3 listopada 2020

Pani Edyta od miesięcy walczy o usunięcie z bazy danych zdjęcia z jej wizerunkiem. A oni piszą: „to nie nasza sprawa”. I odsyłają do fotografa. Kto ma rację?

Pani Edyta od miesięcy walczy o usunięcie z bazy danych zdjęcia z jej wizerunkiem. A oni piszą: „to nie nasza sprawa”. I odsyłają do fotografa. Kto ma rację?

Gdzie jest granica naszej prywatności w sieci? Czy fotograf może nam zrobić zdjęcie, a potem sprzedać je agencji fotograficznej? Z takim problemem boryka się pani Edyta, która żąda, by agencja usunęła jej stare zdjęcia. Twierdzi, że nie wyrażała zgody na wykorzystywanie jej fotografii, a na zdjęcia trafiła po latach przez przypadek.

Ta sprawa zaczęła się mniej więcej dekadę temu. Pani Edyta, nasza czytelniczka, zatrudniła się wówczas (praca na umowę zlecenie) w agencji ochrony jak tzw. steward na stadionie Legii Warszawa. Do jej obowiązków należało m.in. sprawdzanie akredytacji dziennikarzy.

Zobacz również:

„Jeden z nich zrobił mi zdjęcie, nawet o tym nie wiedziałam. Zapytał tylko czy chcę, żeby mi je wysłał mailem. Powiedziałam, żeby wysłał i tak zrobił. Zdjęcia były brzydkie”

– mówi pani Edyta. Przez długi czas sądziła, że fotograf „cyknął” jej zdjęcia po prostu z sympatii. Nie podejrzewała, że mogą trafić do profesjonalnej i komercyjnej bazy zdjęć.

„Teraz, po 10 latach, można wyszukać te dwa szkaradne zdjęcia pod moim imieniem i nazwiskiem w sieci, na co nigdy nie wyrażałam zgody. Nawet nie mam pojęcia, skąd wzięli moje imię i nazwisko. Zdjęcia są do kupienia, więc ktoś de facto handluje moim wizerunkiem i moimi danymi”

– oburza się czytelniczka. Napisała e-maila i dzwoniła do agencji fotograficznej z prośbą o usunięcie zdjęć. Ale agencja stwierdziła, że niczego usuwać nie będzie, chyba że zgodzi się na to fotograf.

„Pracownik agencji wmawiał mi, że pozuję na tych zdjęciach, że podałam swoje dane, że byłam wtedy w pracy, więc on ma prawo mieć te zdjęcia w bazie i ja nie mam nic do gadania”

Przeczytaj też: Bank odrzucił wniosek o kredyt? Ma obowiązek podać przyczyny odmowy. Sprawdziliśmy: banki nic sobie z tego nie robią. Jak je zmusić do przestrzegania prawa?

Przeczytaj też: Rok po wejściu w życie RODO pytamy banki: „co wiecie na nasz temat?”. Nie takich odpowiedzi się spodziewaliśmy

Odpowiedzialność z kilku paragrafów

Rozumiem panią Edytę. Gdybym zobaczył zdjęcia z moim wizerunkiem w jakiejś płatnej bazie, na co nie dałem zgody, też by mi ciśnienie podskoczyło. Co może w tej sytuacji zrobić moja czytelniczka? Poprosiłem o opinię Dorotę Głowacką, prawniczkę Fundacji Panoptykon. Pani Dorota zastrzega, że nie zna wszystkich okoliczności tej sprawy, ale na podstawie mojego opisu uważa, że doszło do naruszenia prawa do wizerunku.

Co do zasady bowiem podstawą rozpowszechniania wizerunku może być zgoda, której – co podkreśla pani Edyta – ewidentnie nie było. Prawniczka uważa, że poszkodowana może zwrócić się o usunięcie zdjęć na podstawie przepisów o ochronie wizerunku i dóbr osobistych.

A konkretnie art. 81 ustawy Prawo autorskie. Mówi on, że rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Zgoda nie jest wymagana – nawet jeśli nie było wyraźnego zastrzeżenia – jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie. Jak zapewnia pani Edyta, ani grosza za to nie dostała i nikt ją nie pytał o to, czy zgadza się na umieszczenie zdjęć w bazie. A może to była „zgoda domyślna”? Być może dla fotografa-profesjonalisty rzeczą oczywistą jest, że jeśli robi komuś zdjęcie, to po to, by na nim później zarobić? Ale pani Edyta nie musiała o tym wiedzieć.

W przytoczonej ustawie są dwa kolejne – poza „zgodą domyślną” – wyjątki, w których rozpowszechnianie wizerunku nie wymaga zgody. Pierwszy dotyczy osób powszechnie znanych, czyli np. polityków, ludzi kultury, działaczy społecznych. Nie wiem jak jest dziś, ale 10 lat temu pani Edyta nie była raczej osobą powszechnie znaną. Drugi wyjątek dotyczy sytuacji, kiedy wizerunek danej osoby w kadrze fotografa jest jedynie szczegółem całości. Bez zgody można więc rozpowszechniać zdjęcia np. z demonstracji. Ale to też nie pasuje, bo jedyną osobą na „spornych” fotografiach jest pani Edyta.

Przeczytaj też: Z powodu pandemii w tym roku nie odwiedziecie grobów bliskich? Sprzątanie grobu można zlecić specjalnym firmom. Ile to kosztuje? I czy są jeszcze „wolne miejsca”?

Przeczytaj też: To największy dylemat rządu. Twardy lockdown po raz drugi, czy próba utrzymania kontroli nad wirusem bez „zamrażania” nas? Liczę: co się bardziej (nie) opłaca?

Kto powinien usunąć zdjęcia: agencja czy fotograf?

Zdaniem Doroty Głowackiej, działanie agencji może być też sprzeczne z art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego. Art. 23 mówi, iż:

„Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach”

Z kolei art. 24 Kodeksu cywilnego stanowi:

„Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków (…)”

Zdaniem prawniczki Fundacji Panoptykon, poszkodowana może zatem domagać się usunięcia zdjęć od agencji, ale również podjąć kroki prawne przeciwko fotografowi. Dodaje, że sposób rozwiązania tego problemu może zależeć od tego, w jakiej formie działa agencja fotograficzna.

„Gdyby działała w formie platformy społecznościowej, na której fotografowie dodają zdjęcia w ramach swoich profili, a agencja dostarcza tylko infrastrukturę do przechowywania fotografii, to tak czy inaczej można się do niej zwrócić o usunięcie zdjęcia w trybie art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną”

– mówi Głowacka. Ten przepis precyzuje, że „nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności”.

Agencja może zatem nie wiedzieć, że zdjęcia w jej bazie zostały umieszczone bezprawnie. Ale w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych. Czyli po interwencji pani Edyty, agencja powinna w jakiś sposób zareagować. Ale ta nie ma sobie nic do zarzucenia i odpowiedzialność za całą sprawę przerzuca na fotografa.

„Nasza firma, jak wskazuje sama nazwa, jest Agencją Fotograficzną i zajmuje się sprzedażą zdjęć fotografów. Nie odpowiadamy za zdjęcia i zgody na wizerunki osób, które są na zdjęciach. Odpowiedzialność według naszej umowy z fotografem ponosi wykonawca zdjęcia. Proszę więc kontaktować się z fotografem i on wtedy może usunąć tą fotografie z naszej bazy i pewnie 30 innych agencji, dla których pracuje”

– napisał przedstawiciel agencji. Wygląda jednak na to, że pani Edyta i sprawa dwóch niechcianych zdjęć nie jest tej firmie obca.

„Z tego co się orientowałem w tej sprawie, ta pani podała swoje dane oraz nie była anonimowa na tej imprezie masowej”

– dodaje. Poprosiłem fotografa o komentarz w tej sprawie i zapytałem czy gotów jest usunąć zdjęcia z bazy. Na razie moja prośba pozostaje bez komentarza. Nie rozumiem natomiast uporu agencji – co jej szkodzi usunąć, a przynajmniej zablokować dwa zdjęcia do czasu wyjaśnienia sprawy z fotografem? Pani Edyta zapowiedziała, że sprawy nie odpuści. My też nie odpuścimy.

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Wacław
1 miesiąc temu

Skąd agencja wie, że zdjęcia przedstawiają wizerunek Pani, która prosi o ich usunięcie?

Haz
1 miesiąc temu
Reply to  Wacław

A czytać umiesz? Zdjęcia są podpisane imieniem i nazwiskiem. W tym jest cały problem.

Wacław
29 dni temu
Reply to  Haz

Potrafię czytać.

Imię i nazwisko nie identyfikuje jednoznacznie osoby. Wizerunek przez 10 lat też może ulec zmianie.

A myślisz?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu