Jeśli obiły Wam się o uszy jakieś odpryski dyskusji politycznej o kryptowalutach, to zapewne jesteście przerażeni jak straszny i niebezpieczny jest świat cyfrowych pieniędzy. Pełen przestępców, oszustów oraz ruskiej mafii, która za pośrednictwem kryptowalut opłaca dywersantów działających w Polsce. Nie dajmy się zwariować: to ryzykowny, ale już globalny rynek, który w interesie klientów trzeba mądrze nadzorować. Niestety, tę szansę bezpowrotnie straciliśmy. Firmy, które chciały w Polsce wymyślać innowacje technologiczne w finansach – także oparte na technologii blockchain – są już w drodze do rejestracji w innych krajach. A co ominie Polaków?
Zapewne większość czytelników „Subiektywnie o Finansach” nie ma nic wspólnego z kryptowalutami. I ci są zdezorientowani. A z kolei ci, którzy mają blade pojęcie o świecie kryptoaktywów, zapewne są przerażeni tak, jak ja. To, co politycy zrobili w dyskusji o nadzorze nad kryptowalutami, jest zbrodnią przeciwko zdrowemu rozsądkowi. I skutki tego będziemy odczuwali przez wiele lat. „Inwestuj odpowiedzialnie” – piszą w reklamach firmy maklerskie. A jak chętnie napisałbym do polityków: „kryptowalutami strasz odpowiedzialnie”.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Oczywiście, kryptowaluty bywają wykorzystywane przez przestępców do prania brudnych pieniędzy i do opłacania sabotażystów (ale czasem są do tego wykorzystywane również zwykłe banknoty). Oczywiście, w tym świecie zdarzają się piramidy finansowe, których koniec oznacza utratę wszystkich pieniędzy przez klientów (ale największą piramidą finansową był jednak notowany na giełdzie Getback). Owszem, duża część wyłudzeń pieniędzy wiąże się z tym, że ofiary są nakłaniane do przelania pieniędzy na giełdę kryptowalutową (ale część po prostu wypłaca te pieniądze z bankomatu i wręcza przestępcom do ręki).
Polityczna awantura o kryptowaluty i nadzór nad nimi
Nie jestem wielkim fanem kryptowalut (w moim prywatnym portfelu inwestycji mają 1,5% udziału). Ale nie jest to jaskinia przestępczości, tylko relatywnie nowy, bardzo ryzykowny sposób inwestowania pieniędzy. W dodatku oparty na technologii, która zmieni świat finansów. Dzięki tej technologii można nie tylko „wyprodukować” cyfrowe żetony, które są przechowywane w smartfonie i mogą mieć wartość (jak np. bitcoin) oraz które można błyskawicznie wysyłać na drugi świat bez pośrednictwa banków.
Można też z użyciem tej samej technologii stworzyć cyfrowe wersje akcji, obligacji, czy certyfikatów odzwierciedlających udziały w sztabce złota. Albo cyfrowego złotego, który będzie od banknotu różnił się tylko tym, że jest w smarfonie, a zamiast nadrukowanego znaku wodnego ma „wbudowane” szyfrowanie kryptograficzne.
Jasne, że ten rynek warto lepiej uregulować. Klienci na rynku kryptowalut powinni wiedzieć, że firmy, które oferują im narzędzia do przechowywania kryptowalut (cyfrowe portfele), te pozwalające wymieniać „normalne” waluty na kryptowaluty (czyli kantory kryptowalutowe) oraz te odpowiadające za giełdową wymianę kryptowalut mają licencję, spełniają wymogi kapitałowe. To zmniejsza ryzyko, że pieniądze klientów znikną z dnia na dzień (choć tego ryzyka całkiem nie znosi).
Tak samo, jak banki, te firmy powinny sprawdzać czy kryptowaluty w rękach użytkowników nie są wykorzystywane do przestępstw albo do legalizowania brudnych pieniędzy. Powinny też informować klientów o ryzyku związanym z inwestowaniem na tym rynku (tak jak banki informują o ryzyku inwestowania w fundusze ETF). Być może nawet nadzór finansowy powinien mieć możliwość odmowy zgody na działalność, o ile uzna, że kapitał firmy pochodzi z przestępczych źródeł (tak, jak może zabronić wpuszczenia na rynek banku z wrogiego kraju – z tego powodu do Polski nigdy nie wszedł żaden rosyjski bank, choć kilka chciało).
Czytaj więcej o polskiej ustawie dotyczącej kryptowalut:
Kłopot w tym, że w Polsce chcieliśmy to zrobić w ostatniej chwili (bo my ze wszystkim czekamy do ostatniej chwili), a więc siłą rzeczy niezbyt mądrze (nie dochodząc do wspólnego zdania o tym, jak ścisły miałby to być nadzór, żeby nie zabić innowacyjności, nie spowodować arbitrażu regulacyjnego, ale zapewnić bezpieczeństwo klientom). Urzędnicy zrobili taką wersję nadzoru, jaką lubią (czyli w wersji dość biurokratycznej), a branża kryptowalutowa poszła na skargę do prezydenta. Ten skorzystał z okazji, żeby utrzeć nosa rządowi i wyrzucił ustawę do kosza. A premier oskarżył prezydenta o to, że chroni przestępców (i ruskich sabotażystów przy okazji).
Co wynika z tej kryptowalutowej jatki?
Efekt jest taki, każdy, kto chciałby robić w Polsce cokolwiek opartego na technologii blockchain będzie się trzymał daleko od pomysłu, by robić to pod polską jurysdykcją. Bo tutaj nawet technologia jest sprawą polityczną. Ale niestety nie jesteśmy w stanie zabronić zarejestrowania firmy kryptowalutowej na Malcie albo na Cyprze, czy w Czechach (gdzie warunki będą bardziej liberalne). I nie możemy zabronić tej firmie działania w Polsce na zagranicznej licencji. Firmy działające w branży kryptowalutowej będą zarabiały i płaciły podatki za granicą, ale będą obsługiwały polskich klientów bez możliwości sprawowania nadzoru nad nimi przez polskie urzędy. Klasyczny arbitraż regulacyjny.
Ludzie zaś z tego jazgotu wyniosą przekonanie, że kryptowaluty to rynek przestępczy. To jeszcze mała strata (w bitcoina czy ethereum warto inwestować tylko wtedy, gdy jesteśmy gotowi stracić w całości zainwestowane pieniądze). Gorzej, że w przyszłości mogą to samo pomyśleć np. o stablecoinach, czyli kryptowalutach z wartością uzależnioną od innych aktywów (a mogę sobie wyobrazić, ża jakaś prywatna firma emituje cyfrowe coiny mające 100% pokrycia w krótkoterminowych polskich obligacjach skarbowych), czy o stokenizowanych aktywach (dlaczego np. nie mieć kawałka złota w skarbcu, zabezpieczonego kryptograficznym certyfikatem w smartfonie?).
Pewnie bez kryptowalut (np. bitcoina), stablecoinów lub stokenizowanych aktywów jesteśmy sobie w stanie wyobrazić nasze życie, ale tego rodzaju produkty demokratyzują dostęp do inwestycji (obniżają próg wejścia na niektóre rynki) i oferują konkurencję w stosunku do tradycyjnych usług bankowych. Mając taką konkurencję na plecach, banki musiałyby się bardziej starać. Jeśli miałbym możliwość korzystania z cyfrowych złotych w smartfonie i przesyłania ich bez pośrednictwa banków, to czy konta bankowe byłyby tańsze czy droższe?
Te straty są już nie do zrekompensowania. Branża kryptowalutowa – zapewne składająca się nie tylko z przestępców – jest już w drodze do innych jurysdykcji. Nawet jeśli politycy usiądą i w tydzień opracują rozwiązania, które dadzą naszej gospodarce konkurencyjność, klientom ochronę, a dla firm kryptowalutowych nie będą na tyle trudne, że nie wypłoszą ich z kraju – to już i tak będzie za późno. Jedyna nauczka może być taka: nie róbcie więcej politycznych jatek, które zahaczają o innowacyjne technologie, bo w ten sposób nie utrzymamy pozycji 20. największej gospodarki świata.
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
—————————–
CZYTAJ WIĘCEJ O KRYPTO:
————————————-
CZYTAJ O TOKENIZACJI AKTYWÓW:
————————————-
zdjęcie tytułowe: Sejm, Pixabay











