24 sierpnia 2022

Wzrost cen zżera nam pensje, ale dane pokazują, że… nie zaczęliśmy jeszcze oszczędzać na zakupach! Ostatnia szansa, by wziąć sprawy w swoje ręce

Wzrost cen zżera nam pensje, ale dane pokazują, że… nie zaczęliśmy jeszcze oszczędzać na zakupach! Ostatnia szansa, by wziąć sprawy w swoje ręce

Jeden z banków skomentował ostatnie informacje z polskiej gospodarki dwoma słowami: „wszystko hamuje”. Ale patrząc na tłok w nadmorskich kurortach i duży ruch w centrach handlowych… można mieć co do tego wątpliwości. Czy w ogóle zaczęliśmy już wielkie zaciskanie pasa? A może na razie trwa „bal na Titanicu” i pozwalamy, by pętla inflacji sama zaciskała się nam na szyi? Co dla przyszłości naszych portfeli wynika z najnowszych danych o sprzedaży detalicznej?

Najnowsze dane z gospodarki zadziwiają. Mamy największe w Europie obniżenie tempa wzrostu gospodarczego (czyli PKB), fatalne nastroje przemysłowców i konsumentów, a tymczasem najpierw okazało się, że w lipcu znów nieznacznie wzrosły (po kilku miesiącach spadków) nasze realne wynagrodzenia, zaś teraz – że sprzedaż detaliczna wzrosła w lipcu o 2% w stosunku do tego samego miesiąca w poprzednim roku (takie dane podał GUS).

Zobacz również:

Wydajemy w sklepach mniej więcej

To kolejny miesiąc, w którym dynamika wzrostu naszych wydatków się zmniejsza. W czerwcu sprzedaż rosła jeszcze o 3,2%, w maju – o 8,2%, a w kwietniu – o 19%. Ale wciąż mówimy o realnym wzroście, a nie o zwijaniu się naszych zakupów. Nie zmienia to faktu, że sektor handlowy notuje największy spadek koniunktury od lockdowców z przełomu 2020 i 2021 r.

Czy spadek tempa wzrostu naszych wydatków w okolice zera to sygnał, że zaczynamy ograniczać niepotrzebne zakupy i szykować się na trudne czasy? Że już zrobiliśmy przegląd domowych budżetów i ustaliliśmy, z czego rezygnujemy? Czy to oznacza, że mamy plan domowego budżetu na czas, w którym nasze zarobki spadną i będziemy musieli „przejadać” oszczędności albo odejmować sobie od ust? I że zaczęliśmy ten plan realizować? Nie do końca.

Te dane, które przytoczyłem, są przedstawione w tzw. cenach stałych, a więc skorygowanych o inflację. W cenach bieżących, czyli tych obowiązujących w momencie zakupu, nasze wydatki wzrosły w skali roku aż o 18,4%. A więc wydaliśmy w sklepach prawie jedną piątą więcej pieniędzy niż rok temu, ale realna wartość tego co kupiliśmy, wzrosła tylko o 2%.

Wygląda więc na to, że wcale nie oszczędzamy z własnego wyboru. Zmusza nas do tego inflacja. Żeby utrzymać stabilny poziom konsumpcji – a chcemy kupować tyle, ile do tej pory – trzeba wydać dużo więcej pieniędzy. Jeszcze na początku tego roku było to mentalnie trudne do przełknięcia, bo ceny rosły już tak szybko, że każda wizyta w sklepie przynosiła zmiany na metkach. Ale domowe budżety były to w stanie udźwignąć. I się przyzwyczajamy do tego, że ceny rosną.

To jest możliwe, bo płace w gospodarce przez długie lata realnie rosły. Realnie, czyli po odjęciu inflacji. Jeszcze w kwietniu średnie wynagrodzenie zwiększało się o 14,1%, a inflacja wynosiła „tylko” 12,4%. Od maja podwyżki płac nie wyrównują już wzrostu cen. Wiadomo jednak, że pracownik nie dostaje podwyżki co miesiąc, ale przy dobrych wiatrach – może raz do roku. A zatem w wielu przypadkach podwyższona jakiś czas temu pensja teraz już realnie pozwala nam kupić mniej.

Co to oznacza? Jeśli dotychczas we własnym zakresie nie przemyśleliśmy, na czym zaoszczędzić, a ile wydać, rzeczywistość (z)robi to za nas. Ale wynik nie musi być wcale nie zadowalający dla naszych portfeli.

Czytaj też: Pożegnanie z cudem gospodarczym. Nadchodzą lata biedniejsze. Oto trzy trendy, które wydrenują nasze portfele. Kto przetrwa, a kto nie będzie dojadał?

Inflacja wymusza zmiany w koszyku zakupów

Ciekawe wnioski zauważyłem także, gdy wgłębiłem się w szczegółowe dane. Bo sprzedaż detaliczna wcale nie spadała równo we wszystkich kategoriach. Czego zakupy jednak ograniczyliśmy (zapewne ze względu na wzrost cen i pojawiającą się w głowach niepewność)? Do pierwszej grupy towarów zaliczyłbym samochody (i części do nich) oraz meble i sprzęt RTV i AGD.

Dlaczego? Bo to są wszystko dobra trwałe. A więc są to wydatki większe i jednorazowe. To one padają pierwszą ofiarą zmniejszania się siły nabywczej naszych pieniędzy. A na to nakładają się oczywiście takie czynniki jak wielomiesięczne oczekiwanie na nowe auto czy kosmiczne ceny używanych pojazdów.

Mamy też wyraźne spowolnienie na rynku nieruchomości. Akcja kredytowa w segmencie mieszkaniowym się załamała, więc transakcji jest dużo mniej. A to przekłada się na mniejszy popyt na wyposażenie mieszkań – na meble, telewizory i lodówki.

Czytaj też: Rozgrzany do czerwoności rynek najmu i spadek zakupów mieszkań na wynajem. Sprzeczność czy żelazna logika? Kto popełnia błąd?

Kolejna kategoria sprzedaży detalicznej, w której widać spadek popytu, to paliwa. Tutaj w cenach stałych lipiec pokazał aż 14% ubytku naszych wydatków. Ale w cenach bieżących wzrost sięga prawie 40%. Chyba nie trzeba tłumaczyć, skąd ta różnica. W lipcu 2021 r. benzyna kosztowała około 5,6 zł za litr, a rok później – prawie 8 zł. Widać więc, że skala wzrostu cen paliwa jest tak gigantyczna, że niejako wymusiła na nas oszczędzanie.

Czego kupujemy tyle samo lub ciut więcej, pomimo coraz wyższych cen? Produktów, na które popyt jest nieelastyczny, czyli trudno go z dnia na dzień zmienić. A więc żywność, produkty higieniczne i kosmetyki, leki, a także odzież i obuwie. Tutaj jeszcze sprzedaż rośnie – zarówno w cenach stałych, jak i bieżących. Ale ekonomiści przewidują, że to ostatnie miesiące, gdy konsumpcja jeszcze się zwiększa.

„Nastroje konsumentów (…) cały czas się pogarszają, a sprzedaż detaliczna pozostaje w trendzie spadkowym. Oceniamy, że na przełomie 2022 i 2023 r. dynamika sprzedaży detalicznej towarów może spaść wyraźnie poniżej zera”

– napisali analitycy z Banku Pekao. A to oznacza, że jednak zaczniemy oszczędzać nie tylko na tej części naszego portfela zakupowego, na której – z powodu wysokich cen – dziś oszczędzamy, ale też zaczniemy oszczędzać na innych rzeczach. Pytanie brzmi, czy z planem czy bez planu.

Sprzedaż detaliczna hamuje. Jak to wpływa na nasze portfele i stopę życiową?

Jaki z tego wniosek dla nas? Recesja wydaje się zbliżać wielkimi krokami. Sprzedaż detaliczna będzie spadać, a więc i przychody firm zaczną się kurczyć. To może oznaczać, że nawet hamowanie inflacji nie pozwoli na szybki powrót realnego wzrostu wynagrodzeń. A to dlatego, że nie będzie z czego wypłacać podwyżek pracownikom. Niewykluczone, że pojawią się cięcia płac lub przynajmniej premii.

Jest też szansa na to, że zaobserwujemy… antyinflacyjny wpływ inflacji. Brzmi paradoksalnie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Jeśli ceny rosną za mocno, to konsumenci tną wydatki na mniej potrzebne produkty. I to właśnie widzimy. A jeśli popyt na elektronikę i samochody spadnie, to jest szansa, że podążą za nimi ceny.

Czytaj, to ważne: Jak oszczędzać na jedzeniu w czasach inflacji? Poznaj najlepsze aplikacje! [HOMODIGITAL.PL]

W ostatnich kwartałach wzrost PKB był napędzany w dużym stopniu zwiększaniem zapasów przez firmy. A te zapasy trzeba będzie komuś sprzedać. Na razie firmy myślą o zysku, ale gdy sytuacja stanie się mniej korzystna, być może zacznie się myślenie o tym, by chociaż odzyskać zainwestowane w towar pieniądze.

Co z kolei może być świetną okazją do zakupów dla tych, którzy mają odłożone zaskórniaki. Inflacja cen produkcji sprzedanej (tzw. wskaźnik PPI) w lipcu przerwała trwający prawie dwa lata trend wzrostowy. Nadal wynosi plus 24,9%, ale można to uznać za pierwszą jaskółkę odpuszczania presji cenowej.

Jeśli planujecie jakiś większy zakup, zastanówcie się, czy nie warto odłożyć jego zakupu o kilka miesięcy. Jest szansa, że już niedługo w sklepach pojawią się promocje. I wtedy ci, którzy mają wolne środki pod ręką, będą górą. Jak to zwykle bywa w czasach kryzysu.

Czytaj też: Inflacja zżera realną wartość pieniędzy. Ale zwiększa nominalną wycenę naszego dobytku. Jak nie wpaść w lukę ubezpieczeniową?

Źródło zdjęcia: Alexas_Fotos/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
41 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Raa
3 miesięcy temu

Może się mylę, ale mam wrażenie, że większość Polaków narzeka na drożyzna, a jednocześnie ma w poważaniu oszczędzanie. Może to się na nas zemścić, ale może być też zbawieniem dla gospodarki. Czas pokaże.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Raa

Tak, jest dokładnie tak, jak Pan pisze. Narzekamy, ale jeszcze świadomie nie oszczędzamy. Czyli lecimy samolotem, który ma awarię, ale nie próbujemy wylądować na autostradzie, tylko chcemy dolecieć do lotniska, gdzie będziemy lądowali awaryjnie

Katarzyna
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jak przyjdą nowe rachunki za czynsze, prądy, gazy, to przyjdzie otrzeźwienie

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Katarzyna

Dokładnie tak. Tylko żeby wtedy ludzie nie musieli polecieć do lombardów i firm pożyczkowych…

Raa
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Oszczędza/buduje kapitał w czasie dostatku, a nie kryzysu. Największe transfery dóbr są w czasie kryzysu. Smutne, ale prawdziwe.

Kris
3 miesięcy temu
Reply to  Katarzyna

Też tak myślę, ludzie powoli wracają z urlopów i jeszcze nie zobaczyli nowych rachunków

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Kiepskie… nawet przy awarii domyślne miejsce lądowania to lotnisko… na autostradzie nie ma straży pożarnej i reszty służb. A zresztą proponuję przypomnieć jak zjechano kapitana Sally za rzekę Hudson.

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

PS.
(…)na autostradzie nie ma straży pożarnej i reszty służb.(…)
A jak się źle trafi to jeszcze uczestnicy ruchu drogowego przyblokują ich dojazd.

Sosna
3 miesięcy temu

„żywność, produkty higieniczne i kosmetyki, leki, a także odzież i obuwie. Tutaj jeszcze sprzedaż rośnie”
A czy Redaktor wziął pod uwagę, że obecnie konsumentów w Polsce mamy jakby ciut więcej, niż w roku ubiegłym? Jakby tak przeliczyć wydatki na mieszkańca, to prawdopodobnie też by spadło…

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Sosna

Słuszne spostrzeżenie, ale nie widziałem żadnych szacunków o tym jaką część popytu detalicznego zapewniają ludzie z Ukrainy. Nie jestem pewny czy jest znacząca, choć pewnie jest niepomijalna. Być może jest tak, że rośnie z ich powodu popyt na artykuły spożywcze i higieniczne, a nie rośnie na ubrania (bo je mają)

Raa
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jeśli założymy że Ukaraincow jest 1.9mln to wzrost populacji jest o 5%, na moje oko sporo. Proszę też pamiętać, że było sporo akcji zbierania żywności, która jedzie na UKR. Co do ciuchów, to nie znam kobiety, która byłaby zadowolona z posiadanej garderoby, a przecież spora część to jednak kobiety z dziećmi:)

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Raa

Skoro tak to w razie tego jak nie dowieziemy im gazu na sezon grzewczy to będzie jazda bez trzymanki.

Ppp
3 miesięcy temu

Twierdzi Pan, że jeszcze nie zaczęliśmy oszczędzać?
Może to wynikać z tego, że robimy to od dawna – jeszcze bardziej już się nie da lub byłoby to nadmiernie kłopotliwe. 
Jeśli od kilku lat nie kupiłem żadnego sprzętu RTV/AGD, to nie da się „jeszcze bardziej nie kupować” – co by spowodowało spadek wskaźnika. To samo z chodzeniem do kina, gdzie nie byłem od lat dwudziestu – „ujemnie chodzić” raczej trudno. 
To samo z zakręcaniem wody przy myciu zębów, gaszeniem światła przy wychodzeniu z pokoju itp. popularnymi radami. Robię to od dzieciństwa -bardziej się już nie da.
Pozdrawiam.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Ppp

A to racja. Wszystko jest względne. Należałoby napisać, że jeszcze nie zaczęliśmy oszczędzać bardziej, niż zwykle 😉

Karol
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Taka oczywista oczywistość 🙂 Osobiście mnie śmieszy i „załamuje” sytuacja z cenami paliw. Śmieszy, bo ludzie narzekają, że paliwo drogie. Ale jak jadę przepisowo (a często też wrzucam tempomat na 80 i się toczę) to 3/4 kierowców jedzie sporo szybciej, ponad limit np. 90. Już nie mówiąc o asach, którzy wyprzedzają na paręset metrów przed skrętem gdzie mają zamiar jechać. I taką prostą obserwacją widać gołym okiem, że te 3/4 społeczeństwa nie potrafi, nie umie oszczędzać. Odnośnie „załamania”, jak kolega napisał – nie da się bardziej, od bardzo dawna stosuję ecodriving i już bardziej zejść się nie da, chyba że… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Karol

No właśnie problem polega na tym, że rząd nam nie pozwala oszczędzać na paliwie, bo je de facto dotuje tarczami 🙂

Witek
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Pod koniec października ceny paliwa (95) na Teneryfie wynosiły 1,1€ co nawet licząc po kursie 5zl to daje 5,5zl za litr. W mojej ocenie w Polsce mamy typowy zabieg przeniesienia wpływów z obniżonego VAT na spółkę zależną aby finansować działania poza budżetem państwa. Tak naprawdę w wielu krajach gdzie nie doszło do obniżenia VAT na paliwa cena jest równa lub niższa niż w Polsce.

Admin
22 dni temu
Reply to  Witek

To jest możliwe… Ale z tymi cenami na Teneryfie to Pan nic nie pomylił? 1,1 euro a nie 2,1?

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

A propos kina… jak był Wielki Kryzys to amerykańskie były wręcz oblegane. Po prostu za dużo ludzi miało za dużo czasu.

Rafał
3 miesięcy temu

Smutna i niepokojąca zarazem obserwacja z moich dzisiejszych zakupów na handlu. Zwykłe zakupy spożywcze, robione już bliżej godziny 9, zwykle o tej porze na ten handel przychodzą jedynie takie niedobitki jak ja i zgarniają to co zostało. Dziś było inaczej, w portfelu 100zł w gotówce i najpierw w piekarni słyszę załamanego sprzedawcę, który mówi że w kasie ma tylko 40zł i nawet nie ma z czego wydać, bo ludzi nie ma, nikt nie kupuje. Potem to samo w warzywniaku obok, pełne kosze warzyw, a w kasie pusto i też nie mają z czego wydać. Wiem też że to jednostkowy przypadek… Czytaj więcej »

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Rafał

O kurczę, takie obserwacje jednostkowe są najbardziej miarodajne. W statystykach zobaczymy to dopiero za sześć miesięcy, a dzieje się już teraz

Raa
3 miesięcy temu
Reply to  Rafał

Ryneczki są drogie, ale z reguły mają dobry towar, szczególnie jak bierzesz od sprawdzonego rolnika/piekarza/masarnika. Ja nie zauważyłem jeszcze tego syndromu. Natomiast przynajmniej u mnie w mieście tam kupują dobrze usytuowanie i świadomi co jedzą ludzie. Na ryneczki od dawno nie chodzi „biedota” ich jadłodajnia są głównie dyskonty.

Monika
3 miesięcy temu
Reply to  Rafał

Hmmm. Mieszkam w Zagłębiu i z tego co widzę w sklepach i przy paczkomatach to my chyba jesteśmy bogatym regionem. Wózki wypełnione po brzegi a na bazarach kolejki. W śmietnikach stosy kartonów z paczek. Zdecydowanie oszczędności nie widać.

Stef
3 miesięcy temu
Reply to  Monika

Akurat te kartony z paczek to dowód na oszczędność, zamiast płacić 25 zł place 14, a przesyłkę mam gratis w ramach pakietu.

Hehehe
3 miesięcy temu

Z własnego przykładu – mnie raczej inflacja tak nie dotykała, zawsze miałem nadwyżki na dodatkowe wydatki i gdzieś tam je wydawałem – to na wycieczki, to na knajpy, na taxę zamiast MPK, zakupy itd. I wydawałem sporo – ale nigdy ponad stan. Ogólnie początkowo zaakceptowałem inflację, narzekałem – ale płaciłem. Pierwszym impulsem do rezygnacji były wyjazdy – ceny noclegów i benzyny odjechały, stwierdziłem że szkoda przepłacać, nic się nie stanie odpuścić albo pojechać po sezonie (najlepiej na południe Europy). Benzyna i noclegi poszły, na resztę kasa była, gdzieś tam żyło się dalej. Drugi impuls przyszedł miesiąc temu – taki bolt… Czytaj więcej »

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Hehehe

„Trochę mniej konsumować” – łatwo powiedzieć, trudniej wykonać

Kris
3 miesięcy temu
Reply to  Hehehe

Mam bardzo podobnie, lubię wyjść ze znajomymi, od czasu do czasu polecieć z żoną gdzieś na południe. Teraz zamiast uberem, to busem jadę z kumplami na piwo, a na południe dłużej szukam tanich lotów i noclegi wybieram o niższym standardzie. Na razie tyle, obserwuję sytuację, jak będzie trzeba, poczynimy kolejne ograniczenia.

Arrt
3 miesięcy temu

Początek „artykułu” to już są brednie. Mieszkałem ostatnio w Gdańsku miesiąc, siorka mieszka w Sopocie, gdzie są te tłumy turystów? Otóż są pustki, w Sopot nie ma problemu znaleźć parking, co jest raczej nie spotykane w sezonie. Z drugiej strony „anegdota” pomogłem Ojcu w zakupie nowych mebli i agd, sam już zauważył, że trzeba wymienić co się da bo inflacja zżera oszczędności.

Jacek
3 miesięcy temu

Czy nie jest tak, że wydajemy dużo z powodu inflacji? Z jednej strony ciężko uchronić oszczędności przed realnym uszczupleniem, a z drugiej istnieje obawa, że odkładanie zakupów pewnych kategorii środków trwałych skończy się wzrostem ich cen.

Stef
3 miesięcy temu

Odnośnie sprzedaży na moim przykładzie kupuje tyle samo sztuk i wtej samej cenie ALE kiedyś był to produkt markowy za 3,49 zł, a dzisiaj tyle kosztuje dyskontowy. Ten markowy podrożał do 4,29 i już go nie kupię.

Więc w statystyce nic się nie zmieniło, nadal 1 szt. za 3,49 zł ale już ją odczuwam dyskomfort.

BBB
3 miesięcy temu

To efekt straszenia, że już jest drogo, a będzie jeszcze drożej. Sam kupiłem ostatnio kilka mniej potrzebnych, a jednak drogich rzeczy, których zakup odkładałem już od dłuższego czasu. Ale skoro ma być jeszcze drożej, a przez inflację pieniądze realnie stracą na wartości, to stwierdziłem: jeśli nie teraz to kiedy?

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  BBB

Że mniej potrzebnych – to niedobrze

Celina
3 miesięcy temu

Trzy lata oszczędzałam. Potrafiłam w miesiącu wydać tylko 120 zł ponad stałe wydatki. W lipcu popłynęłam i kupiłam kilka butów i ubrań po świetnej cenie na wyprzedaży (przez pół roku nic sobie nie kupiłam z ubrań) i jeden wydatek rzędu dwóch pensji. Zatem lipcowy wzrost konsumpcji to mój przyczynek. Jakby nie patrzeć moja konsumpcja w lipcu wzrosła hmm o 1000 %.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Celina

I od razu widać to w GUS! Pani Celino, niechże się Pani opanuje! 😉

Celina
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Macieju, obiecuje poprawę:)

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Celina

Trzymam za słowo 😉

Jarek
2 miesięcy temu

Pamiętam lata 90 i wysoką inflację. Oszczędzanie w takich czasach to głupota. Oczywiście trzeba mieć małą poduszkę finansową, ale pieniądz traci tak szybko na wartości, że nie jesteśmy w stanie uchronić całości kapitału.

Last edited 2 miesięcy temu by Jarek
Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Jarek

No tak, ale to dopiero w sytuacji, jak mamy inflację 50-70%. Dopóki jest 15% to cały czas jest szansa, żeby ochronić majątek

mirekk
2 miesięcy temu

Skoro już teraz wydajemy tylko na jedzenie i rachunki, to na czym tu jeszcze oszczędzać?!

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  mirekk

Cóż, pewnie na jedzeniu i rachunkach…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!