Dopóki gospodarka światowa rośnie, podwyżki stóp procentowych bezpośrednio nie szkodzą akcjom. Ale gdy wzrost gospodarczy zwolni, a inflacja nie – będziemny mieli problem. Turbulencje na pewno nadejdą, pytanie tylko kiedy. Czy w tej sytuacji warto kupować dolary? A może złoto? Kiedy sprzedać akcje i wyjechać w Bieszczady? O swoich inwestycyjnych typach mówi „Subiektywnie o finansach” Marzena Hoftrichter, współzarządzająca we frankfurckim oddziale Franklin Templeton Asset Management
Czy podwyżki stóp procentowych w USA mogą przyczynić się lub wywołać bessę na rynkach kapitałowych?
- Wymarzony moment, żeby inwestować w fundusze obligacji? Podcast z Pawłem Mizerskim [POWERED BY UNIQA TFI]
- Nowe funkcje terminali płatniczych. Jak biometria zmieni świat naszych zakupów? [POWERED BY FISERV]
- BaseModel.ai od BNP Paribas: najbardziej zaawansowana odsłona sztucznej inteligencji we współczesnej bankowości!? [POWERED BY BNP PARIBAS]
Marzena Hoftrichter*: Na całym świecie wciąż widzimy mocny wzrost gospodarczy. Ale są już pierwsze oznaki nadchodzącego spowolnienia. Banki centralne zmniejszają podaż nowego pieniądza, albo wręcz zmniejszają tzw. bazę monetarną [czyli wartość pieniądza znajdującego się w obrocie], globalne nastroje wśród przemysłowców też się powoli ochładzają. Jednak dopóki podwyższanie przez banki centralne stóp procentowych będzie spowodowane silnym wzrostem gospodarczym powiązanym z rosnącą inflacją – nie ma bezpośrednich zagrożeń dla akcji. Gdyby wzrost gospodarczy wyhamował, a inflacja nie – mielibyśmy problem.
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu na rynku mieliśmy idyllę, wszystko rosło. A teraz – nerwówka. To znak nadchodzącej burzy?
Raczej powrót do normalności na rynku. W poprzednich kwartałach mieliśmy po prostu nadmierną płynność. Jeśli na rynku jest dużo pieniądza, to „starcza” go do wzrostów na wszystkich rynkach. W kolejnych kwartałach pieniądza będzie mniej, więc i zmienność będzie coraz większa.
W takim razie nie rozumiem Pani optymizmu w stosunku do akcji…
Spowolnienie gospodarki i zmniejszona płynność powoduje, że jesteśmy bardziej ostrożni – lekko przeważeni ryzykownymi aktywami, ale ostrożniejsi. Ale dopóki gospodarka globalna rośnie, to nie jest jeszcze ten moment, by mieć same czarne myśli.
Amerykański bank centralny stale podwyższa stopy procentowe. Czy to oznacza, że powinniśmy kupować dolary? „Zielony” pójdzie w górę?
Dolar wcale nie jest tani. Patrzymy na rzeczywisty efektywny kurs walutowy – w stosunku do koszyka walut – a on jest wciąż powyżej średniej z 10 lat. Jeśli chodzi o parytet siły nabywczej [czyli kurs walutowy liczony w taki sposób, by za jednostki różnych walut można było kupić tyle samo dóbr] – dolar jest trochę bliżej wartości „godziwej”, ale też przewartościowany. Dziś tylko w USA podnosi się stopy procentowe, więc dolar musi trochę zdrożeć. Ale długookresowo uważamy, że dolar będzie tracił na atrakcyjności.
Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”, zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie
Drogi dolar? Drogie tankowanie. Co zrobić, żeby zaoszczędzić kilkadziesiąt groszy na litrze?
Czy rynki wschodzące jeszcze są atrakcyjne?
Akcje na rynkach wschodzących relatywnie wciąż są niżej wycenione w stosunku do akcji z krajów rozwiniętych, ale patrząc nominalnie – są drogie. Oczekiwany wzrost zysków spółek jest tu większy, niż dla rynków rozwiniętych. Dlatego chętniej kupujemy akcje na rynkach rozwijających się, niż na bogatym Zachodzie. Inwestujemy tam, gdzie są wysokie realne stopy procentowe, dobra kondycja gospodarki i nie ma dużych ryzyk politycznych – takie rynki najlepiej sobie dadzą radę w przypadku turbulencji w globalnej gospodarce. A takie turbulencje niemal na pewno nas niedługo czekają. Kraje spełniające ten warunek to Brazylia, Indie, Meksyk.
Czytaj też: Po raz pierwszy obligacje są… losem na loterię. Tylko czy opłaca się go kupić?
Czy w oczekiwaniu na spowolnienie gospodarki warto kupować złoto?
Jestem dobrego zdania jeśli chodzi o złoto, bo zabezpiecza kapitał przy wyprzedażach „klasycznych” aktywów (gdy rośnie awersja do ryzyka) oraz gdy spadają realne stopy procentowe, np. przy wzroście inflacji. No i złoto zapewnia niezbędne zróżnicowanie portfela inwestycji.
Zmienność ma to do siebie, że nie rośnie powoli, tylko nagle. Jeśli będziemy mieli gwałtowne skoki, zmienne warunki makroekonomiczne, będziemy zbliżali się do końca cyklu ekonomicznego – a jest to drugi najdłuższy taki cykl w USA – powoli należałoby się zabezpieczać. W ostatnim okresie cyklu wzrostu gospodarczego surowce zwykle drożeją.
Czytaj też: Czy warto ulokować część pieniędzy w złoto? W jakiej cenie kupić sztabki lub monety, żeby nie przepłacić?
* Marzena Hofrichter, zarządzająca we frankfurckim oddziale Franklin Templeton Asset Management, jednej z największych na świecie firm zajmujących się m.in. zarządzaniem funduszami inwestycyjnymi