Od niedawna banki zaczęły się zajmować losem swoich klientów-podróżników. O ile jeszcze dwa lata temu w zasadzie każdy klient banku był za granicą niemiłosiernie golony spreadem albo opłatą za przewalutowanie (wynoszącą nawet do 6% od każdej transakcji), o tyle teraz już kilka banków ma karty wielowalutowe, które same „wiedzą” jaką walutę ściągnąć z konta, by uniknąć przewalutowania.
A w bankach, które jeszcze nie mają kart wielowalutowych, spadają koszty posiadania „zwykłych” subkont walutowych i kart debetowych, które można do nich „przypinać”. Jednocześnie banki udostępniają kantory online, więc w ciągu kilku sekund można wymienić pieniądze, zasilić nimi subkonto walutowe, a potem płacić za granicą bez przewalutowania.
- Prosty portfel inwestycji z pięciu polskich ETF-ów? To już możliwe. Nie trzeba się ruszać z polskiej giełdy, żeby inwestować globalnie [POWERED BY PZU]
- Kilkanaście kliknięć od zaplanowania przyszłości finansowej. Automatyczne inwestowanie: jak zrobić to w pięć minut (albo nawet szybciej)? Przewodnik
- Zupełnie nowy rachunek z kartą w nowym banku: ile minut zajmie ci jego otwarcie? Sprawdziłem. Nie masz prawa narzekać na swój bank
Tyle, że to wszystko jest „nakładką” na stary system, co oznacza, że np. niektóre terminale płatnicze za granicą nadal chcą przyjmować płatność w złotych – nawet jeśli karta jest wielowalutowa lub np. w euro! – proponując jednocześnie przewalutowanie po „swoim” kursie.
Nieopatrzny błąd i wyrażenie zgody na taką transakcję to kaplica. Jeśli terminal przewalutuje płatność np. z euro na złote (bo z jego punktu widzenia karta jest „polska”), to bank w Polsce zrobi drugie przewalutowanie – ze złotych na euro (bo z jego punktu widzenia karta jest eurowa).
Czytaj też: Revolut, czyli jedna karta do wszystkich walut i przesuwanie kasy między walutami bez opłat. To hit!
Czytaj też: mBank chce być jak Revolut. Na taką kartę jeszcze żaden bank się nie zdecydował. Jest jedno „ale”
Warto uważać nie tylko za granicą. Jeden z moich czytelników padł ofiarą nieporozumienia, posługując się kartą walutową w naszym, polskim bankomacie. Na terenie kraju.
„Ostatnio wylatywałem z poznanńskiego lotniska Ławica do Frankfurtu. Niestety, nie udało mi się wcześniej wypłacić waluty euro w oddziale banku ING, w którym mam konto walutowe i podpiętą do niego kartę. Postanowilem skorzystać z usług bankomatu Euronet na lotnisku, który oferuje usługi wypłaty euro. Z zadowoleniem wypłaciłem 100 euro. Kilka dni później, ku mojemu zdziwieniu, odnotowałem na koncie spadek salda o 117,1 euro”
Słono, biorąc pod uwagę, że mieliśmy do czynienia z wypłatą waluty euro z użyciem karty do konta w tej samej walucie. Jedyną prowizję mógłby tu naliczyć operator bankomatu (zdaje się, że w ING za darmo są tylko wypłaty z bankomatów Planet Cash). Mój czytelnik podjął bohaterską próbę wyjaśnienia sytuacji i ustalenia skąd wzięło się 17% kosztów transakcyjnych, których chciał uniknąć używając karty – jak myślał – nie wymagającej żadnych przewalutowań.
Czytaj też: Chcą być jak Revolut? Prześwietlam kartę przedpłaconą podpiętą na stałe do kantoru walutowego
Co się okazało? Sieć bankomatowa i bank dokonali podwójnego przewalutowania. Na mocy komunikatu „wypłać euro” przewalutowano kwotę transakcji na złote, a potem z powrotem na euro. W bankomacie bowiem nie leżą banknoty euro, które można sobie ot tak, wypłacić kartą w euro. To są euro „kantorowe”, które można kupić jak w kantorze, „wkładając” do bankomatu wyłącznie złotówki. Zresztą Euronet pisze o tym na swojej stronie internetowej.
„Wypłata euro realizowana jest bez opłat pobieranych przez Euronet oraz dostępna jest dla kart, których waluta rozliczeniowa jest inną niż euro. Wypłaty waluty dokonasz w wygodnych nominałach”
Jeśli klient włożył do bankomatu kartę w euro i poprosił o euro, to sieć bankomatowa i tak potraktowała tę kartę jak złotową. I narzuciła koszt spreadu. Po czym bank ING, widząc złotówki ściągnięte z karty eurowej, przewalutował transakcję po raz drugi.
I tym sposobem wypłata waluty euro z konta w euro kartą w euro została obłożona prowizjami, których klient – przyzwyczajony do tego, że świat jest prosty („wypłacaj euro prosto z bankomatu” – głosi slogan reklamowy) – nie przewidział. Bo świat wcale nie jest tak prosty, jak na pierwszy rzut oka wygląda.
„Złożyłem reklamację w ING pod „groźbą” przeniesienia usług do konkurencji – to hasło dociera do świadomości bankowców najbardziej. Muszę ich pochwalić, zwrócili co do eurocenta całą kwotę, łącznie z prowizją (mimo, że w reklamacji napisałem, że 3% prowizji im się należy). Piszę więc nie tyle z prośbą o interwencję, ile ku przestrodze dla innych”
To miłe, że bank zdecydował się uznać reklamację klienta. Ale zwracam uwagę posiadaczom kart walutowych i wielowalutowych, iż używanie kart w euro do transakcji w euro nie zawsze musi być tanie.
Czytaj też: W tych bankach możesz już podpiąć do konta e-kantor. Cikciarz z Walutomatem mogą zwijać interes?
Czytaj też: Bankierzy jak piraci? Zapłacił kartą za bilet. Trzy przewalutowania i 280 zł prowizji
zdjęcie: Stokpic/Pixabay.com

