8 sierpnia 2021

Można do końca roku odzyskać ponad 300 zł z rachunków za tankowanie. Samochodowy bank znów kusi, lecz i stawia warunki. Czy warto z nim „zatańczyć”?

Można do końca roku odzyskać ponad 300 zł z rachunków za tankowanie. Samochodowy bank znów kusi, lecz i stawia warunki. Czy warto z nim „zatańczyć”?

Zwrot kasy za tankowanie? Przy rekordowych cenach paliw na stacjach – jedno tankowanie do pełna to w wielu przypadkach wydatek już niemal 300 zł – kierowcy szukają oszczędności. Można szukać tanich stacji przy supermarketach, ale interes zwęszyły też banki. Znany bank samochodowy obiecuje, że zwróci 5-10% wydatków na paliwo. Policzyłem, że można odzyskać 340 zł w ciągu pół roku. Ale nie każdy zdoła spełnić warunki stawiane przez bank

Banki prawie nie płacą za depozyty, ale wciąż można w nich znaleźć możliwości zarobienia jakichś pieniędzy. Jak już mogliście przeczytać na „Subiektywnie o finansach”, banki dość intensywnie zmieniają ostatnio relacje z nami, swoimi klientami. Zamiast porządnych depozytów przyciągają ofertą inwestycyjną (ostatnio pod tym hasłem zadebiutował w Polsce Aion Bank) oraz programami lojalnościowymi.

Zobacz również:

W tej drugiej kategorii dość solidnym graczem jest Toyota Bank, nieduża instytucja finansowa specjalizująca się w finansowaniu (leasing, kredyt, wynajem) samochodów Toyota i Lexus. Oprócz ofert finansowania Toyota Bank ma też niezły pakiet podstawowych usług bankowych i zawsze nie najgorzej płacił za depozyty.

Zwrot za tankowanie w Toyota Banku: co trzeba zrobić, żeby zasłużyć?

Dziś na koncie oszczędnościowym w tym banku można zarobić 0,8% w skali roku (pod warunkiem, że przyniesiemy co najmniej 50 000 zł), zaś na Lokacie Plus płacą 0,7% (jeśli zablokujemy pieniądze na rok) albo 0,8% (na dwa lata – raczej ryzykowne, biorąc pod uwagę ryzyko podwyżki stóp procentowych NBP). Jest też 9-miesięczna Moto Lokata, która posiadaczom kredytu w Toyota Banku daje 1,25% w skali roku (maksymalnie do 50 000 zł).

To nie są złe warunki biorąc pod uwagę sytuację rynkową. Większość z nas pomija oferty depozytowe małych banków, zwłaszcza że nie zawsze są dostępne przez internet. Tymczasem przy większych oszczędnościach ma znaczenie czy dostajemy 0% czy 0,7-0,8% w skali roku.

Czytaj też: Najlepsza lokata na rynku? Wypłacą odsetki i dorzucą premię (subiektywnieofinansach.pl)

Jeśli zaś chodzi o promocję „paliwową”, to Toyota Bank przez najbliższe pół roku będzie oddawał klientom 5-10% wydatków na paliwo, ale maksymalnie po 30 zł miesięcznie. Przy obecnych cenach paliwa (5,70 zł za litr „zwykłej” 95-tki) jedno 50-litrowe tankowanie oznacza wydatek rzędu prawie 300 zł, więc przez pół roku (przy przebiegu 1000 km miesięcznie) wydamy 3400-3500 zł.

Możliwość zwrotu 180 zł z tych wydatków może nie jest jakimś hitem, ale na pewno pozostawi ślad w portfelu. Zwłaszcza jeśli połączymy to z przyjemnym depozytem.

Aby załapać się na promocję trzeba spełniać kilka warunków. Niestety, część z nich jest bolesna. Trzeba mieć w Toyota Banku konto osobiste, zainstalować aplikację mobilną (oraz zarejestrować w niej swój samochód), ale też mieć jakieś oszczędności oraz lubić płacić kartą płatniczą za zakupy. Warunkiem promocji jest też zgoda na marketing e-mailowy i telefoniczny, nie tylko ze strony banku i koncernu Toyota, ale i firm z nimi współpracujących.

Żeby bank oddał ci 10% wydatków za paliwo musisz mieć… 50 000 zł

Najłatwiej otrzymać 10% zwrotu za paliwo, jeśli się ma Toyotę albo Lexusa w kredycie lub leasingu w banku. Wtedy sprawę załatwia 2000 zł salda na koncie osobistym i 10 000 zł depozytu oraz 500 zł transakcji kartą poza stacjami paliw. W przypadku pozostałych klientów (a takich jest zdecydowana większość) zwrot za tankowanie jest obarczony trudniejszymi do spełnienia warunkami. Saldo rachunku musi wynieść już 4000 zł, a saldo depozytowych 50 000 zł, a kartą trzeba zapłacić 1500 zł miesięcznie (nie licząc transakcji paliwowych).

W porównaniu z poprzednimi edycjami tej promocji warunki są dość mocno podkręcone. Jeśli na koncie ma być średni osad rzędu 4000 zł, a tak naprawdę dużo więcej, bo przecież osad zmniejszą transakcje na stacjach paliw i poza nimi (łącznie ponad 2000 zł), to warunki promocji stają się dość elitarne.

Wpłacać na konto najmarniej 6000 zł i wydawać miesięcznie ponad 2000 zł kartą są w stanie tylko ludzie z zarobkami powyżej średniej krajowej oraz z silnie ukształtowanymi nawykami bezgotówkowymi. Nie każdy też ma wolne 50 000 zł, żeby położyć je na depozycie.

Z drugiej strony do wzięcia jest 180 zł zwrotu za paliwo przy jednym tankowaniu miesięcznie w ciągu pół roku. A pieniądze ulokowane w banku (50 000 zł np. na 0,8% w skali roku) dadzą kolejne 160 zł netto odsetek w tym samym czasie. W sumie to już 340 zł korzyści w ciągu sześciu miesięcy. Zwłaszcza, że warunki uczestnictwa w promocji są na tyle „podkręcone”, że gwarantują też brak opłat za konto i kartę.

Zwrócą 5%, ale czy to się opłaca?

Jest też opcja mniej wymagająca, czyli zwrot 5% wydatków na paliwo. Wtedy na jednym 50-litrowym tankowaniu możemy odzyskać jakieś 13-14 zł. W takiej opcji do załapania się na udział w promocji wystarczy 10 000 zł depozytu, 2000 zł średniego salda na koncie (czyli realnie jakieś 3000-3500 zł comiesięcznych wpływów) oraz 500 zł pozapaliwowych płatności kartą. Przy dwóch tankowaniach w miesiącu też można się zbliżyć do 180 zł zwrotu w ciągu pół roku. A przy 10 000 zł depozytu dostaniemy też 32 zł odsetek.

Ta konkretna oferta – zwrot za tankowanie – skierowana jest do kierowców – zwrot dotyczy tylko transakcji ze stacji paliw – ale generalnie dobrym pomysłem jest, by spojrzeć na swój bank właśnie przez pryzmat programu lojalnościowego. Jeśli można dość tanim kosztem zapewnić sobie brak opłat za prowadzenie konta i używanie karty debetowej, to przy kiepskim oprocentowaniu depozytów możliwość wyciśnięcia kilkunastu złotych miesięcznie z programu lojalnościowego może być przynajmniej częściowym ekwiwalentem utraconych odsetek.

———

PRĄD W TELEFONIE, CZYLI Z TĄ APKĄ WYGODNIE OBNIŻYSZ RACHUNKI 

Jeśli mieszkasz we Wrocławiu, to już dziś możesz skorzystać z możliwości kontrolowania swoich wydatków na prąd! Trójmiejska firma Fortum – renomowany, pochodzący ze Skandynawii sprzedawca energii – oferuje rozwiązanie „Prąd w telefonie”, dzięki któremu – w powiązaniu z inteligentnym licznikiem w Twoim mieszkaniu – możesz bardzo łatwo kontrolować swoje wydatki na prąd, obniżyć rachunki za energię i wygodnie doładowywać konto w czasie rzeczywistym. Samcik testował to na własnej skórze. Z propozycji dołączenia do tej innowacji możesz skorzystać KLIKAJĄC TEN LINK

zdjęcie: Wassim Chouak/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Wald3k
1 rok temu

Zgoda na marketing i przestałem dalej czytać…

krzysztof
1 rok temu
Reply to  Wald3k

no i co w tym dziwnego? wszedzie dzis tak jest…

Wald3k
1 rok temu
Reply to  krzysztof

To, że wszędzie się nie zgadzam na sprzedaż danych. Wolę zapłacić 5zl więcej niż je sprzedać.

tom
1 rok temu
Reply to  Wald3k

Mail i numer telefonu przeznaczony na spamy załatwia sprawę. Ostatnio spamerzy coś ucichli, ale kilka tygodni temu po włączeniu spamnumeru dostałem powiadomienie o ponad 80 próbach połączeń z różnych numerów, jednego dnia 🙂

Slavekk
1 rok temu

Na stacji Shella kupujemy Starter Bankowy BNP i płacąc ich kartą na Shellu dostajemy 10% zwrotu za paliwo (max 25 zł/mc)

hdhfbc
1 rok temu

Co to jest ,,osad”? Chodzi o ten czarny w misce czy biały pod korkiem?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!