14 sierpnia 2018

Odmówili wypłaty pieniędzy, bo klient miał bajpasy, choć przy zawieraniu umowy w ogóle o nic nie pytali. Czy to fair?

Odmówili wypłaty pieniędzy, bo klient miał bajpasy, choć przy zawieraniu umowy w ogóle o nic nie pytali. Czy to fair?

Mąż Pani Janiny zmarł na zawał. Miał polisę na wypadek śmierci. Ubezpieczyciel nie chce wypłacić kasy, bo mężczyzna chorował na serce. To byłby przypadek beznadziejny, ale… jest orzeczenie sądu, które może pomóc w takich przypadkach! 

Pani Janina i jej mąż Mieczysław wzięli przed dekadą w Eurobanku kredyt na wymarzony dom gdzieś w ślicznej Małopolsce, w kwocie ćwierć miliona złotych. Niestety, był to kredyt indeksowany do waluty obcej (nasz „ukochany” CHF), zaciągnięty w czasach, kiedy frank szwajcarski był po 2 zł. Ale to tylko pół problemu.

Zobacz również:

Dramat zaczął się we wrześniu ubiegłego roku. Pan Mieczysław zmarł na zawał serca.  Razem z żoną, jako kredytobiorcy, mieli ubezpieczenie kredytu, m.in. na wypadek śmierci. Żona pana Mieczysława zgłosiła się  5 października z roszczeniem do spłacenia pozostałej części kredytu do firmy Societe General Insurance.

Ubezpieczenia – niby są, a jednak ich nie ma

Ubezpieczyciel nie był skory do dyskusji. Znacznie łatwiej było się z nim skontaktować, gdy chodziło o sprzedaż polisy. W sprawach dotyczących jej „likwidacji” sprawę badano długo i dokładnie. Odpowiedź przyszła dopiero w marcu, czyli aż po 5 miesiącach. – „Wniosek został rozpatrzony negatywnie”.

Czytaj też: Zaskakujące zakończenie sporu o ubezpieczenie kredytu. Klient jednak zmarł z innego powodu?

Syn zmarłego przybliżył nam w mailu szczegóły sprawy. Podstawą do odmowy była oczywiście – to najczęściej stosowane wyłączenie odpowiedzialności ubezpieczyciela – wcześniej zdiagnozowana choroba:

Ubezpieczyciel powiązał zgon taty z chorobą serca, na którą leczył się on przed podpisaniem umowy ubezpieczeniowej. Tata w 1998 r.miał wszczepione bajpasy i od tamtej pory podlegał kontroli w poradni kardiologicznej. W roku 2008 rodzice wzięli kredyt na budowę domu i jednocześnie podpisali umowę ubezpieczeniową z firmą narzuconą przez Eurobank”

Reasumując, w dniu podpisania kredytu tata mojego czytelnika był już dawno po operacji i nikt wtedy nie dopytywał się o stan zdrowia, badania lekarskie ani nie żądał przedstawienia dokumentacji medycznej. Jak w tej sytuacji walczyć o pieniądze z polisy? Niestety, będzie to bardzo trudne, ale walka nie jest skazana na porażkę.

Czytaj też: Dom wariatów? Odmówili wypłaty kasy z polisy, bo… czują, że coś jest nie tak. Ale co?

Jak chorować, to nie przewlekle

Zapisy Ogólnych Warunków Ubezpieczenia są bezwzględne i wyłączają odpowiedzialność w sytuacji, gdy śmierć była wynikiem choroby zdiagnozowanej przed rozpoczęciem działania polisy. W tym przypadku zawał – jak twierdzi ubezpieczyciel – był związany z chorobą wieńcową czytelnika (wszczepienie bajpasów).   

Ubezpieczyciele mają manierę rozciągania niemalże każdej możliwej dolegliwości klienta, np. nadciśnienia, czy cukrzycy jako przyczynę śmierci, byle tylko wymigać się od wypłaty świadczenia. Żeby nie być gołosłownym podaję linki do innych spraw tego typu, które opisywaliśmy:

Czytaj: Ubezpieczył kredyt, ale odszkodowania nie będzie. Kardiomiopatia, czy kant?

Czytaj: Bierzesz leki na nadciśnienie? Uważaj na kant przy ubezpieczeniu kredytu

Czy to zamyka sprawę? Jest jeszcze jedna okoliczność, która budzi wątpliwości czytelnika. Oddajmy mu na chwilę głos:

„W trakcie trwania umowy kredytowej zmianie uległ ubezpieczyciel i z ubezpieczenia grupowego Bank przeniósł rodziców na ubezpieczenie indywidualne, informując jednocześnie o tym że warunki nie ulegają zmianie”

Nowa umowa, większe prawa

Czy fakt, że umowa została zmieniona, ma znaczenie?  W tym konkretnym przypadku zmiana umowy nie wiązała się ze zmianami OWU. Wręcz przeciwnie – zmiana umowy z punktu widzenia praw jakie przysługują klientowi była korzystna, bo chodziło o zmianę umowy z grupowej na indywidualną. Dzięki temu składka nieco spadła (bank przestał inkasować część comiesięcznej prowizji).

Po drugie stroną umowy stał się klient, a nie bank (tak tak, wcześniej to bank był uposażonym mimo, że to klient płacił składkę) i to klient od tego momentu mógł się odwołać się od decyzji ubezpieczyciela i dochodzić swoich praw w sądzie. W przypadku umowy grupowej takie prawa ma tylko bank, któremu nie zawsze zależy na chodzeniu po sądach, bo w końcu już zarobił na prowizji.

Teraz przechodzimy do sedna – dzięki temu, że to umowa indywidualna, klient może łatwiej iść po sprawiedliwość do sądu (nie zostanie odesłany z kwitkiem ze względu na to, że nie jest stroną umowy, jak ma to miejsce przy polisach grupowych), o czym z resztą poinformował ubezpieczyciel w treści odmowy. 

Czytaj też: Revolut pokazał ubezpieczenie, które samo się „włącza”, gdy jesteś za granicą. I tylko wtedy płacisz!

Czytaj też: Jak obniżyć składki za ubezpieczenie naszych samochodów? Jest kilka pomysłów, ale… ubezpieczyciele muszą chcieć pomóc

Sąd, brak ankiety medycznej i… klauzula niedozwolona

A co z badaniami lekarskimi? Zwykle jest tak, że przy podpisywaniu umowy kredytowej dajemy parafkę w punkcie, w którym potwierdzamy, że zapoznaliśmy się z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczenia, a w szczególności z artykułami mówiącymi o wyłączeniu odpowiedzialności ubezpieczyciela. Albo poddajemy się badaniom lekarskim w klinice poleconej przez ubezpieczyciela i na jego koszt. Albo wypełniamy ankietę zdrowotną.  Jeśli ktoś próbuje przemilczeć w niej dolegliwości, a to wyjdzie na jaw, można nie dostać świadczenia.

W drugim i trzecim przypadku zdiagnozowanie chorób przewlekłych zwykle powoduje, że ubezpieczenie nie zostaje zawarte lub firma ubezpieczeniowa prosi o płacenie wyższych składek. W pierwszym przypadku polisa jest zawarta, ale jeśli ubezpieczony zmarł na chorobę zdiagnozowaną przed zawarciem z bankiem umowy, to polisa zwykle nie zadziała. 

Okazuje się jednak, że nawet w takim przypadku rodzina zmarłego nie jest bez szans. W podobnej sprawie sąd stwierdził, że postanowienie, zgodnie z którym ubezpieczyciel jest zwolniony od odpowiedzialności, jeśli śmierć lub całkowita niezdolność do pracy była spowodowana bezpośrednio lub pośrednio chorobami zdiagnozowanymi lub leczonymi przed przystąpieniem do ubezpieczenia, to… klauzula niedozwolona. 

Więcej o tym: Odmówili ci wypłaty ubezpieczenia kredytu? Nic straconego! Jest sensacyjny wyrok sądu 

Sąd powołał się na art. 385 Kodeksu cywilnego i uznał, że przy tak szeroko zakrojonym wyłączeniu odpowiedzialności, niemal każdy problem zdrowotny może mieć wpływ na przyczynę śmierci.

Czytaj też: Klientka na własną rękę kupiła ubezpieczenie kredytu. Ale Getin Bank i tak wcisnął jej swoją polisę. Droższą

To nie koniec. Sąd doszedł też do wniosku, że jeżeli ubezpieczyciel nie zapytał o takie okoliczności jak np. przebyte i obecne choroby, to znaczy, że są one dla niego nieistotne. Więc nawet jeżeli wpłyną one na zajście tzw. wypadku ubezpieczeniowego (tu na śmierć), to ubezpieczyciel powinien ponosić za nie odpowiedzialność. A więc pieniądze wypłacić. Wyrok jest prawomocny, podtrzymał go bowiem sąd apelacyjny.

To  niewątpliwie mocny argument i otwierałby pole do wielu nowych procesów, ale jest jeden szkopuł. Na ten przypadek można się powoływać tylko w sytuacji gdy nie wypełnialiśmy ankiet zdrowotnych. Jeśli takowych nie było, można spróbować szukać sprawiedliwości w sądzie lub u Rzecznika Finansowego. Firma finansowa ma obowiązek się przed takim sądem stawić, a postępowanie jest tanie i nieskomplikowane.

Nikt o nic nie pytał. A teraz ubezpieczyciel się wymiguje

Jak było w tym przypadku? Ubezpieczyciel wyjaśnił nam, że nie była wymagana ani deklaracja o stanie zdrowia, ani badania lekarskie. I że jeżeli ktoś wiedział, że choruje, i z tego powodu coś mu się stanie, to to wyłącza odpowiedzialność firmy. Ale to zgoła inny pogląd niż miał w opisanym przez nas przypadku sąd (abstrahując od sporu na ile bajpasy miały wpływ na śmierć pacjenta)!

Jeszcze raz – tym razem publicznie – prosimy Eurobank oraz firmę ubezpieczeniową z jego grupy kapitałowej, by dostosowała się do wyroków sądów i nie utrudniała życia klientom. Zwłaszcza tym, którzy życie stracili. Informujemy, że będziemy do tej sprawy wracali. Polis sprzedanych bez ankiet medycznych i bez badań, w których wyłączenia są bardzo szerokie, są setki tysięcy.

źródło zdjęcia: Pixabay

 

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Paweł
4 lat temu

No i jak się tu dziwić ludziom że się nie chcą ubezpieczać skoro trzeba na ubezpieczyciela patrzeć jak na cwaniaka który rożnymi metodami, kruczkami i pozostawiającymi pełne pole w dowolności interpretacji mglistymi zapisami w umowie będzie się później próbował jak oślizgły gad wymigać od wypłacenia tego co powinien.
Jak się człowiek ubezpieczy i nie dostanie kasy to frajer i jak się nie ubezpieczy to też frajer.
Najlepiej chyba odkładać na osobne konto to co szłoby na ewentualne składki ubezpieczeniowe i liczyć na to że zanim się coś złego stanie to nazbiera się tam w miarę pokaźna sumka.

Szybki Zenek
4 lat temu

Idąc tym tropem – po co nam sektor ubezpieczeniowy, bankowy, a i spożywczy takoż. Sam uhoduję świnkę, przerobię na kiełbasę, przyprawy warzywa owoce itp. wtedy zjem bez chemii. A bank nie okradnie, ubezpieczyciel nie oszuka.
Piękna utopia…
Trzeba raczej UCYWILIZOWAĆ rynek takiej czy innej branży. Albo działa dla zysku oczywiście ale UCZCIWIE, albo zwija manatki.
To też utopia niestety. Nie widzę realnych możliwości życia w takim (polskim) świecie.
A może się mylę i dożyję tego?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!