Wojna zmienia wszystko, także sport. Polscy piłkarze i PZPN odmówili grania meczu z reprezentantami Rosji, UEFA pewnie zerwie kontrakt z rosyjskim Gazpromem, piłkarze niemieckiego klubu Schalke 04 zaklejają nazwę wstydliwego patrona, a w sieci pojawia się coraz więcej nawoływań do bojkotu wszystkich imprez sportowych z udziałem Rosjan. Czy rosyjscy sportowcy staną się wyrzutkami w świecie sportu? Czy powinniśmy bojkotować ich występy? I przestać dawać pieniądze na ich oglądanie na żywo oraz w telewizji?
Europa odbiera lekcję życia. „Nie mogę uwierzyć, że Putin kłamał w żywe oczy” – mówi Annalena Baerbock, niemiecka szefowa dyplomacji. „Okazał się dwulicowy” – skarży się prezydent Francji Emanuel Macron. Europa zastanawia się, jak ukarać Putina. W rozkroku stoją politycy (trwa bój o zgodę na zablokowanie Rosji systemu SWIFT, Ukraina domaga się też embarga na rosyjską ropę naftową), ale też działacze sportowi, którzy muszą zdecydować: czy wojna powinna wpłynąć na świat sportu.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Teoretycznie odpowiedź na to pytanie jest prosta jak drut. Przecież sport to dla Moskwy narzędzie polityki. O tym, że organizatorom sportu w Rosji obcy jest zdrowy duch rywalizacji, świadczy choćby to, że ze stosowania dopingu zrobili sobie pomysł na życie. Rosjanie, jak ustaliła Światowa Agencja Antydopingowa (WADA), „bezczelnie i nielegalnie manipulowały danymi moskiewskiego laboratorium antydopingowego w celu ukrycia zinstytucjonalizowanego dopingu. I kłamały, że nic takiego nie robią”. Z tego powodu rosyjscy sportowcy od 2018 r. do końca 2022 r. na igrzyskach olimpijskich nie mogą występować pod narodową flagą.
Niektórzy mówią, że jedynym sposobem na powstrzymanie agresora jest odcięcie go od cywilizowanego świata na każdym poziomie: od polityki i dyplomacji, poprzez gospodarkę, aż po kulturę i sport. Każdy Rosjanin powinien ponosić koszty zbrodniczej działalności szefa swojego państwa, sportowiec też. I wygląda na to, że włodarze światowego sportu powoli zaczynają to rozumieć.
FIFA, UEFA i PZPN to nie dziewice orleańskie, ale… się łamią
Jeśli ktoś choć trochę interesuje się sportem, to nie mógł dziwić się pierwszym reakcjom UEFA i FIFA na inwazję na Ukrainę. Europejska i światowa federacja piłkarska to nie dziewice orleańskie. Jest sporo udokumentowanych przykładów nadużyć i korupcji, chociażby w przypadku przyznania Rosji organizacji Mundialu w 2018 r. czy Katarowi w tym roku.
Po inwazji UEFA wydała oświadczenie, w którym wojnę określono „rozwojem sytuacji między Rosją a Ukrainą”. UEFA bała się nazwać rzeczy po imieniu ze strachu przed reakcją m.in. Gazpromu, jednego z największych sponsorów Ligi Mistrzów. Potem wydano kolejne, nieco ostrzejsze oświadczenie, ale żeby zatrzeć złe wrażenie. Finał Ligi Mistrzów przeniesiono z Sankt Petersburga do Paryża. UEFA nakazała też rosyjskim i ukraińskim drużynom rozgrywać mecze międzypaństwowe na neutralnym terenie.
Czwartkowe oświadczenie PZPN w sprawie meczu barażowego Mistrzostw Świata z Rosją też pozostawiało sporo do życzenia. W dokumencie, który został podpisany również przez federację szwedzką oraz czeską, padło sformułowanie „konflikt Rosji z Ukrainą”, a jego jedynym postulatem było… przeniesienie meczów barażowych poza terytorium Rosji.
I tyle. Czyli mecz Polska–Rosja według UEFA miałby się odbyć tak, jak gdyby nigdy nic. Sprawę krótko skomentował były prezes PZPN Michał Listkiewicz: „Rosja nie powinna uczestniczyć w żadnych rozgrywkach”. Dopiero w sobotę PZPN – pod ciężarem krytyki komentatorów – zmienił decyzję. Cezary Kulesza ogłosił, że polska kadra nie zamierza w ogóle grać meczu barażowego z Rosją.
„Koniec ze słowami, czas na czyny! W związku z eskalacją agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, reprezentacja Polski nie zamierza rozegrać barażowego meczu z reprezentacją Rosji. To jedyna słuszna decyzja. Prowadzimy rozmowy z federacjami Szwecji i Czech, aby przedstawić FIFA wspólne stanowisko”
– napisał na Twitterze prezes PZPN. Szwedzi i Czesi to dwie pozostałe drużyny, które znajdują się w czwórce walczącej o awans do finałów Mistrzostw Świata. Czesi byli jedyną federacją, która starała się do tej pory łagodzić ton oświadczeń i nie drażnić UEFA oraz Rosjan. Nie wiadomo, jakie będą konsekwencje oświadczenia PZPN.
„Słuszna decyzja! Nie wyobrażam sobie grania meczu z reprezentacją Rosji w sytuacji, gdy trwa agresja zbrojna na Ukrainie. Rosyjscy piłkarze i kibice nie są za to odpowiedzialni, ale nie możemy udawać, że nic się nie dzieje”
– napisał na Twitterze kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski. Decyzję PZPN wsparli także inni piłkarze, nawet grający w Rosji Grzegorz Krychowiak (reprezentuje FK Krasnodar). W Rosji grają też m.in. tacy piłkarze jak Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa) oraz Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa).
Wydaje się, że jeśli inne ekipy będą z nami solidarne i odmówią grania z Rosją, to UEFA będzie musiała Rosjan po prostu wyrzucić na tzw. zbity pysk z możliwości uczestniczenia w jakichkolwiek rozgrywkach. Choć przedstawiciel rosyjskiej federacji Michaił Gerszkowicz od razu oświadczył w gazecie „Sport-Express”:
„Mogą mówić, co chcą. Poddawać się albo się nie poddawać. Czekamy ze spokojem na rozwój wypadków. Mam nadzieję, że FIFA stanie po stronie zdrowego rozsądku i przy sportowych zasadach”.
Kłopot w tym, że nikt się nie poddaje – po prostu nie ma powodu uprawiać sportu razem z bandytami, którzy nadają się do jaskini, a nie do cywilizowanego świata. Sport jest zajęciem pokojowym. Wojna – nie. Piłkarze nie są odpowiedzialni za to, co robi przywódca ich kraju, ale też muszą ponieść konsekwencje. Oby UEFA stanęła po stronie PZPN i obyśmy nie musieli bojkotować rozgrywek prowadzonych przez tę wątpliwą etycznie organizację.
UEFA i Gazprom, czyli wstydliwa sprawa
W tym roku minie 10 lat, odkąd sponsorem flagowego produktu UEFA, czyli Ligi Mistrzów, jest rosyjski Gazprom. Kiedy doszło do aneksji Krymu w 2014 r., nikomu to nie przeszkadzało. Również teraz UEFA nie informowała o zrywaniu umowy z Gazpromem, choć rośnie presja opinii publicznej w tej sprawie. W piątek szefostwo UEFA się tym zajmowało, a teraz pojawiają się przecieki, że kontrakt zostanie zerwany i trwają ostatnie konsultacje z prawnikami w tej sprawie.
Nieoficjalne informacje mówią, że rosyjska firma płaci za pokazywanie swojego logo przy prestiżowych rozgrywkach 40 mln euro rocznie. A UEFA potrzebuje tych pieniędzy, bo w erze social mediów i e-rozrywki spada zainteresowanie piłką nożną wśród sponsorów. Piłka nożna traci widzów. Mecz otwarcia Euro 2020 (tych, które odbywały się w czerwcu 2021 r.) obejrzało o połowę mniej widzów niż poprzedni mecz otwarcia podczas Euro 2016.
Godnym zauważenia zachowaniem jest decyzja piłkarzy Schalke 04, by zasłonić na koszulkach logo głównego sponsora drużyny, czyli Gazpromu. Klub nie zamierza zrywać umowy, bo pewnie zapłaciłby wysokie kary umowne. Być może „dowiezie” umowę do końca i jej nie przedłuży. Można tylko ubolewać, że wcześniej nikomu taki sponsor nie przeszkadzał.
Zresztą wydaje się, że cel tego „układu” został już przez Gazprom osiągnięty – ocieplanie wizerunku miało na celu wydłużenie czasu, w którym Zachód był „znieczulony” na rosyjskie przygotowania do wojny. Schalke 04 zostało „ukarane” w pewnym sensie los. Siedmiokrotny mistrz Niemiec i zdobywca Pucharu UEFA w bieżącym sezonie po raz pierwszy od 28 lat gra w drugiej lidze. O zerwaniu współpracy komercyjnej z Aerofłotem poinformował także Manchester United.
Zresztą nie jest to pierwszy tego rodzaju gest: w 2018 r. w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Telekom Veszprem piłkarze ręczni PGE Vive Kielce pojawili się na parkiecie w koszulkach oklejonych żółtą taśmą. Akcja miała na celu zakrycie logo Nord Stream 2, nowego sponsora rozgrywek. Na podobny krok zdecydowała się Wisła Płock przed meczem ze szwajcarskim Wacker Thun.
Sporo jest też przykładów nie tyle sponsorowania przez rosyjskie koncerny piłkarzy, co wręcz posiadania w nich udziałów przez rosyjskich oligarchów. Bardzo ciekawe, czy kibice będą chcieli chodzić na mecze drużyn, które biorą pieniądze od ludzi, których majątki wyrosły na współpracy z Putinem. Chociaż z drugiej strony do tej pory to nikomu nie przeszkadzało. A których to rosyjskich bogaczy dotyczy sprawa?
>> Dimitri Rybołowlew (przed rozwodem kilka lat temu jego majątek szacowano na 10 mld dolarów, swego czasu odkupił od Donalda Trumpa rezydencję w Palm Beach) jest właścicielem AS Monaco (Francja) i Cercle Brugge (Belgia) – obydwa kluby grają w najwyższych ligach w swoich krajach;
>>> Roman Abramowicz jest właścicielem Chelsea Londyn (Anglia), legendarnego klubu Premier League. Jak doniósł „The Guardian”, w angielskim parlamencie padła właśnie propozycja, aby pozbawić Abramowicza majątku (szacowanego na 13 mld dolarów). Nie wiadomo, czy dałoby się to przeprowadzić, ale ewentualną konsekwencją byłoby zabranie mu własności Chelsea. Podobno pojawili się inwestorzy, którzy chcieliby od Amramowicza klub odkupić;
>>> Maxim Demin jest właścicielem AFC Bournemouth (Anglia) – to obecnie drugi poziom rozgrywkowy;
>>> Walery Oyf jest właścicielem Vitesse Arnhem (Holandia) grającego w holenderskiej pierwszej lidze (kupił udziały od Aleksandra Czygryńskiego, który też jest typem niezbyt zachęcającym). Oyf był dyrektorem w firmach Rosnieft i Gazprom. Potem zarządzał Millhouse Capital, firmy zarządzającej majątkiem m.in. Abramowicza;
Czytaj też: Ukraina zaatakowana przez armię Rosji. To może być koniec ery spokoju w Europie. Zamiast handlu – sankcje i embargo. Jak możemy pokonać Putina?
Rosyjscy sportowcy do bojkotu? Konsumenci wyrzucą Rosję ze świata sportu?
Międzynarodowy Komitet Olimpijski na razie nie odważył się, by dać kopa rosyjskim sportowcom z wszelkich wydarzeń. Wezwał jedynie poszczególne federacje sportowe do odwoływania bądź przenoszenia w inne miejsca imprez sportowych, które w najbliższym czasie miały gościć w Rosji, np. zaplanowane na początek kwietnia zawody Pucharu Świata we wspinaczce sportowej w Moskwie zostały odwołane.
Czy to kibice powinni „zagłosować nogami” (i portfelami), by w ten sposób zmusić federacje do wyrzucenia rosyjskich sportowców z wszelkich rozgrywek? Po tym jak FIA (Międzynarodowa Federacja Samochodowa) zdecydowała, że Grand Prix Rosji w Soczi się nie odbędzie, kibice zaczęli żądać usunięcia teamu Uralkali Haas F1 z rozgrywek. Uralkali to rosyjska firma nawozowa, której udziałowcem jest tata głównego kierowcy teamu Haas – Nikity Mazepina.
Być może tak właśnie powinniśmy postępować? Wywierać presję konsumencką na wszystkich organizatorach sportowych rozgrywek, by nie zapraszali lub wykluczali rosyjskich sportowców? Jeśli stadiony będą puste, transmisji telewizyjnych nikt nie będzie oglądał, to organizatorzy kolejnych rozgrywek poważnie się zastanowią, czy jest sens ryzykować bojkot. Być może to idealistyczna wizja, ale… napiszcie, co o niej myślicie.
Czy to byłaby odpowiedzialność zbiorowa? Według niemieckiego prezydenta działania Putina będą miały również konsekwencje dla obywateli Rosji. „Nie chcemy wrogości w stosunkach z narodem rosyjskim – wręcz przeciwnie. Ale ta niesprawiedliwość nie może pozostać bez wyraźnej reakcji” – oświadczył Hans Walter Steinmeier. To chyba musi być tak, jak po II Wojnie Światowej napisał Albert Einstein o Niemcach: że ponoszą odpowiedzialność za dojście Adolfa Hitlera do władzy i za popieranie go. Skoro Putin robi to, co robi, to ktoś w Rosji przez lata mu na to pozwolił.
źródło zdjęcia: Gazprom

