Dlaczego tatusiowie nie chcą korzystać z dodatkowego urlopu? W rzeczywistości ojcom przysługuje dużo różnych urlopów i zwolnień: wychowawczy, tacierzyński, 14 dni urlopu ojcowskiego… Ba, niektóre urlopy są dostępne tylko dla panów! Gdyby to wszystko zsumować, okazałoby się, że ojcowie mogą spędzić z dziećmi, zwłaszcza w pierwszych latach ich życia, naprawdę dużo czasu. To jest istne ojcowskie eldorado urlopowe. Zainteresowanie jest jednak niewielkie
W 2024 roku z urlopu rodzicielskiego skorzystało 41 900 ojców. Mało, ale i tak stanowi to dwukrotny wzrost w porównaniu do 2023 roku (wówczas skorzystało 19 000 panów). Na urlop ojcowski zdecydowało się w 2024 roku 162 300 ojców, czyli trochę ponad 60% uprawnionych. Powody nikłego zainteresowania są różne. Niektórzy mężczyźni uważają, że wychowanie dziecka to zadanie kobiety, nawet gdy i ona pracuje. Inni są przekonani, że firma sobie bez nich nie poradzi, więc o dłuższym wolnym nawet nie myślą.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Uczciwy podział obowiązków zwiększa gotowość do posiadania dzieci
W wielu mężczyznach pokutuje strach, że wzięcie części urlopu tacierzyńskiego albo nawet 14 dni ojcowskiego zostanie źle odebrane i skutkować będzie w przyszłości pominięciem w awansie czy innymi konsekwencjami.
Co do zwolnień na chore dziecko, przy wizycie w jakiejkolwiek przychodni można pomyśleć, że takie prawo – lub raczej obowiązek – mają tylko matki… Tu wkracza argument finansowy: statystycznie mężczyźni zarabiają w Polsce więcej, więc rodzice decydują, że zwolnienia na chore dziecko będzie brała kobieta, bo przełoży się to na mniejszy uszczerbek w miesięcznych wpływach.
Tylko że ten kij ma dwa końce, bo kobieta, która przez kilka lat regularnie będzie brała wolne na opiekę (a przy dwojgu dzieci z trzy- czy czteroletnią różnicą wieku to może być nawet 8 lat z przerwami), ogranicza sobie szansę na rozwój w pracy i lepsze zarobki, a to przełoży się choćby na niższą emeryturę. Ustawodawca zachęca mężczyzn do aktywnego udziału w wychowaniu dzieci, ale ostatecznie od rodziców zależy, czy z tego skorzystają.
Kilka tygodni temu wspominałam na łamach „Subiektywnie o finansach” o raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego pod wiele mówiącym tytułem „Podział obowiązków domowych i jego konsekwencje dla dzietności”. Zastanawiając się, w jaki sposób zwiększyć dzietność, analitycy pozostawili na boku transfery społeczne oraz dostępność żłobków i przedszkoli i skoncentrowali się na tym, jak uczciwy podział obowiązków i możliwość korzystania z pomocy dziadków wpływa na chęć posiadania dzieci. Okazało się, że tu właśnie może znajdować się klucz do decyzji prokreacyjnych. Okazało się, że:
- rodzice zdecydowanie zadowoleni z podziału obowiązków domowych i opiekuńczych są o 16 pkt proc. bardziej skłonni do dalszego powiększenia rodziny niż rodzice niezadowoleni z podziału,
- chęć posiadania kolejnego dziecka większą o 10 pkt proc. wykazują mężczyźni niż kobiety,
- mieszkanie z rodzicami lub teściami jest związane z większą (o 9 proc.) chęcią posiadania kolejnego dziecka,
- rodzice dwójki dzieci wykazują o 29 pkt proc. mniejszą chęć posiadania kolejnego dziecka niż rodzice jedynaków, dla rodziców trójki dzieci różnica ta wynosi 30 pkt proc., a dla rodziców czwórki lub większej liczby dzieci 24 pkt proc.
Te wnioski tylko na pierwszy rzut oka są zaskakujące. Nie od dziś wiadomo, że do wychowania dziecka potrzebna jest wioska, więc im więcej osób nieodpłatnie uczestniczy w wychowaniu dziecka, tym codzienność rodziców jest łatwiejsza. Ci mniej myślą o trudnościach związanych z wychowaniem dziecka i są bardziej skłonni mieć kolejne.
Pracodawcy podejrzliwi wobec kobiet. To można zmienić
Kolejne rządy wprowadzają programy wspierające dzietność i prześcigają się w zapewnieniach, że to właśnie ich projekt jest najlepszy. Trochę przy okazji okazuje się, że wspólnymi siłami stworzyły sytuację, w której ojcowie, którzy chcą aktywnie uczestniczyć w życiu dziecka i wykonywać przy nim obowiązki (nie „pomagać”, bo pomagać może babcia czy ciocia, a ojciec to rodzic taki jak matka, więc uwaga, którą poświęca dziecku, nie powinna być tylko pomocą), mają do dyspozycji naprawdę dużo wolnego od pracy czasu.
Są to dni płatne, co ma zachęcić ojców do brania wolnego na równi z matkami. Stanowi to ważny sygnał dla pracodawców, którzy niejednokrotnie podejrzliwie podchodzą do zatrudniania kobiet w wieku rozrodczym, a pracownicom wracającym po urlopie macierzyńskim pogarszają warunki, tak by same zdecydowały się złożyć wypowiedzenie. Wszystko w białych rękawiczkach, bo ochrona stanowiska pracy po urodzeniu dziecka to fikcja, choć to akurat temat na inny artykuł.
Ta niechęć do młodych stażem matek wynika z przekonania, że przez pierwsze cztery lata po powrocie z macierzyńskiego nie będzie ona godnym zaufania pracownikiem, bo co rusz będzie brała zwolnienie na chorujące dziecko. Od kilku miesięcy uczestniczę w kilku „matkowych” grupach na Facebooku i niestety na pęczki jest tam przepełnionych żalem opowieści młodych kobiet o tym, że dość szybko dano im do zrozumienia, że nie są już mile widziane w firmie – albo po prostu wręczono im wypowiedzenie pod pretekstem likwidacji stanowiska.
Część kobiet zapowiada, że pójdzie do sądu i będzie próbowała udowodnić, że padły ofiarą dyskryminacji ze względu na macierzyństwo. Inne tłumaczą, niby uspokajająco, że takie życie i zwalnianie lub degradacja młodych matek to codzienność w polskich firmach, a pozywanie byłych pracodawców to kopanie się z koniem. Wspólnym mianownikiem tych doświadczeń jest przekonanie, że zwolnienie to ruch uprzedzający pracodawcy, który przewiduje, że teraz kobieta będzie regularnie chodziła na zwolnienia związane z opieką nad chorym dzieckiem.
A przecież wolne na opiekę może równie dobrze wziąć ojciec – zasady są te same niezależnie od płci. Polskie przepisy dają ojcom naprawdę dużo czasu, by w razie potrzeby zajmowali się dziećmi. Jakie urlopy – i w jakich okolicznościach – przysługują ojcom?
Urlop ojcowski: 14 dni w pierwszym roku życia malucha
Zaczniemy od urlopu ojcowskiego, który został wprowadzony do przepisów w 2010 roku. Można go wykorzystać tylko do ukończenia przez dziecko pierwszego roku życia. Nie można zamienić urlopu na ekwiwalent pieniężny. Niewykorzystany przepada. To 14 dni kalendarzowych – w sumie 10 dni roboczych z rzędu lub w dwóch równych częściach. Wielu panów bierze urlop ojcowski zaraz po tym, jak matka wróci z dzieckiem do domu, dzięki czemu przez dwa kolejne tygodnie mogą uczyć się swojej nowej roli. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by ojciec zawnioskował o urlop w dowolnym momencie w pierwszym roku życia dziecka.
To wyłączne i samodzielne prawo pracownika-ojca. Przysługuje także, gdy matka nie pobiera zasiłku macierzyńskiego. Prawo do urlopu ojcowskiego przysługuje ojcu, który jest zatrudniony na umowę o pracę lub podlega dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu. Z urlopu może skorzystać również mężczyzna prowadzący działalność gospodarczą. Urlop ojcowski jest udzielany na wniosek pracownika złożony nie później niż 7 dni przed rozpoczęciem korzystania z urlopu.
Aby młody ojciec mógł zachować spokój ducha, jest chroniony w szczególny sposób: od dnia złożenia wniosku o urlop ojcowski do dnia jego zakończenia pracodawca nie może wypowiedzieć mu umowy o pracę. A co z wynagrodzeniem za czas zacieśniania relacji z maluszkiem? Dwie dobre wiadomości. Za czas urlopu ojcowskiego pracownikowi przysługuje zasiłek macierzyński (tak, tak właśnie się nazywa). Wynosi on 100% podstawy wymiaru zasiłku.
Jest to kwota obliczana na podstawie przeciętnego wynagrodzenia z ostatnich 12 miesięcy przed skorzystaniem z urlopu. To oznacza, że ojcu przysługuje pełne wynagrodzenie wypłacane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Stratna nie będzie również matka: urlop ojcowski nie rzutuje na jej zasiłek macierzyński. Nie jest on zmniejszany za czas, w którym oboje rodzice przebywają w domu.
Z urlopu ojcowskiego korzysta coraz więcej osób. Z danych ZUS wynika, że w 2024 roku zdecydowało się na niego ponad 162 300 ojców. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę oszacowała, że 61,9% ojców dzieci urodzonych po 2010 r. skorzystało z urlopu ojcowskiego. Interesują się nim przede wszystkim młodsi ojcowie; starsi rzadziej decydują się na jego wykorzystanie.
Urlop tacierzyński, czyli macierzyński dla ojca
Często mylony z urlopem ojcowskim jest urlop tacierzyński. Jedna z różnic między nimi polega na tym, że o ile jednak pracownik może wykorzystać urlop ojcowski w czasie, gdy matka przebywa na urlopie macierzyńskim, to tacierzyński może nastąpić dopiero po tym, jak matka zakończy swój urlop. Macierzyński i tacierzyński nie mogą się odbywać jednocześnie.
Nie szukajcie regulacji dotyczących urlopu tacierzyńskiego w Kodeksie pracy, bo ich tam nie ma. Ba, żaden przepis nie posługuje się w ogóle przymiotnikiem „tacierzyński”. To określenie używane na część urlopu macierzyńskiego wykorzystywaną przez ojca. Jego długość powiązana jest z czasem, jaki z dzieckiem spędzi matka.
Według obowiązujących przepisów urlop macierzyński trwa 20 tygodni. Kobieta musi obowiązkowo spędzić z dzieckiem 14 tygodni. Jeśli po tym okresie wróci do pracy, 6-tygodniowy urlop przechodzi na ojca. W większości przypadków tyle właśnie wynosi urlop tacierzyński. W kilku sytuacjach może być dłuższy – na przykład gdy matka trafi do szpitala i nie może opiekować się dzieckiem. Ojciec może złożyć wniosek o urlop macierzyński na czas przebywania partnerki na oddziale.
Urlop macierzyński przysługuje kobietom, które w dniu porodu były ubezpieczone i pracowały. Skoro tacierzyński jest powiązany z macierzyńskim, to czy ojciec może skorzystać z maksymalnie 6 tygodni z dzieckiem, jeśli jego partnerka nie była ubezpieczona? Tak, przepisy przewidują cztery takie sytuacje:
- śmierć matki w trakcie urlopu macierzyńskiego,
- porzucenia dziecka przez matkę,
- gdy matka nie może opiekować się dzieckiem, bo ma orzeczenie o niezdolności do samodzielnej egzystencji,
- gdy matka nieposiadająca tytułu do objęcia ubezpieczeniem społecznym podejmuje pracę na co najmniej pół etatu – urlop tacierzyński obejmuje wówczas okres zatrudnienia matki aż do wyczerpania wymiaru 20 tygodni.
Urlop tacierzyński nie wiąże się z żadną stratą finansową: jest płatny 100% podstawy wymiaru zasiłku. Podstawą wymiaru zasiłku jest średnie wynagrodzenie z ostatnich 12 miesięcy poprzedzających rozpoczęcie korzystania z urlopu tacierzyńskiego. Przy założeniu, że pracownik otrzymuje stałe miesięczne wynagrodzenie, za tacierzyński dostanie 100% pensji.
Urlop rodzicielski. Jak rozsądnie to podzielić?
To nie koniec urlopów, jakie w związku z narodzeniem się dziecka przysługują tacie. Jest jeszcze dziewięć tygodni urlopu rodzicielskiego, które należą wyłącznie do jednego rodzica i nie mogą być przeniesione na drugiego. Zacznijmy od podstaw: rodzice dziecka mają prawo do urlopu rodzicielskiego w wymiarze do 41 tygodni lub 43, jeśli urodziły się bliźniaki lub więcej dzieci.
Rodzice mogą się podzielić tym urlopem, przy czym 9-tygodniowa część przysługuje wyłącznie jednemu z nich. Proporcje mogą być różne: matka może wykorzystać 21 tygodni, a ojciec 20, mogą umówić się 15 do 26. Ważne, by każde z nich wykorzystało co najmniej 9 tygodni, więc nie mogą się umówić, że matka wykorzysta 39 tygodni urlopu rodzicielskiego, a ojciec pozostałe dwa. Wiele par umawia się, że ojciec wykorzysta swoich dziewięć tygodni, a matce przypadnie pozostałych 32.
Urlop rodzicielski dla ojca nie jest powiązany z tym, czy matka pracuje czy nie. Jeśli matka nie pracowała przed urodzeniem dziecka, a zatem nie ma prawa do urlopu macierzyńskiego, to mimo wszystko ojciec normalnie ma prawo do maksymalnie 32 tygodni urlopu rodzicielskiego. 9 tygodni przepadnie, bo są one przeznaczone wyłącznie dla drugiego rodzica. Rodzice dziecka mogą korzystać z urlopu rodzicielskiego jednocześnie i w takim przypadku łączny wymiar urlopu rodzicielskiego nie może przekraczać ogólnego wymiaru.
Czy z urlopu rodzicielskiego może skorzystać ojciec, który prowadzi własną działalność gospodarczą? Nie ma wprawdzie statusu pracownika, ale jeśli z tytułu działalności gospodarczej podlega dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu, to ma prawo do zasiłku macierzyńskiego za okres odpowiadający okresowi urlopu rodzicielskiego. Jeśli nie opłaca dobrowolnej składki chorobowej, zasiłek mu się nie należy. Nie może też przenieść swojej części urlopu, czyli dziewięciu tygodni, na matkę. Ta część urlopu przepadnie.
Za 9-tygodniowy urlop rodzicielski pracownik-ojciec otrzyma zasiłek macierzyński w wysokości 70% podstawy wymiaru wynagrodzenia.
Ojcowskie eldorado urlopowe: okolicznościowy, wychowawczy, L4…
Zanim rodzice zdecydują, z jakich urlopów chce skorzystać ojciec w pierwszych miesiącach życia dziecka, może on wziąć dwudniowy urlop okolicznościowy z okazji narodzin potomka. Urlop okolicznościowy przysługuje każdemu pracownikowi zatrudnionemu na podstawie umowy o pracę, niezależnie od stażu czy wymiaru etatu. Urlop okolicznościowy jest płatny tak samo jak urlop wypoczynkowy – pracownik nie zobaczy więc na pasku wypłaty żadnego ubytku.
To nie koniec ułatwień w wychowaniu, które przewidział ustawodawca. Na późniejszym etapie życia dziecka ojciec może skorzystać z dalszych uprawnień lub zdecydować, że skorzysta z nich matka.
- Urlop wychowawczy przysługuje pracownikowi zatrudnionemu przez co najmniej sześć miesięcy (do stażu wlicza się poprzednie okresy zatrudnienia). Urlop wychowawczy może trwać do 36 miesięcy i rodzic może go wykorzystać maksymalnie do zakończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko ukończy szósty rok życia.
- Obniżenia wymiaru czasu pracy: jeśli ojciec nie zdecyduje się na urlop wychowawczy, ale spełnia jego warunki (czyli jest zatrudniony od co najmniej sześciu miesięcy), może zawnioskować o obniżenie wymiaru czasu pracy. We wniosku określa, ile godzin chciałby pracować, przy czym musi to być co najmniej 20 godzin tygodniowo.
- Zakaz zatrudniania ojca, który opiekuje się dzieckiem, w godzinach nadliczbowych, w porze nocnej, tzw. przerywanym systemie czasu pracy oraz delegowania poza stałe miejsce pracy. Taka „ochrona” dotyczy tylko ojców opiekujących się dzieckiem do ukończenia ósmego roku życia. Jeżeli oboje rodzice pracują, muszą zdecydować, które z nich skorzysta z tej ochrony.
- Zwolnienie na opiekę nad dzieckiem: rodzicom dziecka, które nie ukończyło 14 lat, przysługują dwa dni pełnoprawnego zwolnienia. Rodzice decydują, czy chcą wykorzystać zwolnienie w dniach czy godzinach (16). Ten sam wymiar urlopu przysługuje niezależnie od liczby dzieci i tylko jednemu rodzicowi. Jeśli wykorzysta je matka, ojciec nie może już skorzystać ze swojej puli.
- Elastyczna organizacja pracy: rodzic dziecka do ósmego roku życia może zawnioskować o elastyczną organizację pracy – czyli przede wszystkim o pracę zdalną lub hybrydową. Pracodawca powinien zrobić wszystko, by stworzyć takie warunki. Nie zawsze będzie to jednak możliwe i wtedy odrzuci wniosek.
- Ojciec może też skorzystać z bezpłatnego urlopu opiekuńczego, jeśli musi pomóc dzieciom, żonie lub któremuś z rodziców albo innemu domownikowi, który ma poważne problemy zdrowotne.
- Pracujący tata może zwolnić się w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem. W każdym roku kalendarzowym może zgłosić dwa dni urlopu spowodowanego siła wyższą (taką nazwę znajdziemy w przepisach) albo wykorzystać 16 godzin w różnych terminach. Przysługuje za to połowa wynagrodzenia za każdy dzień nieobecności.
Na koniec chyba najbardziej praktyczny przywilej ojca: zasiłek opiekuńczy na opiekę nad chorym dzieckiem. Może z niego skorzystać każdy rodzic, który ma ubezpieczenie chorobowe i:
- jest pracownikiem (zatrudniony na umowę o pracę),
- jest zleceniobiorcą,
- współpracuje ze zleceniobiorcą,
- prowadzi działalność gospodarczą.
Prawo do zasiłku przysługuje zarówno matce, jak i ojcu dziecka, ale nie mogą korzystać z niego jednocześnie. Wyjątek od tej zasady zachodzi w sytuacji, gdy jedno z dzieci jest chore, a drugie przebywa w szpitalu i konieczne jest, aby jeden z opiekunów pozostał tam z nim. Za czas opieki nad chorym dzieckiem ojciec dostanie wynagrodzenie w wysokości 80 proc. podstawy wymiaru zasiłku.
Długość zwolnienia lekarskiego na opiekę nad dzieckiem jest limitowana i zależy od wieku dziecka. Rodzice dzieci do 14. roku życia mają prawo do 60 dni zwolnienia w ciągu roku kalendarzowego – niezależnie od liczby dzieci. Po czternastych urodzinach rodzicowi przysługuje już tylko 14 dni rocznie. Inne zasady obowiązują, gdy dziecko powyżej czternastego roku życia jest niepełnosprawne – rodzice mogą pobierać zasiłek opiekuńczy przez 30 dni w ciągu roku kalendarzowego.
Większe zaangażowanie ojców to wyższe zarobki ich partnerek
Podsumujmy: w pierwszym roku życia dziecka ojciec może skorzystać z dwudniowego urlopu okolicznościowego, 10-dniowego urlopu ojcowskiego, kilku tygodni tacierzyńskiego lub macierzyńskiego (maksymalnie sześciu tygodni), co najmniej dziewięciu tygodni urlopu rodzicielskiego.
Nie działa to na wyobraźnię mężczyzn. W 2024 roku z urlopu rodzicielskiego skorzystało 41 900 ojców, co oznacza, że z tego urlopu skorzystał mniej niż co szósty uprawniony (w 2024 roku urodziło się 252 tys. dzieci). Na urlop ojcowski zdecydowało się w 2024 roku w 162 300 ojców, czyli trochę ponad 60 proc. uprawnionych.
ZUS nie udostępnia danych dotyczących tego, ilu ojców bierze L4 na chore dzieci. Wystarczy jednak w sezonie chorobowym pójść do przychodni pediatrycznej, by przekonać się, że na kontrole lekarskie z maluchami przychodzą głównie matki i one też biorą zwolnienia. Czasem jedno po drugim, bo dzieci w pierwszych latach chodzenia do żłobka czy przedszkola mogą chorować nawet co dwa, trzy tygodnie.
Jedno zwolnienie przechodzi w drugie i kobiety ryzykują, że może nie od razu, ale w pewnym momencie zaczną być traktowane jako pracownik gorszej kategorii: mniej wiarygodny, mniej perspektywiczny, pozbawiony szans na awans. Rodzice często decydują, że matka zostanie z chorymi dziećmi, bo ojciec zarabia więcej, więc szkoda tracić część wynagrodzenia przez tych kilkadziesiąt dni w roku. W krótkiej perspektywie ma to ekonomiczny sens, ale w dłuższej już nie, bo ogranicza szansę matki na awans i lepsze zarobki, a czasem jest powodem zwolnienia (oczywiście pod jakimś pretekstem, w białych rękawiczkach).
Brytyjskie badanie dostarcza dowodów, że aktywny udział ojca w życiu dzieci przekłada się na wyższe dochody kobiet. Naukowcy przeanalizowali sytuację blisko 9 tys. rodzin i doszli do wniosku, że dochody matek wzrosły o około 7 procent za każdy miesiąc, który ojciec spędził w domu na urlopie ojcowskim.
Rośnie liczba ojców decydujących się na wzięcie co najmniej jednego urlopu na opiekę nad małym dzieckiem i L4 na późniejszym etapie jego życia, ale wciąż daleko do sytuacji, w której mężczyźni korzystać będą ze swoich uprawnień w takim zakresie, że pracodawcy zrozumieją, że wolne na potrzebujące opieki dziecko to nie „fanaberia” kobiet i nie należy ich z tego powodu prewencyjnie degradować czy zwalniać. Panowie, jeśli chcecie, aby rynek pracy uczciwie traktował Wasze partnerki, po prostu od czasu do czasu weźcie L4 na chorujące dziecko. Nawet kosztem niższej pensji.
zdjęcie: Pixabay

