stanami Zjednoczonymi pogłębiła się? Niestety, tak. W ostatnich latach gospodarka USA rozwijała się szybciej niż łącznie gospodarka 27 krajów Unii Europejskiej. Według Banku Światowego, w latach 2008–2024 wartość PKB Unii Europejskiej wzrosła o 19% (z poziomu 16,37 bln dolarów do 19,5 bln dolarów), a PKB Wielkiej Brytanii wzrósł o 23%. (z poziomu 2,96 bln dolarów do 3,64 bln dolarów. Jak na długość tego okresu wzrost nie jest imponujący.

W tym samym czasie PKB w USA wzrósł o niemal… 95% (z poziomu 14,77 bln dolarów do 28,75 bln dolarów). W 2008 roku połączone PKB Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii stanowiło 131% PKB Stanów Zjednoczonych. A jak było w 2024 roku? W tym roku PKB Ameryki było większe i wyniosło 124% wartości połączonych PKB dla Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Spadł też wskaźnik PKB per capita. O ile na początku tego okresu wskaźnik dla Europy wynosił około 3/4 amerykańskiego, to kilkanaście lat później już tylko połowę!

Powyższe wykres Banku Światowego to porównanie nominalnej wartość PKB w cenach bieżących w dolarach amerykańskich. Takie dane dobrze służą do oceny siły gospodarki na arenie międzynarodowej – wielkości handlu zagranicznego i porównywania PKB w danym kraju z PKB na świecie. Słabością tego sposobu liczenia jest jednak uzależnienie od bieżących wahań kursów walut. Ta metoda nie uwzględnia też różnic w poziomie cen i inflacji.

Ale to ten sposób liczenia wziął pod uwagę Międzynarodowy Fundusz Walutowy w połowie 2025 roku, kiedy przewidywał, że po osiągnięciu jednego biliona dolarów nominalnego PKB Polska w 2025 roku stanie się jedną z 20 największych gospodarek na świecie. Słabością tej metody jest to, że miejsce w rankingu krajów zależy nie tylko od „obiektywnej” wielkości naszej gospodarki, ale również od aktualnego kursu naszej waluty.

PKB Polski liczone jest bowiem na początku w złotych, a dopiero później przeliczane na dolary. I chociaż bez systematycznego wzrostu PKB polska gospodarka nie miałaby szans znaleźć się na tak wysokim miejscu w gronie globalnych gigantów gospodarczych, to część zasług trzeba oddać mocnemu obecnie złotemu, który od dwóch lat wykazuje się bardzo dużą stabilnością kursu wobec dolara i euro. Jednak przy większym osłabieniu waluty, tracimy nasze miejsce.

Więcej o tym, jak MFW zaliczył Polskę do 20 największych gospodarek świata tu: Według danych MFW właśnie wkraczamy do grona 20 największych gospodarek świata. Co będziemy z tego mieli? I dlaczego nie chcą nas wpuścić do G20?

Porównanie w bieżących dolarach nie oddaje jednak dobrze różnic w sile nabywczej obywateli i w kosztach ich życia, a to jest z kolei ważne dla oceny, jaki naprawdę jest poziom życia mieszkańców różnych krajów. Żeby to zobaczyć, lepiej jest zastosować metodę uwzględniającą siłę nabywczą, czyli PPP. W tej metodzie nie porównuje się nominalnej wysokości dochodów obywateli, ale łączy dochody z cenami, jakie występują w danym kraju. To lepiej pokazuje zamożność ludzi.

Jak więc wygląda porównanie PKB według parytetu siły nabywczej PPP, czyli takie, które eliminuje różnice w cenach towarów i usług kupowanych w danym kraju, a dodatkowo lepiej pokazuje poziom życia mieszkańców, ale też produktywność ich pracy, która jest podstawowym miernikiem efektywności gospodarki?

Okazuje się, że przy zastosowaniu metody siły nabywczej PPP różnica między USA a Unią Europejską wciąż co prawda występuje na korzyść Ameryki, ale… jest już symboliczna. Otóż tak liczone PKB wynosi w 2024 roku dla USA dokładnie 29,18 bln dolarów, podczas gdy na Unii Europejskiej jest to 28,64 bln dolarów. W tym układzie danych Unia Europejska dogoniła Amerykę w poziomie życia w okolicach kryzysu pandemicznego w roku 2020, i potem te poziomy były zbieżne dla dwóch obszarów, bez większych różnic w dynamice. Kto więc jest bogatszy?

PKB per capita mocno faworyzuje Amerykę. Dlaczego?

Jak wygląda wskaźnik PKB na mieszkańca? Poniższy wykres Banku Światowego pokazuje PKB per capita w dolarach z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej PPP. Dla mieszkańca USA wartość wynosi 85 100 dolarów, a dla mieszkańca UE 63 600 dolarów. Wskaźnik dla Europy wynosi w tym ujęciu zaledwie około 3/4 wskaźnika dla USA. Tutaj czarno na białym można zobaczyć realną różnicę w poziomie życia obywateli dwóch obszarów gospodarczych.

Ale sytuacja zmienia się znacznie na niekorzyść Unii Europejskiej przy porównaniu wartości nominalnych w cenach bieżących w dolarach amerykańskich. Tutaj różnica będzie już bardzo duża. Dość powiedzieć, że nominalne PKB per capita w 2024 roku dla USA wyniosło 84 500 dolarów, a dla Unii Europejskiej w tym samym roku było to zaledwie 43 300 dolarów. czyli niewiele więcej niż połowę wskaźnika amerykańskiego. Na wykresie widać też, że wskaźnik dla USA będzie w przyszłości rósł znacznie szybciej niż dla Unii Europejskiej.

Nominalnie więc przeciętny Amerykanin „produkuje” i statystycznie „zarabia” prawie dwukrotnie więcej niż przeciętnie mieszkaniec Unii Europejskiej. Po uwzględnieniu różnic w cenach i sile nabywczej (PPP), przewaga USA co prawda maleje, ale wciąż jest istotna, to około 35% więcej niż wynosi wskaźnik dla Unii Europejskiej.

Przewaga USA widoczna jest też w odniesieniu do poszczególnych krajów. Tylko Irlandia i Luksemburg mogą pochwalić się wyższym wskaźnikiem PKB per capita niż USA, ale to są specyficzne gospodarki, które trudno tu porównywać z Ameryką w rankingu „kto jest bogatszy”. Inne kraje, nawet Niemcy, są poniżej wskaźnika dla USA. PKB per capita Polski oparte na sile nabywczej to 51 000 dolarów w 2024 roku. Ten sam wskaźnik dla Niemiec to 73 500 dolarów.

Dlaczego ta różnica jest tak duża, i dlaczego będzie się powiększać? Różnice nie wynikają tylko z ostatnich kilku lat, ale są kwestią strukturalną, której nie udawało się Europie poprawić przez dekady, a prognozy na kolejne lata pokazują, że dynamika PKB na mieszkańca w USA jeszcze przyspieszy i przewaga Stanów Zjednoczonych może się tylko powiększać. W tym długookresowym trendzie Unia Europejska utrzymuje się na poziomie około 70% „poziomu życia” w Ameryce.

Dlaczego nie może nastąpić wyrównanie lub choćby zmniejszenie dystansu? Okazuje się, że wskaźniki dla PKB USA od dawna pokazują wyższą produktywność i wyższe inwestycje w nowe technologie, co gwarantuje ciągły dynamiczny wzrost. A w ostatnich kilku latach przewaga USA nad Europą jest wspierana przez rewolucję technologiczną opartą na sztucznej inteligencji, na nakładach na badania i rozwój, a także na silnej konsumpcji.

USA przodują we wdrażaniu najnowszych technologii i w rozwoju sztucznej inteligencji oraz w inwestycjach w badania i rozwój, więc przekłada się to na wyższą wydajność na pracownika, a suma tej pracy buduje całe PKB dla kraju. Wystarczy przypomnieć, że główne firmy technologiczne generujące wzrost w ogóle na świecie znajdują się właśnie w USA. Europa wciąż nie może dopracować się własnych BigTechów, natomiast poświęca niewspółmiernie dużo uwagi na nakładanie regulacji na te zza Oceanu.

Unia Europejska w porównaniu z USA od kilkudziesięciu lat buduje co prawda jednolity rynek, ale tak naprawdę polega on wciąż na bardzo rozdrobnionym systemie wielu różnych gospodarek, które niekoniecznie są ze sobą efektywnie powiązane. Brak spójności gospodarek i wspólnego rynku finansowego, poszatkowane na różne kraje nakłady na badania i rozwój, a także wysokie koszty energii i duże obciążenia regulacyjne są dużym ciężarem dla unijnej gospodarki, a nie wsparciem.

Mimo wysiłków Unii Europejskiej i prób fiskalnego wsparcia dla pobudzenia wzrostu PKB, perspektywy wzrostu gospodarczego naszego kontynentu są jednak dosyć mizerne. To często opisywany paradoks – jeden z najbogatszych i najbardziej zasobnych w kapitał i oszczędności obszarów gospodarczych na świecie ma problemy z wygenerowaniem inwestycji w najnowsze technologie, poprzestaje na tym, co udało się wypracować przez poprzednie dekady prosperity.

Problemem są słabe perspektywy wzrostu w największych gospodarkach, takich jak Niemcy, Francja i Włochy. Te kraje przestały być liderami wzrostu i innowacji, i mimo swojego olbrzymiego potencjału nie odgrywają kluczowej roli w rozwoju Europy, jak jeszcze 20-30 lat temu. Kolejnym paradoksem jest to, że ekonomiści często traktują mniejsze gospodarki, np. polską, jak motory wzrostu, które mogą poprawić parametry gospodarcze dla całej UE.

Raport Draghiego: wciąż się nie zdezaktualizował…

Największym problemem europejskiej gospodarki jako całości, w Niemczech, jak i w innych krajach, pozostają takie składniki wzrostu jak produktywność i innowacje. To dzięki nim, mimo wielu problemów, wciąż szybko rośnie gospodarka amerykańska. Europa doskonale wie o swoich słabościach, bo zostały one obszernie opisane w wielkim raporcie byłego szefa EBC Mario Draghiego, opublikowanym we wrześniu 2024 roku. Jednak – łatwiej opisać niż wdrożyć potrzebne zmiany.

Raport Draghiego ma w tytule słowo „konkurencyjność”. Bez niej żadna gospodarka, nawet tak silna i zróżnicowana jak europejska, nie jest w stanie wytworzyć stabilnego potencjału wzrostowego, bo za drzwiami czyhają naprawdę mocni gracze – głównie USA i Chiny. Według autorów raportu, głównym czynnikiem pogłębiającej się luki gospodarczej pozostawiającej Europę w ogonie wzrostu, jest właśnie rozbieżność w produktywności.

Spośród pięćdziesięciu największych firm technologicznych na świecie tylko cztery mają siedzibę w Europie. Dlaczego tak mało? I dlaczego wzrost gospodarczy w UE zwalnia? A wszystko dzieje się w tym samym czasie, kiedy Europa chlubi się tym, że polityki społeczne krajów członkowskich zapewniają ludziom najlepsze warunki do życia na świecie i tym, że UE wyznacza sobie najambitniejsze na świecie cele, np. osiągnięcie neutralności węglowej i budowanie zielonej energii.

Cele celami, ale wzrostu opartego na rosnącej produktywności jak nie było, tak nie ma. Goldman Sachs przypomina, że wzrost gospodarczy w UE był wolniejszy niż w USA w ostatnich dwóch dekadach. Różnica między UE a USA w poziomie PKB w cenach z 2015 roku powiększała się z ponad 15% w 2002 roku do 30% w 2023 roku, podczas gdy w oparciu o parytet siły nabywczej (PPP) wyniosła 12%. Różnica w przeliczeniu na mieszkańca w ujęciu siły nabywczej PPP wzrosła z 31% w 2002 roku do 34% obecnie.

Głównym powodem tych różnic była niższa produktywność w UE, odpowiedzialna za około 70% różnicy w PKB per capita w porównaniu z USA według parytetu siły nabywczej. Wolniejszy wzrost produktywności z kolei wiązał się z wolniejszym wzrostem dochodów i słabszym popytem krajowym w Europie: w przeliczeniu na mieszkańca realny dochód rozporządzalny wzrósł w USA prawie dwukrotnie szybciej niż w UE od 2000 roku. Różnice w PKB widać na grafice z raportu Draghiego poniżej:


Raport Draghiego przypomina, że Europa mocno skorzystała na kilku cechach świata po zakończeniu zimnej wojny. To przede wszystkim sprzyjające warunki zewnętrzne polegające na wolnym handlu, taniej energetyce i bezpieczeństwie gwarantowanym przez USA, bez wydatków własnych UE. Niestety, z czasem te czynniki stopniowo zanikały, ale jeszcze w latach 2000–2019 udział handlu międzynarodowego rósł w europejskim PKB z 30% do 43%, podczas gdy w USA tylko z 25% do 26%.

Otwartość handlowa zapewniła Europie swobodny import towarów i usług, których jej brakowało, od surowców po zaawansowane technologie, a jednocześnie mogła eksportować towary przemysłowe, w których się specjalizowała, szczególnie na rosnące rynki azjatyckie. Ta era szybkiego wzrostu handlu światowego minęła, a MFW prognozuje, że handel światowy będzie rósł tylko o 3,2% w średnim okresie w porównaniu do średniej rocznej 4,9% z lat 2000–2019.

Po drugie, Europa była w stanie zaspokoić swoje zapotrzebowanie na importowaną energię, pozyskując duże ilości gazu ziemnego z Rosji. Ten gaz stanowił około 45% unijnego importu gazu ziemnego w 2021 roku. Jednak to źródło taniej energii zniknęło, co bardzo podniosło koszty funkcjonowania przemysłu, usług i koszty życia mieszkańców. UE musiała przekierować ogromne środki na dotacje energetyczne i budowę nowej infrastruktury do importu skroplonego gazu.

Po trzecie, parasol obronny USA pozwolił UE zaoszczędzić na wydatkach zbrojeniowych i skoncentrować się na inwestowaniu w poziom życia, co nazwane zostało „dywidendę pokoju”. Środowisko geopolityczne pogorszyło się w związku z agresją Rosji na Ukrainę i pogarszającymi się relacjami między USA a Chinami. Skończyło się też eldorado surowcowe związane z pozyskiwaniem wielu kluczowych surowców z Afryki.

Kto jest bogatszy – będzie bogatszy? Produktywność rośnie w USA, nie chce rosnąć w UE

Dynamikę produktywności w UE i USA przeanalizował ostatnio Europejski Bank Centralny. Okazało się, że między IV kwartałem 2019 roku a II kwartałem 2024 roku wydajność pracy na godzinę wzrosła o 0,9% w strefie euro, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wzrosła aż o 6,7%. We wcześniejszych okresach zawsze występowała różnica, ale pogłębiła się ona od początku pandemii, kiedy wzrost produktywności w strefie euro osłabł wyjątkowo mocno, głównie z powodu ochrony europejskiego rynku pracy.

Od początku 2020 roku w USA miejsca pracy były silnie redukowane, co przełożyło się na lepsze wyniki produktywności. Kolejny etap to połowa 2022 roku po agresji Rosji na Ukrainę, kiedy siadł wzrost produktywności w strefie euro i całej UE w wyniku szoku cenowego na rynku energii. W sumie w całym okresie w USA godzinowa wydajność pracy w usługach rynkowych wzrosła o 12,4%, podczas gdy w strefie euro w tym samym okresie wzrosła ona zaledwie o 3,8%.

W Ameryce wyższy wzrost wydajności od czasu pandemii wiąże się z elastycznymi zmianami na rynku pracy i szybkim dostosowaniem do bieżących warunków. Druga przyczyna to znacznie wyższe inwestycje w cyfryzację gospodarki. Dzięki elastyczności rynku pracy, produktywność w USA rośnie systematycznie, baz załamań, a w UE każdy niekorzystny czynnik zewnętrzny od razu przekłada się na zahamowanie wzrostu produktywności. Z drugiej strony, miejsca pracy w UE są stabilniejsze.

Wydarzenia po pandemii znacznie pogłębiły trwająca od ponad dwóch dekad lukę w produktywności między strefą euro a USA. W latach 1995–2019 amerykańska produktywność pracy na godzinę wzrosła o około 50% – czyli 2,1% rocznie. W strefie euro w tym czasie wzrosła ona jedynie o 28% – czyli 1% rocznie.

Rozkład produktywności na inwestycje kapitałowe i produktywność czynników produkcji (TFP) pokazuje, że na początku lat 2000 w tym zakresie mocno spadła produktywność w strefie euro. W latach 2014–2019 TFP nieco się poprawiło, ale wkład TFP był ujemny. Na lukę w produktywności wpływa od tego czasu głównie większa zdolność Ameryki do tworzenia i wykorzystywania technologii cyfrowych w procesie produkcji. W strefie euro wpływ cyfryzacji jest bardzo zróżnicowany w różnych sektorach, a mniej firm czerpie z niej korzyści:

Ekonomiści EBC uważają, że znacznie niższy wzrost produktywności w strefie euro w ostatnich latach wynika głównie z cykliczności zmian w UE z powodu ochrony rynku pracy, ale też z powodu silniejszego wpływu tłumienia produkcji i dochodów realnych przez wzrost cen energii i większą niepewność związaną z agresją Rosji na Ukrainę.

„Jednak w ciągu dwóch dekad poprzedzających pandemię produktywność pracy w Stanach Zjednoczonych również rosła około dwukrotnie szybciej niż w strefie euro. Wskazuje to na rolę czynników strukturalnych”.

Kluczowymi czynnikami były i nadal są: wyższa produktywność sektora informacyjno-komunikacyjnego za Oceanem oraz niższy potencjał innowacyjny firm ze strefy euro. Różnice te są potencjalnie związane z mniejszą średnią wielkością firm w strefie euro. Do rosnącej luki przyczyniły się słabsze inwestycje kapitałowe i produktywność czynników produkcji TFP w strefie euro,. Europejskie pieniądze, m.in. z pakietów fiskalnych, jeśli miałyby cos poprawić, to właśnie w tym zakresie.

PKB per capita to dobry miernik bogactwa ekonomicznego wypracowywanego przez mieszkańców kraju i w tej kategorii USA biją większość krajów europejskich, również tych największych, jak Niemcy. Tę przewagę Stanów Zjednoczonych nad Europą można podsumować tak, że przeciętny mieszkaniec USA jest „bogatszy” pod względem wartości produkcji ekonomicznej przypadającej na osobę niż przeciętny mieszkaniec Europy. Ale – czy to znaczy, że lepiej mu się żyje?

Amerykanie mają też bardzo wysoki wskaźnik średniego majątku posiadanego przez dorosłego mieszkańca. To obecnie ponad 600 000 dolarów i Amerykanie są tu na drugim miejscu na świecie, zaraz za Szwajcarami. Średnią zawyżają jednak miliarderzy i milionerzy, których w USA jest rekordowo dużo. Mediana to znacznie mniej, bo niewiele ponad 100 000 dolarów. W tym ujęciu USA spadają na 12. miejsce na świecie pod względem majątku na osobę dorosłą.

Stany Zjednoczone mają też największą różnicę między średnią a medianą majątku na osobę dorosłą spośród wszystkich krajów na świecie. Mediana majątku na osobę dorosłą jest aż o 80,5% niższa od przeciętnego poziomu majątku. Na rozkład majątku wpływa wiele czynników, ale duża różnica między średnią a medianą pokazuje, że własność majątku jest w dużej mierze skoncentrowana w rękach stosunkowo nielicznej najbogatszej grupy ludzi w kraju.

Dla porównania, w Szwajcarii średni majątek na osobę dorosłą to około 685 000 dolarów, a mediana to 167 000 dolarów. Szwajcaria jest jedynym krajem na świecie bogatszym niż Stany Zjednoczone, mierząc go średnim majątkiem na osobę dorosłą. Podobnie jak Stany Zjednoczone, Szwajcaria charakteryzuje się dużą luką majątkową, a mediana majątku na osobę dorosłą jest o około 76% niższa niż średnia. Większość krajów UE ma tę lukę majątkową dużo mniejszą.

Nierówności majątkowe w USA są zdecydowanie wyższe niż w Europie, więc tak naprawdę mediana posiadanego majątku, która wskazywałaby na realne bogactwo typowego mieszkańca Europy jest często powyżej poziomu amerykańskiego. Czyli Amerykanie, a wśród nich np. Elon Musk, Jeff Bezos, Warren Buffet itp., są średnio bogatsi niż Europejczycy, ale już kiedy weźmiemy pod uwagę medianę posiadanego majątku, to te różnice między USA a UE nie są tak duże.

No i chyba jedna z najważniejszych spraw, które są często podnoszone w porównaniach Ameryki i Europy. Poziom życia! Gdzie żyje się lepiej? Ekonomiści wskazują na słabości metodyczne wskaźnika PKB, który daje nam informacje czysto ekonomiczne. A gdzie dobrostan człowieka? Życie w przyjaznym otoczeniu, w gronie przyjaciół i rodziny, z dużą ilością czasu wolnego na sport, rozrywkę i spotkania towarzyskie? Gdzie oddychanie czystym powietrzem, korzystanie z dobrej i taniej edukacji i opieki zdrowotnej…

W USA średni dochód rozporządzalny na osobę jest wyższy niż średnia OECD i wyższy niż w wielu krajach europejskich. Jednak koszty życia — zwłaszcza opieki zdrowotnej, edukacji, wynajmu domów i mieszkań – są w USA często wyższe niż w Europie, co obniża realne poczucie komfortu i bezpieczeństwa ekonomicznego. Wielu mieszkańców USA ma mniejsze poczucie bezpieczeństwa socjalnego, ale też dużo osób dysponuje środkami pozwalającymi na zakup prywatnych usług.

Europa chlubi się dłuższymi urlopami wypoczynkowymi i krótszym tygodniem pracy, „darmową” opieką zdrowotną (tak naprawdę płacą ci, którzy wypracowują PKB), tanim czy „darmowym” szkolnictwem na wszystkich etapach kształcenia, silnym systemem zabezpieczenia społecznego, zasiłków i świadczeń. Sprowadza się to do tego, że z wyższych podatków państwo finansuje szereg benefitów dla wszystkich obywateli, stąd wrażenie wielu osób, że dużo rzeczy jest „za darmo”.

System amerykański jest tradycyjnie bardziej liberalny, mniej etatystyczny, faworyzuje tych, którzy pracują i zarabiają, i za swoje dochody kupują wszelkie potrzebne im usługi, w tym – sami finansują zabezpieczenie emerytalno-rentowe, zdrowotne, szkoły, opiekę dla dzieci itp. W tym systemie USA mają najlepsze na świecie uczelnie wyższe, instytuty badawcze, szpitale oferujące nigdzie indziej niedostępne zabiegi medyczne, ale wielu mieszkańców USA nie stać na korzystanie z tych dobrodziejstw.

Typowym przykładem amerykańskiego podejścia do kwestii dobrostanu mieszkańców jest np. wskaźnik długości życia zestawiony z wysokością wydatków na opiekę zdrowotną. Stany Zjednoczone mają najniższą oczekiwaną długość życia wśród porównywalnych krajów, w tym – większości najbogatszych krajów Europy – a jednocześnie nie mają sobie równych w wysokości nakładów na opiekę zdrowotną w swoim kraju. Pokazuje to grafika amerykańskiego ośrodka monitorowania i analizy wydajności amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej Peterson-KFF Health System Tracker.

A co wybierają… imigranci? Europę czy Amerykę?

Mimo dużych różnic w zarobkach i poziomie życia, taki system pozostaje niezwykle atrakcyjny dla milionów ludzi na świecie, którzy od dekad starają się dostać do USA legalnie czy nielegalnie. Europa również jest miejscem imigracji, ale wielu ekonomistów podkreśla często, że imigranci przyjeżdżający do USA mogą liczyć głównie na ciężką pracę, a ci wybierający Europę mogą liczyć na większe bezpieczeństwo socjalne i pomoc państwa, podobnie jak w przypadku mieszkańców krajów UE.

Cóż, większe bezpieczeństwo socjalne i pomoc państwa nie zawsze przekładają się na większą produktywność i innowacyjność. To widać choćby w podejściu krajów europejskich do startupów i do ryzyka biznesowego. W Ameryce to podejście jest bardzo wolnorynkowe i dopuszcza dużo większy stopień ryzyka biznesowego niż w Europie.

Można więc powiedzieć, że Amerykanin jest przeciętnie bogatszy pod względem PKB per capita i dochodu osobistego, ale Europejczyk – średnio – może liczyć na wyższy poziom usług publicznych i lepsze zabezpieczenie socjalne. Dla wielu osób ten europejski model oznacza ogólnie lepszą jakość życia na co dzień, bo w Ameryce czyha na człowieka więcej ryzyka.

Podejście wielu europejskich ekonomistów jest takie, że trzeba odróżnić poziom materialny zależny od wypracowanej produkcji od dobrobytu, na który składa się dużo więcej czynników niż tylko dochody z pracy czy posiadany majątek. Niektórzy mówią o tym, że UE jest „supermocarstwem jakości życia”, opartym m.in. na takich wskaźnikach jak długość życia, zdrowie czy większa równość społeczna. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że często są to benefity finansowane z zaciągania długu publicznego.

Mieszkańcy Europy – przeciętnie – żyją dłużej, zdrowiej i z większym poczuciem równości społecznej, choć w wielu krajach, również tych najbogatszych, widać przeinwestowanie w ochronę socjalną mieszkańców i spore kłopoty z wygenerowaniem wzrostu gospodarczego. Może się więc okazać, że europejskie „supermocarstwo jakości życia” długofalowo nie poradzi sobie z zapewnieniem tak dużej ochrony dla swoich obywateli, jeśli nie postara się o zwiększenie konkurencyjności gospodarki.

CZYTAJ TEŻ:

ile urlopu potrzebujesz

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: Zachary Keimig/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Zbigniew
1 godzina temu

Artykuł jest bardzo dobry. Trochę za długi jak większość na tym forum ale wynika to z merytoryki opisu tematu. Do logicznej całości wskażników należało by dodać medianę/średnią płacę na pracownika a w zasadzie lepiej na każdego człowieka (licząc z bezrobotnymi) lub porównując równolegle poziom bezrobocia – trochę Pan Autor tylko bąknął o dochodzie rozporządzalnym ale bez konkretów. Bo co z tego, że średnia płaca to np. 1 mln dol jak osiągnie ją powiedzmy 1 mln pracownikow przy 10 mln ludzi bez dochodu? Moja opinia jest jednak taka, że pomimo wielkiego wkładu pracy Autora, dużego poziomu wiedzy merytorycznej ten arytkul jest… Czytaj więcej »

Admin
32 minut temu
Reply to  Zbigniew

Dzięki za ciekawą opinię i za dobre słowo 😉

Marcin
36 minut temu

U komunistów niepowodzenia zwierają szeregi aktywu. Dlatego coś tak czuję, że odpowiedzią UE na rosnącą dominację USA i Chin będzie jeszcze więcej zielonego ładu i jeszcze więcej muli-kulti na zasiłkach.

Admin
33 minut temu
Reply to  Marcin

A jest Pan pewny, że pod względem jakości życia jest jakaś dominacja USA? 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu