Dlaczego mamy tak mało dzieci? Co można zrobić, żebyśmy przestali być jednym z najmniej dzietnych krajów w Europie? Co zadziała, a co już nie działa? Pieniądze? Urlopy? Przedszkola i dopłaty do opieki nad dzieckiem? Oni twierdzą, że niskiej dzietności w Polsce winny jest, w dużej części… podział obowiązków domowych. Mają rację?
W ostatnim roku urodziło się najmniej dzieci od II Wojny Światowej – tylko 252 000. Dwa lata temu, w roku 2023, na świecie pojawiło się 272 000 małych Polaków. Nie ma żadnych podstaw, by zakładać, że obecny rok zatrzyma niekorzystny trend. Gdy rodziłam się pod koniec lat 80. zeszłego wieku, porodówki pracowały pełną parą i przyjmowały blisko 600 000 porodów rocznie.
- Milion złotych do ręki w przypadku jednej z ponad 60 chorób i miliony euro na leczenie za granicą. Ruszają w Polskę z nową ofertą. „Jest dla każdego” [POWERED BY PZU]
- Wysokie ceny akcji, złoto bije rekordy… Czy to dobry czas na rozpoczęcie przygody z inwestowaniem? Statystyki, które dają do myślenia [POWERED BY SAXOBANK]
- Ameryka czy Europa – na który rynek postawić w najbliższych kilku latach w akcyjnej części portfela? Oto kilka liczb, które pomagają rozstrzygnąć ten dylemat [POWERED BY UNIQA TFI]
Kolejne rządy wprowadzają programy, które mają zachęcić Polaków do posiadania choćby jednego dziecka. W 2016 r. rząd Prawa i Sprawiedliwości założył, że gwarancja wypłacania 500 zł miesięcznie na drugie i każde kolejne dziecko da rodzicom takie poczucie spokoju, że zdecydują się na powiększenie rodziny. Już kilka lat później dysponowaliśmy wszelkimi dowodami wskazującymi na to, że tak nie jest i to niezależnie od faktu, że pieniądze zaczęto wypłacać także na pierwsze dziecko.
Trzeba jednak programowi Rodzina 500+ (później 800+) przyznać, że przyczynił się do spadku ubóstwa wśród dzieci. Z raportu prof. Ryszarda Szarfenberga z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że zasięg ubóstwa wśród najmłodszych zmniejszył się z 9% w 2015 r. do 4,5% w 2019 r. Później jednak znów zaczął rosnąć.
Wiemy już jednak, że pieniądze nie działają. Wkładanie Polakom do kieszeni pieniędzy za każde posiadane dziecko nie powoduje, że będą chcieli mieć ich więcej. Jeśli nie pieniądze, to co? Dłuższe urlopy rodzicielskie (choć przecież już są dość długie)? Lepsza infrastruktura do opieki nad dziećmi (przedszkola, żłobki)?
Podział obowiązków domowych a dzietność
A może na decyzję o posiadaniu potomstwa w równie dużym stopniu co transfery społeczne mogą wpłynąć bardziej prozaiczne, wydawać by się mogło, okoliczności? Ciekawe światło na ten temat rzuca raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego pod wiele mówiącym tytułem „Podział obowiązków domowych i jego konsekwencje dla dzietności”. Kluczowe wnioski są następujące:
- rodzice zdecydowanie zadowoleni z podziału obowiązków domowych i opiekuńczych są o 16 pkt procentowych bardziej skłonni do dalszego powiększenia rodziny niż rodzice niezadowoleni z podziału;
- chęć posiadania kolejnego dziecka większą o 10 pkt procentowych wykazują mężczyźni niż kobiety;
- mieszkanie z rodzicami lub teściami jest związane z większą (o 9 pkt procentowych) chęcią posiadania kolejnego dziecka;
- rodzice dwójki dzieci wykazują o 29 pkt procentowych mniejszą chęć posiadania kolejnego dziecka niż rodzice jedynaków, dla rodziców trójki dzieci różnica ta wynosi 30 pkt procentowych, a dla rodziców czwórki lub większej liczby dzieci 24 pkt procentowe.
Im bardziej jeden z rodziców może liczyć na partnera w niełatwym zadaniu, jakim jest opieka nad dzieckiem, tym bardziej dopuszcza myśl o posiadaniu kolejnego dziecka. Podobnie w sytuacji, gdy rodzice mogą liczyć na pomoc rodziców lub teściów. Nie od dziś wiadomo, że do wychowania dziecka potrzebna jest wioska, więc takie wyniki nie powinny zaskakiwać. We wstępie czytam:
„Najnowsze badania wskazują na mniej oczywistą przyczynę spadającej dzietności, jaką jest obciążenie kobiet obowiązkami domowymi (pranie, sprzątanie, gotowanie), a ściślej rzecz biorąc podwójne obciążenie pracą zawodową i rutynowymi oraz czasochłonnymi czynnościami związanymi z prowadzeniem domu. W przypadku rodziców obowiązki domowe uwzględniają także opiekę nad dzieckiem. Wraz z rosnącą aktywnością zawodową kobiet i słabnącym paradygmatem tradycyjnego podziału ról coraz więcej par deklaruje równy podział jako preferowany układ, ale w rzeczywistości to kobiety nadal wykonują w domu więcej pracy.”
Analitycy PIE przekonują, że do klasycznego zestawu rozwiązań promujących dzietność (transfery pieniężne, ulgi podatkowe, wydłużane systematycznie urlopy), dodać należy zdjęcie z ramion udręczonych kobiet choć część obowiązków.
37 godzin bezpłatnej pracy w domu
Niezależnie od poziomu rozwoju gospodarczego we wszystkich krajach Europy Zachodniej dominuje model, w którym w domu więcej pracy wykonują kobiety. Na tle innych krajów europejskich zarówno Polki, jak i Polacy deklarują relatywnie wysokie zaangażowanie w obowiązki domowe i opiekuńcze.
W badaniu International Social Survey Programme: Family and Changing Gender Roles zapytano respondentów, ile godzin tygodniowo poświęcają na prace domowe i opiekuńcze. Polki wskazały na 37 godzin tygodniowo, a mężczyźni 22. Dla porównania Dunki zadeklarowały 19 godzin, a mężczyźni 13 godzin.

Trzeba mieć na uwadze, że dokładny pomiar faktycznie wykonywanych prac domowych i opiekuńczych jest trudny, bo opiera się na deklaracjach respondentów, którzy na potrzeby badania zapisywali, ile czasu w ciągu dnia poświęcali poszczególnym czynnościom. Ale są i bardziej obiektywne dane, prosto od naszego narodowego urzędu statystycznego.
Kobiety w Polsce średnio poświęcają więcej czasu na prace domowe i opiekuńcze, natomiast mężczyźni – na pracę zawodową. Według danych GUS kobiety w Polsce wykonują obowiązki domowe i opiekuńcze średnio przez 4,2 godziny dziennie, podczas gdy mężczyźni – przez 2,4 godziny. Z kolei mężczyźni przeznaczają więcej czasu na pracę zawodową. Łącznie na pracę opłacaną i nieopłacaną kobiety poświęcają 6,44 godzin dziennie, a mężczyźni – 5,97 godzin.
Na to, ile czasu poświęcamy na obowiązki domowe, wpływa oczywiście to, czy „na pokładzie” jest dziecko. Matki poświęcają na obowiązki domowe i opiekuńcze ok. 57 godzin tygodniowo, a kobiety bezdzietne – ok. 26 godzin tygodniowo. Ojcowie poświęcają ok. 30 godzin, a mężczyźni bezdzietni – 19 godzin.
I jeszcze jedna zależność. Im słabsza jest pozycja ekonomiczna kobiety w związku, tym więcej obowiązków bierze na siebie. Co ciekawe, zaangażowanie kobiet w prace domowe i opiekuńcze wzrasta, gdy ich partner osiąga wyższe dochody. Odwrotną zależność zaobserwowano w przypadku mężczyzn – ich udział w obowiązkach domowych i opiekuńczych maleje, gdy ich partnerki zarabiają mniej.
Swoją rolę na temat nierówności odgrywa też geografia: w miastach podział obowiązków domowych i opiekuńczych jest zazwyczaj bardziej wyrównany niż na obszarach wiejskich.

Bez sprawiedliwego podziału obowiązków domowych nie będzie dzieci?
Kobiety coraz częściej łączą obowiązki domowe z pracą zawodową. W latach 2002–2023 aktywność zawodowa kobiet w wieku 25–49 lat wzrosła z 70% do 87%. O ile jeszcze na początku obecnego stulecia 41% kobiet było zdania, że rolą mężczyzny jest głównie zarabianie pieniędzy, a kobiety – troska o dom i dzieci, o tyle 20 lat później taki pogląd wyraża 25% kobiet. Kobiety rzadziej niż mężczyźni zgadzają się z tradycyjnym podziałem ról.
Optyka zmienia się, gdy pojawiają się dzieci. W przeprowadzonym przez PIE badaniu rodziców małych dzieci nieco ponad połowa kobiet (58%) zgodziła się ze stwierdzeniem, że kobiety lepiej nadają się do opieki nad dziećmi niż mężczyźni. 60% ojców i 54% matek uznało, że korzystniej dla rodziny, kiedy to kobieta bierze na siebie większość prac domowych i opiekuńczych.
Tylko w około co trzeciej z badanych rodzin udaje się zrealizować równy podział obowiązków. Tymczasem właśnie to zadowolenie z podziału obowiązków domowych i opiekuńczych jest pozytywnie związane z chęcią posiadania kolejnego dziecka. I nie jest to żadna nowość, bo taki wniosek płynął z kilku innych badań prowadzonych w ostatnich 20 latach.
„Osoby zdecydowanie zadowolone z podziału obowiązków są o ok. 16% bardziej skłonne do dalszego powiększenia rodziny niż osoby niezadowolone z podziału obowiązków domowych. Chęć posiadania kolejnego dziecka silnie zależy od satysfakcji z podziału obowiązków, a nie od ich rzeczywistego rozkładu”
– zauważa jedna z autorek badania, dr Agnieszka Wincewicz-Price, kierownik zespołu ekonomii behawioralnej. Autorzy badania dodają, że większe zaangażowanie mężczyzn w prace domowe i opiekuńcze (lub dostępność innych form pomocy) redukuje tzw. karę za macierzyństwo kobiet. Pod tym literackim określeniem kryją się nierówności na rynku pracy, których źródłem jest urodzenie dziecka: niższe zarobki, mniejszy dostęp do awansów, trudności z powrotem na rynek pracy.
„Kara” za macierzyństwo jest odczuwana nawet na emeryturze
To cena, jaką kobiety płacą za posiadanie dzieci. Naukowcy z London School of Economics i Uniwersytetu Princeton definiują „karę za macierzyństwo” jako średni spadek prawdopodobieństwa, że kobieta będzie zatrudniona w ciągu 10 lat po urodzeniu pierwszego dziecka.
Wspomniani naukowcy z LSE i Princeton zbierają dane ze 134 krajów. Z ostatniego zestawienia wyszło im, że średnio 24% kobiet odchodzi z rynku pracy w ciągu pierwszego roku po urodzeniu dziecka. Pięć lat później 17% mam nadal jest nieobecnych na rynku pracy. Po 10 latach jest to wciąż aż 15% mam.
Brak powrotu na rynek pracy to niższy dochód. Marcin Pałka z Ministerstwa Finansów zbadał, jak to wygląda na polskim gruncie. W 2024 r. opublikowany został raport jego autorstwa („Rodzicielstwo i rynek pracy: child penalty w Polsce”). Do badania wykorzystał dane z rejestru osób fizycznych (PESEL), które zawierają informacje o cechach demograficznych, oraz z rejestru podatników podatku PIT.
Co ustalił? Przez pięć lat przed narodzinami pierwszego dziecka dochody rodziców podążają podobną trajektorią. Po narodzinach pierwszego dziecka dochody mężczyzn nie ulegają zmianie, a dochody kobiet spadają w roku narodzin dziecka o 20%, a rok później – o 35%. Po czterech latach dochody kobiety stabilizują się na poziomie znacznie niższym od tych przed narodzinami.
Długookresowa kara za macierzyństwo w dochodach kobiet wynosi 27,8%. Dla rodzin z jednym dzieckiem wynosi 19,8%, z dwójką dzieci – już aż 25,8%, a dla rodzin z przynajmniej trójką dzieci – potężne 30,2%. Najwyższą cenę płacą więc matki w rodzinach wielodzietnych. Jednostka Organizacji Narodów Zjednoczonych zajmująca się równością płci (UN Women) szacuje, że osiągnięcie równości płci zajmie światu aż 286 lat. Światowe Forum Ekonomiczne – że 132 lata.
Z opublikowanych przez TeamRodzina.pl danych wynika, że gdy w rodzinie pojawia się dziecko, aktywność zawodowa kobiet spada do 77%, podczas gdy w przypadku mężczyzn – o ironio – wzrasta do 96%. Te liczby dotyczą rodziców dzieci do szóstego roku życia. Im więcej małych dzieci, tym niższy wskaźnik aktywności zawodowej kobiet. Przy dwójce dzieci w tym co najmniej jednym poniżej 6 lat wynosi on 73%. Natomiast przy trójce lub większej liczbie dzieci z co najmniej jednym małym dzieckiem aktywność zawodowa kobiet spada do 60%.
Większa aktywność zawodowa kobiet podbiłaby PKB
Czy da się wyeliminować karę za macierzyństwo? Pewnie nie, bo część kobiet – zwłaszcza z bardziej konserwatywnych rodzin – chce przez kilka lat zostać z dziećmi w domu. Jeśli co kilka lat rodzi się kolejne dziecko, ten czas może się wydłużyć nawet do dziesięciu czy piętnastu lat. Musiałaby zajść fundamentalna zmiana w systemie emerytalnym, która powodowałaby, że osoby bez dzieci składają się na dodatkową emeryturę dla mam i zalepiają dziurę w ich dochodach.
Państwo i sami pracodawcy powinni natomiast podejmować działania, by ułatwić kobietom sprawny powrót na rynek pracy i łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi. To się wszystkim po prostu opłaca. Za niższą aktywność kobiet, które muszą ogarniać domowy etat, a z różnych powodów nie mogą wrócić przy tym do pracy (bo nie znalazły odpowiedzialnej niani lub jej wynajęcie kosztuje więcej, niż zarabiają, bo w gminie nie ma ani jednego żłobka, bo dziecko i tak ciągle choruje, więc żłobek i niania mijają się z celem, bo jest niepełnosprawne…) płacimy wszyscy.
Analitycy PwC wyliczyli, że gdyby poziom aktywności zawodowej kobiet był taki jak w Szwecji (77%), to nasze PKB wzrosłoby o 9%. Firmom opłaca się zachęcanie kobiet do powrotu do pracy, bo nie tracą wtedy przeszkolonych pracowników, a poza tym matki są uważane za lojalnych, dokładnych pracowników – nawet jeśli co jakiś czas muszą wziąć wolne na opiekę nad dzieckiem. No właśnie – czy muszą? Równie dobrze zwolnienie z powodu choroby dziecka może wziąć ojciec.
Mężczyźni robią to rzadziej, bo panuje powszechne przekonanie, że matka lepiej opiekuje się dzieckiem (czyli do głosu dochodzą wzorce kulturowe), a poza tym mężczyźni statystycznie zarabiają więcej, więc utrata przez nich 20% wynagrodzenia z powodu nieobecności w pracy jest bardziej odczuwana dla rodzinnego budżetu. A mężczyźni zarabiają statystycznie więcej niż kobiety na tych samych stanowiskach również dlatego, że pracodawcy zakładają, że kobiety będą mniej dyspozycyjne ze względu na dzieci.
I koło się zamyka. Inaczej by sprawa wyglądała, gdyby pracodawcy byli przyzwyczajeni do tego, że każdy z rodziców bierze wolne w związku z koniecznością opieki nad dzieckiem. Albo jeszcze lepiej: gdyby korzystali z przysługującego wyłącznie im 9-tygodniowego urlopu rodzicielskiego. Ten urlop nie jest pomysłem naszych parlamentarzystów: nowelizacja Kodeksu pracy stanowi wdrożenie do polskiego prawa unijnych dyrektyw wspierających work-life balance.
Połowa ojców bierze urlop na nowo narodzone dziecko
Rodzice mają prawo do 41 tygodni urlopu rodzicielskiego (43 tygodni, jeśli urodziły się bliźnięta). W praktyce większość kobiet wykorzystuje swoje maksimum (32 tygodnie) od razu po urlopie macierzyńskim, więc ojcom pozostaje 9 tygodni. I tu pojawia się opcja „take it or leave it”, bo tych 9 tygodni panowie nie mogą przekazać partnerkom. Jeśli ich nie wykorzystają, wolne przepada.
Urlop ten mogą wykorzystać ciągiem albo podzielić na maksymalnie 4 części o dowolnej długości. Urlop ten mogą wykorzystać do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko ukończy 6 lat, czyli mogą brać na przykład co roku po 2 tygodnie.
Taki urlop to doskonały sposób na zbudowanie więzi z dzieckiem. Trudno o to w sytuacji, gdy ojciec wychodzi rano do pracy i wraca wieczorem. Kobiety, których partnerzy zdecydowali się na ten urlop, relacjonują, że dopiero gdy mężczyźni doświadczyli na własnej skórze, co znaczy całodzienna opieka nad dzieckiem, docenili ich poświęcenie i stali się po prostu lepszymi, bardziej uważnymi ojcami.
Polscy ojcowie bardzo szybko przekonali się do urlopów rodzicielskich: o ile w 2022 r. skorzystało z nich tylko 3700 panów, to rok później było ich 19 000, a w 2024 r. już 41 900 (dane ZUS). Średni czas urlopu rodzicielskiego wykorzystywanego przez ojców wyniósł w 2024 r. mniej więcej 48,6 dnia, co odpowiada około siedmiu tygodniom (w 2023 r. było to 49 dni). „Przepadają” więc dwa tygodnie.
Wróćmy do raportu PIE. W większości rodzin z małymi dziećmi (63%) matki wykonują więcej obowiązków domowych niż ojcowie. Tylko 27% kobiet ma poczucie, że obowiązki są w ich domu dzielone po równo. Niezadowolonych z obecnego podziału kobiet jest ponad trzykrotnie więcej niż mężczyzn (36% kobiet, ale tylko 11% mężczyzn), a przy tym ojcowie częściej niż matki deklarują, że nierówny podział na ich korzyść jest właściwy. Powtórzmy kluczową informację z całego raportu – rodzice, którzy są z niego zdecydowanie zadowoleni, są o 16% bardziej skłonni do podjęcia decyzji o kolejnym dziecku.
Nierówny podział obowiązków domowych zaczyna się w głowie?
Sam podział obowiązków w rodzinie jest kwestią bardzo indywidualną, ale również państwo ma narzędzia, by zachęcać rodziców do dzielenia się obowiązkami. Nie zaszkodzi kampania informacyjna, która przypomni, jakie rodzaje urlopów przysługują ojcom. No i przydałaby się informacja, że zostać z chorym dzieckiem to żaden dyshonor. Weźmy 9-tygodniowy urlop rodzicielski. Fajnie, że z roku na rok rośnie jego popularność, ale dlaczego nie zdecydowało się na niego więcej ojców?
Rozmawiałam o tym ze znajomym ojcem kilkumiesięcznego dziecka. W ogóle nie bierze pod uwagę tego urlopu, bo jest przekonany, że firma „zemści się” poprzez przekazanie części jego najlepszych klientów innym pracownikom. Tłumaczyłam, że może przecież podzielić urlop na krótsze części – przez 2 tygodnie jego obecności firma się przecież nie załamie. Mimo wszystko urlopu nie weźmie, bo firma może sięgnąć po argument ostateczny i pominąć go przy premiach uznaniowych.
Nierówny podział obowiązków w dużej mierze zaczyna się (i kończy) w głowie. Wielu mężczyzn mówi otwarcie, że w domu nie pomagają, lecz zajmują się obowiązkami na równi z partnerką (język tworzy rzeczywistość, serio). Inni podchodzą do tego opornie – bo tak zostali wychowani, bo tak jest wygodnie. Po przeanalizowaniu wniosków Polskiego Instytutu Ekonomicznego ministerialni urzędnicy powinni się zastanowić nad stworzeniem zachęt do bardziej uczciwego dzielenia obowiązków domowych – to tańsze niż transfery społeczne, a może być w podobnym stopniu korzystne.
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
ZOBACZ CO NOWEGO W HOMODIGITAL:
Obok „Subiektywnie o Finansach” stoi w internetach multiblog Homodigital.pl, czyli subiektywnie o technologii. Opowiadamy w nim to, co ważne dla Twojego cyfrowego bezpieczeństwa i jestestwa. Opowiadamy tak, jak w „Subiektywnie o Finansach” – czyli tylko to, co istotne i tak, żeby każdy zrozumiał. Jeśli korzystasz z technologii, to wpadaj na Homodigital.pl, czytaj i komentuj artykuły, pomóż nam się rozwijać.
———————————-
zdjęcie tytułowe: Pixabay, Canva








