31 października 2019

Planują drakońskie podwyżki opłat za parkowanie w centrum Warszawy. Ale strategia kija to za mało. Mam pomysł na marchewkę

Należę do tych mieszkańców wielkiego miasta, którym zdarza się pojechać samochodem do centrum dla czystej wygody, choć mógłbym wsiąść do autobusu, tramwaju lub metra. Co musiałoby się stać, żeby mi się to przestało opłacać? Chyba to, co planuje prezydent Warszawy, czyli drakońskie podwyżki opłat za parkowanie. Od 2020 r. ma to być nawet do 7 zł za godzinę. Ale, oprócz stosowania metody kija na kierowców, prezydent Warszawy powinien wyciągnąć też marchewkę. Jaką?

Przez lata dojeżdżałem do pracy samochodem, bo moja dzielnica nie była zbyt dobrze skomunikowana z siedzibą korporacji, która mnie zatrudniała. Dziś już nie jeżdżę codziennie do biura, a i moje miejsce zamieszkania jest znacznie lepiej powiązane komunikacją miejską z resztą świata.

Tramwaj pod domem, pięć przystanków do metra, bezpośrednie połączenie autobusowe z dworcem, duży i darmowy parking przy linii metra… żyć nie umierać. Ale mimo wszystko zdarza mi się wypuścić do miasta własnym samochodem, ignorując te wszystkie dobrodziejstwa.

Dlaczego to robię? Cóż, czasem mam cykl spotkań, z których jedno odbywa się „daleko od szosy” i nie byłbym w stanie na nie zdążyć poruszając się komunikacją miejską. Niekiedy mam spotkania ułożone „na zakładkę” – przemieszczam się między sąsiednimi dzielnicami i nie może mi to zająć więcej, niż kwadrans, bo plan dnia ległby w gruzach.

Ale czasem… jadę samochodem z przyzwyczajenia. Wszystkie spotkania mam w ścisłym centrum, gdzie do współpracy zapraszają metro, tramwaj, autobus, hulajnogi i auta w car-sharingu, nie mówiąc już o taksówkach, Uberach i innych nowinkach. Dopiero dojeżdżając na miejsce orientuję się, że zrobiłem głupotę. Pcham się do centrum, stoję w korkach, przeklinam, szukając miejsca do parkowania. Owszem, siedzę w wygodnym autku, słucham muzyczki, popijam colę, ale z drugiej strony płacę za parkowanie i emituję CO2.

Czytaj też: Aplikacja, w której mogą kupić abonament na tramwaj, hulajnogę, taksówkę i car-sharing? To już się dzieje!

Parkowanie nie jest tanie? Zależy jak liczyć

Co włodarze miasta, w którym mieszkam, mogliby zrobić, żeby skłonić mnie do pozostawienia samochodu w garażu i do podróżowania komunikacją miejską? W odróżnieniu od setek tysięcy innych mieszkańców ja akurat mógłbym wjeżdżać do centrum tylko metrem lub tramwajem.

Dlaczego tego nie robię? Bo mi się… nie opłaca. Ponieważ mam samochód, nie kupuję biletu miesięcznego na komunikację miejską, lecz korzystam z biletów jednorazowych. W moim mieście obowiązują bilety czasowe – żeby dojechać do centrum autobusem, metrem lub tramwajem, muszę zapłacić 4,40 zł. I drugie tyle, by z centrum wyjechać.

Oczywiście: wjazd do centrum samochodem też nie jest za free. Parkowanie w ciągu dnia kosztuje 3 zł za pierwszą godzinę, 3,60 zł za drugą oraz 4,20 zł za trzecią godzinę. Za czwartą i każdą kolejną płacę już po 3 zł. Mogę też parkować na licznych w centrum parkingach prywatnych, co zwykle kosztuje 5-6 zł za godzinę.

Jeśli mam dwa spotkania w centrum, to przeważnie kupuję trzy godziny parkowania i płacę za to 10,80 zł. Jeśli mam trzy spotkania – zwykle parking miejski kosztuje mnie 13,80 zł. Robią się z tego oczywiście niemałe pieniądze, zwłaszcza jeśli „dni spotkaniowe” mam dwa-trzy w tygodniu. Wychodzi jakieś 35 zł tygodniowo i 140 zł miesięcznie.

Czytaj też: Czytelnik ma wątpliwości czy płacenie kartą za parking jest bezpieczne. „Wystarczy przyłożyć kartę, niekoniecznie swoją”

Czytaj też: Jest nowe ubezpieczenie od kradzieży torebki lub smartfona z zaparkowanego auta. Możesz je dokupić do opłaty za parkowanie

Tramwaj okazjonalnie czy samochód? Porównuję koszty

Kłopot w tym, że gdybym zrezygnował z samochodu na rzecz komunikacji miejskiej, to… wcale bym nie dużo nie zaoszczędził. Parkowanie samochodem: 10,80-13,80 zł. Bilet komunikacji miejskiej w obie strony: 8,80 zł. Różnica wynosi od 2 zł do 5 zł na jednym „posiedzeniu” oraz 25-50 zł w skali miesiąca. W zamian mam większą wygodę i niezależność – nie czekam na przystankach, nie moknę, nie marznę.

A przecież nie uwzględniam ewentualnych dojazdów tramwajami i autobusami pomiędzy spotkaniami – wtedy musiałbym kupić bilet dobowy za 15 zł, co nijak mi się nie opłaci, komunikacja miejska będzie dla mnie w takim przypadku droższa, niż koszty parkowania samochodu w centrum Warszawy.

Co mogłoby mnie skłonić, by już nie wjeżdżać do miasta? Wyższe opłaty za parkowanie? Może tak, ale to musiałaby być podwyżka co najmniej dwukrotna. Gdybym płacił np. 25-30 zł za kilkugodzinny postój, to wydatek 8,80 zł na komunikację miejską (czy nawet 15 zł za bilet dobowy) byłby już dużą oszczędnością.

No i chyba prezydent Warszawy też zaczął tak liczyć, bo właśnie ogłosił plan radykalnych podwyżek kosztów parkowania oraz rozszerzenia strefy, w której parkowanie jest płatne. Nowe ceny mają wynosić: 3,90 zł (zamiast 3 zł) za pierwszą godzinę, 4,60 zł (zamiast 3,60 zł) za drugą, 5,50 zł (zamiast 4,20 zł) za trzecią oraz 3,90 zł za czwartą i każdą kolejną.

To oznacza, że trzy-cztery godziny parkowania w centrum w „dzień spotkaniowy” będą oznaczały wydatek rzędu 14-18 zł. Średnio o 4 zł dziennie więcej, niż dziś. Różnica między kosztem komunikacji miejskiej (dwa bilety przesiadkowe), a kosztem parkowania w centrum wzrosłaby z 2-5 zł do 5-9 zł dziennie. W skali miesiąca: z 25-50 zł do 60-110 zł. To już jest kwota zauważalna.

Prezydent Warszawy planuje też wprowadzenie w ścisłym centrum „strefy parkowania deluxe”, gdzie ceny będą jeszcze wyższe – od 4,90 zł do 7 zł za godzinę. Trzy-, czterogodzinna „sesja” parkowania w najdroższej strefie kosztowałaby mnie wtedy 18-23 zł. Korzystając z komunikacji miejskiej (8,80 zł za dwa bilety przesiadkowe w „dzień spotkaniowy”) zaoszczędziłbym 110-170 zł w skali miesiąca.

A może – zamiast drakońskich opłat za parkowanie – zniżka dla kierowcy na komunikację miejską?

W zasadzie – patrząc przez pryzmat interesu ogółu mieszkańców – należałoby poprzeć plan prezydenta Warszawy. Ale – patrząc z drugiej strony – te 3,90-7 zł za godzinę parkowania w mieście to cios w samo serce dla wielu osób, które nie mają tak dobrej komunikacji z centrum, jak ja. Przez lata nie miałem innego wyjścia – musiałem jeździć samochodem, bo inaczej miałbym codziennie trzy przesiadki z autobusu do tramwaju lub na odwrót i spędzałbym dwie godziny w komunikacji miejskiej (w jedną stronę).

Drakońskie podwyżki cen za parkowanie to taktyka kija (zwłaszcza jeśli – jak planuje zarząd Stolicy – jednocześnie wzrosną kary za brak biletu parkingowego z 50 zł do 100 zł za pierwszym razem i 170-250 zł przy każdym kolejnym). Ale myślę, że bardziej skuteczna mogłaby okazać się strategia marchewki.

Co mam na myśli? Specjalne zniżki na bilety komunikacji miejskiej dla kierowców, którzy zostawią auto w garażu. Rozumiem, że nie codziennie jest „Dzień Bez Samochodu”, gdy komunikacja miejska jest za darmo za okazaniem dowodu rejestracyjnego, ale może mógłbym przynajmniej dostać rabat na bilet miesięczny, który dziś kosztuje co najmniej 98 zł (w wersji spersonalizowanej) i niespecjalnie mi się opłaca?

Czytaj też: Do autobusu bez biletu? Teraz wystarczy mieć… kartę płatniczą

Tak naprawdę to nie parking kosztuje najwięcej

Oczywiście: te wszystkie rachunki mają feler, bo nie obejmują „prawdziwych” kosztów używania samochodu. Jadąc do centrum i z powrotem komunikacją miejską za 8,80 zł ponoszę dodatkowo co najwyżej koszty „amortyzacji” zelówek w butach. A jadąc 10 km w jedną i 10 km w druga stronę samochodem płacę nie tylko 10,80-13,80 zł za parkowanie (według kosztów dzisiejszych, bo w 2020 r. ma to być już 14-18 zł lub nawet 18-23 zł), ale też zużywam dwa litry paliwa (10 zł) oraz ponoszę koszty zużycia samochodu (razem z paliwem to ok. 0,9-1,1 zł za kilometr).

Tak naprawdę więc wypad do centrum już dziś kosztuje mnie – razem z parkowaniem – 20-30 zł. Ale to koszty „ukryte”. W pieniądzach bezpośrednio wyciaganych z kieszeni jest tak, że jeżdżenie komunikacją miejską nie zachęca mnie, jako kierowcy myślącego wyłącznie kategoriami finansowymi, nie biorącego pod uwagę żadnych kosztów społecznych jeżdżenia samochodem.

Obawiam się, że samorządy nie przygotują specjalnych ofert zakupu biletów dla kierowców, lecz na pewno zaczną podwyższać ceny parkowania – od niedawna jest ustawa, która na to pozwala. I są już pierwsze jej efekty. W Gdańsku pierwsza godzina podrożała z 3 zł na 3,30 zł, druga – z 3,60 zł na 3,90 zł, a trzecia – z 4,30 zł na 4,60 zł. We Wrocławiu zniknęła preferencyjna stawka za krótkotrwały postój – 50 gr za pierwsze 20 minut.

 

52
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
37 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
LechRadekKris19cLeszekMichał Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Vroo
Gość
Vroo

Ja rozumiem prawo clickbaita, ale 7 zł to „drakońskie” podwyżki? Korzystanie z własnego samochodu w centrum to komfort, który powinien kosztować. I dobrze że po latach wreszcie samorządy te opłaty podnoszą. Niestety kara za parkowanie bez biletu jest wciąż śmiesznie miała, jeśli ją porównamy np. z kartą za jazdę bez biletu w komunikacji.

Co do pomysłu: „Specjalne zniżki na bilety komunikacji miejskiej dla kierowców, którzy zostawią auto w garażu” – no właśnie taką zniżką powinno być kupienie zwykłego biletu ZTM. Dlaczego miałbym dostawać jakiekolwiek zniżki tylko dlatego, że mam samochód?

endriu
Gość
endriu

Mam nadzieję pedolewaki że wyginiecie nie rozmnażając się i nastanie normalność

mborus
Gość
mborus

Tylko przyklasnąć. Samochód to nie komfort tylko lepszy środek transportu od komunikacji publicznej, roweru, hulajnów i czego tam jeszcze.

Niestety, są „mądrzy inaczej”, co upierają się przy rowerach, autobusach i innych. Nie ma sprawy, niech jeżdzą, ale dlaczego chcą do swoich „widzimisie” zmuszać innych? Religia jakaś czy oczadzieli?

Ppp
Gość
Ppp

Bo płacisz potężną akcyzę w paliwie, która powinna być opłatą za używanie infrastruktury, w tym parkowanie.
A w temacie:
Komunikacja zbiorowa sprawdza się (nie zawsze), jeśli ktoś pracuje w jednym miejscu przez cały dzień. Rano jedzie TAM, wieczorem Z POWROTEM. Jeśli czyjaś praca polega na krótkich spotkaniach z klientami, a każde spotkanie jest na innej ulicy czy dzielnicy, to komunikacja zbiorowa po prostu się do tego nie nadaje. Żadne kombinowanie z opłatami tego nie zmieni.
Pozdrawiam.

Pero
Gość
Pero

Ile z tej akcyzy dostaje samorząd? Opłaty za parkowanie powinny być na tyle wysokie by zmniejszyć popyt tj. zachęcać do jazdy dotowaną przez samorząd komunikacją miejską oraz ułatwić znalezienie wolnego miejsca (bo mniej ludzi będzie parkować).

Krzysztof A.
Gość
Krzysztof A.

Widzę typowe dla wielu kierowców rozumowanie „robienia łaski i oczekiwanie głaskania po główce bo zdecydowałem się jednak nie truć i nie korzystać z najbardziej powierzchniochłonnego środka transportu” (nie wiem czy faktycznie, czy tylko na potrzeby artykułu). Z jakiego tytułu miasto miałoby nagradzać WYŁĄCZNIE kierowców obniżonymi cenami biletów, a tym którzy komunikacją jeżdżą „od zawsze” pozostawić ceny na niezmienionym poziomie? Czyli, najpierw ci którzy z idei czy z braku prawa jazdy płacą więcej, lub prawie tyle co kierowcy za znacznie mniejszy komfort (czyli ponieśli nieproporcjonalne do zysku finansowego koszty pozafinansowe), a teraz jeszcze sfrajerzymy ich podwójnie, bo będą płacić więcej tylko… Czytaj więcej »

Andrzej
Gość
Andrzej

„sfrajerzymy ich podwójnie”
Nic dodać, nic ująć. Chciałem napisać swój komentarz ale tylko bym powtórzył to, co tu napisano.

Jacek
Gość
Jacek

W dniu bez samochodu KM, WKD i całe ZTM Warszawy jest za darmo dla wszystkich… w przyszłym roku planuję się szarpnąć się na wycieczkę do Nowego Dworu.

KCh
Gość
KCh

Raczej nie komentuję, zwykle się z Panem Redaktorem zgadzam. W tym wypadku muszę powiedzieć stanowcze nie:)
Pojedyncze bilety są skrajnie nieefektywne, wygodny i tani jest bilet kwartalny. Wtedy powyższe wyliczenia są błędne.
W Wawie, przy bilecie kwartalnym dzienny koszt dojazdów w pierwszej strefie to 2,7 PLN. Jeśli Pan redaktor szuka ulg, to znajdzie je w bilecie kwartalnym. Jako rowerzysta, żałuję że nie ma biletów rocznych z jeszcze większą zniżką.
Pozdrawiam serdecznie

Tomasz
Gość
Tomasz

Gdzie jest reprezentacja kierowców, która mogłaby stanowić przeciwwagę dla Rady Miasta? Do tej pory jest tak, że cokolwiek rządzący sobie wymyślą to jest wprowadzane w życie. Gdzie jest opór społeczeństwa przeciwko pomysłkom kilkuset radnych, którzy uważają, że przez wybór są już na stałe nobilitowani i mogą uchwalać co im tylko przyjdzie do głowy? Dlaczego kierowcy traktowani są zawsze jak dzieci do bicia. Samochód to nie luksus, ale narzędzie pracy. W obecnej sytuacji brak jest informacji, ile system płatnego parkowania kosztuje oraz gdzie podziewają się pieniądze z opłat? W centrum budowane są tylko wysokościowce, ale nikt nie zastanawia się nad tym… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

A kto się ujmie za zepchnietymi do podziemia pieszymi? Nie widzisz, że dla nich Centrum to istne terytorium wroga, gdzie się nie obejrzy tam śmiertelne zagrożenie…

Olek
Gość
Olek

Wydaje mi się że informację o kosztach użytkowania samochodu powinien Pan dać w tekście glównym, a nie na samym końcu. Przy obecnym układzie, tekst najpierw prezentuje fałszywą wizję że oszczędności na korzystaniu z komunikacji miejskiej są małe, nie wszyscy doczytają do końca 🙂

Radek
Gość
Radek

Jeżdżenie komunikacja zbiorowa tez generuje koszty społeczne: w pojazdach komunikacji w jesieni i zimie jest pełno ludzi przeziębionych, chorych, kaszlących i kichających, wiec nie trudno o złapanie jakiegoś wirusa i kilka dni obowiązkowo w domu. Stojąc na przystanku w czasie deszczu, mrozu czy smogu dodatkowo zwiększamy ryzyko jakiejś choroby.
Nie ma tak, ze możemy porzucić samochody na rzecz innych środków komunikacji i już będzie super.

Jacek
Gość
Jacek
Marek
Gość
Marek

Hmm, jakoś te kalkulację do mnie nie trafiają. Rozumiem, ze do pracy dojeżdża Pan częściej niz kilka razy w m-cu? W takim razie nie mozna porównywać kosztów podróży samochodem z kosztem zakupu biletu jednorazowego tylko z ceną biletu miesięcznego, o którym wspomniał Pan tylko na marginesie, podobnie jak o kosztach paliwa i amortyzacji. Poza tym w wielu przypadkach koszty parkowania pod domem, tez często bywają niezerowe. Osobna jest kwestia wygody, ale to juz każdy musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie ile jest w stanie za ten luksus dopłacić. To tez zależy w jakich godzinach się jeździ bo stanie w korku… Czytaj więcej »

temper
Gość
temper

Moja propozycja to zaorać centrum Warszawy i dojazdówki buspasami. Teraz, zarówno kierowcy jak i pasażerowie autobusów stoją i klną w korkach. Gdy kierowcy będą mieć realną oszczędność czasu dojazdu, będą decydować się na komunikacje miejską. Gdy musiałem korzysać z autobusów przy dojazdach do pracy to mimo, że większość trasy byla na buspasie to czekałem po 25 minut na autobus kursujący teoretycznie co 7 minut. Dalczego? Bo trasa autobusu przebiegała przez centrum bez buspasa i tam sobie stał w korku. Buspasy muszą być na całej trasie autobusów. Osoby wybierające samochód jako środek transportu może nie będą zadowolone z mojej propozycji ale… Czytaj więcej »

Radek
Gość
Radek

„Osoby wybierające samochód jako środek transportu może nie będą zadowolone z mojej propozycji ” Moim zdaniem wszyscy gramy w jednej drużynie i nie powinno się dzielić społeczeństwa ze względu na środek transportu i szczuć na innych. Dobrze poprowadzony buspas (po którym rzeczywiście co chwilę mknie autobus a nie stoi większość czasu pusty), to sposób na poprawę działania komunikacji zbiorowej. Na tej poprawie zyskują pasażerowie, ale też kierowcy aut – część osób z zadowoleniem przesiądzie się do autobusów, liczba aut się zmniejszy i korki też. I to właśnie na poprawę i rozwój (inwestycje w komunikację zbiorową, infrastrukturę, parkingi) powinno się stawiać,… Czytaj więcej »

Perz
Gość
Perz

To nie tylko kwestia wytyczenia buspasa lecz też jego egzekwowania. Przykład to buspas na Sobieskiego – codziennie między 7:30 a 9:00 jest na nim pełno samochodów, a autobusy stoją w korku.

Greg
Gość
Greg

Artykuł bardzo tendencyjny. 1. Nierzetelne wyliczenia zakładające że posiadanie samochodu jest oczywistością. Otóż nie jest, znam takich, którzy samochód sprzedali i przerzucili na alternatywne środki transportu. Można sprzedać drugi samochód w rodzinie, który jest często spotykany. Poruszanie się samochodem to nie tylko jego tankowanie. To jego zakup, serwisowanie, wymiana opon, garażowanie nocą, parkowanie, ubezpieczenie a na końcu faktycznie tankowanie. Autor mógłby sobie porównać TCO – własne auto vs 4 bilety kwartalne ZTM i wtedy skomentować różnicę. (i nie, nie jest argumentem że czasem trzeba pojechać samochodem to trzeba go mieć. Jest np, car sharing). 2. Stronniczość autora jako zwolennika samochodowego… Czytaj więcej »

Radek
Gość
Radek

Bardzo słuszna uwaga.
Nie można porównać kosztu posiadania własnego auta z 4 biletami kwartalnymi ZTM. ZTM nie jest alternatywą dla posiadania własnego pojazdu (dla wielu osób).
Mieszkaniec ma pewne potrzeby i może je zaspokoić poprzez:
– użytkowanie własnego pojazdu
– korzystanie z ZTM, Uber, taxi, car-sharing, hulajnóg, dostarczania zakupów ze sklepu itp. ŁĄCZNIE.
Należałoby to wszystko podliczyć i zestawić z kosztem utrzymania auta.

Jacek
Gość
Jacek

Korwin ZTM by skasował… ew. wziety na litość dałby pół roku na prywatyzację.

Tomasz
Gość
Tomasz

Wszystko ładnie, ale jak nie ma miejsc na P+R to gdzie kierowcy mają się przesiadać? Nie każdy ma metro pod nosem.

burak
Gość
burak

gdyby nagle wszyscy kierowcy porzucili swoje samochody tup okazałoby się, że budżet dokonał żywota bo na kierowcach kroi się sporą kasę na podatkach i akcyzie w paliwie

Perz
Gość
Perz

W artykule i dyskusji pod nim wydaje się zapomniano o tym do czego mają służyć opłaty za parkowanie. Nie żeby ludzie zrezygnowali z samochodów czy nie jeździli nimi do pracy. Chodzi o to, żeby odciążyć centrum miasta i jego najbliższe okolice, zmniejszyć tam korki, ilość spalin itd. oraz zwiększyć ilość wolnych miejsc dla tych, którzy rzeczywiście potrzebują tam przyjechać autem. Niech ludzie jeżdżą samochodami i auta zostawiają na P+R (miasto powinno ich budować jak najwięcej), a do centrum dojeżdżają komunikacją.

Radek
Gość
Radek

Tylko dlaczego nie rozprasza się po mieście tego, co przyciąga ludzi do centrum? Zamiast planować z głową rozwój miasta podnosi się opłaty, bo tak jest najprościej a i jeszcze można jakąś łapówkę przytulić

Jacek
Gość
Jacek

Bo spora część miasta ma nieuregulowane stosunki własnościowe. Kaleka reprywatyzacja blokuje nie tylko rozwój stolicy, ale i reszty metropolii… swego czasu głośna afera , ale bez wynalazkow w stylu Komisji Jakiego, była w Łodzi… chociaż za ikoniczny (taki, który welokrotnie przebija, całym szacunkiem dla tej tragedii, historię Jolanty Brzeskiej) przykład patologii w tej sferze tego typu patologii dostarcza jednak Polska powiatowa, a jest nią historia willi Chimera w Milanówku… https://www.focus.pl/artykul/klatwa-chimery-czy-wyjasnia-zbrodnie-w-milanowku i http://wpr24.pl/straznicy-zatrzymali-podpalacza-na-goracym-uczynku

Michał
Gość
Michał

Hmmm…, że tak powiem świetnie, że tak Pan ma. Zapewne Czytelnicy cieszą się z tego „ja, ja i ja”. Przydałoby się posłuchać też ludzi. Ktoś mieszka pod Warszawą i dalej, bo jest taniej. Pracy szuka poza strefą parkowania, bo komunikacja miejska i podmiejska mocno kuleje w wielu miejscach. Wynajęcie auta kosztuje, a hulajnogą jest za daleko. Jest taki film z urywkiem „Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie.” Czasami też bywa, że ktoś z rodziny zachoruje i trzeba codziennie na trochę lub cały dzień przyjechać, zwolnić się z pracy i oby nie było takich dni wiele patrząć na to,… Czytaj więcej »

Kris19c
Gość
Kris19c

Może i przesiadłbym się do komunikacji, gdyby:
1. Czas dojazdu do pracy był maksymalnie o 25 % dłuższy niż samochodem (a jest o 100)
2. MZK zapewniło taką ilość środkow transportu, abym nie był wożony jak śledź w puszce i zmuszany do przytulania się do obcych ludzi
3. Nie miałbym samochodu elektrycznego, ktory i tak nie płaci za parkowanie.

A tak, to pan prezydent może mnie ze swoimi podwyżkami pocałować w rufę

Lech
Gość
Lech

Ja to liczę inaczej – zakładam, że koszt posiadania i używania samochodu to najmarniej 1500zl miesięcznie (500zl na paliwo, 1000zl na koszt zakupu samochodu, raty leasingu, raty kredytu itp). A za miesięczny place 100zl i 1400zl mogę wydać na ubera. Ale tyle nie wydaję, więc co miesiąc mam kilkanaście set oszczędności z tego powodu, że nie upieram się posiadać własnych 4 kółek do wyłącznego używania, za to jak czasem trzeba wydać więcej na to taxi, to wydaję, bo wiem, że i tak oszczędzam.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss