16 maja 2025

Czy na wynik wyborów politycznych wpływa to, co ludzie myślą o inflacji? Komu ta inflacja najbardziej doskwiera? A kto jej najbardziej nie lubi?

Czy na wynik wyborów politycznych wpływa to, co ludzie myślą o inflacji? Komu ta inflacja najbardziej doskwiera? A kto jej najbardziej nie lubi?

Podobno ludzie w wyborach politycznych głosują portfelem. Czy to oznacza, że zwycięstwo w polskich wyborach też może zależeć od tego, co myślimy o inflacji? Niewykluczone, bo inflacja – nawet ta oficjalna, a nie nasza „prywatna” niekiedy wyższa od podawanej przez GUS – wciąż jest w Polsce wysoka. Dlaczego ludzie nie lubią inflacji? I czy to, jak bardzo jej nie lubią, zależy od poglądów politycznych?

Przeciętny polski konsument, który od czasu do czasu słucha wiadomości radiowych czy telewizyjnych lub zerka do portali informacyjnych, może być w niezłym kłopocie. Z jednej strony słyszy o tym, że inflacja mocno spada, a z drugiej strony – ceny żywności rekordowo rosną, ceny niektórych artykułów dwucyfrowo. Na początku tego roku GUS zmienił obliczanie inflacji CPI. Zmniejszył udział żywności w przeciętnym koszyku kupowanych przez nas dóbr i usług. A to właśnie ceny żywności rosną teraz najmocniej.

Zobacz również:

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe, bo spodziewa się spadku inflacji. Ale jest w tym gremium jedna osoba – prof. Joanna Tyrowicz – która uważa, że walka z inflacją powinna być bardziej zdecydowana. Że jeśli stopy procentowe nie będą wyższe, to z inflacją nie wygramy. Kto ma rację? Zobaczymy. Ale im wyższa będzie inflacja, tym bardziej będzie rzutowała na nasze wybory polityczne. A dziś może nie wynosi już 18%, ale 4-5% rocznie to wciąż i tak dużo.

Nie lubimy inflacji. I to nie tylko dlatego, że stopy procentowe są wtedy wysokie, a kredyty – drogie. Czego nie lubimy w inflacji najbardziej? Temu zjawisku przyjrzała się ekonomistka z Uniwersytetu Harvarda Stefanie Stantcheva. W artykule „Why Do We Dislike Inflation?” opisała swoje badania nad tym, jak konsumenci postrzegają inflację, jak widzą jej przyczyny, jakie zagrożenia i co jest dla nich najbardziej niepokojące w zjawisku wzrostu cen

Tytułowe pytanie artykułu nie jest nowe. Stantcheva starała się uaktualnić wcześniejsze badania przeprowadzone przez słynnego amerykańskiego ekonomistę, laureata ekonomicznego Nobla, Roberta Shillera. Shiller w swoim artykule z 1997 r. również zastanawiał się, dlaczego ludzie nie lubią inflacji: “Why Do People Dislike Inflation?”. Czy coś się od tego czasu zmieniło? I czy obecnie możemy powiedzieć o przyczynach tej złej prasy w odniesieniu do inflacji coś więcej?

Shiller pisał w 1997 r., że celem jego badania jest próba zrozumienia, przy użyciu ankiety publicznej, dlaczego ludzie są tak zaniepokojeni i zniechęceni inflacją. Najważniejszym wnioskiem badań Stillera było stwierdzenie, że dla większości konsumentów największym problemem w inflacji jest to, że szkodzi ona długofalowo ich standardowi życia. Wzrost cen postrzegany był jako szkoda wyrządzona sile nabywczej, a potencjalny wzrost wynagrodzeń nie był postrzegany jako remedium. Inflacja powoduje też rosnące poczucie nierówności, bo płace osób o wysokich dochodach rosną szybciej.

Po 30 latach od poprzedniego badania Shillera, Stantcheva przeprowadziła dwa duże badania wśród mieszkańców USA, którzy musieli odpowiedzieć na szereg pytań w trudnych dla konsumentów, ale za to ciekawych dla ekonomistów czasach nagłego spadku i chwilę potem – skoku inflacji w ostatnich kilku latach. Jaka była reakcja banków centralnych i ekonomistów – wiemy. Stopy procentowe spadły niemal do zera, a następnie gwałtownie wzrosły. A jak postrzegają inflację ludzie – konsumenci?

Dlaczego nie lubimy inflacji?

Żeby odpowiedzieć na pytania o obecny stosunek ludzi do inflacji, autorka badań starała się uwzględnić wpływ wzrostu cen na ludzi w ich zróżnicowanych rolach ekonomicznych — czy to jako konsumentów, pracowników, pracodawców, czy właścicieli aktywów. Duża część ankiet składała się z pytań otwartych, pozwalających uczestnikom na swobodne wyrażanie swoich myśli. Te pytania były kluczowe dla pokazania poglądów bardziej zniuansowanych. Powszechne było postrzeganie inflacji jako obniżającej standard życia.

Okazało się, że ludzie rzadko przypisują podwyżki wynagrodzeń, które otrzymują w okresach inflacji, jako dostosowanie ich zarobków do inflacji. Raczej przypisują te wzrosty wydajności pracy lub rozwojowi kariery. To popularna myśl szczególnie wśród tych osób, które zmieniły pracę w tym okresie. Respondenci zgłaszają, że muszą dokonać kosztownych i znaczących zmian w swoim zachowaniu konsumenckim, takich jak zmniejszenie ilości i jakości kupowanych towarów lub odroczenie zakupów.

Respondenci o niższych dochodach zgłaszają, że odczuli to najbardziej negatywnie, wskazując, że odłożyli nawet kupno niezbędnych artykułów, aby poradzić sobie ze skutkami inflacji. Co ciekawe, bardzo niewielu respondentów zgłasza przyspieszenie pożądanych zakupów lub gromadzenie zapasów w oczekiwaniu na dalsze podwyżki cen.

Innym ważnym czynnikiem przyczyniającym się do niechęci do inflacji jest poczucie niesprawiedliwości. Wszystkie postrzegane skutki — niezależnie od tego, czy doświadczane jako konsumenci, pracownicy czy właściciele firm czy innych aktywów — są odczuwane bardziej dotkliwie przez osoby o niższych dochodach. Istnieje powszechne przekonanie, że dochody osób o wyższych zarobkach rosną szybciej w okresach inflacji, co powoduje, że inflacja jest postrzegana jako wzmacniająca nierówności.

Istnieje też przekonanie, że pracodawcy mają tendencję do hamowania wzrostu płac, żeby zwiększać marżę zysku. Powszechny jest pogląd, że to firmy spontanicznie podejmują strategiczne decyzje i że w mniejszym stopniu wynikają one z obiektywnych sił rynkowych. Kiedy pyta się o przyczyny inflacji, ludzie mają stałą tendencję do obwiniania rządu i przedsiębiorstw. Dodatkowo, rysują się podziały partyjne, w zależności od tego, jaka partia sprawuje aktualnie władzę.

Ludzie bardzo rzadko przyznają, że inflacja ma jakikolwiek pozytywny wpływ na ich życie. Zdecydowana mniejszość respondentów wierzy w kompromis między inflacją a bezrobociem lub kojarzy inflację ze wzrostem gospodarczym. Większość łączy inflację z niekorzystnymi wynikami gospodarczymi i politycznymi. Zasadniczo – wielu uczestników badań stawiało inflację zdecydowanie na pierwszym miejscu, przed innymi problemami ekonomicznymi i społecznymi.

O ile główne wnioski z przełomowego badania przeprowadzonego przez Shillera w latach 90. są nadal aktualne dzisiaj, o tyle Stantchevej udało się dołożyć kilka ciekawych obserwacji. Przede wszystkim, zwiększyła się polaryzacja opinii na temat inflacji w oparciu o przynależność polityczną oraz w zależności od poziomu dochodów. 

Bogatsi i rządzący łaskawiej patrzą na inflację

Wśród wielu przykładów na ciekawe rozkłady odpowiedzi na pytania, jest to, jak konsumenci o różnych dochodach i o różnych poglądach reagują na inflację i jakie widzą w niej ryzyka. I- kogo obwiniają za wzrost cen. Ciekawe jest to, że 30 lat po pierwszym przełomowym badaniu nad tymi kwestiami ponownie ok. 3/4 respondentów uważa, że ​​ich siła nabywcza spadła, co jest zadziwiająco podobne do 77% w badaniach Shillera z roku 1997.

Jednak najnowsze badanie daje bardziej zróżnicowane wyniki. Udział osób uważających, że ich siła nabywcza została poważnie uszczuplona, jest znacznie wyższy wśród respondentów o niższych dochodach. Na grafice poniżej widać rozkład odpowiedzi w zależności od dochodów respondentów, przy czym zostały wzięte pod uwagę osoby o dochodach poniżej 40 000 dolarów i powyżej 125 000 dolarów rocznie. Pośrodku wyniki niezależnie od dochodów.

Otwarte pytanie ujęte w wynikach poniższych dwóch grafik brzmiało: „Najważniejszy wpływ inflacji na moje życie to…”. Na co przede wszystkim zwracali uwagę konsumenci, w zależności od ich dochodów? Na wzrost kosztów utrzymania, na to, że trudniej opłacić wydatki na jedzenie, trudniej opłacić benzynę, konieczność zmiany nawyków wydatkowych, zmniejszenie realnej wartości oszczędności, trudniej opłacić wydatki na mieszkanie, comiesięczne rachunki oraz że łatwiej stracić pracę.

Druga część odpowiedzi na te same pytania dotyczy zróżnicowania respondentów pod kątem ich poglądów politycznych. Ponieważ w czasie przeprowadzania ankiet Republikanie byli w opozycji a rządzili Demokraci, pierwsze zagadnienie mocno różni się w zależności od reprezentowanej przez respondentów opcji politycznej.

Kiedy zobaczyłem w sklepie, że ceny są wyższe, poczułem złość na…

Najwyraźniej różnicę dochodowe i polityczne widać w poniższych grafikach, które pokazują rozkład odpowiedzi na otwarte pytanie: „Kiedy poszedłem do sklepu i zobaczyłem, że ceny są wyższe, poczułem złość na…”. Tutaj wyraźnie osoby o niższych dochodach bardziej obwiniają rząd i prezydenta USA, podczas gdy osoby z dochodami wyższymi koncentrują się raczej na roli firm i biznesu w podwyższaniu cen. Prawdopodobnie w Polsce wyniki tej sekcji byłyby podobne.

Natomiast w drugim panelu widoczne są zróżnicowane postawy w zależności od sympatii politycznych. Republikanie oczywiście obwiniają głównie rząd o rolę we wzroście cen, w dużym stopniu obrywa się też ówczesnemu prezydentowi USA jako głównemu winowajcy. Demokraci w znikomym stopniu obwiniają Bidena, a trochę chowają głowę w piasek, wskazując na ogólne przyczyny wynikające z systemu gospodarczego lub spowodowane polityką firm i czynnikami biznesowymi.

Okazało się, że poglądy na inflację mogą być też powiązane z psychologią i ogólnymi emocjami, które każdy w jakimś stopniu odczuwa, kiedy dowiaduje się, że topnieją jego dochody i maleje siła nabywcza. Np. na pytanie otwarte: „Jakich uczuć zazwyczaj doświadczasz, gdy słyszysz doniesienia prasowe o rosnącej inflacji?”, ok. 40% respondentów nie zgłasza specjalnych emocji. Jednak jeśli spojrzymy na respondentów o niskich dochodach, to emocji nie zgłasza tylko 31% osób w porównaniu do 50% osób o wysokich dochodach. Respondenci o niskich dochodach znacznie częściej zgłaszają rozpacz, stres lub strach.

Jednak takie emocje mogą być równoważone przez poglądy polityczne. Widać to w odpowiedziach typu: „Jestem zły, ponieważ wzrostowi cen można było zapobiec. Zamiast tego rząd pozwolił na to”. Albo: „Rząd twierdzi, że pracuje dla klasy średniej Amerykanów, ale tak naprawdę ją niszczy”, „Joe Biden wywołał inflację, bo użył pieniędzy z helikoptera, żeby kupić głosy”.

Na prośbę o uszeregowanie różnych kwestii ekonomicznych i społecznych, w tym inflacji pod kątem tego, jak bardzo są istotne, kwestia inflacji najczęściej zajmuje pierwsze miejsce, i to znacznie częściej wśród kwestii społecznych niż ekonomicznych.

Jedna trzecia respondentów umieszcza ją na pierwszym miejscu wśród kwestii ekonomicznych, przed stabilnością finansową, wzrostem gospodarczym, niskim bezrobociem i obroną narodową. A ok. 41% umieszcza ją na pierwszym miejscu wśród kwestii społecznych, przed opieką zdrowotną, prawami obywatelskimi, edukacją, prawami do posiadania broni i aborcją.

Zdecydowana większość respondentów uważa, że ​​inflacja i bezrobocie są ze sobą powiązane. Jednak tylko jedna czwarta uważa, że są one ze sobą negatywnie powiązane. Ludzie kojarzą wysoką inflację ze spadkiem gospodarczym i wyższym bezrobociem, co jest poglądem zgodnym ze zjawiskiem stagflacji. Niewielu respondentów natomiast wskazuje na związek między niskim bezrobociem a wysoką inflacją. Prawie żaden respondent nie był w stanie pomyśleć o potencjalnych korzyściach inflacji.

Wyniki całego badania pokazują, jak niezmienne w czasie mogą być poglądy i emocje związane z inflacją. Wiele głównych obserwacji jest podobnych w badaniach, które dzieli 30 lat. Doprecyzowanie wielu spraw w nowym badaniu pokazuje, jak bardzo negatywnie ludzie odczuwają wzrost cen i – również – jak dużą wagę powinny do tego przywiązywać instytucje publiczne, które zajmują się polityką gospodarczą. Inflacja to nie jest zjawisko, nad którym można przejść obojętnie. Prędzej czy później odbije się na nastrojach społecznych, a także ostatecznie – na nastrojach politycznych.

W rozwiniętych krajach sprawami inflacji i sprowadzeniem jej do niskiego poziomu zajmują się niezależne od polityków banki centralne. W USA Fed ma co prawda podwójny cel, oprócz stabilnych cen jest to stabilny niski poziom bezrobocia, ale wygląda na to, że w opinii ludzi to władze polityczne, a nie banki centralne, odpowiadają ostatecznie za całość polityki gospodarczej. To trochę krzywdzące dla polityków, bo muszą świecić oczami nie tylko za swoje działania, ale też – za poczynania bankierów centralnych.

W tym kontekście mniej dziwią pojawiające się od czasu do czasu spięcia na linii: władza polityczna – bank centralny. Ostatnio kilkakrotnie do obniżek stóp procentowych wzywał szefa Rezerwy federalnej Jerome’a Powella prezydent Donald Trump, a w Polsce marszałek Sejmu napisał nawet list do prezesa NBP Adama Glapińskiego z wezwaniem do szybszej obniżki stóp procentowych.

Bankierzy centralni oburzają się i słusznie, na takie próby ingerencji w ich pracę, ale… może politycy robią to dlatego, że wiedzą, że ostatecznie w głowach i w emocjach ich wyborców, to oni są potem tymi chłopcami do bicia… Inflacja to zbyt poważna sprawa, żeby pozostawić ją poza rękami polityków? Będziemy o niej słyszeć coraz częściej przed najbliższymi wyborami.

Czytaj też: Prezes NBP przeszedł metamorfozę i zapowiada: idą obniżki stóp. Ale… one już tu są. W naszych głowach i za chwilę w portfelach. Gdzie już je widać?

Czytaj też: Premier ogłosił repolonizację i… powiedział, po co są spółki giełdowe z udziałem państwa. Inwestorom się to nie spodobało. A ja tłumaczę: po co są zyski?

————————————

ZOBACZ NASZE NOWE WIDEO:

Nie tylko opisujemy świat Twoich pieniędzy literkami, ale też omawiamy go na wideo. Szybkie komentarze, wideoreportaże, rozmowy z ciekawymi gośćmi. Zapraszamy do śledzenia kanału „Subiektywnie o Finansach” w Youtube.

————————————

Źródło zdjęcia: Markus Winkler/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Ppp
11 miesięcy temu

Prywatnie widzę to tak: Ja pracuję, nauczyłem się oszczędzać, inwestować – czyli poświęciłem czas i wysiłek na to, by mieć więcej pieniędzy. Kto podnosi ceny, ten MARNUJE mój czas i wysiłek. Uważam, że to powinno być karalne – zwłaszcza na poziomie korporacji. A płace w rządzie, RPP i kilku podobnych instytucjach powinny być wprost zależne od inflacji – tzn. każdy dodatni punkt procentowy powinien oznaczać obniżkę płac np. o 10%. Wtedy nauczyliby się dbać o wartość pieniądza, a nie tylko wywieszać plakaty na ten temat. A co do kosztów kredytów – jeśliby nie było inflacji, ale znacząco dodatnie stopy procentowe,… Czytaj więcej »

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Korporacje z tego punktu widzenia marnują całe góry pieniędzy

Adrian Czymura
11 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Co powinno być karalne? Ustalenie ceny własnego produktu przy której opłaca się komuś kontynuować działalność? Bo tak interpretuje ten fragment: „Kto podnosi ceny, ten MARNUJE mój czas i wysiłek. Uważam, że to powinno być karalne” Czy jeżeli ktoś nie zdecydował sie na wysiłek inwestowania to już mozna mu podnosić ceny? Jeszcze dopytam żeby wybadać czy nie jest Pan hipokrytą – bo ja pracuję, nauczylem się oszczędzać, inwestować – czy Pan zarabia nominalnie tyle samo co osoba w 1990 roku na pana stanowisku, czy jednak powinien być Pan ukarany za podniesienie ceny za swoją pracę? Bo marnuje Pan mój wysiłek. A… Czytaj więcej »

Adrian Czymura
11 miesięcy temu
Reply to  Ppp

No i nic tak nie nakręca inflacji jak samolubni ludzie chodzący po podwyżki. W sumie zaczyna mi sie podobać twój pomysł tylko on dotyka skutków a trzeba dotknąć przyczyny też. Lecimy kara za podniesienie ceny 5 lat więzienia i zamknięcie działalności, jeżeli jest to produkcja czekolady to 10 lat, ponadto jeżeli ktoś zaczął produkować produkt z jakimś skladem to nigdy juz nie moze go zmienić bo może przemyca tam podwyżkę ceny, kara za proszenie się o wyższą pensję niz w pierwszej wakacyjnej prący po szkole 7 lat i 1 miesiąc stania na rynku we Wrocławiu od 8 do 15:57 w… Czytaj więcej »

Stef
11 miesięcy temu

Czekam na artykuł dlaczego w Polsce bywa drożej niż na zachodzie. Mamy w Europie sieć sklepów na literę „L”. Ona jest super do porownan cen bo ma takie same marki wlasne w calej europie Jak się porówna ich ceny w wielu krajach to wychodzi na to że. 1. Paczka wędliny Polska 5,39 zł., Hiszpania 0.99 euro 2. Woda 1,5 l Polska 1,69 zł, Hiszpania 0,24 euro.itd. 3. Jogurt wysoko białkowy Polska 5,39, Hiszpania 1 euro. Do tego pizza Włoszech 8-11 Euro, Polska 65 zł. Tam nie było inflacji czy nas przedsiębiorcy robią w wałą? Czy może euro powinno być po… Czytaj więcej »

Last edited 11 miesięcy temu by Stef
Admin
11 miesięcy temu
Reply to  Stef

A ma Pan na myśli identyczne produkty? To może być kwestia logistyki, opodatkowania albo kosztów pracy

Stef
11 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

A moze braku konkurencji, bo na rynku dyskontow na mamy wlasciwie oligopol. Tak dlatego podałen nazwe sieci dyskontów Lidl. Oni marki własne np czekolady produkują w jednym miejscu i wysyłają na całą Europe.

I tu Pana zaskoczę bo Polak Zarabia już tyle co Hiszpan. Prąd nadal mamy tańszy ale minimalnie. Paliwo mamy też porównywalne.
Ps
Pringelsy wyprodukowane w Polsce są tańsze na Wyspach Kanaryjskich niz w polskim sklepie.

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  Stef

Może brak konkurencji. Ale nie do końca wierzę w samą tezę, musiałbym sprawdzić na przykładach

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu