Ogromna emisja obligacji Orlenu sprzedała się na pniu, w kilkanaście godzin. Dwa krzepiące wnioski, które z tego wypływają

Ledwie jeden dzień wystarczył, by w biurze maklerskim PKO BP skończyły się obligacje Orlenu. I to mimo, iż była to ogromna emisja, warta 200 mln zł. Ogromny popyt na obligacje Orlenu wlewa w moje serce duży optymizm w dwóch kwestiach: kondycji rynku obligacji korporacyjnych oraz naszej skłonności do długoterminowego oszczędzania

To, że Orlen nie będzie miał najmniejszych problemów ze znalezieniem chętnych na swoje obligacje było pewne jak w banku. Ale na szacunek zasługuje fakt, że w ciągu zaledwie kilkunastu godzin inwestorzy wyczerpali pulę wartą 200 mln zł. Zwłaszcza, że firma zaproponowała dość niskie oprocentowanie – raptem ok. 3% (WIBOR 6M plus 1,2% marży), zaś okres inwestycji jest dość długi – czteroletni.

Czytaj też: Recenzja najnowszej emisji obligacji Orlenu. Są aż trzy powody, by myśleć o niej ciepło

Orlen podał właśnie, że już 7 maja, czyli w pierwszym dniu zapisów, inwestorzy zamówili więcej obligacji, niż było w ofercie. W tej sytuacji sprzedaż, która miała trwać przez trzy tygodnie, zostaje zamknięta już dziś, we wtorek 8 maja. A zamówienia złożone zarówno w pierwszym, jak i w drugim dniu zostaną solidnie zredukowane. O ile – jeszcze nie wiadomo.

Gigantom kryzys Getbacku nie szkodzi

Jak na standardy polskiego rynku obligacji to była duża oferta. Firmy windykacyjne, budowlane, deweloperskie, pożyczkodajnie – bo to emitenci z tych branż najczęściej przychodzą do nas po pożyczkę w ramach obligacji – zwykle sprzedają obligacje za 30-40 mln zł. Czasem udaje mi się zamknąć emisję szybko, a czasem męczą się przez kilkanaście dni, choć płacą średnio 6% w skali roku. A tu przyszedł Orlen i pozamiatał płacąc dwa razy mniej.

Przyznam, że miałem już czarne myśli na temat rynku obligacji korporacyjnych. Po tym, jak 10.000 nabywców obligacji Getbacku znalazło się w pułapce po ogłoszeniu niewypłacalności firmy (a to drugi największy windykator w kraju) można było się obawiać czy Polacy nie dojdą do wniosku, że obligacyjna loteria nie jest dla nich.

Okazuje się, że nie. Wprawdzie jest niemal pewne, że firmy o średniej wielkości i umiarkowanej reputacji będą teraz miały ogromny problem ze znalezieniem chętnych na swoje obligacje, ale sukces sprzedaży obligacji Orlenu dowodzi, że wiarygodność obligacji jako alternatywnej dla depozytu formy lokowania oszczędności pozostała nie naruszona.

Czytaj też: Niepatriotyczne? Część mojego funduszu emerytalnego powstaje za granicą. Mam powody

Czytaj też: Jak wyciskać z pieniędzy 5-6% rocznie i spać spokojnie? Poradnik dla początkujących o obligacjach korporacyjnych

Zdobywają pieniądze i budują długterminowe oszczędności Polaków

Orlen jest jedyną wielką polską firmą, która regularnie (to była już trzecia emisja) wypuszcza obligacje dostępne dla inwestorów indywidualnych. Robi to zapewne tylko po części z powodu potrzeb inwestycyjnych (akurat tego typu firmy mogą bez problemu emitować obligacje dla instytucji finansowych i zapożyczać się w bankach), a po części ze względów wizerunkowych.

I dobrze robi. Takie marki jak Orlen – rozpoznawalne, mające nasze zaufanie i wysoką wiarygodność finansową – powinny brać aktywny udział w budowaniu długoterminowych oszczędności Polaków. Nie rozumiem dlaczego inne narodowe czempiony nie chcą postawić się w tej roli. Bez przerwy namawiam moich czytelników, by budowali portfel długoterminowych oszczędności i to nie tylko w oparciu o bankowe depozyty. Ale gdy pytają mnie o porównywalnie wiarygodną alternatywę – nie mogą im podać zbyt wielu możliwości.

Drugim powodem, który mnie unosi w związku z sukcesem sprzedaży obligacji Orlenu to fakt, że mamy tu do czynienia z typową inwestycją pod długterminowe oszczędzanie. Orlen wypłaca odsetki co pół roku, ale obligacje są czteroletnie (i jeśli firma będzie miała dobry pomysł na ich refinansowanie, to być może inwestorzy dadzą się namówić na ich rolowanie na kolejne lata).

Namówić Polaka, by zablokował pieniądze na dłużej to wciąż problem. A – jak widać – podłożenie wiarygodnego pomysłu (nawet relatywnie niskodochodowego, lecz bezpiecznego) powoduje, że portfele nam się otwierają. To dobry prognostyk. Co prawda Orlen nie podaje ilu inwestorów zapisało się na obligacje (być może całą pulę wykorzystało kilkuset „burżujów”), ale ja wolę mieć nadzieję, że było to przynajmniej kilka, a może – pomarzyć wolno – kilkanaście tysięcy klientów.

To jeszcze nie koniec emisji obligacji Orlenu. A inne czempiony?

Krótko pisząc: jest na rynku zapotrzebowanie na w miarę bezpieczne inwestowanie oszczędności w obligacje. Ludzie chcą lokować pieniądze długoterminowo w kultowe, znane, stabilne i niezniszczalne marki. A te marki mogą pomóc budować rynek kapitałowy i długoterminowe oszczędności Polaków. Muszą tylko chcieć.

Na razie wiadomo, że Orlen będzie jeszcze sprzedawał nam swoje obligacje. Do tej pory w trzech seriach pożyczył od nas 600 mln zł, ale prospekt emisyjny opiewa na okrągły miliard, więc niemal na pewno będziemy mieli jeszcze możliwość kupienia na rynku pierwotnym obligacji Orlenu (bo na giełdzie Catalyst można je kupić cały czas). A ja czekam aż w ślady Orlenu pójdą inne czempiony. Nie tylko dla pieniędzy, tylko żeby zrobić coś dobrego dla naszych portfeli.

 

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Ogromna emisja obligacji Orlenu sprzedała się na pniu, w kilkanaście godzin. Dwa krzepiące wnioski, które z tego wypływają"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mruk
Gość

będąc szczerym to taka sobie inwestycja. 4-latki SP indeksowane inflacją to lepsze papiery niż oparte na wiborze który jeszcze długo będzie niski ze wzgl na radę i konsolidację sektora bankowego pod państwową flagą. W obecnym klimacie, przy tej radzie PP, przy tych prognozach inflacyjnych na następne lata premia nie powinna być niższa niż 2% + wibor. To ciągle jednak obligacja korporcyjna jakby nie było – przedsiębiorstwa podlegającego cyklom gospodarczym, regulacjom unijnym i wstrząsom walutowym oraz rynku ropy. Kopalnie też kiedyś wydawały się żyłą złota a przyszedł rok kiedy stanęły na krawędzi.

Wojtek
Gość

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad inwestycją w obligacje, ale nie te korporacyjne, tylko skarbu państwa. Z racji tego mam jedno pytanie. Rozumiem, że jeśli kupię obligację która gwarantuje marzę 1.5% + inflacja (10 latek), to gdy za rok marża zostanie podniesiona, ja dalej będę otrzymywał 1.5%? Czy w związku z emisją nowych obligacji tym starym obligacjom tez się trochę zmieniają warunki?

dorota
Gość

Rzeczywiście to co robi Orlen to pozytywna rzecz. Niech inni idą w ich ślady

dorota
Gość

Faktycznie to co robi Orlen to świetna sprawa. Niech inni idą w ich ślady

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany